KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 11 grudzień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Uczta w Croydon
2010.06.17 / Krystyna Cywińska
TAGI: felieton
Share |
Aż wierzyć się nie chce, że im się chce. Tak napisałam kilka lat temu o chórze Ave Verum. Że im się chce poświęcać godziny po pracy, wolne chwile, żeby śpiewać. I polskość wyśpiewywać na obcej ziemi. I w tym śpiewaniu podsycać żar swojej polskości. Bo się w nich ta polskość pali. Nie zgaszona dorastaniem w obcości. Nie poszarzała od kompleksów ani poczucia kulturowej niższości. Ani niedoceniania naszej heroicznej przeszłości.
Oni, to nasze młode pokolenie, nie mają takich kompleksów, jakie my mieliśmy. Wychodzą z tą swoją polskością na estrady ku innym i ku nam. Przełamują uprzedzenia nie politycznymi tyradami ani popisami o naszej martyrologii, ale śpiewaniem o naszym kraju. O jego obyczajności i obyczajach, tradycji i wierze.

Chórowi Ave Verum udało się wypracować ten schemat lekkości i zmienności nastrojów śpiewania. I wkomponować w to śpiewanie tę naszą już dwoistość kulturową. Tę naszą polsko-angielską dwoistość, jaka jest w nas.

Niezła to mieszanka. Można by powiedzieć unijna. W minioną niedzielę okazało się przecież, że Polacy w kraju przypieczętowali unijność w eurowyborach. Skromną wprawdzie frekwencją, ale pewnym siebie wynikiem. Prawie już skokiem na znaczące miejsce w europarlamencie. I w tę minioną niedzielę chór Ave Verum dał nam koncert. Koncert galowy z teatrze Ashcroft w Fairfield Hall w Croydon. Koncert z okazji dziesięciu lat śpiewania. I wciąż im się chce. Aż wierzyć się nie chce.

Zbieżność dat może była przypadkowa. Może przypadek sprawił, że ten koncert był niczym gala z okazji naszych przełomowych rocznic. Rocznic narodzin naszej niepodległości. Można to było sobie dośpiewać w czasie chóru śpiewania. Bez wielkich słów. Bez fanfaronady. Bez tej typowej dla nas przesady uniesień i zadęcia. Piosenki i pieśni wiodły nas przez bolesną przeszłość i radość z teraźniejszości. Taka jest moc oszczędnego słowa. I taka jest moc muzyki. I treści wyśpiewanej. A nie głoszonej ex catedra w napuszonym, nudnym języku. A widownia, która wypełniła rzędy teatru w Croydon zadumana, zasłuchana, milcząca. I w ciszy przeżywająca swoją bliskość z polskością. I z Polską.

Bliskość często bywa silniejsza z oddali. „Ja to mam szczęście, że w tym momencie żyć mi przyszło w kraju nad Wisłą, ja to mam szczęście!”. To słowa pieśni „Tango na głos, orkiestrę i jeszcze jeden głos”, napisanej w roku 1989 przez Grzegorza Tomczaka. Śpiewała ją przejmująca aż do drżenia serca Brygida Wimbush.
Niepojęte to szczęście po nieszczęściach. Rok szczęścia z obalania komuny. A na dużym ekranie w tyle sceny wizualne fragmenty z tej naszej przeszłości. Wojennej i powojennej, aż do „Solidarności” i wyzwolenia.

Nie ma lepszego sposobu na promowanie Polski i naszej kultury – napisał kiedyś w „Dzienniku Polskim” Grzegorz Małkiewicz. Bo chciałoby się razem z chórem śpiewać „White Cliffs of Dover”. Piosenkę z naszej wspólnej anglo-polskiej buńczucznej przeszłości wojennej. I chciałoby się razem śpiewać „Karpacką Brygadę” i Hemarowską humoreskę o tym, że wszystko co warto, to upić się warto. I chciałoby się raz jeszcze posłuchać chorału „Alleluja” G. F. Haendla. I brawurowego śpiewania o weselnej uczcie w Słupii Nowej. Na bis, i bis i bis. Bo takie były bisy i brawa na stojąco za to śpiewanie Ave Verum. Choć czasem, żeby nie przesłodzić w pochwałach, żywsze tempo, szybszy rytm by się przydał. W „Szwoleżerach”, i tu, i ówdzie. Taki „rythm of life”, jak w słowach piosenki.

Jesteśmy z natury etnicznej skazani na pewną zaściankowość. Na pewien prowincjonalizm. I raczej swojsko się w nim czujemy. W tej naszej parafiańszczyźnie, gdzie wszyscy się znamy i wszystko wszystkim uchodzi. Gdyby były fundusze, większe siły przerobowe, jeszcze więcej talentów, mogłoby być na tym koncercie bardziej profesjonalnie. Z dużą orkiestrą, ze światłem reflektorów rzucających błyski i blaski. Bajecznym wystrojem sceny i bajecznymi strojami. Ale nie byłby to wtedy taki prawdziwie nasz koncert.

Nie ma co podgrymaszać i krytykować. Można tylko dziękować chórowi, Ewie Kwaśniewskiej – dyrektorowi artystycznemu, i Jurkowi Pockertowi – muzycznemu mistrzowi i dyrygentowi chóru za ten galowy koncert. Istnienie tego chóru od dziesięciu lat i koncerty, jakie dał, są wyjątkowym osiągnięciem. Bo im się chce śpiewać i tańczyć już dziesięć lat. A na sali był już nowy narybek. Dzieciaki, dziewczyneczki, jak w tej piosence „Panienki z bardzo dobrych domów”, niegrymaszące. A w chórze śpiewają nawet małżeństwa z dziećmi. Kilka pokoleń. Wszyscy się spotykają na poniedziałkowych próbach w Ośrodku Polskim przy Parafii Jezusa Miłosiernego w South Norwood na południu Londynu. A ci wszyscy, to ludzie z zawodami, urodzeni tu i w kraju. Dwujęzyczni. Ale jednoznaczni kulturowo. Na taki chór nawet Ealing, ta londyńska twierdza polskości, nie potrafił się zdobyć. A telewizyjny show Britain’s Got Talent to plebejskie piwo barowe przy kulturze Ave Verum.

Felieton to nie recenzja, a ni ja nie recenzentka. Niedawno w recenzji w „Dzienniku Polskim” z okazji wielkiej loterii Polskiej Fundacji Kulturalnej przeczytałam, że występujący na tej gali zespół Dei Trust „pokazał lwi pazur wykonując przeboje Anny Jantar”. Lwi pazur? Dobrze, że nie kły. Widzowie by zwiali. Ave Verum bez kieł i pazurów pokazał tylko co potrafi. A potrafi dużo. I nawet można mu darować ten prowincjonalny obyczaj witania na sali burmistrzów, wójtów i parafialnych działaczy. Przecież jesteśmy w naszej swojskiej parafii. I niech już tak zostanie.

Krystyna Cywińska

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29858
Tak

24775
83%
Nie

5083
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |narty OC | wkręty nierdzewne | kosmetyka gdańsk | transport węgiel Rydułtowy | czaszkowo-krzyżowa Cieszyn
Zespół muzyczny Opole | śruby nierdzewne | Geo-Agro Rybnik | nitonakrętki ocynkowane | stylistka katowice