KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 20 lipiec 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Są tacy księża…
2010.12.20 / Gabriel Maciejewski
TAGI:
Share |
Każdy, kto podróżuje samochodem z Warszawy do Katowic trasą szybkiego ruchu zwaną gierkówką, musi zwrócić uwagę na stojący po prawej stronie pałac. Rezydencja ta, według opracowań historyków sztuki, zwiastowała przełom w sztuce budowania, była bowiem pierwszą na terenie Polski budowlą wzniesioną w formach nawiązujących do klasycyzmu.

Miejscowość, w której znajduje się ów pałac, to Wolbórz, sama zaś budowla to rezydencja biskupów kujawskich. Wielu turystów i przypadkowych gości zatrzymuje się tutaj zaskoczonych urodą i wielkością obiektu. Mało kto jednak zwraca uwagę na rozciągający się na tyłach rezydencji zdziczały park. Niewiele już zeń zostało i nieuporządkowana gęstwina nie robi dziś na nikim wrażenia. Nikt także nie pamięta, kto był projektantem tego, dawniej wspaniałego ogrodu, obsadzonego ze znawstwem sprowadzanymi z zagranicy roślinami. A był nim jeden z najwybitniejszych polskich uczonych doby zwanej oświeceniem ksiądz Jan Krzysztof Kluk, proboszcz parafii w malutkim Ciechanowcu na pograniczu Mazowsza i Podlasia.

Nie był, jak na swoje czasy, ksiądz proboszcz z Ciechanowca osobą jakoś szczególnie nadzwyczajną. Jego kariera zaś układała się w sposób typowy w owych czasach dla synów zubożałej szlachty, którzy mieli przed sobą dwie drogi do sukcesu – wojskową lub duchowną. Zastanawiające nie jest wcale to, w jaki sposób ksiądz proboszcz opracował swoje dzieło pod tytułem „Roślin potrzebnych i pożytecznych opisanie”.

W badawczej pracy księdza Kluka ciekawa jest inna kwestia, a mianowicie, w jaki sposób proboszcz z jakiegoś tam Ciechanowca mógł zajmować się opisywaniem organizmów żyjących w odległych od tego miejsca obszarach. Takich, jak choćby motyle z rodzaju Heliconiinae żyjące w Ameryce Południowej. Odpowiedź nie jest trudna. Ksiądz proboszcz korzystał z księgozbioru księżnej Jabłonowskiej z Siemiatycz będącego jedną z najlepszych wówczas bibliotek w kraju.

W odróżnieniu od takiego księdza Jundziłła, który współpracował w Grodnie z wybitnym francuskim akademikiem Janem Emanuelem Gilibertem i uratował przez zniszczeniem jego wspaniałe dzieło „Flora Lithuanica” opisujące i przedstawiające na rycinach rośliny Wielkiego Księstwa Litewskiego, ksiądz Kluk był badaczem skromnym i można by rzec – ludowym. Od niego jednak, a nie od grodzieńskich i wileńskich akademików, zaczyna się w Polsce nauka o przyrodzie. To on pierwszy wyszedł bowiem na nadbużańskie i nadnarwiańskie łąki, by przyglądać się kwiatom Campanula sarmatica i motylom z rodzaju modraszkowatych.

Ksiądz Wacław Bliziński ma dziś w Liskowie pomnik. Wszyscy zaś mieszkańcy, czują się niejako zobligowani do tego, by swoją postawą dawać świadectwo temu, co dla Liskowa i tutejszych mieszkańców robił przez 25 lat proboszcz miejscowej parafii. Sam bywałem w Liskowie kilkakrotnie i mogę potwierdzić, że jest to niezwykłe miejsce, a swoją niezwykłość zawdzięcza właśnie temu, że żył tu niegdyś ksiądz prałat Bliziński, a dziś mieszkają tam ludzie, którzy o nim pamiętają.

Początki administrowania parafią w Liskowie nie były jednak dla księdza obiecujące. Przybył tu jako trzydziestolatek w 1900 roku. Wieś miała opinię najgorszą z możliwych – pijacy, złodzieje i awanturnicy. Nowego proboszcza przywitano bardzo chłodno. Mówiono, że jest młody, że nie poradzi sobie z nadmiarem obowiązków, że nie jest swój.

Wszystko to zmieniało się, ale bardzo powoli. We wspomnieniach księdza prałata znajduje się mnóstwo opisów sytuacji konfliktowych, kłótni z mieszkańcami, bójek wręcz, do których dochodziło, gdy ksiądz próbował forsować swoje idee i pomysły.

