KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 23 kwiecień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Bańka pełna dumy
2008.09.12 / Roman Waldca
TAGI: reportaż
Share |
– Skąd panowie się znacie? – pyta amerykański urzędnik emigracyjny na londyńskim Heathrow i przewraca kartki w paszportach. Razem mieszkacie? Długo?

Na ekranie laptopa ma już wszystko dokładnie wyświetlone: dane z paszportów, numery lotów, adres hotelu. Zna numer karty kredytowej, którą płaciliśmy za bilety. Za chwilę zeskanuje moją wizę i dostanie listę moich wszystkich wcześniejszych wyjazdów do Ameryki. Pojawi się też numer Social Security, który swego czasu został mi przyznany. – Nie mieszka pan już w Ameryce? – udaje zdziwionego. Dopiero teraz możemy odprawić bagaże. Nowy Jork ciągle osiem godzin lotu przed nami… Wszystko może się jeszcze zdarzyć.

Delta tonie
Samolot Delty nie robi dobrego wrażenia. W środku czysto, ale nie trzeba specjalnie dużo latać, by spostrzec, że maszyna już nie jedno widziała i nie należy do najnowszych. Rozklekotane siedzenia, brak monitorów w przednim siedzeniu, tylko stare, zwisające z sufitu telewizory. Jeszcze gorzej prezentuje się obsługa. To poranny lot, a jednak zmęczenie lub co najmniej zniechęcenie na twarzy stewardesy nie nastraja dobrze do lotu. Czy może być jeszcze gorzej?

Okazuje się, że może. Latanie Deltą nie należy do przyjemności. O ile w europejskich liniach lotniczych proszą, by nie korzystać z telefonów komórkowych czy urządzeń elektronicznych w czasie startu czy lądowania, o tyle w Delcie nie proszą. Wydają polecenia. – Nie możecie używać… Chcemy, byście przestrzegali tego zakazu. Koniec, kropka. Amerykańska gościnność daje się we znaki jeszcze w Londynie, zanim samolot poderwie się do lotu.

Gdy wyląduje, dowiemy się, że mamy uważać otwierając luki bagażowe. – W czasie lotu bagaż mógł się poprzesuwać i może zlecieć wam na głowę – ostrzega szefowa pokładu przez intercom. – Nie chcemy, aby coś się wam stało. Jak sami przecież wiecie... shit happens – dodaje.

Nie mam już żadnych złudzeń. Jesteśmy w Ameryce. Jeszcze tylko pogawędka z urzędnikiem imigracyjnym, który po raz kolejny pobierze ode mnie odciski palców, zrobi zdjęcie i spyta, kto moim zdaniem wygra wybory w Ameryce. – Wiem, Europa jest za Obamą, ale mam nadzieje, że wygra McCain. Obama jest ciągle za młody na to stanowisko – dodaje i życzy przyjemnego pobytu. – Nie zapomnij o zakupach! Nie zapomnę.

Trzeba posprzątać
Nowy Jork nie zmienił się w ciągu ostatnich czterech lat. A przynajmniej takie robi wrażenie. Nadal można wyskoczyć do pobliskiego baru czy restauracji o dowolnej porze dnia czy nocy i zamówić śniadanie, lunch czy obiad. Czy cokolwiek innego. I zawsze znajdzie się ktoś przy sąsiednim stoliku, kto – siedząc samotnie – zagada, opowie anegdotę, poradzi, gdzie najlepiej udać się na zakupy lub gdzie teraz jest najlepszy klub na całonocne szaleństwo. Zrobi to z przyjemnością, tak jakby rozmawianie z nieznajomymi było częścią nowojorskiego trybu życia. Bo jest. I chociażby za to warto Nowy Jork kochać.

– Kiedyś było inaczej. Teraz wszystko się zmieniło – wyznaje ze smutkiem w głosie Patricia, która codziennie pojawia się na śniadanie w małej latynoskiej restauracji na rogu Trzeciej Alei. Mieszka nieopodal. Po drodze kupuje „The New York Times” i odbiera pocztę. Słyszy nasz europejski akcent i sama podejmuje rozmowę. – Kiedyś w okolicy było pełno barów, do których mogłeś wyskoczyć na spotkanie ze znajomymi lub szybki obiad. Teraz to się wszystko zmieniło. Przyjdziecie tutaj wieczorem i zobaczycie całą zgraję dzieciaków z Jersey, które tylko po to tutaj przyjeżdżają, by narozrabiać.

Patricia jest szefową w jednym z takich barów, który działa nieprzerwanie od 40 lat. – Jesteśmy jednym z nielicznych, który się jeszcze nie zamknął. Reszta albo splajtowała, albo nie chcąc narażać się na kłopoty po prostu przeniosła się gdzieś indziej. Mój szef postanowił, że się nie da. Teraz staramy się rozkręcić interes na nowo.

Kłopoty zaczęły się jakieś trzy lata temu. W okolicy otwarto nowy bar dla studentów pobliskiego uniwersytetu. Jednak studenci miejsca nie polubili. Mieli swoje, do których od lat zaglądali z przyjemnością. Zamiast tego zaczęło się pojawiać w okolicy dużo młodzieży z pobliskiego New Jersey. Nie mają daleko. Koleją raptem dwadzieścia minut. Przeważnie z biednych rodzin, szukają na Manhattanie rozrywki. Albo okazji. – Teraz jest ich tak dużo, że ludzie boją się wieczorem wychodzić. A przecież to jest samo serce Manhattanu. Jeśli tutaj ludzie boją się chodzić wieczorem, to co dopiero w innych częściach. Ale już pracujemy z policją nad tym, by trochę naszą okolicę wyczyścić, chociaż potrwa to pewnie jeszcze długo – dodaje ze smutkiem w głosie i wręcza nam wizytówkę. Zaprasza do baru. We wtorek, każdy z gości, który przy wejściu pokaże tatuaż, dostaje drinka za darmo. – Taka forma promocji – dodaje Patricia i już ucieka. Praca czeka.

