KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 21 wrzesień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Najtrudniejszy pierwszy krok
2011.01.24 / Alex Sławiński
TAGI: Ludzie i miejsca teatr
Share |
Doświadczenie uczy, że Polacy są wszędzie. I wszędzie, gdzie się pojawią, potrafią zrobić coś pożytecznego. Co więcej – niektórzy, przebywając w jednym końcu świata, umieją sprawić, by w zupełnie innym miejscu działy się wspaniałe rzeczy. To właśnie robi Adam Potrykus, który – mieszkając w Londynie – szefuje stworzonemu przez siebie festiwalowi w... dalekim Sztokholmie.

O Adamie pisaliśmy już na łamach „Nowego Czasu”, kiedy podczas ARTerii poświęconej ofiarom Katynia i tragedii smoleńskiej zaprezentował serię swoich zdjęć pokazujących tę ostatnią tragedię z perspektywy życia jednej rodziny (w katastrofie zginął jego wujek, poseł Arkadiusz Rybicki). O Stockholm Fringe Festival też. Wtedy pierwszy STOFF był dopiero w powijakach. Miał odbyć się dopiero jesienią i być największym wydarzeniem kulturalnym, jaki tego roku odbywał się w stolicy Szwecji. I był. Jednak na ten sukces osoby zaangażowane w projekt musiały sobie naprawdę ciężko zapracować.

Czym jest Fringe?
Pamiętam, jak podczas naszego wiosennego spotkania Adam powiedział mi, że łatwiej jest objaśnić, czym Fringe nie jest. Albowiem jego charakter jest zmienny i nie trzyma się on sztywnych ram, narzuconych wszystkim konkretną regułą. Fringe jest organizowany w różnych zakątkach świata. I wszędzie wygląda nieco odmiennie. Inny będzie w Melbourne, inny w Edynburgu, Nowym Jorku czy Toronto. Ten w stolicy Szwecji jest przede wszystkim świętem sztuki scenicznej: grup teatralnych i performerów.

– Jednakże – jak mówi Adam – jest coś, co te imprezy łączy. Wszędzie daje możliwość zaistnienia młodym twórcom, pokazania sztuki niecodziennej, nowatorskiej i odważnej. Daje im szansę dotarcia do innych osób z branży artystycznej i mediów. Fringe to pogranicze. I tak należy go rozumieć. Jako przenikanie się różnych form.

Dużo ciężkiej pracy
Pierwszy Stockholm Fringe Festival powstawał przez wiele miesięcy. Organizatorzy (oprócz Adama w projekt zaangażowały się również Helena Arnheden i Lina Karlmark) włożyli wiele wysiłku, by stworzyć imprezę na światowym poziomie. A że w Szwecji nigdy wcześniej czegoś podobnego nie było, jego formułę musieli zbudować właściwie od podstaw. Z pewnością dużo dały im wcześniejsze doświadczenia artystyczne. Poznali się niemal 20 lat temu, w college’u na obrzeżach Sztokholmu. Przez wiele lat wspólnie jeździli po świecie, uczestnicząc w podobnych przedsięwzięciach.

Jednak jest różnica pomiędzy oglądaniem, jak robią to inni, a próbą zrealizowania czegoś samemu. Już wiosną zeszłego roku organizatorzy rozesłali informację o tworzącym się festiwalu. Reakcja była dla Adama bardzo miłym zaskoczeniem. – Zgłosiło się ponad 450 grup i artystów z 34 krajów. Wybraliśmy 29 z 23 różnych państw. Jak na nowy festiwal, który nie odbywa się dokładnie w sercu Europy, to chyba niezły odzew – mówi Adam.

– Najbardziej zaskoczył mnie fakt, jak miło odebrała nas publika. I jak szybko te zaledwie cztery dni minęły. Wydaje się, że to krótko. Ale w tym czasie odbyło się 40 przedstawień (z których na żywo obejrzałem może ze trzy). Przybyli artyści z różnych części globu. No i media otworzyły na nas oczy. Nie spaliśmy przez kilka tygodni, przygotowując ten festiwal. Lecz najbardziej niesamowite jest to, ile ma się energii, gdy jej potrzeba. Oglądanie festiwalu na żywo po tylu miesiącach przygotowań jest jedyne w swoim rodzaju. Coś, co dotychczas było tworem wyłącznie wirtualnym, nagle staje się czymś z krwi i kości.

Sukces ma wielu ojców
Oczywiście, tak ogromnego przedsięwzięcia nie da się zrealizować w kilka osób. W STOFF zaangażowali się nie tylko wolontariusze, którzy dbali o prawidłowy przebieg festiwalu, ale także wiele – w tym także rządowych – instytucji. Pozyskanie ich, jak się można domyślać, nie było łatwe.