Cóż to były za pomysły? Otóż ksiądz Bliziński był zwolennikiem, powiedzieć by można – fanatykiem idei spółdzielczości. W Kongresówce zarządzanej knutem kozaka i ukazem czynownika było to hobby oryginalne i odosobnione. Nie zrażało to wcale księdza. Właśnie w Liskowie, znanym od Kalisza po Turek z rozrabiaków i bandziorów, ksiądz realizował swoje pomysły.

Rozpoczął od rzeczy podstawowej i najważniejszej – od tajnych kursów nauczania. Jak sam napisał w swoich pamiętnikach jedynie 13 procent liskowian posiadło trudną sztukę czytania, a z pisaniem było jeszcze gorzej. Na początek nauczanie odbywało się na plebani, a w 1905 roku w parafii Lisków istniała już sieć tajnych szkół kształcących dzieci i dorosłych. Potem przyszła kolej na sklep spółdzielczy, który powstał po zrzeszeniu się 30 osób w spółdzielnie na wzór angielskiego Stowarzyszenia Sprawiedliwych Pionierów. Sklep – oprócz tego, że zaczął przynosić zyski – był także przykrywką dla działalności edukacyjnej księdza.

Następnie była spółka rolniczo-handlowa „Gospodarz”, a później towarzystwo ubezpieczeń wzajemnych, w którym zrzeszyli się liskowscy rolnicy po to, by pomagać sobie w razie jakichś kataklizmów niszczących zbiory. I tak, na przykład, kiedy któremuś ze spółdzielców spłonęło siano na łące, pozostali wspomagali go swoim sianem. To działało, choć – wedle rosyjskiego prawa – było nielegalne.

Jeszcze przed I wojną ksiądz proboszcz wysyłał Liskowian na kursy dokształcające do Warszawy. Od 1910 roku działała w Liskowie mleczarnia, a rok później ksiądz uruchomił kasę zapomogowo-pożyczkową.

W dwudziestoleciu Lisków był już zupełnie inną miejscowością. Stał się wsią wzorcową, do której przywoziło się gości zagranicznych, by pokazać im, jak można gospodarować w Polsce. Co roku do Liskowa ściągały także delegacje z wiosek z głębi raju, żeby podpatrzyć, które z działających w Liskowie przedsiębiorstw można by przenieść na własny grunt.

Jedyne, co księdzu Blizińskiemu nie wychodziło, to polityka. Choć działał w kilku komisjach senackich, zraził się w końcu do niej i powrócił do Liskowa, do swoich parafian.

Lisków przeżywał okres prosperity aż do września 1939 roku. Po wkroczeniu Niemców ksiądz prałat opuścił parafian, ponieważ znalazł się na liście osób przeznaczonych do likwidacji w ramach nadzorowanej przez Heydricha operacji Tannenberg. Zmarł w Częstochowie w 1944 roku.

23 września 1944 roku, przy tylnej ścianie magazynu położonego przy ulicy Solec, Niemcy zamontowali prowizoryczną szubienicę. Była to szubienica przeznaczona dla jednego tylko człowieka, którego zresztą przyprowadzono wkrótce, przepychając go przez ciągnący ulicą szereg jeńców i cywili wypędzonych ze swoich domów. Mężczyzna był pobity. Zanim go powieszono, stał chwilę i patrzył na przechodzący tłum. Kiedy zaczął się modlić i błogosławić przechodzących, podoficer pełniący rolę kata kopnął stołek, na którym stał skazany. Ludzie płakali, ale nikt nie odwracał wzroku w drugą stronę.

Powieszonym był kapelan Józef Stanek, pseudonim Rudy. Ksiądz towarzyszył powstańcom przez cały czas trwania walk, doglądał rannych, odprawiał nabożeństwa, niósł pociechę. Jednym słowem, nie robił niczego nadzwyczajnego, a jedynie to, co należało do jego duszpasterskich obowiązków. W nocy poprzedzającej dzień śmierci proponowano Rudemu, by przeprawił się wraz z ewakuującymi się rannymi na drugi brzeg Wisły – do berlingowców. Odmówił. Odstąpił swoje miejsce w pontonie jakiemuś rannemu chłopakowi i pozostał na Czerniakowie. Niemcy postanowili go powiesić nie dlatego, że z nimi walczył, zrobili to, ponieważ był katolickim księdzem, który w czasie, kiedy ludzie zamieniali się w bestie, robił po prostu to, co do niego należało – modlił się i niósł pociechę.

Gabriel Maciejewski

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 28650
Tak

23898
83%
Nie

4752
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |usługi kamieniarskie wodzisław | pręty nierdzewne | opieka osób chorych i niepełnosprawnych Radlin | transport pellet Wodzisław | giętarka trzpieniowa
sprawy karne wodzisław śląski | pręty gwintowane nierdzewne | Lekarz rodzinny Radlin | medycyna pracy Radlin | rozwody wodzisław śląski