KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 19 paĽdziernik 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Polska ma nowy problem: hazard
2009.11.07 / Przemysław Kobus
TAGI:
Share |
Hazard został narkotykiem nowych czasów. Uwaga mediów, polityków, publicystów skupia się dzisiaj na opracowaniu skutecznych metod walki z jednorękimi bandytami. Automaty te – głównie w podrzędnych lokalach czy w nadbałtyckich kurortach – nie budziły większych kontrowersji. Ostatnio stały się jednak złem wcielonym

Od kilku miesięcy jesteśmy bombardowani informacjami o zgubnym wpływie hazardu na życie jednostki. Media szaleją z odkrywaniem kolejnych hazardowych afer, w rządzie lecą głowy podejrzane o niecne sprawki, rodzą się różnorodne pomysły zmierzające do delegalizacji hazardu. Słowo hazard ostatnimi czasy zyskało na znaczeniu – jest uosobieniem zła, korupcji, zwyrodnialstwa. Hazard został narkotykiem nowych czasów. Uwaga mediów, polityków, publicystów skupia się dzisiaj na opracowaniu skutecznych metod walki z jednorękimi bandytami. Automaty te – głównie w podrzędnych lokalach czy w nadbałtyckich kurortach – nie budziły większych kontrowersji. Ostatnio stały się jednak złem wcielonym, a co ciekawe – gdy zaczęto o nich mówić tylko źle, ich liczba się podwoiła, a może nawet potroiła. Dziś są wszędzie.

Tworzymy problem
Patrząc na polskie ważkie tematy, odnoszę wrażenie, że nad Wisłą wszystko jest kwestią chwili. Najmniejsza rzecz w pięć minut potrafi urosnąć do rangi problemu wagi państwowej. Rzecz taką się omawia, rozkłada na czynniki pierwsze, by chwilę później zająć się czymś innym. W przypadku słynnych afer hazardowych – w moim przekonaniu – jest tak samo. Nie tak dawno komercyjna stacja telewizyjna TVN wyemitowała reportaż o jednorękich bandytach. Przedstawiono mechanizmy działania maszyn, zasady podziału pieniędzy od graczy, przeanalizowano szanse na wygraną, by ostatecznie powiedzieć Polakom, że dają się nabierać, że są naiwni, a właściciel automatu do gry jest w stanie w ciągu miesiąca zarobić na czysto np. 10 lub 20 tys. złotych. Reportaż miał pokazać, jakim złem są jednoręcy bandyci, jak nas wyzyskują i jak uzależniają kolejne grupy społeczne.

– Bzdury niesamowite. Automaty trzymam w salonie od wielu lat. Jakie grupy? Jakie uzależnienia? Tu nie przesiadują ludzie z dobrych domów. Przychodzą z bloków, siądą przy piwku, jak mają kasę zagrają, jak nie – wydadzą na kolejne piwko – opowiada 48-letni Waldemar z Poznania. – Czy spotykam maniaków, uzależnionych od hazardu, o ile to w ogóle hazardem można nazwać? Nie, takich tu nie ma. Ale owszem, można na tym zarobić. Choć na pewno nie te osławione 10 czy 20 tys. złotych miesięcznie. Takich cudów to ja jeszcze nie przeżyłem – dodaje uśmiechając się.

Nie znaczy to jednak, że tak wysokie dochody są nierealne. Wystarczy dobrze funkcjonujący klub, cieszący się określoną renomą, do tego idealna lokalizacja i tłumy klientów. Na stu złaknionych zabawy niech chociaż z dziesięciu dziennie siądzie do automatu. To wystarczy, by nieźle zarobić.

Wracając do reportażu w telewizji, już w trakcie emisji odnosiłem wrażenie, że mam do czynienia z doskonałym filmem instruktażowym, pokazującym, jak w szybki i legalny sposób zarobić. Wystarczy skontaktować się z operatorem takich urządzeń, potem automat wstawić do swojego lokalu i na podstawie „jakiejś” umowy ustalić podział zysków. Co zaskakujące w całej sprawie, po tym reportażu jednorękich bandytów jakby przybyło. Choć automaty są dostępne np. na stacjach benzynowych, to trudno sobie wyobrazić, by właśnie takie miejsca stanowiły skupisko żądnych wygranych hazardzistów. Jeśli w ogóle w przypadku jednorękich bandytów można mówić o hazardzie.

