KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 22 czerwiec 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Pietrkiewicz niezapomniany
2008.11.21 / Teresa Bazarnik
TAGI: czas przeszły
Share |
Są ludzie, którzy nigdy nie odchodzą. Świadectwo ich życia pozostaje. Do takich należy zmarły rok temu poeta, pisarz, tłumacz, wykładowca Jerzy Pietrkiewicz. „Nie wszystek umrę” – napisał Horacy myśląc z pewnością o swojej poezji. Profesor Pietrkiewicz zostawił nie tylko swoją twórczość, ale grupę wspaniałych ludzi, przyjaciół, znajomych z kręgów literackich, naukowych oraz wiernych studentów, którzy przywołują go z drugiego brzegu, nie pozwalając zniknąć w cieniu.

Jerzy Pietrkiewicz potrafił wsłuchiwać się w słowa swoich rozmówców. Na zdjęciu z autorką tekstu w roku 1998.


W sobotę 15 listopada w polskim kościele na Devonii zorganizowali uroczystą mszę świętą w jego intencji. Podniosłość nabożeństwa podkreśliła dobrze dobrana muzyka w doskonałym wykonaniu Wioletty Gawary (śpiew) i Przemysława Salamońskiego (organy). Liturgia odprawiana była przez ks. prałata Tadeusza Kuklę po angielsku, bo tak się złożyło, że grono, które o profesorze nie zapomina, tworzą w większej mierze Anglicy. Wśród nich Rosie Hunt – ostatnia doktorantka prof. Jerzego Pietrkiewicza, która jako spiritus movens czuwała, by wszystko przebiegało zgodnie z dobrze opracowanym scenariuszem.

Jerzy Pietrkiewicz zmarł rok temu, 26 października, w wieku 91 lat. Poeta, prozaik i tłumacz literatury polskiej, związany był z Wielką Brytanią od wojny i stał się legendą pisarsko-pedagogiczną emigracji polskiej.

Miał bardzo ciekawe koleje losu. Urodzony w wiejskiej rodzinie w Fabiankach koło Dobrzynia przez pięćdziesięcioletnią matkę. Z tego powodu traktowany był przez lokalną społeczność jako zjawisko nadprzyrodzone. Jego rodzice zmarli, gdy miał czternaście lat. Po ich śmierci przebywał w szkole z internatem we Włocławku. Potem, podczas studiów w Uniwersytecie Warszawskim, wegetował na skraju nędzy. Niebawem rozpoznano w nim awangardowy talent poetycki. Jeszcze przed 1939 rokiem pracował jako redaktor literacki w jednym z dzienników. Po wybuchu wojny, przez Bukareszt, La Rochelle i Plymouth dotarł do Londynu. Tu, po okresie dorywczej pracy pisarskiej, ukończył studia najpierw na Uniwersytecie St Andrews w Szkocji, a następnie zrobił doktorat w King’s College w Londynie. W tym samym czasie ożenił się z pisarką Christine Brooke-Rose. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych zabłysnął jako wyróżniający się pisarz angielskojęzyczny, a w siedemdziesiątych, po dwudziestu latach pracy akademickiej w School of Slavonic and East Europeaen Studies został szefem wydziału języków wschodnioeuropejskich w University of London. Swoje późniejsze życie dzielił między Anglię a południową Hiszpanię, gdzie w Andaluzji wybudował sobie dom. Tam wzmocniła się jego fascynacja mistycznymi dziełami św. Jana od Krzyża. Jerzy Pietrkiewicz przełożył na angielski i doprowadził do wydania gros twórczości Karola Wojtyły.

Brytyjska krytyka literacka ceniła twórczość Pietrkiewicza, uznając ją za zbiór dziwnych, nie dających się sklasyfikować gatunkowo książek o sporej dawce magii. Był kimś na wzór Nabokowa w Stanach Zjednoczonych lub Samuela Becketta we Francji. To zadziwiające w przypadku poety, który przyjeżdżając do Wielkiej Brytanii w 1940 roku, prawie w ogóle nie znał języka angielskiego. Nasuwa się tu naturalne porównanie do Conrada, z tym że Pietrkiewicz został dostrzeżony jako poeta jeszcze w Polsce, zaś Conrad tworzył tylko po angielsku.

Jego najważniejsze dzieła poetyckie i prozatorskie to: „Wiersze o dzieciństwie”, „Znaki na niebie”, „The Knotted Cord” (1959), „Isolation” (1961), „The Quick and the Dead” (1961), „Inner Circle” (1966).

Po mszy świętej organizatorzy zaprosili wszystkich do sali parafialnej, gdzie przy dobrym winie słuchaliśmy krótkich wspomnień o długim, wspaniałym życiu. Profesora wspominały osoby, które chciały się podzielić tym, co je wiązało z tym niezwykłym erudytą, Europejczykiem i człowiekiem głębokiej wiary.

