KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 26 wrzesień 2020
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Gdy nadchodzi jesień
2009.09.12 / Alex Slawiński
TAGI:
Share |
Dni coraz krótsze i chłodniejsze, liście na drzewach zmieniają kolor, zaś my coraz częściej zaglądamy w zapomniane zakmarki garderobianych szaf, w poszukiwaniu cieplejszych ubrań. Wszystko wskazuje, że tegoroczne lato ma się ostatecznie ku końcowi.

Już za kilka dni słońce wkroczy w znak Wagi, oficjalnie rozpoczynając kalendarzową jesień. Jesień, która w Anglii jest wyjątkowo długa, szara i paskudna. Zdawać się czasem może, że – z braku znanych nam z Polski mroźnych zim – trwa ona aż do końca marca.

Przyroda, szykująca się do nadejścia słot, zamanifestowała niedawno swą obecność w moim ogrodzie. Częściej niż zwykle zapuszczają się do niego lisy. W poszukiwaniu resztek jedzenia rozszarpują worki ze śmieciami, które gromadzę na tyłach domu w oczekiwaniu na cotygodniowy collecting day. Wywalają zawartość, rozciągając ją po całym ogrodzie. Przy okazji – swym niezbyt przyjemnym dla nas sposobem – dokładnie zaznaczają okupowany przez siebie teren, przez co mój ogród zaczyna śmierdzieć niczym lisia kloaka. Ech, jesień potrafi być naprawdę nieprzyjemną porą roku.

Chociaż... Czasami umie również naprawdę mile zaskoczyć. Oprócz denerwujących rudych bandytów, na terenie mojej posesji pojawiło się kilka żab. Jedna z nich spożywając soczystą dżdżownicę, skutecznie zniechęciła mnie do sprawdzenia, czy aby nie jest zaklętą księżniczką. Nie mam pojęcia, skąd owe sympatyczne stworzenia biorą się w moim ogrodzie. O ile mi wiadomo, żaden z moich sąsiadów nie ma u siebie sadzawki ani basenu, a jednak każdej jesieni udaje mi się natknąć na kilka z nich.

Niedawno też przyszedł do mnie jeż. Zwierzak poszedł na łatwiznę. I zamiast – wzorem żab – urządzić sobie polowanie na pomniejsze żyjątka, ruszył wprost do kocich misek, napychając żołądek whiskasem. Nie wiem, czy pójdzie mu to na zdrowie, niemniej jednak kocie jedzenie najwyraźniej mu smakowało.

Jak widać – nie tylko ludzie czynią przygotowania przed rozpoczęciem chłodów. Podczas kiedy my przewalamy szafy zastanawiając się, które z ciuchów zostawić w oczekiwaniu na przyszłoroczny sezon, których się pozbyć, a które wyjąć i odświeżyć, gdyż już wkrótce mogą znów być przydatne, dla przyrody to również okres nawału zajęć. Drzewa i krzewy pozbywają się odzienia z liści, nieprzydatnego podczas zimowego snu, zaś zwierzęta na odwrót – robią wszystko, by pod skórą zgromadzić jak najwicej tłuszczu. Warto im czasem nieco pomóc. Wbrew pozorom – miasto wcale nie jest betonową pustynią. Na terenie samego tylko Londynu żyją setki gatunków roślin i zwierząt. Niektóre z nich są tu od zawsze, inne zostały przywleczone przez człowieka. Wszystkie łączy jedno: chcą przeżyć i rozmnożyć się, dając początek kolejnym generacjom. Jeśli my chcemy, by z owej różnorodności cieszyły się także następne pokolenia ludzi, powinniśmy wesprzeć otaczającym nas stworzeniom w ich próbie przetrwania.

Jeśli jednak poczujemy już w sobie ducha przyrodnika, pamiętajmy, by swoim nierozważnym działaniem nie narobić więcej szkody, niż pożytku. Karmiąc ptaki czy wiewiórki w miejskich parkach, możemy narazić się na spory mandat. Również beztroskie zostawianie jedzenia w przydomowym ogródku może negatywnie odbić się na londyńskim ekosystemie. W kraju, w którym jedna trzecia żywności ląduje na śmietniku, od lat notuje się olbrzymi wzrost populacji szczurów. Szacuje się, że jest ich obecnie w Wielkiej Brytanii ponad 80 mln (o 20 mln więcej niż ludzi). Również i lisy mnożą się w wielkim tempie. Od momentu, gdy brytyjski parlament podjął decyzję o zakazie polowań na te zwierzęta, ich liczba szybko wzrasta. Nie tylko w countryside, gdzie odstrzeliwano najwięcej lisów, ale również w samej stolicy.

