
Dobiega końca pięcioletnia kadencja dr. Olgierda Lalko na stanowisku
przewodniczącego Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego. 10 maja
odbędą się kolejne wybory. Przewo-
dniczącego POSK-u (trzeba dodać, że jest to funkcja społeczna) wybiorą
członkowie POSK-u w demokratycznych wyborach. O stanowisko
przewodniczącego ubiegać się może każdy członek Rady POSK-u. Zwyczajowo
Walne Zebranie wybierało kandydata proponowanego przez Zarząd. Kandydat
Zarządu znał mechanizmy funkcjonowania dużej w końcu organizacji, był
na bieżąco ze wszystkimi rozpoczętymi projektami, nie tracił więc czasu
na tak zwane wdrażanie w rytm pracy.
Spojrzenie w tył
Koniec kadencji – dobry czas na chwilę refleksji, tym bardziej że
kandydować ponownie nie można, trzeba się sprawdzić w ciągu pięciu lat.
To długi okres, czy krótki z punktu widzenia początkowych
planów i ich realizacji? – pytam przewodniczącego.
Wcześniej przez dłuższą chwilę dostrajaliśmy się do rozmowy. W takiej
rozmowie potrzebne jest wzajemne zaufanie, otwartość i porozumienie.
Odnoszę wrażenie, że zapominamy o włączonym magnetofonie, i o to chodzi.
– Pięć lat to krótki okres – z
uśmiechem odpowiada przewodniczący Lalko. – Nie sposób
zrealizować wszystkich planów. – A jakie były
najważniejsze – drążę temat. Nie uzyskuję jednoznacznej
odpowiedzi, pan Lalko unika priorytetowego uporządkowania, chociaż z
dłuższej wypowiedzi wynika, że jest kilka spraw, o których
mówi z satysfakcją i zaangażowaniem. Do nich należała sprawa
niewdzięczna, mało spektakularna, kosztowna i najpilniejsza. –
Budynek POSK-u wymagał modernizacji. Proszę pamiętać, że minęło już 40
lat od czasu, kiedy pierwsze pomieszczenia oddane zostały do użytku,
najmłodsza jest Sala Teatralna, ale też już obchodziła swoje 25-lecie.
Najdroższa jest oczywiście wymiana systemu wentylacyjnego. Stary jest
nie tylko zużyty, ale nie odpowiada też współczesnym wymogom. W
wielu miejscach wpuszczony był w mury, nie ma do niego dostępu, dlatego
te prace są tak kosztowne. Pełną modernizację przeprowadziliśmy w
pomieszczeniach Jazz Cafe.
– Czy dlatego przystosowanie tych pomieszczeń
kosztowało aż 200 tys. funtów? Na ile został przekroczony
początkowy budżet? – pytam. Zwykle w realizacji takich
projektów wstępne obliczenia są w dużej dysproporcji do
kosztów końcowych. Podaję najbardziej wymowny przykład British
Library, oczywiście projekt gigantyczny, chodzi tylko o różnicę
w kosztorysie i niedotrzymywanie terminów.
– W POSK-u takich dysproporcji –
jak zapewnia Olgierd Lalko – nie było. – Zwykle jest to
różnica 10 proc. W przypadku Jazz Cafe zaczęliśmy od projektu,
który przedstawił Zarządowi Marek Greliak, dopiero potem, po
uzyskaniu zgody Rady, przystąpiliśmy do kalkulacji finansowej i
zmieściliśmy się w tym 10 proc. błędzie. Przyjęta formuła sprawdza się.
W ciągu tygodnia wynajmujemy odpłatnie salę na próby, spotkania,
w weekendy organizowane są imprezy muzyczne, tak więc inwestycja
przynosi dochód.
Dla kogo POSK?
– A może należałoby spróbować wypromować kawiarnię jako
miejsce spotkań w ciągu całego tygodnia? W końcu to też może być
źródłem dochodu?
Takiego rozwiązania – przyznaje przewodniczący
– nikt dotąd nie brał pod uwagę. A szkoda, może wtedy powstałaby
szansa większego otwarcia POSK-u na młodszych Polaków,
którzy bardzo często czują się obco odwiedzając ośrodek przy
okazji różnych występów artystycznych z kręgu ich
zainteresowań.
– W POSK-u nie możemy organizować wielkich
koncertów – żali się przewodniczący. Sala Teatralna
pomieści zaledwie 300 osób, a to za mało na zorganizowanie
koncertu, powiedzmy Budki Suflera. Ale jesteśmy otwarci,
zaznacza, na inne formy działalności ludzi młodych.
Pytam dalej, jak widzi przyszłość POSK-u? – Pozytywnie – pada krótka odpowiedź.
Na kilku frontach
Entuzjazm w tej pracy jest niezbędny. Przewodniczący odpowiada nie
tylko za organizację społeczną, dochodzą również obowiązki
menedżerskie związane z prowadzeniem działalności gospodarczej i
zarządzanie samym obiektem. Jest to, jakby nie było, duża firma, o
rocznych obrotach rzędu jednego miliona funtów. W firmie o
podobnych rozmiarach zatrudniony jest menedżer z odpowiednim
wynagrodzeniem.
