KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 19 paĽdziernik 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Jakie są nasze stosunki z Rosją Miedwiediewa?
2010.12.06 / Bartosz Rutkowski
TAGI:
Share |
Polska powinna utrzymywać dobre stosunki z Rosją, ale nie kosztem naszych wschodnich sąsiadów: Litwy, Estonii Białorusi i Ukrainy.

Przed przyjazdem do Polski rosyjskiego prezydenta Dmitrija Miedwiediewa znów rozgorzała dyskusja: jakie są nasze stosunki z Rosją? Czy jest szansa na ich ocieplenie, na doprowadzenie ich do stanu normalności?

Po katastrofie smoleńskiej wydawało się, że między Polską a Rosją rozpocznie się nowy etap. Że wyjaśnione zostaną ostatecznie niejasności i spory z przeszłości. Że zaczniemy budować wspólną przyszłość bez podejrzliwości i urazów.

Nawet najwięksi sceptycy byli pod wrażeniem reakcji zwykłych Rosjan na katastrofę. Okazało się, że cała Moskwa zna adres: Klimaszkina 4. Tam godzinami, pod murem polskiej ambasady, stali mieszkańcy rosyjskiej stolicy i żegnali naszego prezydenta i 95 towarzyszących mu ofiar wypadku. Żałoba połączyła Polaków i Rosjan. Tak przynajmniej mówiono w kwietniu.

Okazało się, że niewiele zostało z tej serdeczności. Ustąpiła jej miejsca podejrzliwość. Oczekiwania z kwietnia, że przyczyny katastrofy lotniczej zostaną szybko wyjaśnione, ustąpiły frustracji i zniechęceniu.

Ale wracając do wielkiej polityki, do stosunków polsko-rosyjskich: co się zmieniło? Jakie nadzieje się ziściły, a jakie nie? Na co w ogóle liczyliśmy w kwietniu i na co liczyli Rosjanie?

O co chodzi z tą Rosją?
Od 1989 roku wśród polskich elit politycznych panuje zasadnicza zgoda co do słuszności  koncepcji Jerzego Giedroycia i Juliusza Mieroszewskiego: Polska powinna utrzymywać dobre stosunki z Rosją, ale nie kosztem naszych wschodnich sąsiadów: Litwy, Białorusi, Ukrainy. Dzisiaj do tej grupy dolicza się często kraje Kaukazu Południowego i Mołdawię. Niepodległość, dobrobyt i wartości europejskie wśród naszych wschodnich sąsiadów mają być gwarantem tego, że złowrogi moskiewski imperializm i ekspansjonizm nigdy się nie odrodzą. A więc, w założeniu, również i w Rosji zapanuje dobrobyt, demokracja i wartości europejskie. W latach 90. ubiegłego wieku wydawało się, że Rosja przejdzie taką samą transformację ustrojową jak Polska czy inne kraje Europy Środkowej. Zrezygnuje z myślenia w kategoriach stref wpływów i sama się dostosuje do standardów zachodnich.

Stało się jednak inaczej. Lata 90. dla Polaków – mimo ciężkiego kryzysu w początkach transformacji – były w gruncie rzeczy korzystne. Dla Rosjan był to okres Wielkiej Smuty, porównywalny z chaosem bolszewickiej rewolucji i wojny domowej czy z okresem dymitriad na początku XVII wieku. W latach 90. XX wieku – w mniemaniu Rosjan – ich ojczyzna znalazła się na dnie. Utraciła status supermocarstwa. Upokorzona, rozczłonkowana, pogrążona w kryzysie gospodarczym i stagnacji.