W Nowym Jorku każdy pracuje. I to ciężko. Gdy opowiadam mojemu kumplowi o tym, że statystyczny Amerykanin ma w ciągu roku jedynie siedem dni roboczych urlopu, nie wierzy. Shit happens – ostrzegali w samolocie.

Kronika
Mimo narzekań Patrici Nowy Jork jest znacznie bardziej bezpieczny, niż jeszcze kilka lat temu, kiedy czołówki lokalnych brukowców ociekały krwią niemal każdego tygodnia. Teraz wiele się zmieniło. Rudolph Giuliani, poprzedni burmistrz miasta, już na początku swojego urzędowania przyznał, że walka z przestępczością jest jego priorytetem. Zakasał rękawy i zabrał się do roboty. Liczba przestępstw spadała z roku na rok, teraz należy do jednej z najniższych w kraju. Jednym ze sposobów było zatrudnienie setek nowych policjantów, którzy zaczęli być widoczni na ulicach miasta. I nadal są, mimo iż upominają się o swoje. Chcą podwyżek. Wiedzą, że pracując w Nowym Jorku ciągle narażają swoje życie. A nie dostają wiele: na starcie 36 tysięcy dolarów, po zaprzysiężeniu 40 tysięcy. Jeśli są dobrzy, po promocji mogą dojść do 65 tysięcy rocznie. I to wszystko. A koszt wynajęcia średniego mieszkania na Manhattanie to prawie dwa i pół, trzy tysiące dolarów miesięcznie. Nie jest lekko.

Kroniki policyjne w lokalnych gazetach już nie straszą. W ciągu naszego tygodniowego pobytu odnotowałem jedynie jedno morderstwo: jakiś wariat we wschodnim Brooklynie zaczął strzelać na ślepo do przechodniów. Zabił jedną osobę i dwie ranił. Został zastrzelony przez policjantów. Dzień później okazało się, że miał problemy z handlarzami narkotyków, którym był winny kupę siana. Shit happens.

Piąta kolumna
To, co przyciąga turystów do Nowego Jorku to nie kluby czy bary, a sklepy. Słynna Piąta Aleja znana jest na całym świecie z ekskluzywnych butików, drogich sklepów i markowych ciuchów. Tylko że jej blask jakby gaśnie. Wystarczy przejść się ulicą i jak na dłoni widać, że coś jest nie tak. Niemal na każdym rogu straszy pusta witryna sklepowa z dużym plakatem, na którym agencja nieruchomości podaje swój numer telefonu. Lokal jest do wzięcia od zaraz. Ci, którym nie udało się jeszcze zbankrutować, wcale się tym faktem nie przejmują. Amerykańska obsługa klienta nie powala. Zwłaszcza ta w Nowym Jorku. Nawet teraz, gdy wydawałoby się, że każdy klient jest na wagę złota. Szczególnie teraz.

Mike przyjechał do Nowego Jorku prawie rok temu. Skończył studia i dostał ofertę pracy w NY: jest aplikantem w kancelarii prawniczej. Stoi tuż za mną w sklepie Calvina Kleina i z uwagą przygląda się, jak kasjerka cierpliwie upycha wszystkie ciuchy do jednej torby. Nieważne, że miesza koszule z ciężkim zimowym swetrem. Ważne, że za chwilę skasuje z mojej karty kilkaset dolarów. Sam nie wierzę własnym oczom. – Przecież to mi się wszystko pogniecie! – chcę ją ochrzanić i dostać pustą torbę, by to wszystko przepakować, ale ona już na mnie nie zwraca uwagi. Zajęta jest Mikem, który widząc moje zakłopotanie przychodzi z ratunkiem. Przerywa dziewczynie i prosi o pustą torbę dla mnie. Potem podejdzie i powie, że to tutaj teraz normalne. – Nie przejmuj się chłopie, one są na procencie. Im więcej skasują, tym większą dostaną wypłatę. To jak polowanie na zwierzynę. Ty się dałeś upolować. One już się nawet nie uśmiechają – dodaje i przyznaje, że od czasu, gdy wyprowadził się z Kalifornii, każdego dnia musi się zmierzać z nową dawką chamstwa. – U nas czegoś takiego nie ma. Ale Nowy Jork żyje szybciej, ludzie szybciej chodzą po ulicy, szybciej mówią, tak jakby się wiecznie gdzieś spieszyli – rzuca i już go nie ma. Szybkim krokiem wyszedł ze sklepu. Shit happens?

Tekst i zdjęcia: Roman Waldca

Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 27976
Tak

23425
84%
Nie

4551
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |kruszarka do węgla | liny nierdzewne | opieka osób chorych i niepełnosprawnych Jastrzębie Zdrój | ekogroszek Rydułtowy | terapia Cieszyn
zespół muzyczny pszczyna | liny nierdzewne | Lekarz rodzinny Radlin | badania do pozwolenia na broń Wodzisław Śląski | malowanie konstrukcji