Dziwnym zbiegiem okoliczności ukazały się materiały dziennikarskie z doniesieniami o wysokich rangą politykach zamieszanych w relacje z biznesmenami, którzy domagali się jak najniższych podatków od prowadzonych przez siebie działalności. Poszło m.in. o dopilnowanie, by tacy a tacy politycy przypadkiem nie podwyższyli w projekcie nowej ustawy o grach losowych opłat, jakie trzeba ponosić za posiadanie automatów.

Hazard na górze
Po roku skrupulatnych działań biznesmenów (spotkania, telefony czy obecność polityków w ich kurortach) były minister sportu, Mirosław Drzewiecki wysyła wniosek do ministra finansów, by niekorzystne dla hazardzistów zapisy zniknęły. W międzyczasie na trop „afery” wpada CBA, kilka miesięcy później Drzewiecki wycofuje się z wcześniejszych rekomendacji, ale jest za późno. CBA pod kierownictwem byłego już szefa, Mariusza Kamińskiego, obwieszcza światu hazardowe nowiny. Rozpoczyna się polityczno-prokuratorska batalia i wzajemne podważanie zaufania do poszczególnych opcji. Polacy nie do końca wiedzą, o co w całej sprawie chodzi, a na topie są powiedzonka „Miro” i „Grześ” – najlepsi „załatwiacze”. Znów dziwnym trafem dziennikarze docierają do supertajnych materiałów operacyjnych Centralnego Biura Antykorupcyjnego, a dokładnie dziennikarze „Rzeczpospolitej”. Z opublikowanych materiałów można się dowiedzieć, jak starano się zmieniać ustawę, kto i z kim rozmawiał, kto i kogo nie może się dzisiaj wyprzeć. Kolejnym zbiegiem okoliczności okazują się gotowe zarzuty prokuratorskie dla Kamińskiego, a spora część mediów komercyjnych miast rozliczać polityków, trąbi od rana do wieczora o wpadkach Centralnego Biura Śledczego, wyśmiewając na wszelkie możliwe sposoby działalność najsłynniejszego już dzisiaj w kraju tajnego agenta CBA, agenta Tomka (uwodził kobiety, rozkochiwał, proponował ciemne interesy, a potem… do akcji wkraczali koledzy Tomka). W rezultacie, mało kto dzisiaj wie, o co dokładnie we wszystkim chodzi. Mało kto dzisiaj nawet wie, że w rządzie poleciały głowy, bo premier Donald Tusk wyrzucił Mirosława (Mira) Drzewieckiego, wicepremiera Grzegorza (Grzesia?) Schetynę, dostało się również ministrowi sprawiedliwości, Andrzejowi Czumie. Ten ostatni – jak dzisiaj można sądzić – dostał poniekąd rykoszetem, od początku kadencji były z nim „medialne” kłopoty, jak choćby oskarżenia o długi w USA. Z przewodniczącego klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej zdetronizowano Zbigniewa Chlebowskiego, który dziś toczy zajadłą i publiczną walkę z partyjnym kolegą, a obecnie też wiceszefem klubu PO, Januszem Palikotem. Panowie nie szczędzą sobie dosadnych złośliwości. A jeśli chodzi o meritum sprawy? Drżą śledczy przed prowadzeniem takich postępowań, bo są strasznie niewygodne i w gruncie rzeczy bez szans na sensowne rozwiązanie. Wystarczy powiedzieć, że materiał ujawniony przez CBA już był niepełny, a więc podejrzenia o zmanipulowanie informacji mogą się wydawać jak najbardziej słuszne. W ferworze ostatnich afer umknęło nawet umorzenie postępowania ws. afery gruntowej (pamięta to ktoś jeszcze?). Okazało się, że na rzekome przecieki i akcje CBA, które pogrążyły niegdyś wicepremiera, Andrzeja Leppera, nie ma żadnych dowodów. A zebrany materiał – jak uznała prokuratura – jest do podważenia. Dojście do takiego wniosku zajęło śledczym dwa lata. Ile więc zajmie im ustalanie, kto, z kim i dlaczego starał się zarobić na jednorękich bandytach? Boję się myśleć.

