KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 10 grudzień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Motyle czy karaluchy?
2009.09.26 / Jacek Pilchowski
TAGI:
Share |
Amerykańska prasa w czasach kryzysu.

Sens pytania: „Dlaczego nikt nie przewidział obecnego kryzysu?” łatwo jest podważyć wymieniając takie nazwiska, jak William White, Nassim Nicholas Taleb, Nouriel Roubini, Raghuram Rajan, czy noblistów Josepha Stiglitza, Paula Krugmana i jeszcze dwudziestu, może nawet trzydziestu innych ekonomistów. Przewidzieli oni, często bardzo dokładnie, to co się stało. Ludzie ci byli jednak zmuszeni mówić szeptem. Licencję na głośne mówienie o gospodarce mieli faceci w kolorowych krawatach. Niezależni i obiektywni ekonomiści mogli najwyżej opisywać część nogi stonogi, w nadziei, że czytelnik sam będzie umiał zbudować sobie obraz całego straszydła.

Tak było. Dziś świat jest już inny. Naiwnością byłoby jednak oczekiwać, że szybko otworzą się oczy ludzi oślepionych friedmanowską narracją. Tym bardziej że neoliberalizm wstrzykuje w żyły swoich piewców dużo pieniędzy.

Cofnijmy się do roku 1941. Właśnie wtedy James Burnham opublikował – lecząc kaca po trockizmie – książkę The Managerial Revolution. Autor przewidział w niej, że komunistyczną rewolucję zastąpi rewolucja menedżerów. Nie ma bowiem konfliktu pomiędzy kapitałem i pracą. Jest tylko walka o to, kto będzie i kapitał, i pracę kontrolował.

Komunizm upadł, ale nomenklatura z Wall Street odnosi co jakiś czas olśniewające sukcesy. Ogromna większość nazywa te sukcesy kryzysem.

Tym razem sukces był jednak tak duży, że konieczna stała się zmiana narracji. Pisane w starym stylu artykuły prasowe i książki, a co za tym idzie wypowiedzi telewizyjnych postdziennikarzy, straciły swoją ogłuszającą siłę. Ludzie przestali się bowiem wstydzić tego, że nie rozumieją różnicy pomiędzy CDO (Collateralize Debt Obligation) i CDS (Credit Default Swaps) – i głośno domagają się prostej odpowiedzi na proste pytanie: – Gdzie są moje pieniądze?

W mediach rozkwitają więc nazwiska nowych ekonomicznych poetów. Klasykiem tego nowego nurtu chce wyraźnie zostać William D. Cohan. Trudno nie ulec urokowi jego książek, The Last Tycoons (historia banków inwestycyjnych) oraz House of Cards (historia upadku Bear Stearns). Czyta się je z wypiekami na twarzy. Odkładając te książki na półkę dostrzega się jednak, że ich okładki nie korespondują z treścią.

Ich obwoluty zdobić powinni przystojni faceci w nienagannie skrojonych garniturach. Tacy, co to – jak na prawdziwych mężczyzn przystało – jadą po bandzie nawet wtedy kiedy śpią. A w tle powinny być koniecznie tętniące życiem ulice Manhattanu, po których spacerują wilgotne brunetki. Są to bowiem ekonomiczne harlequiny, pisane po to, aby powtórzyć najmodniejsze obecnie tłumaczenie tego co się stało: Gdzieś w Azji motyl zatrzepotał skrzydłami i wywołana tym fala tsunami zalała Nowy Jork.

Życie „majakowskich” nie jest jednak łatwe. Zawsze czają się gdzieś „szpotańscy”.

Gwiazda Matta Taibbi rozbłysła książką The Great Derangement (Wielki Rozstrój). Taibbi opisał w niej stan świadomości członków judeochrześcijańskiej sekty pastora Johna Hagee. Autor przeplata ten wątek obserwacjami dotyczącymi pracy Kongresu USA. Kongres też jest bowiem sektą, z tą różnicą, że tam bogiem jest reelekcja.

Idąc za ciosem, w kwietniowym numerze miesięcznika Roling Stone,
Matt Taibbi opublikował bardzo duży tekst The Big Takeover (Wielkie zawłaszczenie). Zaczyna się on słowami; „To koniec – zostaliśmy oficjalnie, po królewsku, wydupczeni. Żadne imperium nie może przetrwać, gdy zrobiono z niego po wsze czasy pośmiewisko).