Lata 2000-2008, okres „suwerennej demokracji” prezydenta Putina, to dwa równoległe zjawiska: szybki rozwój gospodarczy (jak się okazało, w dużym stopniu nakręcony wysokimi cenami ropy i gazu) i postępująca odbudowa pozycji Rosji. Ale nie tej demokratycznej, czy choćby w stronę demokracji zmierzającej, lecz Rosji neoimperialnej. Która nie liczy się z dążeniami swoich sąsiadów, odwraca się od Zachodu, rozczarowana traumą lat 90. Najpoważniejszym symptomem nowego rosyjskiego imperializmu stała się wojna w Gruzji – rozpoczęta nieodpowiedzialnym zachowaniem gruzińskiego prezydenta Saakaszwilego, ale prowadzona przez Rosję z lekceważeniem prawa i z nieproporcjonalną siłą. Takich pól konfliktowych było jednak więcej: spory gazowe z Białorusią i Ukrainą, cyber-atak na Estonię w 2007 roku, sprawa Litwinienki czy wybielanie sowieckich zbrodni i relatywizowanie sowieckich agresji, chociażby z 1939 roku.  

Złe stosunki polsko-rosyjskie wynikały w dużym stopniu z samego faktu podmiotowego traktowania przez Polskę jej wschodnich sąsiadów. Prężący muskuły niedźwiedź pokazał, że obszar Europy Środkowo-Wschodniej i Kaukazu Południowego jest jego wyłączną strefą wpływów. A więc polscy politycy musieli działać w sytuacji twardej walki geopolitycznej o władzę i pozycję w strefie posowieckiej. To, rzecz jasna sprzyjało konfliktom. Niewątpliwie najbardziej relacje Polski z Rosją pogorszyła pomarańczowa rewolucja na Ukrainie, która wśród twardogłowych na Kremlu została uznana za sponsorowany przez Amerykanów spisek, mający wyrwać Ukrainę spod kurateli Rosji.

Okres rządów Prawa i Sprawiedliwości w latach 2005-2007 pogorszył stosunki jeszcze bardziej, ale tak naprawdę była to kontynuacja trendu widocznego gołym okiem już wcześniej. Przejęcie władzy przez koalicję PO-PSL w 2007 roku poprawiło kwestie wizerunkowe, ale podstawy polskiej polityki jak dotąd się nie zmieniły. Polska wraz ze Szwecją zainicjowała unijny projekt Partnerstwa Wschodniego, skierowany do sześciu posowieckich republik: Armenii, Azerbejdżanu, Białorusi, Gruzji, Mołdawii i Ukrainy. Wdrożenie projektu w życie w maju 2009 roku w Pradze spotkało się z niechęcią Rosji.

Jak to wygląda po stronie rosyjskiej? Od 2008 roku prezydentem Rosji jest Dmitrij Miedwiediew. W praktyce rządzi tandem: Putin-Miedwiediew. W tym układzie Putin uchodzi za twardogłowego bezpieczniaka, a Miedwiediew za liberała. Może niekoniecznie demokratę, ale na pewno reformatora. W istocie niewiele się więc zmieniło w rosyjskiej polityce.

Kiedy Miedwiediew rozpoczynał swoje panowanie na kremlowskim tronie, pozwolił sobie na szereg krytycznych uwag wobec swojego protektora Władimira Władimirowicza Putina, który go wypromował. Miedwiediew precyzyjnie zidentyfikował bolączki Rosji po ośmiu latach prezydentury Putina: żałosny poziom stanowionego prawa, korupcję, uzależnienie Rosji od sektora paliwowo-energetycznego, zamknięcie gospodarki, niski udział w rosyjskim eksporcie towarów wysoko przetworzonych. Innymi słowy, w latach 2000-2008 nie udało się odwrócić negatywnych tendencji, które uczyniły najpierw Związek Sowiecki, a później Rosję, krajem o archaicznej gospodarce. Państwem, które niemiecki kanclerz Helmut Schmidt nazwał kiedyś „Górną Woltą z rakietami”. Dotychczasowe działania w latach 2008-2010 nie wskazywały na zmianę stanu rzeczy. Było po staremu.

I tak właśnie wyglądała sytuacja polityczna, kiedy pilotowany przez kapitana Protasiuka samolot rozbił się na trasie podejścia do lądowania w Smoleńsku.

