KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 18 paĽdziernik 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Berliński sukces Piotra Beczali
2008.02.22 / Stefan Gołębiowski
TAGI:
Share |
Z najawyższego obiektu w Berlinie – wieży telewizyjnej (368 m wysokości) – widać panoramę rozbudowującego się miasta. Od czasu zjednoczenia Niemiec w 1989 roku i decyzji przeniesienia stolicy z Bonn (w 1991 roku) po ponurej komunistycznej zabudowie we wschodniej części miasta nie zostało już zbyt wiele. Z niesławnej pamięci muru pozostał kawałek – pamiątka dla przyszłych pokoleń i muzeum – Point Charlie.

Bywam w Berlinie stosunkowo często i za każdym razem widzę zmiany na lepsze – miasto jest coraz ładniejsze, funkcjonalne, czyste, ze świetną komunikacją miejską, o której my, w Londynie, możemy tylko marzyć. Korzystając z metra w różnych porach dnia (i nocy) podziwiałem jego punktualność oraz brak okropnego ścisku, tak powszechnego w Londynie. Jakoś też nie zauważyłem rozwrzeszczanej i pijanej młodzieży, terroryzującej swym zachowaniem współpasażerów.

Tym razem udało mi się obejrzeć od środka wspaniałą kopułę wieńcząca Reichstag (na zdjęciu), zaprojektowaną przez angielskiego architekta Normana Fostera. Początkowo krytykowana za śmiałość architektoniczną i zbytnią nowoczesność, szybko stała się jednym z najczęściej odwiedzanych przez turystów obiektów. Lustrzana kompozycja wewnątrz jest imponująca, a widok na stolicę (podobnie jak z wieży telewizyjnej) zapierający dech. W dodatku można wyjść na zewnętrzne tarasy, skąd zwłaszcza w lecie widok jest jeszcze lepszy. Warto postać w kolejce (a są zawsze), by to obejrzeć – w dodatku za darmo.

Nie wybrałem się do berlińskiego teatru (poza operą), bo nie znam niemieckiego, a poza tym duża część repertuaru to musicale i sztuki grane w Londynie. Głównym powodem, dla którego akurat w tym czasie pojechałem do Berlina była chęć obejrzenia w Operze Narodowej występu naszego polskiego tenora Piotra Beczali, śpiewającego główną męską partię – Riccarda – w operze Verdiego „Bal maskowy”. Poznałem Beczalę kilka lat temu, podczas jego występów w Królewskiej Operze Covent Garden, kiedy to debiutował niewielką rolą w „Kawalerze Srebrnej Róży” Richarda Straussa. Inteligentnie kierując swą karierą, nie chciał zaczynać na prestiżowej scenie od głównych partii, wiedząc, iż brutalna londyńska krytyka może nowicjusza „pożreć z kościami”. Zaraz potem przyszła tytułowa rola w „Fauscie” – nie byle jakie ryzyko, bo na premierze śpiewał sławny Roberto Alagna.

Tymczasem recenzje okazały się znakomite; w jednym z poważnych pism czytałem nawet, że dla samego Beczali warto było tę operę wznowić. Posypały się kolejne propozycje: z Metropolitan, San Francisco i w końcu z… Polski, gdzie (jak zwykle) zauważono go dopiero po recenzjach światowych. Jak każdy wysokiej klasy artysta planuje on swe występy z dużym wyprzedzeniem (ma w czym wybierać), natomiast polityka teatralna w Polsce sprowadza się do planów przypadkowych, niemal z dnia na dzień, nie do przyjęcia dla artysty tej klasy. I tak „wcisnął” jakieś dwa czy trzy występy w kraju, rezygnując z własnego urlopu, bo jest Polakiem i uważa, że „na własnych śmieciach” też trzeba zaśpiewać, zwłaszcza że tam skończył studia.

Po premierze „Balu maskowego” owacje dostał ogromne, krytycy rozpływali się w zachwytach, a w recenzji w International Herald Tribune napisano nawet, iż Beczala w tej trudnej roli Riccarda jest „najlepszy od czasu Pavarottiego”. Jest to niemały komplement. Jako Polak urosłem z dumy i poprosiłem Piotra o krótki wywiad dla „Nowego Czasu”. Muszę na marginesie dodać, iż znając go od paru lat jestem pełen podziwu dla jego naturalności, braku jakiejkolwiek gwiazdorskiej pozy czy patrzenia na ludzi z góry, jak to się zdarza artystom dużo mniejszego kalibru.

* * *

O ile wiem, nie masz muzycznych tradycji rodzinnych? Jak doszło do tego, że zostałeś śpiewakiem?
– Przez przypadek. Uczyłem się w technikum, w Czechowicach-Dziedzicach, śpiewałem trochę w szkolnym chórze, potem w następnych i w końcu dyrektorka chóru namówiła mnie na studia śpiewacze. Przed egzaminem wstępnym musiałem wziąć prywatne lekcje przygotowawcze (solfeż, podstawowe ustawianie głosu itp.), ale w rezultacie dostałem się do Akademii Muzycznej w Katowicach.

Wybierasz role bardzo starannie, nie porywając się na ciężki tenorowy repertuar…
– Na początku tzw. kariery zdarzało mi się śpiewać role na wyrost, nieodpowiednie dla mego w tym okresie głosu. Szybko zorientowałem się jednak, iż do pewnych partii głos po prostu musi dojrzeć i potrzebne jest doświadczenie. Wagnerowskie role wymagają innej techniki i zwyczajnie – sił fizycznych, których młody człowiek nie ma. Mój pierwszy występ był w „Carmen”, 15 lat temu, kiedy to śpiewałem barytonową partię.

