KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 25 wrzesień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Marylebone
2010.12.20 / Adam Dąbrowski
TAGI:
Share |
Podczas gdy inne zakątki West Endu krzyczą, Marylebone zachowuje wyniosłe milczenie.

W XII wieku ziemie dziś składające się na tę dzielnicę były własnością Zakonu Templariuszy, którzy w przerwach między bronieniem wiary zbijali całkiem niezłe pieniądze na nieruchomościach. Wkrótce ziemie te stały się własnością Thomasa Hobsona, urzędnika Henryka VIII. Król wykorzystywał je jako swoje tereny łowieckie. W XVIII wieku za okolicę zabrał się architekt James Gibbs (znany najbardziej z kościoła St Martin-in- the Fields na Trafalgar Square). Dziś dzielnica jest o wiele spokojniejsza od pozostałych części West Endu.

Ślady po Sherlocku…
Wędrówkę można zacząć od Orchard Street – mało ciekawej uliczki wciśniętej między Selfridges i flagowy sklep Marksa i Spencera. Po pięciu minutach marszu na północ docieramy do Portman Square. Plac swoje lata świetności przeżywał w XIX wieku. Oprócz Mayfair, po którym wędrowaliśmy już w jednym z poprzednich numerów, był uważany wtedy za najelegantsze miejsce Londynu. Mieszkali tu William Thackeray (ale swojej ulicy doczekał się daleko stąd – na Kensington) i Anthony Trollope. Dom miała tu też niejaka Elizabeth Montagu, która co roku organizowała przyjęcie dla czyścicieli kominów. Jeden z dzieciaków odwdzięczył się jej wiele lat później. Został budowniczym i nazwał jeden z placów jej imieniem (na zachód od Gloucester Place).

Kilka kroków dalej jesteśmy już na Baker Street. Wbrew popularnej opinii nie ma ona nic wspólnego z piekarzami. Nazwę bierze od nazwiska budowniczego Williama Bakera, który wytyczył ją w XVIII wieku. Dziś na Baker Street dominują nieciekawe, nowoczesne budynki. Ale mimo to pielgrzymki turystów ściągają tu w poszukiwaniu śladów po najsławniejszym detektywie świata. Arthur Conan Doyle stworzył mieszkanie dla Sherlocka Holmesa pod fikcyjnym numerem 221B. To właśnie tu mistrz dedukcji rozwiązywał swoje kryminalne zagadki. Tu zaczyna się większość powieści o Holmesie.

…i Wielkiej Czwórce
„Przyszedł do nas księgowy i powiedział: mamy tyle i tyle pieniędzy. Chcecie je oddać rządowi, czy zrobić coś z nimi? Więc postanowiliśmy zabawić się w biznesmenów. Założyliśmy więc Apple – miejsce dla nagrań, filmów i elektroniki – bo przecież to wszystko się ze sobą łączy” – opowiadał John Lennon w 1968 roku. Pod numerem 94 można znaleźć byłą siedzibę wytwórni nagraniowej Beatlesów – Apple. Beatlesi wielkimi biznesmenami nie zostali. Bardzo szybko firma popadła w długi. Miało to zapewne związek ze specyficznym sposobem jej prowadzenia. „Będziemy nią zarządzać zgodnie z zasadami zachodniego komunizmu” – zapowiadał Paul McCartney. Jak się okazało, był on wart tyle, co wschodni.

Ślad po Beatlesach pozostał w postaci Beatle Store – przybytku wyładowanego kalendarzami, podkładkami pod myszki i kubkami. Wszystko to z wizerunkiem Fab Four. Można też tu znaleźć płyty. Limitowane edycje, eksporty z Japonii i winylowe single osiągają zawrotne ceny.

Polska success story
Zdecydowanie lepiej niż Wielkiej Czwórce szło założycielowi innej firmy, która ma swoją siedzibę pod numerem 47. Michał Marks urodził się w Słonimie w 1863 roku. Bardzo szybko wyjechał do przeżywającej w owym czasie gospodarczy boom Wielkiej Brytanii. Osiadł w Leeds, gdzie znalazł zatrudnienie w firmie Barran. Gdy stanął na nogi, dogadał się z właścicielem jednego z magazynów. Marks kupował od niego różne dobra i z zyskiem sprzedawał w okolicznych wioskach, do których wcześniej artykuły te nie docierały. Po jakimś czasie było go już stać na własny stragan w nowo otwartym, przypominającym nieco londyńskie Covent Garden, krytym targu w centrum Leeds. Potem doszły kolejne. Marks był pionierem pound shopów, które dziś – w dobie kryzysu – święcą triumfy. Jeden z jego straganów sprzedawał bowiem tylko artykuły kosztujące… jednego pensa.

Później przyszedł czas na ekspansję i Marks zaczął poszukiwać partnera handlowego. Znalazł go w Thomasie Spencerze. Kapitał założycielski dwóch panów wyniósł… 600 funtów. Wkrótce jednak szyld „Marks & Spencer” pojawił się w Londynie, Manchesterze, Liverpoolu i Birmingham. Dziś sieć liczy niemal 900 sklepów na całym świecie.

Zakątek fałszywych proroków
Ucieknijmy teraz z Baker Street i nie dajmy się zaprowadzić ku ruchliwej Marylebone Street. Skręćmy w urokliwą Dorset Street. Zaledwie parę kroków od pozbawionej charakteru Baker Street znajduje się jeden z najbardziej klimatycznych zakątków miasta, rzadko wspominany przez przewodniki. Koniecznie trzeba tu przyjść wieczorem. Czerwone mury kamienic przy Chiltern Street i eleganckie, staromodne latarnie na Manchester Street zabierają nas w podróż do XIX wieku. Nietrudno sobie wyobrazić, że zza rogu wyjdzie zaraz w oparach fajki Sherlock Holmes. Brakuje tylko mgły, której, niestety, ostatnimi czasy w Londynie jest jak na lekarstwo.

