KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 15 paĽdziernik 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Beskidzka opowieść
2008.09.26 / Marcin Piniak
TAGI: polskie drogi
Share |
Przez purpurę ociężałego nieba przebijają pierwsze jasne punkty. Fałdy odległych gór spowite w mlecznej mgle kreślą umowną granicę horyzontu. Cisza bezruchu, dywany traw pokryte rosą, muskające twarz wilgotne powietrze. Płuca nabrzmiałe od nadmiaru czystego tlenu. Zmysły wyostrzone do granic, łapczywie chłoną każdy szczegół i skrawek, jaki są w stanie pochwycić. Zapisany światłem w odcieniu lapis lazuli kadr na matrycy świadomości.

Kiedyś wierzono, że to twarde ciało ziemi powstało z maleńkiego ziarnka piasku z dna bezkresnego oceanu. Wszechświat był drzewem z koroną niebiańskich krain i korzeniami świata umarłych. Teraz w jednym z zakamarków kosmicznego pnia, w odwiecznym zawieszeniu pomiędzy niebem i ziemią zakuta w dybach czasu biegnie spirala asfaltowej drogi wiodącej do Gorlic. Miasta, które wyznacza północny kraniec Beskidu Niskiego. To właśnie w tym mieście rozbłysła pierwsza na świecie latarnia, niczym zapowiedź nieuniknionego. Za nami Sękowa i Krzywa – małe karpackie krainy, tonące pod granatową płachtą zmierzchu. Przed nami Wołowiec – miniaturowa instalacja kilku domów wbitych niedbale pomiędzy jędrnymi piersiami gór.

W pięknej wili z jodłowych bali pod numerem Wołowiec 15 dostajemy nieprzyzwoicie ładny pokój. Dom wybudowali rodzice Kasi, niegdyś studenci etnografii, z pomocą podhalańskich górali i miejskich przyjaciół. Główne atrakcje turystyczne Wołowca to cerkiew greckokatolicka z XVIII wieku i znany pisarz, urodzony w Warszawie w 60 roku wieku ubiegłego. Niewiele, tym bardziej że cerkiew jest zamknięta, gdyż nabożeństwa są co trzy tygodnie, a znany pisarz, jak sam mówi, jest do czytania, nie do oglądania i raczej stroni od ciekawskich. Pozostaje droga, kilka domów, których przed wojną było 130, a teraz jest kilkanaście, zimna woda w strumieniu, owce na stokach, śpiewający piękne pieśni pan z czarną brodą jadący ciągnikiem marki Ursus.

Parę kilometrów dalej jest Czarne. Miejsce-legenda. Kiedyś przed laty powstała tam prawdziwa komuna z inicjatywy etnologa Jurka Szczepkowskiego. Wielu stołecznych frików i hipisów zjeżdżało tu, by w otoczeniu piękna łemkowskiej ziemi spróbować życia w stanie surowym, bez światła, kanalizacji i rozpędzonego miasta. Tam też bywał najbardziej znany obecnie mieszkaniec Wołowca Andrzej Stasiuk i Monika Sznajderman, teraz jego żona. Tam urodziła się ich córka. Tam też przy świecach naftowych po nocach Stasiuk pisał swoje pierwsze zmysłowe powieści.

Teraz Czarne opustoszało, pozostały szkielety zrujnowanych domów, cmentarze, polne kapliczki i wiatr wiejący po dolinie. Duchy łemkowskich górali pasących zjawy owiec. Niegdyś tych wędrujących pasterzy, którzy z terenów dzisiejszej Rumunii poprzez Karpaty dotarli tu w XII wieku nazywano Rusnakami, by w XIX wieku przechrzcić na Łemków. Później stali się rolnikami prowadzącymi osiadły tryb życia. Ta ziemia, parująca zapachem owczej wełny, odległymi legendami łemkowskich dziadów po II wojnie traciła swe dzieci. Tutejszą ludność oskarżono o wspieranie UPA – Ukraińskiej Powstańczej Armii i wysiedlano całe wsie w głąb ZSRR. W latach sześćdziesiątych polski rząd złagodził restrykcje wobec rdzennej ludności łemkowskiej zezwalając na powrót do swojej ojczystej ziemi.

Łemkiem był Nikifor Krynicki i młody pisarz Mirosław Nahacz, którego pierwszą książkę „Osiem cztery” wydało Czarne. W Gładyszowie podszedł do nas ziejący alkoholem, zniszczony życiem mężczyzna, z miejsca oznajmiając, że to on jest ten słynny Bombel, co to o nim powstała książka tego Stasiuka. Książkę o tytule „Bombel” napisał wspomniany Nahacz, a ten śniady od nadmiarów dżentelmen w ten oto sposób wydębił od nas na wino. Nie wiedział pewnie, że zeszłego roku we wsi Leszczyce odbył się pogrzeb twórcy „Bombla”.

Nahacz jeszcze w liceum naprawiał przydrożne krzyże. W swojej biografii na stronie wydawnictwa Czarne napisał: „Pierwszy krzyż, który poskładałem jest po prawej stronie na końcu wsi Moszczaniec. Nie pamiętam przed, czy za mostkiem. Są jeszcze inne, ale ten jest najważniejszy”. Jeżeli kiedykolwiek traficie na tę wieś, zapalcie znicz dla Mirka pod tym krzyżem.

Te przydrożne krzyże, kaplice i cmentarze porośnięte bezimiennymi grobami niczym świadectwa ludzkiej obecności w bezmiarze przestrzeni. Łemkowskie nekropolie uszeregowane numerami. Jak ten wojskowy cmentarz na Czarnym o numerze 53 z czasów I wojny, gdzie docześni wrogowie po śmierci dzielą to samo łono czarnej ziemi. W korzeniach kosmicznego drzewa legiony wszystkich armii świata, ramię przy ramieniu, kość przy kości, z mottem: „Nie znaliśmy życia drugiego człowieka. Teraz śmierć nas połączyła” – jak na tablicy przy cmentarzu nr 43 w Rodocynie.
Prawie jednakowe, senne wsie ze strzelistymi dachami chałup, cerkwią i cmentarzem. Przydrożny sklep z batonami w czekoladzie i tanim piwem. Zapach kiepskiego tytoniu i twarze w odwiecznym korowodzie rytuałów codzienności. Ptaki kołujące na wietrze. Bezdomne psy na piaszczystych drogach ujadające w noc.

Jednak przede wszystkim duży taras z wygodnym drewnianym fotelem, gorąca kawa o poranku, papieros i ta góra z zawieszonymi nisko plamami chmur. Piękno. Wszystkie poranki świata skondensowane w jednej krótkiej chwili trwania. W kilku głębokich oddechach. Wieczorne czytanie „Opowieści galicyjskich”, dobre, świeże piwo i zachodzące czerwienią niebo. Tak niewiele i tak wiele zarazem. Pachnąca wilgocią noc z wybitymi na przestrzał gwiazdami i symfonią świerszczy. Mrok pozbawiony sztucznych świateł i cisza. Taniec płomieni i zapach płonącego drewna w ognisku.
Myśli, których jest jakby mniej.

Poczucie, że tutaj istniejesz bardziej niż gdziekolwiek indziej.

Tekst i zdjęcia: Marcin Piniak

Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29388
Tak

24438
83%
Nie

4950
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat rozbój warszawa | zawiasy nierdzewne | opieka osób chorych i niepełnosprawnych Rybnik | Immunolog śląsk | terapeuta Cieszyn
meble na wymiar rybnik | nity nierdzewne | okna Rybnik | medycyna pracy Rybnik | system asekuracji