– Tkwimy w recesji, o fundusze wszędzie jest trudno – wyjaśnia Adam. Gdy państwa oszczędzają, to zazwyczaj od kultury zaczynają ciąć wydatki. Dlatego też my, jako organizacja charytatywna, musimy ciężej walczyć o pieniądze. W 2010 pracowaliśmy dzięki wsparciu wydziału kultury miasta Sztokholm, wielu zagranicznych ambasad, instytutów kultury różnych państw oraz prywatnych sponsorów. W bieżącym roku nadal będziemy z nimi współpracować. Ale na większą skalę. I z większą liczbą partnerów. Niedługo też będzie można zostać członkiem STOFF. Zaangażowani w projekt otrzymają specjalną ofertę: ekskluzywne pokazy sztuki oraz specjalny wstęp na różne imprezy. Przewidujemy również składki od samych artystów (17–80 euro, zależnie od kategorii, w której znajdzie się dana grupa). Jest to standardowa praktyka stosowana przez inne festiwale. Składki częściowo pokrywają koszta lokali i druku programów. W zamian za to my dajemy artystom możliwość zarobienia na biletach.

Sieć współpracowników sztokholmskiego Fringe rozciąga się na całą Europę. – Stoi za nami lojalna ekipa. W Paryżu mamy kogoś, kto nam tłumaczy i poprawia dokumenty. Pod Londynem mamy grafika. W Sztokholmie jest osoba zajmująca się tematyką prawną. Pracujemy na dystans. Ma to swoje dobre, ale i złe strony. Brak mi nieraz codziennego kontaktu twarzą w twarz z resztą teamu STOFF. Cóż, na razie pracujemy właśnie tak. Podczas samej imprezy wspiera nas również armia woluntariuszy. Wszyscy pracują za darmo. Ale też wszyscy są zapalonymi fanami festiwalu i towarzyszącej mu idei.

Pierwsze koty za płoty
Pierwszy Fringe w Sztokholmie odbył się w październiku. Kolejny jest planowany w sierpniu i potrwa nieco dłużej niż poprzednia edycja (22–28.08). Wydawać by się mogło, że mamy jeszcze wiele czasu. Ale prace nad drugim STOFF rozpoczęły się zaraz po zakończeniu poprzedniego. Jak tłumaczy Adam – jeszcze w samolocie do Londynu. Już teraz działania idą pełną parą. Tym bardziej że – oprócz głównego festiwalu – jest planowana również rozgrzewka. Tydzień wcześniej artyści będą mieli możliwość zaprezentowania się w ramach dwóch innych festiwali, z którymi sztokholmski Fringe współpracuje (Kulturfestivalen i UNG 08).

Jako że festiwal zaplanowano wcześniej niż poprzednio, wiele imprez ma się odbyć na wolnym powietrzu (skandynawska jesień może do najpiękniejszych nie należy, ale lato potrafi być tam całkiem ładne). Jedna ze scen stanie w parku, kolejna zaś na miejskim rynku.
Lista artystów biorących udział w imprezie nie jest jeszcze zamknięta. Jest więc wielka szansa, że pojawią się na niej również Polacy. W czasie pierwszej edycji udział naszych rodaków był właściwie niezauważalny. Jedyni Polacy byli asystentami francuskiego artysty. Może w tym pomóc większe niż dotychczas zaangażowanie naszych instytucji kulturalnych.

– Przed świętami poleciałem do Sztokholmu – mówi Adam – i spotkałem się z ekipą Instytutu Kultury Polskiej (Katarzyna Tubylewicz, Ania Tomaszewska, Michał Piotrowski). Placówka w Szwecji od kilku lat dosyć gruntownie się reformuje. Są tam ambitni i odważni ludzie, którzy inwestują w nowe sposoby propagowania polskiej kultury. Szeroko pojętej. Są wśród nich polscy projektanci mebli, mody, twórcy filmowi, pisarze itd. W 2011 roku nie tylko jest planowana tam duża prezentacja polskiej sztuki, ale również otrzyma ona wsparcie ze strony polskiego instytutu. Myślę, że jest to początek czegoś bardzo dobrego. Zachęcam Polaków zarówno z kraju, jak i mieszkających za granicą by przyłączyli się do tegorocznego festiwalu. Nie wiem jeszcze, kto będzie reprezentował nasz kraj, ale mam pewność, że nasi artyści będą w stanie przedstawić sztokholmskiej publiczności coś niepowtarzalnego.

tekst: Alex Sławiński
fot: STOFF

Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29216
Tak

24303
83%
Nie

4913
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |narty OC | pręty nierdzewne | opieka osób starszych Żory | leczenie niepłodności | suplementy diety produkcja probiotyki
kuchnie rybnik | cyklinowanie Skierniewice | matedukacja | opaski kwasoodporne | zakupy ze stylistą śląsk