Zaczęto jednak od fragmentu z książki Knotted Cord (jednej z autobiograficznych powieści Jerzego Pietrkiewicza), dość brawurowo przeczytanego przez aktorkę Annie Irving, przyjaźniącą się z poetą przez około 30 lat.

Jeszcze dłuższą znajomością, bo aż do śmierci, z pisarzem i poetą może poszczycić się Carol O’Brien, redaktor wielu brytyjskich wydawnictw i wielu książek Pietrkiewicza. Spędziła z nim dużo czasu nie tylko w Londynie, ale również w jego domu w Hiszpanii. Kiedy właśnie tam przebywali, Jerzy Pierkiewicz dowiedział się o wyborze papieża-Polaka, którego utwory przekładał później na język angielski. Po opublikowaniu przekładów pojechała z Pietrkiewiczem do Watykanu na spotkanie z Ojcem Świętym. Wciąż ma w oczach wzruszający obraz tych dwojga rodaków, rozmawiających o Polsce.

Prof. Moskalowa, literaturoznawca, znana z niekonwencjonalnych wystąpień opowiedziała zebranym jak na przedstawieniu „Biesy” padało na Jerzego Pietrkiewicza, mężczyznę o niezwykle bujnych, artystycznie niepokornych włosach punktowe światło, w taki sposób je podświetlając, że nikt nie mógł mieć wątpliwości, iż ich właścicielem był wielki poeta. Alicja Moskalowa z akcji dziejącej się na scenie nie zapamiętała nic.

Do grona przyjaciół Jerzego Pietrkiewicza należał nieżyjący już wielki kompozytor, pianista i dyrygent, Andrzej Panufnik, który od 1954 roku mieszkał w Londynie. Wdowa po nim, lady Camilla Panufinik, autorka zdjęcia wystawionego na ołtarzu, a potem w sali parafialnej, opowiadała o wizytach profesora w ich domu w Twickenham i długich rozmowach dwóch artystów-emigrantów. A także o tym, jak profesor uczył ją polskiego, upierając się, że może to tylko zrobić posługując się poezją.

Na spotkaniu był też Zbigniew Mieczkowski, szkolny kolega Jerzego Pietrkiewicza, który przyznał, że ich gimnazjum we Włocławku wykształciło wielu wspaniałych ludzi, jednak największym z nich był niewątpliwie Jerzy Pietrkiewicz.

Jednak najbardziej wzruszające okazały się tego wieczoru wspomnienia byłej studentki Katherine Tylko oraz prawnika i poety Rafucqa Abdulla.

Wolą zmarłego (który nigdy nie zapomniał o pomocy, jaką doznał zarówno w Polsce jak i tutaj, by móc w latach wielkiego ubóstwa studiować) było założenie fundacji, która wspierałaby finansowo zdolnych młodych ludzi (w wieku od 18 do 24 lat), chcących studiować literaturę. Życzenie to zostanie niebawem spełnione, gdyż dobiegają końca prace związane z zarejestrowaniem Jerzy Peterkiewicz Educational Foundation (Peterkiewicz, gdyż po jakimś czasie pobytu na Wyspach Brytyjskich zaczął używać takiej formy swojego nazwiska). Prezesem fundacji jest Rosemary Hunt, skarbnikiem Lady Panufnik, sekretarzem Mariusz Milwicz vel Delach, członkami: Carol O’Brien, Tomasz Dorantt (były student) oraz dwie osoby z rodziny profesora: dr Maria Pietrkiewicz z Warszawy i Agnieszka Galicka z Torunia.

Całej uroczystości towarzyszyła ekipa Telewizji Polskiej, która realizuje film dokumentalny poświęcony temu wybitnemu Polakowi, o którym jego rodacy wciąż tak mało wiedzą.

Tekst: Teresa Bazarnik
Zdjęcia: Mariusz Milwicz vel Delach

***

Katharine Tylko:
Jestem bardzo dumna, że mogłam być studentką prof. Peterkiewicza studiując w latach siedemdziesiątych literaturę polską w University of London. On wznosił się jak wieża ponad innych wykładowców w School of Slavonic and East European Studies. Był niezwykle inspirującym nauczycielem, a przy tym niezwykle uprzejmym, dającym nam duże wsparcie. Jego wykłady były żywe, prowadzone z wirtuozerią, jakby przygotowane dla telewizji. Peterkiewicz – poeta, pisarz i tłumacz – objaśniał nam tajniki sztuki literackiej. Peterkiewicz – erudyta – wykorzystywał swoją ogromną wiedzę o kulturze europejskiej tłumacząc nam źródła poezji, prozy czy dramatu. Jego głęboka wiedza obejmowała nie tyko polską i angielską litearturę, ale w równym stopniu historię, sztukę, religię, politykę. Był niezwykłą, wzbudzającą zachwyt osobowością, raczej formalną. Zwracał się do nas po nazwisku. Zawsze nieskazietlnie ubrany w elegancki, ciemny garnitrur, ale kiedy na nasze końcowe egzaminy przyjechał egzaminator z Cambrirdge, profesor pojawił się w tym ważnym i stresującym dla nas dniu w obcisłych jeansach, w głęboko, niemal do pasa rozpiętej koszuli, z połyskującym złotym medalionem na szyi. Wprowadzenie przeciwnika w błąd, czy może sztuczka, która miała nas rozluźnić?
Kochaliśmy tego człowieka.