Protokół rozbieżności
Między Polską a Rosją istnieje kilka kwestii problemowych. Ich rozwiązanie jest mało prawdopodobne. Nie chodzi tu o brak zaufania czy wzajemnej niechęci, tylko o sprawy wagi fundamentalnej: interesy państwowe, czyli sposób postrzegania świata. I dlatego trudno liczyć na porozumienie.

Zacznijmy od Katynia. Oczywiście dobrze się stało, że wyemitowano „Katyń” Wajdy w najlepszym czasie antenowym rosyjskiej telewizji. Przede wszystkim dlatego, że uczulono w ten sposób Rosjan na nasz punkt widzenia. Warto tu przytoczyć ponoć prawdziwy dialog między przebywającymi w niemieckim obozie jenieckim oficerami: polskim i sowieckim. Po ujawnieniu zbrodni katyńskiej polski oficer zastanawiał się, kto popełnił zbrodnię i czy Niemcy mówią prawdę. Weteran Armii Czerwonej wzruszył tylko ramionami: „To nasi zrobili”. Polak ze zgrozą pytał go: „Wasz rząd kazał rozstrzelać tysiące ludzi?”, na co Rosjanin odparł z irytacją: „Daj spokój, co to jest tysiące? U nas podczas kolektywizacji trzy miliony ludzi zmarło z głodu”.

Tutaj tkwi klucz do tego, jak zbrodnię katyńską postrzega się w Polsce i w Rosji. Dla nas jest to mord bezbronnych oficerów, urzędników, intelektualistów. Rosjanie zaś takich Katyniów mieli setki. Nic dziwnego, że ta konkretna zbrodnia nigdy się nie przebiła w rosyjskiej świadomości jako krzywda wyrządzona sąsiedniemu narodowi. Większość Rosjan o Katyniu po prostu nie słyszała, a ci, którzy słyszeli, często postrzegają go tak, jak ów oficer Armii Czerwonej – jako ułamek krzywdy, którą wycierpiały narody Związku Sowieckiego, a przede wszystkim rosyjski.

Postulatem polskim – nigdy nie wycofanym –  jest ujawnienie wszystkich dokumentów ze śledztwa rosyjskiej prokuratury w sprawie Katynia. Nie chodzi już nawet o napiętnowanie zbrodniarzy. Ostatecznie najmłodsi kaci dobiegają dziś dziewięćdziesiątki i dożywają swoich dni. Uniknęli sprawiedliwości ziemskiej, nie staną już przed polskim sądem. Chodzi o prawdę, a tej rosyjska prokuratura, służalcza wobec Kremla, najwyraźniej się boi.

Większość Rosjan jest świadoma zbrodniczości systemu komunistycznego. Nazwanie rzeczy po imieniu nie skompromitowałoby ani Putina, ani Miedwiediewa w oczach społeczeństwa. Nawet polityka historyczna w wydaniu rosyjskim nie jest aż tak przekłamana, jak to często się u nas przedstawia. Na pewno w Rosji ludzie doskonale zdają sobie sprawę z tego, co było w łagrach.

Jest jednak ryzyko odszkodowań. I nawet nie chodzi już o odszkodowania dla Polaków, chociaż teoretycznie jest możliwość prawna dochodzenia takich roszczeń. Przede wszystkim chodzi o dawnych obywateli Związku Sowieckiego. Poszkodowani w represjach stalinowskich to ośmiocyfrowa liczba osób. Jak sam towarzysz Stalin zauważył: „To już nie zbrodnia, to statystyka”. I teraz co? Wypłacać odszkodowania wszystkim ofiarom? Rodzinom ofiar? Milionom?

Ale jest i druga strona medalu. W NKWD służbę pełniły setki tysięcy ludzi, którzy następnie przeszli na emeryturę i dożyli swoich dni jako uczciwi ludzie. Teraz przyznanie, że NKWD było zbrodnicze oznacza wywrócenie tej spokojnej ułudy do góry nogami. Nikt nie chce przyznawać, że jego państwo opierało się na zbrodni.