Dlaczego wyjechałeś po studiach z Polski?
– Jeszcze w czasie studiów pojechałem na kursy mistrzowskie do Weimaru, gdzie rozmawialiśmy z kolegami o przyszłości teatru operowego w Polsce (było to przed upadkiem komunizmu)
i porównywaliśmy możliwości śpiewaków na Zachodzie z tymi, jakie wtedy były w Polsce. Pojechałem do Niemiec na przesłuchania, skąd skierowano mnie do teatru w Linzu (Austria), gdzie dano mi kontrakt. Łut szczęścia spowodował, iż od razu po studiach dostałem pracę. W kraju nie dostałem żadnych propozycji… Początki były trudne, śpiewałem wiele ról po niemiecku, w języku, którego wtedy nie znałem. Była to dobra szkoła zawodu.

W Polsce zainteresowano się Tobą dopiero po międzynarodowych sukcesach, około trzech lat temu…
– Ponieważ wyjechałem z kraju zaraz po studiach, straciłem kontakt z polskim rynkiem muzycznym. W pierwszą rocznicę śmierci Papieża zorganizowano w Poznaniu wielki koncert, prowadzony przez Placido Domingo, na którym zaśpiewałem. Wtedy to warszawski Teatr Wielki zaproponował mi występ w operze. Udało się w końcu pogodzić terminy i mogłem wystąpić w „Rigoletcie”.

Zaśpiewałeś teraz w znakomicie przyjętym „Balu maskowym”. Gdzie wystąpisz po Berlinie?
– Przede wszystkim cieszę się, że moja rola została dobrze przyjęta, bo jest ona naturalną progresją w repertuarze oper Verdiego. Za rok będzie wznowienie w Berlinie, mam też pojechać z rolą Riccarda na festiwal do Hiszpanii. Moją następną premierą będzie partia Lenskiego w „Eugeniuszu Onieginie”, w Królewskiej Operze na Covent Garden. To nie jest nowa produkcja, ale traktowana jest jako premiera, ponieważ cała obsada jest inna od tej, która była dwa lata temu. Pomiędzy tymi występami mam jeszcze koncerty w Monachium. W kwietniu wracam do Londynu, do Royal Festival Hall, z „Kawalerem Srebrnej Róży” przygotowanym przez operę w Zurichu. To zostało zorganizowane dość nagle, a dla mnie oznacza zaśpiewanie w pierwszym akcie i zaraz po nim wylot do Zurichu, gdzie w mojej macierzystej operze śpiewam na drugi dzień w „Łucji z Lamermoor”. Do końca sezonu śpiewam jeszcze Wertnera w monachijskiej operze, w Wiedniu partię w „Traviacie”, występuję na festiwalu w Strassburgu, a od września zaczynam sezon amerykański: wystąpię w Metropolitan Opera w „Łucji z Lamermoor”, potem jadę do San Francisco na serię spektakli „Cyganerii” i wracam do Europy na występy w Monachium, w „Rigoletcie”. Jeśli chodzi o Polskę, obiecałem sobie, że przynajmniej raz w sezonie tam wystąpię, ale jest to bardzo trudne, bo w kraju nie ma długofalowego planowania, a ja mam kalendarz wypełniony do 2012 roku. Udało mi się jednak wcisnąć występ w warszawskim Teatrze Wielkim.
30 marca śpiewam w „Łucji z Lamermoor”, tylko jeden spektakl pomiędzy występami w Londynie.

Czy planujesz wydanie płyty?
– W najbliższym czasie ukaże się moje nagranie z ariami okresu włoskiego i francuskiego romantyzmu, w dużej części nieznanymi. Poza tym opera w Zurichu wydaje DVD ze spektaklami, w których śpiewam. W 2010 roku będzie obchodzony w Polsce Rok Chopinowski, planowany jest duży koncert z jego pieśniami i może z tej okazji uda się też wydać płytę. Nagrałem też pieśni Szymanowskiego, ta płyta jest w sprzedaży w kraju.

Śpiewałeś już prawie na wszystkich prestiżowych scenach operowych, ale nie w La Scali. Dlaczego?
– Bo to nie jest ten sam teatr, co kiedyś. Tam się planuje repertuar przypadkowo, spektakle są odwoływane, przesuwane, zmieniane. Dostałem teraz zapytanie z La Scali, co robię w maju i czerwcu tego roku, bo wypadł im z grafiku jakiś spektakl i usiłują coś naprędce zorganizować. Jaki szanujący się śpiewak w tak krótkim czasie może być wolny? Miałbym zerwać moje zakontraktowane przedstawienia? Zaśpiewałem tam raz w „Rigoletcie” i na razie nie chcę wracać.

Rozmawiał: Stefan Gołębiowski
Fot. Ian Parsons

Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29408
Tak

24451
83%
Nie

4957
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat wyrok nakazowy warszawa | nakrętki nierdzewne | opieka Żory | transport ekogroszek Żory | suplementy diety produkcja na zlecenie
prawnik Radlin | zawiasy nierdzewne | okna Rybnik | badania kierowców Rybnik | kancelaria prawna wodzisław śląski