Mariusz Milevicz vel Delach:
Profesora znałem bardzo krótko, bo tylko przez dwa lata przed śmiercią. Spotykaliśmy się w jego mieszkaniu, kiedy już nie był w stanie samodzielnie się poruszać. Pretekstem było przynoszenie zakupów raz na jakiś czas. Rozmawialiśmy o historii przedwojennej, literaturze – głównie o Norwidzie, i muzyce – głównie o Chopinie. Profesor lubił czytać na głos poezję, teskty z antologii liryki angielskiej, ale także własną, na przykład niezapomiane ballady dobrzyńskie z lokalnym dobrzyńskim akcentem.

W czerwcu 2006 roku towarzyszyłem Profesorowi w wyprawie do St. Andrews w Szkocji po odbiór doktoratu honoris causa, przyznany mu przez tamtejszy uniwersytet, na którym studiował tuż po przyjeździe do Wielkiej Brytanii. Przyjęty został bardzo ciepło i z wielkimi honorami. Zrobił olbrzymie wrażenie na profesorach i studentach swoim powrotem do St Andrews po 65 latach, nie wspominajac o dorobku życiowym.

Do ostatnich chwil był pełen życia i ciekawy ludzi. Tak jak w środku nocy w hotelu w St Andrews, kiedy w całym budynku rozległ się alarm pożarowy, Profesor z radością, powoli schodził do wyjścia pozdrawiając osobno każdego z wybiegających w piżamach ludzi i wbiegajacych w uniformach strażaków.

Raficq Abdulla:
Kiedy się spotykaliśmy, zawsze kończyło się na tym, że rozmawialiśmy o poezji, choć rozmowa schodziała na tematy idei, literatury, rozstrząsaliśmy sprawy wiary i religii. (…) Były też chwile, kiedy rozmawialiśmy bardziej otwarcie o tym, co czujemy. Wtedy momenty przechodziły w godziny, a godziny traciły swą czasową miarę, zanikała różnica wieku między nami i stawaliśmy się dziećmi, nieskalanymi, niewinnymi , które próbują się porozumieć. Choć w nasze rozmowy wkradały się dygresje, zawsze wracaliśmy do tajemnicy i radości, którą ma w sobie poezja. (…) Było wiele tematów pojawiających się regularnie. Na przykład cudowny czas dzieciństwa. Jerzy z dużą intensywnością wydobywał z pamięci miesjca związane ze swym dzieciństwem. Z wielką miłością wspominał swoją ukochaną matkę, która zmarła, kiedy był jeszcze chłopcem, i na całe życie pozostawiła w nim uczucie straty. Uważał, że dzieciństwo ma ogromne znaczenie dla samego poety i jego poezji. Jako poeta przywiązywał ogromną wagę do precyzji słowa. Czytając moje wiersze z niezwykłym wyczuciem zwracał się do mnie z dobrze przemyślanymi sugestiami – dodana fraza tu, wyrzucone słowo tam – uszlachetniając w ten sposób moją poezję. Robił to w niezwykle subtelny sposób, zdejmował niepotrzebny makijaż z moich wierszy obnażając przede mną ich prawdziwą twarz… Inną, niezwykle ważną rzeczą była dla Jerzego potrzeba ciszy w poezji. Dla niego dobra poezja z ciszy się rodziła i do ciszy wracała. Jakże trudne zadanie dla poety, który musi użyć słów, by przedstawić ich brak, precyzyjnie określić słowami to co kryje się w ciszy. Kiedy przez lata spotykaliśmy się, rozmawiając godzinami, śmiejąc się, potrafiliśmy z ciszy budować znaczenia. To był największy dar, jaki dostałem od niego. Teraz ta cisza jest jeszcze większa. Pozostała we mnie, by przez nią powracać do naszych rozmów, by w niej przywoływać jego obecność…

Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 28441
Tak

23750
84%
Nie

4691
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat Warszawa | karabińczyki nierdzewne | fizjoterapia wodzisław | transport węgiel Wodzisław | suplementy diety produkcja
prawnik Radlin | łańcuchy nierdzewne | Lekarz rodzinny Radlin | badania kierowców Rybnik | stylistka katowice