Szokujący to trochę styl pisania o gospodarce, ale okazało się, że szczypta kuchennej łaciny jest niezbędnym środkiem stylistycznym do tego, aby z żelazną logiką opisać, na przykładzie AIG (American International Group), mechanizm działania Wall Street. Taibbi stawia w tym tekście dobrze uzasadnioną i udokumentowaną tezę. Kryzys nie został wywołany przez azjatyckie motyle tylko przez nowojorskie karaluchy. Padające w tym tekście słowa: „W globalnym kryzysie ekonomicznym nie chodzi o pieniądze – chodzi o władzę”. Tez,a że animatorzy Wall Street używają okupu, aby rozpocząć rewolucję, może wydawać się absurdalna. Sytuacja jest jednak tak absurdalna, że sens mają teraz tylko pozornie absurdalne tezy. Zbankrutowały przecież wszystkie „zbyt duże, aby upaść” banki, a podatników zmuszono, by zapłacili ich długi. Mało tego, ci sami ludzie, którzy spowodowali kryzys mają nas z niego wyprowadzić.

(Na deser przeczytać można, opublikowany 25 marca 2009 w The New York Times list: Dear A.I.G., I Quit!. Jego autorem jest Jake DeSantis, wiceprezydent AIG odpowiedzialny za dział „Financial Products”. List ten to patetyczny protest przeciw okropnej niesprawiedliwości dziejowej, jaką była sugestia zwrotu premii, która w jego wypadku wyniosła po podatkach 742 tys. 006 dolarów i 40 centów.)

W blogosferze, artykuł Matta Taibbi wywołał burzę. W telewizji i w prasie panowała jednak grobowa cisza. W pewnych sytuacjach najskuteczniejszą formą cenzury jest bowiem tak zwany zapis na nazwisko. Uważny obserwator mógł jednak zauważyć zwiększoną aktywność na odcinku odpowiedzialnej krytyki AIG. Starano się chyba zmniejszyć dysonans poznawczy pomiędzy czytelnikami prasy ekonomicznej i czytelnikami Rolling Stone. Cenzura cenzurą, w prasowej mikroekonomii liczy się liczba sprzedanych egzemplarzy i Rolling Stone wyraźnie nie zamierza oddać bez walki zwiększonego nakładu. W sierpniowym numerze tego pisma opublikowany został następny bardzo duży artykuł Matta Taibbi – The Great American Bubble Machine (Wspaniała amerykańska maszyna do baniek.) Tekst ten zaczyna się słowami: „Pierwszą rzeczą, jaką powinieneś wiedzieć jest to, że Goldman Sachs jest wszędzie. Ten najpotężniejszy na świecie bank inwestycyjny jest ośmiornicą oplatającą twarz ludzkości, która bezustannie wstrzykuje swój jad we wszystko co pachnie pieniędzmi”. Dalej była znów żelazna logika oparta na faktach i nazwiskach.

Tym razem na reakcję nie trzeba było długo czekać. Na początek w ruch poszedł napalm oskarżeń o antysemityzm. Bezskutecznie. Do kontrataku włączyli się więc znani publicyści pism i portali ekonomicznych: Charlie Gasparino Stop Blaming Goldman Sachs (Przestać oskarżać Goldman Sachs), Michael Lewis „Bashing Goldman Sachs Is Simply A Game For Fools (Oczernianie Goldman Sachs to po prostu gra dla durniów), Heidi Moore Will Everyone Please Shut Up About Goldman Sachs? (Niech się wszyscy zamkną na temat Goldman Sachs?) i Matt Taibbi is Just Plain Wrong (Matt Taibbi się po prostu myli).

Nie pomogło. Raczej pogorszyło. Odezwały się głosy stawiające dziennikarzy w krawatach w nieciekawej sytuacji. Najboleśniej po łapach dało im prestiżowe pismo Columbia Journalism Review publikując artykuł Deana Starkmana Don’t Dismiss Taibbi (Nie lekceważ Taibbi). Tekst ten zaczyna się słowami: „Poważne dziennikarstwo finansowe, najlepiej jak potrafi przewracać oczami i ciężko sapie, aby wepchnąć Matta Taibbi z powrotem do jamy alternatywnej prasy skąd przyszedł, dziennikarze ci robią jednak wielki błąd”.

Amerykańska opinia publiczna nie wierzy – choć minął już rok – w to, że kryzys się kończy. Finansiści wzięli przeszło 700 miliardów dolarów okupu gotówką, a FED dał im podobno (nikt nie jest w stanie ustalić gdyż FED zasłania się tajemnicą handlową) przeszło trzy biliony w gwarancjach. W efekcie giełda poszybowała w górę i pensje oraz premie dla finansistów przekroczyły poziom z czasów nadmuchanej przeszłości. Rośnie jednak dalej liczba bezrobotnych i ludzi zmuszonych ogłosić bankructwo. Maleją też realne zarobki tych, którzy pracują.

Nastroje na Main Street (Główna Ulica; symbol realnej gospodarki) są złe. Main Street rozumie, że zapłacony bankom przez Paulsona i Bernankego okup nie rozwiązał problemu. Wielkie banki inwestycyjne dalej są niewypłacalne i czekają na odpowiednią chwilę, aby zażądać drugiego TARP (Troubled Asset Relief Program) w wysokości … – aż strach pomyśleć.

