KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 10 grudzień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Na psa urok
2010.12.20 / Krystyna Cywińska
TAGI:
Share |
Przyszła wczoraj kartka z życzeniami od nieznajomej. Nieznajoma życzy wszystkiego dobrego i pyta: – A ten Kajtek, z którym kładzie się pani do łóżka, jak czytam, to kto? Mąż, kochanek czy przyjaciel? Przyjaciel, nieznajoma Czytelniczko. A z okazji świąt życzę pani podobnego. Takiego, który nie zdradza. Który uważnie słucha, jak ględzisz, marudzisz i narzekasz. Takiego, który wita cię radośnie i żegna żałośnie. Który bez ciebie czuje się opuszczony, tęskni i czeka.
Któremu wszystko smakuje, co mu podasz. Na nic się nie wybrzydza. Nie powie ci, że zupa była przesolona. Kartofle niedogotowane, a pierogi przypalone. I nie zapyta cię, jak mu podasz kawałek mięsa, czy to podeszwa? A jak leży przy tobie w łóżku, nie syczy, że ciągniesz kołdrę w swoją stronę, a on na mrozie świeci gołym tyłkiem. I nie wyrywa ci jaśka spod głowy ani ci snu nie przerywa, bo siusiu musi. Przyjaciel ułoży się w łóżku dyskretnie, ogrzeje ci nogi, przytuli się do ciebie i czuwa nad twoim snem. Do pełni szczęścia potrzebny jest mu spacer z tobą po zadrzewionych uliczkach. Po parkach pełnych soczystej trawy. I kolesiów, przyjaciół naszych przyjaciół. Bo to on ci ich przysparza. Jak spacerujesz samotnie, pies z kulawą nogą nie zwróci na ciebie uwagi. A jak z przyjacielem, to ludzie przystają, pytają, skąd pochodzi, ile ma lat, jak się nazywa. – Kajtuś – odpowiadam. – Dziwne to jakieś imię – dziwią się tubylcy. Ale chłopaki na budowach gwiżdżą i wołają: – Jak się masz, Kajtuś. Ale fajny, kurde, pies. A piwa byś sobie chlapnął? Wolisz Lecha czy Tyskie?

Owszem, Kajtuś by sobie chlapnął, ale nie jest piwoszem. Takim, jak na przykład Bob, przyjaciel sąsiadów. Znany w okolicy piwosz. Wychodzi z domu w południe, siada na przystanku autobusowym i czeka. Kiedy autobus nadjeżdża, wskakuje do niego, za pozwoleniem kierowcy. – In you go, Bob – wołają. Na trzecim przystanku Bob wysiada i idzie do pubu. Czeka go tam miska pełna piwa z pianą. Chlapnie sobie raz i drugi, przeciągnie kości przed kominkiem. Chrapnie sobie raz i drugi, i spod przymkniętych powiek lustruje gości. A kiedy zapada zmrok, Bob wsiada do autobusu i wraca do domu, lekko się zataczając. A w domu jego przyjaciółka, Irlandka, już czeka z kolacją. – Byś się wstydził – Bob – mówi. – Ty stary pijaku. Człowiek ma pieskie życie, a ten w barach sobie przesiaduje. A Bob ziewa i tylko czeka, żeby do łóżka wskoczyć.

