KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 19 grudzień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Wieś
2008.04.11 / Elżbieta Sobolewska
TAGI: podróże Polska
Share |
We wsi Głuchów pod Grójcem jest nadleśnictwo, motel, bar u pana Tadeusza, nowoczesny sklepik „osiedlowy” i zabytkowy sklep, kiedyś GS-owski, teraz prywatny z zachowaną atmosferą sprzed lat. Jest jeszcze woda na kształt zalewu, nad którą podobno tętniło kiedyś latem życie, były nawet plany rozwojowe, ale jakoś rozeszły się po kościach. W kościółku, raz w tygodniu ksiądz z sąsiedniej wsi odprawia mszę, choć przejechał w nocy pijaka. Małżonka jego bardzo ponoć księdzu podziękowała, jak się we wsi plotkowało, bo życzliwość ludzka nie zna przecież granic.

Głuchów otoczony jest zewsząd sadami, bo sadownictwo kwitnie tutaj od wieków. Nie tylko w makro, ale i w mikro-skali przydomowych jabłoni czy czereśni. Nadleśnictwo świeci późnym latem pustkami, kiedy ten i ów jest na urlopie by zerwać to, co mu łaskawie na drzewach urosło. A już o świcie rozpoczynają się owocowe podróże do odległej o 40 kilometrów Warszawy. Na targu pod halą Banacha czy gdziekolwiek na ulicy sprzedaje się świeże owoce, by wrócić do domu z owocem zarobku. Dlatego „grójeckie ludzie”, jak tu niektórzy mawiają, na zachód garną się nie bardzo. Za to Grójec i Warka stają się miejscem sierpniowo-wrześniowych pielgrzymek zarobkowych sąsiadów z Ukrainy. Pielgrzymki już nie takie jak kiedyś, bo zarobek jest mniejszy, lecz na dworcu kolejowym w Warce nadal spotyka się gromady koczowników czekających na sadownika, który ich wynajmie do roboty. Jak niegdyś bywało pod „ścianą płaczu” w Londynie, gdzie mężczyźni czekali na nieznajomego buildera, który da im pracę.

Myślałam że tę wieś niewiejską, bo zamiast krów przy domach hoduje się jabłka, i tak jakoś ta Europa ominie, że się uchowa i do Europy raczej nie wyjedzie. I nie wyjechała. Do Europy. Wyjechała do Warszawy, bo żaden z moich głuchowskich znajomych, gdy rozmawialiśmy kiedyś o tak zwanej przyszłości, w żaden sposób nie potrafił jej sobie wyobrazić dalej, niż w Warszawie, bo była na wyciągnięcie ręki, na godzinę jazdy autobusem grójeckiego PKS-u. Bo była szczytem marzeń i osiągnięć życiowych – żeby tak można jakoś urządzić się w Warszawie... Nie spotkałam więc nikogo z dawnych kolegów w barze u Pana Tadeusza, gdyż pojawiają się tam tylko na weekendy, latem kiedy trzeba pomóc rodzicom zrywać te nieszczęsne jabłka. Europa i owszem, sama do Głuchowa zawitała w osobie Niemca, który kupił przetwórnię pulpy jabłczanej i pod postacią drogi szybkiego ruchu, która już od pół roku buduje się z unijnych funduszy. Niestety powstaje tuż przy samej wsi, właściwie we wsi nawet, bo domy rozciągają się po obu drogi stronach. W ten sposób atmosfera panuje jeszcze bardziej niewiejska, w dodatku do nadleśnictwa wybetonowano chodnik.

Ludzie opowiadali mi tak: syn pracuje w Warszawie, a jak się dorobi to będzie budował tu dom, bo ile to samochodem potem dojeżdżać. I w ten sposób wieś nie umrze. Już nie tylko Konstancin, Piaseczno, czy Raszyn to stołeczne sypialnie. Sami Warszawiacy kupują ziemię w Głuchowie i jeżdżą. A gdy droga będzie szybsza, to wieś się jeszcze bardziej zaludni. Z takiej drogi to zresztą płyną same pożytki. W sklepie GS-owskim ruch, bo „chłopy potrzebują się po robocie napić”, pan Tadeusz wieczorami nie zdąża nasmażyć placków ziemniaczanych z gulaszem a przystanek do Warszawy przesunęli bliżej tych, co ich najwięcej mieszka. Oby już tak pozostał.