Na światło dzienne wypływają też nowe informacje. Na przykład o tym, że były pracownik Goldman Sachs Sergey Aleynikow ukradł kod programu do High-Frequency Trading. Ten rodzaj operacji giełdowych polega na super szybkim dokonywaniu transakcji (praktycznie równoczesnego kupna i sprzedaży) co pozwala bez ryzyka zarabiać związaną z każdą transakcją prowizję. Mała prowizja pomnożona przez dużą liczbę dużych transakcji powoduje „wyjęcie” z giełdy dużych sum. Przy pomocy HFT, można również, po ustalaniu, jakie transakcje czekają na wykonanie, przeskakiwanie w kolejce do przodu. Opinie co do tego, czy jest to legalne są (oczywiście) podzielone. Nie ulega jednak wątpliwości, że HFT nie ma nic wspólnego z etyką. Jest to więc następny dowód na to, że Goldman Sachs jest zaangażowany w „budzące wątpliwości” transakcje.

Innym ważnym wydarzeniem jest odrzucenie przez sąd wniosku o zakończenie w drodze porozumienia stron sprawy przeciw dyrekcji Bank of America. Adwokat generalny Nowego Jorku Andrew Cumo oskarżył ich bowiem o nadużycia polegające na świadomym zatajeniu informacji mogących mieć wpływ na cenę akcji BofA. W porozumieniu zawartym pomiędzy BofA i SEC (Securities and Exchange Commission) proponowano dobrowolne zapłacenie przez BofA 33 milionów dolarów kary. Zawarcie takiego porozumienia oznaczałoby uwolnienie od odpowiedzialności karnej ludzi oskarżonych o poważne przestępstwa. Jest to druga, po aferze Bernadra Madoffa, wielka kompromitacja SEC.

Konieczna jest więc dalsza korekta narracji. Tygodnik „Time”, w numerze z 31 sierpnia, opublikował artykuł (wymienionego powyżej) Williama D. Cohana The Rage over Goldman Sachs (Wściekłość w sprawie Goldman Sachs). Dziwny to tekst. Autor, nawiązując do tekstu opublikowanego w Rolling Stone (nazwisko Taibbi nie przeszło mu przez gardło) pisze: „Blankfein [Goldman CEO] wierzy, że Goldman jest dobry dla swoich klientów, dla światowych rynków kapitałowych – oraz dla Ameryki”. No cóż, każdemu wolno wierzyć, ale czy wiara ma unieważnić przedstawione w artykule Matta Taibbi fakty?

Jak wszyscy, chciałbym wiedzieć co będzie dalej. Bardzo dużo zależy od tego jak w najbliższych miesiącach i latach postępować będzie prezydent Obama. W tej chwili jest on „za, a nawet przeciw”. W wygłoszonym czternastego września przemówieniu, łatwo znaleźć wątki wskazujące na to, że przygotowywane są reformy, które ograniczą szaleństwa Wall Street. Stała się jednak rzecz bardzo dziwna. Arianna Huffington zauważyła, że w tekście dostarczonym dziennikarzom przed przemówieniem jest napisane: to embrace serious financial reform, not fight it. W trakcie przemówienia, Obama powiedział: … embrace serious reform, not resist it”. Czy zniknięcie słowa financial oraz zastąpienie twardego słowa fight (walczyć) miękkim słowem resist” (opierać się) jest przejęzyczeniem, czy też jest to sygnał zapowiadający zmianę planów?

Cofnijmy się znów trochę. W lipcowym numerze miesięcznika Harper’s przeczytać można (a raczej należy) artykuł Kevina Bakera Barack Hoover Obama. Prezydent Herbert Hoover był jednym z najbardziej inteligentnych i wszechstronnie wykształconych prezydentów USA. Gdy obejmował urząd rozpoczynała się Wielka Depresja. Kadencja Hoovera (1929-1933) to czas wspaniałych przemówień, za którymi nie szły konkretne działania. To czas straconej szansy na to, aby Ameryka szybciej i mniejszym kosztem poradziła sobie z kryzysem.

W walce o drugą kadencję Hoover przegrał z FDR (Franklin Delano Roosevelt) i ten „arystokratyczny bawidamek” przeprowadził reformy, które zakończyły kryzys i stały się podwaliną rozkwitu Ameryki. Ten tekst Obama przeczytać powinien co najmniej dwa razy. Bardzo uważnie.

Jacek Pilchowski
korespondencja z USA

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29856
Tak

24774
83%
Nie

5082
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |pomniki wodzisław | nakrętki nierdzewne | masaż gdańsk | węgiel Wodzisław | suplementy diety produkcja Omega
zespół muzyczny jastrzębie zdrój | cyklinowanie Skierniewice | okna Rybnik | badania do pozwolenia na broń Żory | porady prawne Wodzisław Śląski