– Nie wszystko robię sam. Są zatrudnieni na
etatach ludzie – odpowiada skromnie przewodniczący. Nie chce też
przyznać, że jego kadencja była wyjątkowa. Wyjątkowość polegała na tym
– staram się doprecyzować swoje określenie – że w tym
czasie Polska została członkiem Unii Europejskiej. Do Wielkiej
Brytanii, do Londynu, przyjechało tysiące Polaków. Ta fala
imigracji rodaków, której nikt nie przewidział,
jakościowo i liczebnie zmieniła oblicze polskiej diaspory. Są wieczory,
że POSK dosłownie pęka w szwach. Tak było w trakcie przedwyborczego
spotkania z Donaldem Tuskiem i na spotkaniu z Władysławem
Bartoszewskim. Duża grupa ludzi nie została wpuszczona.
– Niestety obowiązują nas brytyjskie przepisy
i chociaż dobrze żyjemy z lokalnymi władzami (wynajmowali nawet u nas
całe piętro), jeśli chodzi o przepisy, nie ma taryfy ulgowej. Inspektor
może pojawić się niezapowiedziany w każdej chwili i często się pojawia.
Rzeczywiście liczba nowo przybyłych zaskoczyła nas wszystkich.
Na pytanie, jaki zakres działalności POSK-u jest z
jego punktu widzenia najważniejszy, przewodniczący odpowiada
wymijająco, jak dobry ojciec rodziny, który nie chce faworyzować
żadnego dziecka. W odpowiedzi wraca jednak często Biblioteka Polska,
która, jak wynika z krótkiej historycznej dygresji, była
jedną z pierwszych przyczyn narodzenia się pomysłu zbudowania polskiego
ośrodka w Hammersmith.
– W latach 60. XX wieku wspomina Olgierd Lalko – zbiorom biblio-
tecznym groziło rozproszenie. Groma-
dzono je już w czasie wojny i służyły żołnierzom i ich rodzinom. W
pewnym momencie władze brytyjskie, które opiekowały się tymi
bibliotekami, zapowiedziały wycofanie swojego poparcia. Należało te
zbiory zabezpieczyć i znaleźć – co było najtrudniejsze –
odpowiedni lokal. Takiego lokalu nie było. Kiedy powstał pomysł
zbudowania POSK-u, biblioteka stała się priorytetem. Centralizacja
zbiorów nie pozbawiła czytelników mieszkających dalej
możliwości wypożyczania książek. Współpracujemy od początku z
biblio-
tekami brytyjskimi. Wystarczy zgłosić w nich zamówienie na
polską książkę. Resztę załatwi wewnętrzny system międzybiblioteczny.
Dzięki tej wymianie Biblioteka Polska zarabia część pieniędzy na swoje
utrzymanie. W pozostałej części finansowana jest przez POSK, jest jego
integralną częścią.
Działalność charytatywna i gospodarcza
Inne polskie organizacje społeczne, które znalazły swoją
siedzibę w gmachu POSK-u, korzystają z minimum 50-procentowego upustu
za wynajem pomieszczeń. Biorąc pod uwagę ceny rynkowe za wynajem
powierzchni biurowej jest to niewątpliwie poważna pomoc, na czym
również korzysta POSK podtrzymując polski charakter swej
siedziby. Wynajmowanie pozostałej powierzchni biurowej to podstawowe
źródło dochodu. Jak zaznaczył Olgierd Lalko, w chwili obecnej
wszystkie biura są wynajęte, dzięki czemu POSK jest w lepszej sytuacji
finansowej.
Nie znaczy to jednak, że nowy przewodniczący,
wybrany 10 maja, będzie miał latwe życie. Wydatki POSK-u są zawsze
większe niż dochody i różnicę trzeba z czegoś pokryć. Z pomocą
przychodzi Fundacja POSK-u, której zasoby kapitałowe w dalszym
ciągu zwiększają darczyńcy, czyli Polacy, którzy nadal wierzą w
przyszłość tej instytucji. Fundacja może jednak zgodnie ze swoim
statutem przeznaczać na sprawy bieżące odsetki bez naruszania kapitału,
a wysokość odsetek nie jest wystarczająca by pokryć wszystkie potrzeby.
Kolekcja POSK-u
Za swojej kadencji Olgierd Lalko nie tylko zadbał o unowocześnienie
wejścia do ośrodka, remont holu, galerii i piwnic, gdzie powstała
kawiarnia jazzowa. Zrealizował jeszcze jeden projekt – z
którego chyba jest dumny, bo jak sam powiedział – kolekcja
POSK-u powstawała od samego początku, nie miała tylko stałej sali z
wystawionymi eksponatami.
– Przez te wszystkie lata dostawaliśmy od
naszych członków różne pamiątki, często o dużej wartości
historycznej. Są to świadectwa obecności Polaków na Wyspach,
sporo poloników zbieranych przez lata. Bardzo często pamiątki
rodzinne otrzymujemy wraz z zapisem testamentowym z prośbą o
umieszczenie ich w POSK-u. Uważałem więc, że była to sprawa ważna, żeby
nasza kolekcja była w końcu dostępna. W związku z tym do celów
ekspozycyjnych dostosowaliśmy Salę Orłów.
Na moją prośbę, po zakończeniu rozmowy, idziemy do
Sali Orłów. Kolekcja robi wrażenie, mniejsze eksponaty zostały
umieszczone w specjalnych gablotach, zakupionych po niskich cenach na
eBay (POSK też powoli wchodzi w XXI wiek!).
– Nie wszyscy – przyznaje przewo-
dniczący Lalko – uważają, że był to dobry pomysł, podobnie było z
innymi projektami. Cóż, najłatwiej zawsze o krytyków.
40 lat istnienia to wynik pracy kilku pokoleń, POSK
jest taki jaki jest, będzie z pewnością się zmieniał, bo tylko zmiana
zagwarantuje mu przetrwanie.