Co więc możemy zrobić? Czasami wystarczy, że po prostu nie będziemy zakłócać naturalnego rytmu życia poszczególnych stworzeń. Spacerując wzdłuż Regent’s Canal niejednokrotnie widziałem właścicieli psów, puszczających swoje czworonogi samopas, lub rodzinki piknikujące przy samej wodzie z rozwrzeszczaną dzieciarnią. Mieszkające tam kaczki, gęsi i łabędzie nie najlepiej znoszą hałaśliwe towarzystwo. Zaś rzucany im chleb nie służy ich żołądkom. Również i czaple – lubiące ciszę i spokój – chyba nie mają tam udanych łowów, będąc co chwilę przeganiane z jednego brzegu na drugi. O wszelakim śmieciu, pływającym w wodzie i zalegającym brzegi kanału, chyba nie muszę wspominać. Kiedyś, oprócz setek puszek, butelek i foliowych worków, widziałem nawet pływający telewizor. Regent’s Canal to nie kanał telewizyjny, zaś my w podobnych miejscach jesteśmy tylko gośćmi. Nie zachowujmy się więc tak, jakbyśmy byli właścicielami owych terenów. Tym bardziej że przecież w swoim własnym domu czy ogrodzie zazwyczaj nie robimy takiego śmietniska.

A skoro już wspomniałem o ogrodzie... Jesień to okres, w którym wiele osób pali liście, pozostałości po koszeniu trawnika i stare gałęzie. Nie wiem, czy jest to dobry sposób w dobie, gdy wszystkie ogrodowe odpady możemy wywieźć na wysypisko i wyrzucić do specjalnie przeznaczonych do tego celu kontenerów. Później owe nie potrzebne nam zielone odpady zostają przerabiane na wartościowy nawóz, przydatny do nawożenia ogrodu w kolejnym roku. Bez smrodzenia dymem po całej okolicy i niebezpieczeństwa pożaru. Jeśli już jednak zdecydujemy się na spalenie zgromadzonych w kącie ogrodu stert – co nie zawsze jest w pełni legalne w Wielkiej Brytanii – sprawdźmy chociaż, czy wśród liści i patyków jakiś jeż nie urządził sobie zimowego legowiska.

Jeśli w naszym ogrodzie stoi jakaś buda, altanka czy większa szafka na narzędzia, nawet jeśli nie jest używna w czasie zimy, zajrzyjmy do niej czasem. Może być tak, że jakiś zwierzak zamieni ją na swój hotel. Często wejść jest łatwo, zaś z wyjściem może być dużo większy kłopot. Znalezienie wiosną gdzieś w kącie zmumifikowanego jeża albo nietoperza z pewnością nie będzie najprzyjemniejszym widokiem. W Londynie żyje wiele nietoperzy. To właśnie one są częstymi lokatorami ogrodowych przybytków. W poszukiwaniu schronienia wlatują do wnętrza. Nie pozwólmy, by stało się ono ich więzieniem.

Z kolei jeśli postanowimy dokarmiać w zimie ptaki, pamiętajmy, żeby być w tym konsekwentnym. Ptaki szybko przyzwyczajają się do miejsca, o którym wiedzą, że mogą w nim zdobyć coś do jedzenia. Jeśli więc po miesiącu,czy dwóch znudzi nam się wystawianie im żywności, dla wielu z nich może to oznaczać spore kłopoty. Poza tym – tak naprawdę – wiele ptaków wcale nie potrzebuje naszej pomocy w dokarmianiu. Wystarczy, że spojrzymy na to, jak znakomicie radzą sobie wszędobylskie gołębie czy sroki. Wiele osób stosuje karmniki tak skonstruowane, by dostęp do nich miały tylko małe ptaki. Małe otwory wlotowe, czy gęste szczebelki uniemożliwiają gołębiom i krukowatym dobranie się do wykładanego jedzenia. Może więc warto zaopatrzyć się w taką właśnie budkę. Dobrze też już za wczasu pomyśleć, by powiesić je w odpowiednim miejscu. Towarzystwo osiedlowych kotów i wiewiórek może każde stworzenie skutecznie zniechęcić do składania wizyt.

Każdego roku, kiedy mija wrzesień, obiecuję sobie, że to moja ostatnia jesień w Wielkiej Brytanii. Nie znoszę wilgotnej i nieprzyjemnej pory, która ciągnie się od końca października do połowy marca. Jednak lata mijają, a ja nadal jakimś dziwnym trafem – zamiast w słonecznej Hiszpanii – witam wiosnę w zapowietrzonym Londynie. Jeśli więc mamy tu żyć, postarajmy się, by owo życie było jak najlepsze. Zarówno dla nas samych, jak i napotykanych zwierzaków. Gdyż jestem przekonany, że nie tylko my, ale też i one – w sobie znanym języku – powtarzają często „oby do wiosny”.

Alex Slawiński

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 37028
Tak

28873
78%
Nie

8155
22%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat znieważenie policjanta warszawa | blachowkręty nierdzewne | eksfoliacja kwasami gdańsk | transport ekogroszek Jastrzębie | wykrawarka rewolwerowa
innen aufbereitung Ingolstadt | cyklinowanie milanówek | okna Wodzisław | książeczki zdrowia Wodzisław Śląski | stylistka katowice