KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 23 lipiec 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Mazurskie drogi niedokończone
2008.10.10 / Aleksandra Solarewicz
TAGI: polskie drogi
Share |
Gdyby Emily Brontë miała się urodzić się poza Anglią, to tylko w Krainie Wielkich Jezior. Samotne gospodarstwa, zdziczałe sady i zagasłe cmentarze na wzgórzach, po których hula wilgotny wiatr, przypominają pustkowia Yorkshire. Tyle że mury są tu pruskie, a dusza polska, wędrownicza.

Drogi, którymi przywędrowałam na Mazury z Południa, nazwałabym drogami niedokończonymi. Na każdym niemal kroku przecinają je granice. Te formalne, te historyczne i te wyryte w pamięci.

Za murem pruskim
Pierwsza linia, którą przekraczam w mojej samotnej wyprawie z rowerem, to kolejowa granica Kongresówki z Prusami. O niej opowie mi Marcin, warszawiak z dziada pradziada, którego spotykam w pociągu do Giżycka. Dziarski rowerzysta ucieka na kilka dni od betonowych tuneli (pracuje w warszawskim metrze), rozmów w McDonaldzie i śmiecących wokół siebie ludzi, którym jest wszystko jedno.

Wyglądamy przez okno. Maleńkie stacyjki z czerwonej cegły strzegą jednotorowych linii kolejowych. W załomach piaszczystych wzniesień widać pojedyncze białe domy i strzeliste, neogotyckie kościoły. Tak samo musiały wyglądać przed wojną.

– A tu TVP kręciła „Siedlisko” – Marcin wskazuje samotne gospodarstwo. – Tu jeszcze wsie wyglądają jak pięćdziesiąt lat temu – mówi z zachwytem. – Ale tak spokojnie i odludnie jest jeszcze tylko koło Kętrzyna. Dalej już pensjonaty, samochody i żaglówki.
Marcin ożywia się, gdy w Ełku kończy się… trakcja elektryczna. Teraz pociąg z lokomotywą spalinową wtacza się na jedną z tras, którym co roku grozi zamknięcie. Wjeżdżamy w miejsca, gdzie bardziej surowa staje się architektura i klimat.

– Ty tu się pewnie dobrze czujesz – zgaduje Marcin. – Bo tu wszystko jest takie samo jak u was, na Dolnym Śląsku: poniemieckie.

Patrzę za okno i mam wrażenie, że tutaj spotyka się tylko niebieskie, chłodne niebo z zieloną jeszcze, sierpniową ziemią. Ludzie nie wychodzą sobie naprzeciw, bo domy wyglądają jak wymarłe. Zapach spalin miesza się z wonią lasu iglastego. Zza ciemnych drzew srebrzy się jezioro.

Czerwono-niebieski szlaban
Tor z Węgorzewa do Królewca szedł tędy, gdzie teraz idzie piaszczysta droga, prosta jak… szyna. Teraz to ścieżka rowerowa. Gdyby nie to, że wiadukt pod drogą do Brzozowa jest osmolony dymem lokomotyw, nie uwierzyłabym, że kiedyś jechał tędy radziecki pociąg i zwijał tory. Drzewa rosną tak blisko, że jadąc rowerem, można zrywać z drzew dojrzałe jabłka i gruszki. Na tej polnej drodze spotykam Martę.

– Którędy do szosy?

– O, tędy, w lewo – pokazuje młoda kobieta, koło której kręci się pies. – Ja w tę samą stronę. Możesz jechać ze mną. A ty sama jeździsz taką drogą? – pokazuje na resztki ramp i chaszcze na zboczach. Wzruszam ramionami.

– Włóczykije tak mają – parskam śmiechem, nie przeczuwając jeszcze, że ta włóczęga nie spodoba się wopistom. Już za godzinę dowiem się od nich, że wszelkie wycieczki w okolice słupków i szlabanu nie są mile widziane. To granica Unii.

– To jesteś odważna – mówi Marta. Ona jest tutejsza, więc przywykła do wędrówek jedynie w towarzystwie psa. Mówi, że tu jeszcze żyją ludzie, których do zeszłego roku formalnie nie było. Bo aż do czasu wymiany dowodów żyli bez dokumentów. Po plecach przechodzi mi lekki dreszcz.

Marta skręca do zadbanego gospodarstwa, z którego na przywitanie wybiega wielki wilczur. Zostaję sama w łagodnie zachodzącym słońcu. Poszłabym dalej dębową aleją do zielonego cienia, teraz przenikniętego morelowym światłem. Jeszcze w czterdziestym piątym tędy wędrowali ludzie do kościoła i na targ. Szli do trzytysięcznego miasteczka zwanego Kryłowo. Po korekcie granic w latach powojennych porzucali domy i przenosili się na południe. Dziś Kryłowo ma pięciuset mieszkańców, a dojść tam „nielzia”. Bo dzisiaj tę żwirową drogę, którą rudziszkowanie chadzali spacerkiem w odwiedziny do sąsiadów w miasteczku, przecina czerwono-niebieski szlaban.

Przy zburzonym moście
Sądziłam, że podchodząc brukowanym podjazdem dla taksówek, zobaczę napis: „Węgorzewo PKP”. A tymczasem na budynku dużej stacji wisi szyld: „Wystawa o kolei”.

– Pociągi jeździły do dziewięćdziesiątego czwartego – wyjaśnia przewodniczka. – Stowarzyszenie Hobbystów Kolejowych uruchomiło trzydziestotrzykilometrową linię do Kętrzyna. Pociągi ruszyły w tym roku... – To ja się chętnie wybiorę – przerywam. – Właśnie ktoś już zdążył ukraść naprawione tory… – odpowiada smutno kobieta. – PKP ciągle coś nie pasuje. Hamują akcję, jak mogą. Po co oni to robią? – pyta.

Nie rozumie tego również mężczyzna, spotkany nad rzeką. Przystaje, widząc, że robię zdjęcie wiaduktu.

– Mój ojciec był tu kiedyś kolejarzem. Ech… – mężczyzna kręci głową, w końcu macha ręką w przestrzeń i odchodzi po wiadukcie do Gołdapi. Z równoległego mostu zostały poszarpane filary. Tędy pociągi nie pojadą, choć na węgorzewskim torze stoi wagon, gotowy do odjazdu.

Mapa Mazur przypomina poszarpaną sieć rybacką. Miłośnik wędrówek odczyta z kształtu dróg i nasypów, kto je zbudował, kto nimi przeszedł i dlaczego zamknął za sobą drzwi. O tym, kto przyjechał pociągiem towarowym z Wilna czy Chełmszczyzny mówią groby Downarowiczów, Zasztowttów, Janowiczów i Zybertowiczów. A także nagrobek ojca i syna z napisem cyrylicą na cmentarzu w Węgorzewie. Piętnaście kilometrów stąd na północ zaczyna się Rosja.

Tekst i zdjęcia: Aleksandra Solarewicz

Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 28674
Tak

23915
83%
Nie

4759
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |nagrobki wodzisław | nakrętki nierdzewne | kosmetyka gdańsk | węgiel Jastrzębie | prasy krawędziowe
dietetyk rybnik | odnowienie uprawnień spawaczy | medycyna pracy Rybnik | badania kierowców Wodzisław Śląski | obsługa prawna wodzisław śląski