KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 17 grudzień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Co z tą Europą?
2009.10.10 / Grzegorz Małkiewicz
TAGI:
Share |
Jak być kochanym? I przez kogo? Donald Tusk jako premier miał zły początek. Oskarżenie o sympatie proniemieckie (dziadek w Wehrmachcie) chociaż było skandalicznym nadużyciem w walce politycznej, poskutkowało. Z życzliwą Polsce kanclerz Merkel Donald Tusk rozmawia „twardo”. Z Władimirem Putinem szuka przyjaznych rozwiązań bez względu na chłodny, czy nawet otwarcie wrogi stosunek Moskwy do byłego poddańczego sojusznika. Kulminacją takiej dyplomacji jest inicjatywa polityka PO Stefana Niesiołowskiego złagodzenia wymowy zbrodni katyńskiej. – Nie było to ludobójstwo – powiedział poseł. Czy nie wiedział, że nawet prokuratorzy sowieccy w Norymberdze wnieśli takie oskarżenie licząc, że za winnych sąd uzna Niemców? Jeśli nie Niemcy byli sprawcami, to ludobójstwa nie było. Po tak przyjaznym geście Putin odwiedził Polskę.

Po ponad stuletnim okresie niewoli polską politykę zagraniczną określała geopolityka. Zarówno w koncepcji politycznej Józefa Piłsudskiego, jak i Romana Dmowskiego geograficzne położenie Polski między dwoma państwami, które pozbawiły nas niepodległości wyznaczało cele strategiczne i taktyczne. Katastrofy jednak nie udało się uniknąć i tak jak wcześniej Polska stała się ofiarą imperialnych celów niemiecko-rosyjskich, z tą jednak różnicą (co było nie bez znaczenia po zakończeniu II wojny światowej), że Rosję zastąpił Związek Sowiecki, który z agresora w 1939 roku przemienił się w „wyzwoliciela” w 1945. Polska wprawdzie odzyskała podmiotowość państwową (ludową), ale straciła suwerenność, a społeczeństwo podporządkowane zostało komunistycznej przemocy. Serwilizm politycznych elit też w tym czasie usprawiedliwiany był geopolityką, o polityce zagranicznej nikt wtedy nie mówił, bo takiej państwo ludowe nie prowadziło. O wszystkim decydowała Moskwa, a zależność tę komunistyczne władze łagodziły wyolbrzymiając (skutecznie, syndrom Moniki Steinbach jest tego pokłosiem) zagrożenie z Zachodu, głównie ze strony rewanżystów niemieckich.

Dlaczego o tym piszę? Bo ze zdumieniem przeczytałem kilka artykułów w prasie krajowej na temat polityki zagranicznej IIIRP. Okazuje się, że pytanie Berlin czy Moskwa jest w postrzeganiu obecnej rzeczywistości politycznej nadal aktualne. I znowu trzeba cofnąć się kilkanaście lat wstecz (już dwadzieścia) do czasów, kiedy Polska wyrwała się spod dominacji sowieckiej przede wszystkim dzięki sprzyjającym okolicznościom politycznym.

Mało kto przewidywał wtedy upadek komunizmu, co w pewnym stopniu usprawiedliwia polską opozycję, która mogła wtedy przejąć władzę, ale tego nie zrobiła wybierając kompromis „okrągłostołowy”, zwany również „grubą kreską”. O polityce zagranicznej nikt jednak wtedy nie myślał. Decydowały o niej wydarzenia „jesieni ludów”. Upadek Związku Sowieckiego dokonał ostatecznego zerwania więzi ze Wschodem i otwarcia na Zachód. Nie było innej opcji. Wszyscy powtarzali za Janem Pawłem II, że Polska zawsze byłą częścią Zachodu. W tej sytuacji polską politykę tworzą fakty, bez specjalnego udziału strategów i przy politycznym konsensusie wszystkich polaryzujących się opcji politycznych.

Nowe struktury, wzmocnione sojuszem
Największą szansą dla Polski stała się możliwość wejścia w struktury obronne NATO i członkostwo w Unii Europejskiej. To są najważniejsze cele polityki zagranicznej ostatniego dwudziestolecia, które zgodnie realizowały wszystkie kolejne ekipy, w tym byli komuniści, którym przypadł zaszczyt podpisania unijnych traktatów.