Hazardowe absurdy?
Donald Tusk starając się uratować twarz i jakiekolwiek poważanie wśród społeczeństwa oznajmia publicznie, że są nowe projekty ustaw o grach. Ale jak to w Polsce, od razu wpadają w skrajność i zakładają kompletną delegalizację gier hazardowych poza kasynami. Część polityków postuluje całkowitą delegalizację hazardu w Polsce. Zagranica się raduje i np. taka Słowacja szybko informuje, że 80 km od polskiej granicy, już w przyszłym roku ma powstać europejskie Las Vegas. Skoro w Polsce nie będzie można, to zapraszamy na Słowację – zdają się brzmieć pierwsze hasła reklamowe. Polskie władze na skutek własnej słabości do biznesowych powiązań, które – jak pokazuje historia najnowszej Polski – nie wychodzą im nigdy na dobre, brną w ślepy zaułek. Znów ekipa, która miała świecić przykładem, znajduje się w świetle oskarżeń i zarzutów o zjawiska korupcjopodobne. Znów mętnie tłumaczą się polityczni liderzy, a ich przywódcy muszą podejmować niewygodne także dla nich działania. Popularyzuje się hasła nikczemnego wpływu hazardu na życie Polaków, a w moim przekonaniu znacznie większym problemem jest trwonienie majątków na alkohol, na narkotyki czy nawet na lotto. Tu też mamy rzesze uzależnionych, ale nie delegalizujemy sprzedaży alkoholu, tylko podnosimy akcyzę na takie wyroby, nie delegalizujemy papierosów, tylko podnosimy akcyzę na tytoń. Jednak z afery hazardowej możni tego państwa chcą wyjść z twarzą, chcą pokazać politykę szybkich i zdecydowanych reakcji na zaistniałe negatywne zjawiska w ich otoczeniu. Naprędce objawiane są projekty ustaw – już dzisiaj wiadomo, że niepoważne. Błyskawicznie dokonuje się zmian w rządzie, ale…

Jaki to ma sens? Właściciele jednorękich bandytów – póki co – i tak wyjdą na swoje. Hazardziści – np. tacy z okolic polsko-niemieckiej granicy – wybiorą się do kasyn w Niemczech (nawet niewielkie miasteczka, takie posiadają – grają w nich głównie emeryci). Ogólnie, znów panikujemy. Podejmujemy nerwowe i często nieprzemyślane ruchy. Tymczasem przy odrobinie spokoju i przy odrobinie zdrowego rozsądku, udałoby się znaleźć rozwiązania, które po pierwsze: nie zmuszałyby tzw. lobbystów hazardowych do swojej nikczemnej działalności, po drugie: nie byłoby polityków, których w tym zakresie należałoby w jakikolwiek sposób „zachęcać” do przychylności. Ale czy właśnie naszym, polskim politykom taki układ jest potrzebny?

Na razie – jak to ostatnimi czasy w polskiej polityce modne – na topie jest powołanie komisji śledczej ds. afery hazardowej. Co śmieszne, PO mówi, by zbadać w sprawie także okres rządów PiS. Powołanie komisji, to jednak opłacalna dla partii forma kampanii wyborczej. Siedzą tacy w komisji, obrażają się wzajemnie, niewiele ustalą, zarobią i przeciwnika zdyskredytują.

PS. Wyjaśniam: nie znam Grzesia, nie znam Mira, nie mam salonu gier.

Przemysław Kobus

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29420
Tak

24461
83%
Nie

4959
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat rozbój warszawa | łańcuchy nierdzewne | masaż gdańsk | TW couplings | profile specjalne
sprawy karne wodzisław śląski | łańcuchy nierdzewne | wyznaczanie granic Rybnik | medycyna tropikalna Jastrzębie Zdrój | absturzsicherung wien