Przy Manchester Street, pod numerem 38, mieszkała Joanna Southcott, osiemnastowieczna prorokini. Pani Southcott ogłosiła, że jest wybranką Boga. Podobno przewidziała wojnę z Francją i fatalne zbiory w 1794 roku. Jej wyznawcy wierzyli, że w wyniku niepokalanego poczęcia pani Southcott urodzi Sziloha, tajemniczą postać, której nadejście zapowiada biblijna Księga Rodzaju. W 1814 roku 12 lekarzy potwierdziło, że prorokini jest w ciąży. Do jej domu zaczęły napływać podarki. Wkrótce okazało się, że ciąży jednak nie ma. Tego samego roku Joanna umarła. Jej wyznawcy przez jakiś czas starali się podtrzymywać temperaturę jej ciała w nadziei na zmartwychwstanie lub narodziny Shiloha.

Okolicę tę najwyraźniej upodobali sobie prorocy, bo kilka przecznic dalej mieszkał „prorok z Paddington Street”, jak nazwał go „The Times”. Richard Brothers ogłosił się królem Żydów i zapowiedział, że poprowadzi naród wybrany ku Jerozolimie. Wydał nawet książkę. Okazała się tak przekonująca, że z każdym dniem grono jego zwolenników się powiększało. W końcu władze położyły temu kres i usunęły zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego, umieszczając pana Brothersa w szpitalu dla psychicznie chorych na Islington.

Wallace Collection
Nieopodal, na Manchester Square, znajduje się Wallace Collection – jedna z mniej znanych londyńskich galerii. Znajdziemy tu dzieła sztuki zebrane w XVIII i XIX wieku przez markizów Hertford i syna czwartego z nich, sir Richarda Wallace’a. Panowie gustowali przede wszystkim w obrazach lekkich, łatwych i przyjemnych. Takie w owym czasie powstawały zwłaszcza we Francji. Dużo tu ładnych, zwiewnych dziewczyn i pastelowych kolorów. Sercem kolekcji jest słynny obraz Fragonarda. Roześmiana dama cieszy się urokami huśtawki. Rozmową zabawia ją kawaler. Ale jego wzrok skierowany jest ku sukni dziewczyny, podrywanej do góry ruchami powietrza. Jedno jest pewne: obserwujący te scenę z boku kamienny amorek nie wyda młodzieńca. Zachowuje dyskretne milczenie, kładąc na ustach palec.

Oprócz francuskich obrazów, nazywanych złośliwie przez niektórych krytyków soft porn, w Wallace Collection znajdziemy też imponujące, pochodzące z drugiej strony kanału La Manche, zabytkowe meble, porcelanę, a nawet wiekowe zbroje. Na koniec pożegna nas tajemniczy uśmiech flamandzkiego kawalera na słynnym obrazie Fransa Halsa.

Kawa na Marylebone
Nie można też zapomnieć o najelegantszej ulicy. Na Marylebone High Street znajdziemy mnóstwo czarujących kawiarni, delikatesów i restauracji. Kuszą owoce morza i ciastka w licznych cukierniach. W weekendy, na dziedzińcu tutejszego kościoła, gdzie w XIX wieku wzięli ślub Robert Browning i Elizabeth Barret, odbywa się jarmark. Koniecznie trzeba wpaść do księgarni Daunt Books (pod numerem 83). Jej wystrój nie zmienił się od czasów Edwardiańskich: wciąż spacerujemy wśród drewnianych półek, a do środka wpada światło przez przeszklony sufit.

Teraz na południe: docieramy do Wigmore Street. Znajduje się tu imponująca Wigmore Hall uważana przez melomanów za jedną z najlepszych sal koncertowych, w której jest wykonywana muzyka kameralna. Mijamy Wimpole Street, gdzie profesor Higgins uczył Elizę Doolitle poprawnej wymowy w „Pigmalionie”. Potem zerknięcie na ogromny, osiemnastowieczny Cavendish Square i oto docieramy do ostatniego ważnego miejsca Marylebone: Langham Place. Niedaleko polskiej ambasady usadowiła się siedziba BBC. Kamienny, surowy budynek wzbogacony tu i ówdzie o akcenty art deco nie służył jednak korporacji długo. Wkrótce przeniosła ona większość swej działalności w inne miejsca (zwłaszcza White City). Dziś nadają stąd stacje radiowe. Warto zwrócić uwagę na ozdabiające budynek rzeźby bohaterów szekspirowskiej „Burzy”. Nieopodal znajduje się też charakterystyczna rotunda kościoła Wszystkich Świętych zaprojektowana przez Johna Nasha.

A po tym wszystkim należy się nam dobry obiad albo kawa, prawda? Idealnym miejscem jest czarowny zakątek o nazwie St. Christopher Place (uliczka odchodząca od Wigmore Street). Ledwie kilka kroków od ruchliwej Oxford Street znajdziemy mnóstwo sympatycznych knajpek. Na sąsiedniej James Street rozsiadły się lokale tureckie oferujące wypalenie fajki wodnej.

Adam Dąbrowski

Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29240
Tak

24324
83%
Nie

4916
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |nagrobki wodzisław | wkręty nierdzewne | opieka osób chorych i niepełnosprawnych Gliwice | węgiel Żory | wykrawarka rewolwerowa
kuchnie kraków | kotwy nierdzewne | geodeta Rybnik | nakrętki żaroodporne | zakupy ze stylistą śląsk