Członkostwo w NATO i Unii Europejskiej polskim politykom nie wystarczało. Dążyli do bliższego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, co – kilka lat temu – wydawało słuszne. W przeciwieństwie do większości swoich europejskich partnerów Polska bezwarunkowo poparła wojnę w Iraku, wysyłając tam swoich żołnierzy walczących u boku Amerykanów i Brytyjczyków. Pozostała lojalna, pomimo politycznej i wojskowej kompromitacji całego przedsięwzięcia. I znowu nikt z głównych partii nie krytykował otwarcie polskiego zaangażowania i amerykańskiej opcji polskiej polityki. Z taką krytyką spotykaliśmy się jednak w Brukseli.

Pomimo coraz większego ostracyzmu administracji prezydenta Busha na arenie międzynarodowej, Amerykanie unikali preferencyjnego traktowania swojego wiernego sojusznika. Aż w końcu Polska została włączona w amerykański system obronny, który od początku budził kontrowersje, zarówno w Europie jak i w Rosji. Szczególnie w Rosji, i to bardziej z powodów prestiżowych niż militarnych. Umowa o instalacji amerykańskich rakiet na terytorium Polski została jednak podpisana prawie w ostatniej chwili urzędowania administracji prezydenta Busha.

Była tarcza, nie ma tarczy
– To wielki sukces i największa gwarancja bezpieczeństwa, jaką Polska kiedykolwiek miała – mówił wtedy były doradca prezydenta Cartera Zbigniew Brzeziński. Zmieniła się ekipa, zmieniły się priorytety, profesor Brzeziński zmienił zdanie. Jeszcze przed inauguracją prezydenta Baracka Obamy i na długo przed oficjalnym wycofaniem się Obamy z tego projektu profesor Brzeziński powiedział na spotkaniu w Chatham House w Londynie: „System tarczy antyrakietowej jest niesprawdzony, wroga jeszcze nie ma, a mieszkańcy krajów, w których ma być instalowany, nie są z powodu tarczy zbyt szczęśliwi”.

Tarcza, która miała wzmocnić sojusz polsko-amerykański spowodowała wywrócenie naszych strategicznych planów. Doświadczenie déjà vu było tym silniejsze, ponieważ Amerykanie – bez specjalnej konsultacji z sojusznikiem, z którym podpisali już umowę – ogłosili swoją decyzję 17 września, dokładnie w rocznicę sowieckiej agresji na Polskę. – Powiem Amerykanom, że było to niestosowne – uspokajał naród minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.

No i w ten sposób zostaliśmy bez polityki zagranicznej. Podobnie jak w 1939 roku Polska dowiedziała się, całe szczęście mniej boleśnie, że o trwałych sojuszach myśli tylko słabszy partner. Może to z tego powodu publicyści zaczęli bić na alarm, a w ich rozważaniach powróciły pytania sprzed 70 lat.

Czy Polskę stać na samodzielną politykę zagraniczną?
Nie stać. Przystępując do Unii Europejskiej Polska odpowiedziała na to pytanie. Przystępując do struktur obronnych NATO odpowiedziała też, że nie stać jej na samodzielną obronę. Marzenia o sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi tym bardziej potwierdzają tę odpowiedź.

Z takich odpowiedzi powinny wynikać konkretne wnioski i praktyczne rozwiązania, skoordynowane działania premiera i prezydenta. Niestety prawdziwe schody zaczynają się na polskim wierzchołku władzy, za co często obwinia się niejasny podobno zapis konstytucyjny na temat kompetencji premiera i prezydenta. W polityce zagranicznej, w której Polska nie ma specjalnie wyboru, słyszymy dwugłos i oglądamy kabaret z dostawianymi krzesłami. Z jednej strony mamy premiera, który tak naprawdę premierem być nie chce i traktuje swoje premierostwo jako trampolinę do przyszłej prezydentury. Z kolei prezydent (nie biorąc pod uwagę pozostałych resentymentów) wyzwany do przedwczesnej walki wyborczej nie pozostaje premierowi dłużny. A kibice, głównie krajowi, słyszą, że nasi najważniejsi politycy walczą o należne Polsce miejsce w Europie. Partnerzy się uśmiechają, bo tej subtelnej rywalizacji nie rozumieją.

Miejsce w Europie
Kto określił to „należne nam miejsce w Europie”, gdzie ono jest i jakie za nim przemawiają argumenty? Terytorialnie i demograficznie porównujemy Polskę z Hiszpanią, czyli potencjalnie należymy do czołówki, ale w tej czołówce jeszcze nie jesteśmy. W układach politycznych liczy się siła przetargowa. Polska jak na razie z Europy bierze, ale niewiele daje.