Jak ci zimno – powiada angielskie porzekadło – dołóż sobie psa albo dwa do łóżka. Idą święta. Mówi się, że psie głosy nie idą pod niebiosa. Nieprawda. W niebie też aniołowie i wszyscy święci wysłuchują wszelkich stworzeń. A psy za swoje zasługi dla człowieka, a jest ich wiele, też mają swoich niebieskich patronów. I proszę mi nie mówić, że wypisuje brednie. A zresztą, pies szczeka, a karawana idzie dalej. Psy szczekają, a księżyc świeci. Marcel Proust nawet napisał, że wolno psu na Pan Boga szczekać? Za co dodatkowo raz po raz z hukiem spadał z ambony. Ale jakoś psim swędem dostał się na parnas literatury. I jakoś nikt już na nim psów nie wiesza. Pies jest najstarszym domowym zwierzęciem. Pochodzi podobno od wilka, a może od szakala. Zjawia się już w Mezopotamii w napisach klinowych cztery tysiące lat przed Chrystusem. Jest w tych zapisach uwieczniony jako towarzysz, obrońca i pomocnik człowieka. Nawet jaskiniowego. Aleksander Wielki miał nazwać jedno z założonych przez siebie miast, Peritas, imieniem swego ukochanego psa. A wizerunek psa na sztandarach krzyżowców oznaczał, że podążają ze sztandarami Boga. Tak jak pies podąża za swoim panem.

A było to tak: W dzień wigilijny mój kolega z pracy w BBC wybrał się na ostatnie zakupy. Od sklepu do sklepu. Najpierw na Ealing, potem na Oxford Street, po czym spoczął w barze z kuflem w pobliżu Trafalgar Square. Mrok już zapadał, kiedy się ocknął, że trzeba do domu wracać. Pierwsze gwiazdy już były na sinym niebie. Wyszedł z pubu, a tu patrzy, przed drzwiami siedzi skulona psina. Zmarznięta, zmęczona, z łapkami w bąblach. Jezus Maria! – krzyknął. – To Smyk, Smyk, nasz ukochany kundelek. – Skąd się tu wziąłeś, Smyku? A Smyk łapkę wyciągnął i aż zaskowytał ze szczęścia. A pan go chwycił w ramiona, tulił i głaskał. I całował po łebku. I szczęśliwie wrócili do domu na wigilijną wieczerzę. A był to dla pana i przyjaciela widomy znak, że Anioł Stróż nad nimi czuwa. Choć co ten mój kolega usłyszał od żony i synów, że Smyka nie dopatrzył, że na takie naraził go niebezpieczeństwa, tego już nie opowiem.

Pochowany właśnie, kiedy piszę ten felieton [15 grudnia – red.], mój serdeczny kolega z AK i z pracy, poeta, eseista, tłumacz, teatrolog, znawca muzyki oraz przyjaciel ludzi i zwierząt śp. Bolesław Taborski tak napisał w wierszu pod tytułem „Wierność”: Przed z górą stu laty żył w Szkocji człowiek, który miał pieska. Po śmierci pana Bobby był wśród żałobników. I został już przy grobie, miał wtedy dwa lata. Czternaście lat na cmentarzu Grey Friars czekał na swego pana. Ludzie go żywili. Zmarł, mając lat szesnaście. I to był początek jego sławy. A wiersz tak się kończy:
Jego małe kosteczki leżą w ziemi,
a dusza z Panem w raju.
Nagroda za psią wierność.

Czy ludzie potrafią być aż tak wierni? Nawet tak pięknym duszom, jak dusza Bolka, który tak nas swoim życiem pracowitym wzbogacił? I odszedł. Ale wkrótce będziemy śpiewali „Bóg się rodzi”. Bo wszystko się odradza. Bo taka jest prosta kolej rzeczy. A w noc wigilijną Kajtek i kotka Kiki, przemówią do nas ludzkim głosem. Najpierw ja powiem: – Kto mnie kocha, ten kocha i mojego psa. Na co Kajtek odpowie: – A kto kocha mnie, musi kochać ciebie. A przekorna kotka zazdrośnica syknie: – Pies ci mordę lizał.

Wesołych świąt i na psa urok!

Krystyna Cywińska

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29855
Tak

24773
83%
Nie

5082
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat narkotyki warszawa | pręty nierdzewne | opieka osób chorych i niepełnosprawnych Jastrzębie Zdrój | transport pellet Rybnik | prasa krawędziowa
sprawy karne wodzisław śląski | wkręty nierdzewne | podział nieruchomości Rybnik | medycyna pracy Radlin | drzwi Dre wodzisław rybnik