A więc, czy coś się zmieniło w sprawie Katynia po katastrofie smoleńskiej? Nie. I chyba się nie zmieni. Niestety, na tej zasadzie można prześledzić każdy aspekt polityki między Polską a Rosją.

Współpraca gospodarcza
Umowa o małej żegludze na Zalewie Wiślanym miała być wielką szansą dla portu w Elblągu. Tylko specjaliści uśmiechali się ironicznie, kiedy zapowiadano wielkie korzyści i spekulowano o otwarciu Elbląga dla statków pełnomorskich. Oczywiście nic takiego nie nastąpi, co najwyżej będą pływać małe statki wycieczkowe i ewentualnie barki. Od 1945 roku jest jasne, że Elbląg nie ma szans na bycie portem pełnomorskim, porównywalnym z Gdańskiem. Zawsze będzie wystawiony na łaskę i niełaskę Rosjan, którzy kontrolują tor wodny. I żaden prywatny inwestor w tych okolicznościach nie zaryzykuje swoich pieniędzy.

Trochę lepsza sytuacja panuje w dziedzinie współpracy z Obwodem Kaliningradzkim. Minister Sikorski powiedział, że Polska i Litwa gotowe są ostro naciskać na objęcie całego Obwodu umową o małym ruchu granicznym. Ma to ułatwić inwestycje i przepływ osób. Pytanie tylko, czy urzędnicy z Brukseli zaakceptują, że umowa o małym ruchu granicznym, która miała obejmować pas 30 kilometrów od granicy, „w ostateczności 50”, raptem zostaje rozszerzona trzykrotnie.

Wciąż nie oddano do użytku nowego przejścia granicznego w Grzechotkach. Poniemiecka autostrada „berlinka” na odcinku z Elbląga, nosząca dumne miano drogi ekspresowej S22, prowadzi na razie donikąd. Niepotwierdzone informacje mówią o oddaniu do użytku przejścia już w tym roku. Cóż jednak z tego, skoro przebieg kontroli granicznych w Obwodzie Kalinigradzkim wciąż przypomina czasy słusznie minione. Kierowcy samochodów zmagają się z chamstwem czynowników i wymuszaniem łapówek. – Dajosz diengi, pojediosz bystrieje – tłumaczą pogranicznicy.

Kolejną kwestią problemową jest wstąpienie Rosji do Światowej Organizacji Handlu (WTO). Jasne ustalenie stawek celnych i standardów jakości to ograniczenie samowoli służb celnych, które pod wydumanym pretekstem mogą uznać towar za przemycany albo podlegający wyższym opłatom. Wciągnięcie do WTO krajów posowieckich od początku było jednym z głównych postulatów polskich dyplomatów. Z Rosją na razie się nie udało. Niestety, tamtejsze lobby przemysłowe, zazwyczaj produkujące przestarzałe towary, dąży do zamknięcia swojego rynku przed towarami z – na przykład – Polski.

Z kolei Rosjanie są sfrustrowani polskim twardym stanowiskiem w dziedzinie otwarcia Unii Europejskiej na wschód, co Rosjanom nie odpowiada. Katastrofa smoleńska nic tu nie zmieniła. Kontynuowane są wysiłki na rzecz integracji Ukrainy, Białorusi czy Gruzji z Europą. Polska nie zrezygnowała z ani jednego swojego postulatu. Nadal popieramy Partnerstwo Wschodnie. Popieramy rozszerzenie Unii Europejskiej na wschód. Popieramy rozszerzenie NATO na wschód. Ale do tanga trzeba dwojga. Na przykład po ostatnich wyborach na Ukrainie trudno oczekiwać, że ktoś będzie Ukraińców ciągnął do Europy za uszy.