W Unii Europejskiej reaktywuje się sojusz francusko-niemiecki. Joschka Fischer, były minister spraw zagranicznych Niemiec, uważa, że sojusz ten będzie decydujący dla przyszłości Unii. „Wielka Brytania pozostaje na obrzeżach, Hiszpanię osłabił kryzys, Włochy, jakie są każdy widzi, przed Polską jeszcze długa droga” – powiedział dziennikarzowi „Le Monde”.

Na skróty tej drogi nie pokonamy. A tym bardziej drepcząc w miejscu. Takim dreptaniem jest populistyczna debata antyeuropejska. Dyktando z Moskwy zmieniło się na dyktando z Brukseli. Tracimy suwerenność. Irlandczycy głosowali z pistoletem przystawionym do skroni. Prezydent Kaczyński wstrzymywał podpisanie Traktatu Lizbońskiego, żeby nie wywierać presji na wolnym narodzie Irlandii, tym samym był politykiem ratującym demokratyczne procesy w Unii. To tylko niektóre echa z prasy krajowej, nie mówiąc już o tym, że do znudzenia powtarza się, że prawie nikt Traktatu Lizbońskiego nie czytał. A ilu obywateli przeczytało Konstytucję RP? Czy przynajmniej ci, którzy podpisują petycję w obronie suwerenności? Jakiej suwerenności?

Jaka suwerenność?
Prawda jest taka, co potwierdzi każdy samorządowiec i przedsiębiorca, że polskie sukcesy ostatniego dwudziestolecia nie były naszą zasługą, lecz konsekwencją przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Poza oczywiście rozwojem polskiej sceny politycznej, wstrzymującej wielokrotnie wykorzystanie dostępnych funduszy europejskich.

W sprawie utraty suwerenności można zrozumieć niepokój Brytyjczyków – stracili imperium, a teraz mają pogodzić się z marginalizacją Westminsteru? Zabieg bolesny, ale innego rozwiązania nie ma. Jest to konsekwencja procesu zjednoczeniowego. Federacja suwerennych państw to hybryda marzycieli, którzy dodatkowo powołują się na Winstona Churchilla i jego określenie „Stany Zjednoczone Europy”, tak jakby w Stanach Zjednoczonych Ameryki władza centralna była tylko dekoracją, symbolizującą układ amorficzny, suwerennych, rywalizujących ze sobą stanów.

Rywalizacja w ramach Unii Europejskiej jest właśnie spowodowana wczesnym etapem integracji. Jeszcze suwerenne państwa zawiązują sojusze (np. Francja-Niemcy). Liczy się silniejszy gracz i jego partykularnie pojęte interesy, jak to zwykle bywa w uniach. Czy było inaczej w Unii polsko-litewskiej? Czy był to układ partnerski? Polska silnym graczem nigdy nie będzie, dlatego w naszym interesie jest wspieranie integracji.

Traktat Lizboński to zaledwie wprowadzenie do tak pojętej integracji, to długi proces, w którym pojęcie suwerenności będzie stopniowo traciło swoje pierwotne znaczenie.

Nikt jednak nie zabierze nam naszej tradycji, kultury, tego wszystkiego co tworzy naród, narodową świadomość i tożsamość. Nigdy wcześniej my sami nie przeznaczaliśmy tylu funduszy na wspieranie kultury narodowej, jak to odbywa się obecnie z funduszy unijnych.

A jeśli ten scenariusz nam nie odpowiada, bądźmy konsekwentni, jeszcze nie jest za późno. Możemy wystąpić z Unii, o własnych siłach spowodować cud gospodarczy, wzmocnić granice, a nawet je przesunąć (odbić Lwów i Wilno), i w końcu stać się prawdziwym przedmurzem chrześcijaństwa i Zachodniej Europy.

Grzegorz Małkiewicz

Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29912
Tak

24807
83%
Nie

5105
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |Odszkodowania Wodzisław Śląski | śruby kwasoodporne | opieka Rybnik | pellet Wodzisław | suplementy diety produkcja kontraktowa
zespół muzyczny wodzisław śląski | cyklinowanie Brwinów | Lekarz rodzinny Radlin | leczenie bólu Żory | drzwi Porta wodzisław rybnik