Niewykluczone, że Rosjanie trochę zmienili swój stosunek do Polski pod wpływem doniesień o odkryciu gazu łupkowego. Na pewno wprowadzenie dużych ilości surowca na rynek byłoby poważnym problemem dla Gazpromu. Ale trzeba pamiętać o tym, że i tak zapotrzebowanie na gaz – a co za tym idzie ceny – spadają od pewnego czasu. A gaz łupkowy w Polsce to na razie przedmiot spekulacji. Nie obliczono dokładnie, ile mamy surowca i czy jego wydobycie jest opłacalne. Na razie jest to parametr nieznany.

Nie musimy się lubić, by razem robić interesy
Stosunek Rosjan do Polaków to mieszanina podziwu, pogardy, niezrozumienia, zazdrości i zachwytu. Jest bardzo dużo pozytywnych i negatywnych uczuć. Ale jesteśmy rozpoznawalni. Wiedzą, co produkujemy, wiedzą, gdzie leży Polska, nasze produkty uchodzą za markowe. Rosja to duży, atrakcyjny, chłonny rynek, który możemy podbić. Zresztą to już ma miejsce. Niezależnie od złych stosunków politycznych handel zagraniczny Polski z Rosją rósł rok w rok w ostatniej dekadzie, a jeśli nastąpiło teraz przejściowe spowolnienie, to było ono spowodowane kryzysem gospodarczym, a nie wzajemną niechęcią polsko-rosyjską. Polityka sobie, a gospodarka sobie.

Powinniśmy więc kontynuować rozwijanie interesów gospodarczych z Rosją. Odrobina futurologii: wszystko wskazuje na to, że centrum światowej gospodarki powoli przenosi się na Wschód. Chiny, Wietnam – to jest przyszłość. Transport z Rosji koleją transsyberyjską do Europy będzie poważną konkurencją dla trasy morskiej, dużo dłuższej. Polska jest dobrym kandydatem na pośrednika między wschodem a zachodem. Możemy na tym zarabiać, budować swoją pozycję. I cały czas trzeba pamiętać, że temu wszystkiemu będą towarzyszyły rozbieżności poglądów z Moskwą. Możemy się przyjaźnić z Rosjanami, czerpać z ich bogatej kultury, współpracować gospodarczo, a przy tym zachowywać odrębne opinie w takich sprawach, jak demokracja, prawa człowieka, przyszłość Europy Wschodniej, bezpieczeństwo energetyczne czy polityka historyczna. Na pewno w kilku kwestiach nie będziemy się zgadzać.

W tej sytuacji trzeba zapomnieć o koncepcjach tworzenia jakichś bliższych więzi z Rosją. W sensie kulturowym czy językowym i tak jesteśmy Rosjanom pokrewni. Natomiast bliższa współpraca polityczna jest nierealna. Zdają sobie z tego sprawę politycy po obydwu stronach. Nie musimy z każdym państwem świata zawierać traktatów sojuszniczych. W niektórych przypadkach wystarczy traktat dobrosąsiedzki.
 
Skupmy się więc nie na wielkiej geopolityce, lecz na konkretach. Jednym z nich jest współpraca z Obwodem Kaliningradzkim. Jest to jedyny obszar Rosji przylegający do Polski. Większość jednak działań trzeba scedować na administrację terenową i samorządową. To gminom położonym w północnej Polsce powinno zależeć na współpracy z rosyjskimi sąsiadami. To z perspektywy Olsztyna i Elbląga, a nie Warszawy najlepiej widać potrzeby w dziedzinie kooperacji transgranicznej.

Bartosz Rutkowski

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29419
Tak

24460
83%
Nie

4959
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |Kancelaria adwokacka Wodzisław Śląski | nakrętki nierdzewne | medycyna estetyczna gdańsk | Alimenty Rybnik | prasa krawędziowa
zespół muzyczny pszczyna | nakrętki nierdzewne | okna Rybnik | pierścienie nierdzewne | zakupy ze stylistą śląsk