Nie chciałam jednak uwierzyć panu Tadeuszowi, pani Kazi ze sklepu i garstce ludzi na przystanku, że nikt z tego Głuchowa za granicę Warszawy nie pojechał. Poszłam więc do fryzjerki, co mi ją sąsiadka poleciła, że jest z naszej wsi i sobie niedawno otworzyła w Grójcu zakład za pieniądze rodziców sadowników. Fryzjerka musiała coś wiedzieć. Zawsze należy pytać fryzjerki, jeśli chce się udowodnić prawdę statystyczną. A ta okazała się cieniutka. Wyjechało trzech. Jeden do Holandii, jeszcze nie wrócił, drugi pięć lat temu do Australii, wrócił i otwiera restaurację. W Grójcu? A kto by chciał w Grójcu restaurację otwierać i do Grójca w ogóle wracać, jak już był w Australii. W Radomiu otworzy. A jeden wyjechał do Irlandii przed czterema laty i będzie wracał, bo się ma żenić. O, ten to zaoszczędził. Kupił dwa mieszkania chyba w Kielcach i działkę, wiem bo jego mamę strzygę, panią Alę. Tam pracują z dziewczyną po dwanaście godzin, jeżdżą do staruszków i pomagają się im ogarnąć. Od dwóch lat już mieszkają sami, a pani Ala wspomina czasem jak to im paczkę posłała na początku. Teraz, mówi, nic nie chcą brać, bo wszystko sobie mogą tam kupić. Po to są żeby zarobić i wrócić. I będą interes otwierać. Bo ja myślę, że jak już jechać, to właśnie odłożyć i wracać na swoje, już nie pchać się nigdzie tutaj do pracy, bo co to za praca jest za osiem złotych. Ludzie, z tych co wiem, że wyjechali to jednak wracają i próbują coś swojego. Nawet jeden mój znajomy fryzjer z Grójca pojechał do Anglii i tam jest fryzjerem podobnież.

W poniedziałek rano, wydawać by się mogło, że pusto będzie u takiej fryzjerki, a tu klientka za klientką i wszystkie się znają i wszystkie trajkoczą. Ja zaczęłam o zagranicy, żeby jakoś je do wynurzeń zachęcić. Problem w tym, że nawet jeśli kogoś w rodzinie mają, kto wyjechał i telewizję oglądają i Wiadomości, gdzie często coś o Londynie się mówi, to i tak niewiele na ten temat mają do powiedzenia. Że ich to nie dotyczy, a jak dotyczy, to bezrefleksyjnie. Dzieje się i już. Te kilka pań z okolicznych wsi, nie miało zdania na temat emigracji. – Niby tak mówią, że problem wielki, ale od nas wcale tak dużo nie ma tych emigrantów. I kiedy opowiadałam, że może stąd to niedużo, ale w ogóle to dużo i różne problemy, przez pracodawców wykorzystywanie, do wyborów na burmistrza Londynu głosowanie, po polsku w bankach mówienie i policjantów po polsku uczenie, to panie słuchały, ale nijak opowieścią moją nie chciały się przejąć, w dyskusji wziąć udział, do dyskusji się sprowokować. Przestałam wreszcie te głupoty opowiadać i choćbym się chciała nawet pochwalić, żem nie stąd, a stamtąd, to wcale nie byłby to powód do chwalenia, bo kto nie stąd, to nie swój i nie wart bardzo żeby się nim przejmować. Tutaj, a może wszędzie, walorem jest bycie tutejszym. Brak zaufania do „obcych” jest zrozumiały, ale brak jakiegokolwiek nimi zainteresowania jest dziwaczny. Może to dziwactwo jest mazowieckie? Taka cecha regionalna, że podejrzanym jest ten, kto tu przyjeżdża a kto wyjeżdża, podejrzanym jest bardziej jeszcze. Bo po co wyjeżdżać? Robotę da się jakoś załatwić, zawsze ktoś gdzieś pracuje i kogoś, jakoś gdzieś wcisnąć może. Czasem za drobną opłatą. Czy to mazowiecka cecha?

Wróciłam PKS-em do Głuchowa, na chodniku spotkałam panią Małgosię, kadrową z nadleśnictwa, która jak zwykle od trzech lat, kiedy ją spotykam, z troską w głosie i współczuciem w oczach zapytała mnie, czy wracam i czy niedługo. Troska pani Małgosi jest oczywista, bo „głuchowskie” ludzie za granicę nie wyjechały, bo jak już ktoś musiał za tę granicę jechać, to widać bardzo kiepsko z nim było, bo tutaj nigdy w życiu nie przyszłoby nikomu do głowy, że za granicę można jechać ot tak, bez wyraźnego powodu. Zarobić i wrócić z pomysłem na interes, taki wyjazd znajdzie usprawiedliwienie. Ci z pomysłem oczywiście do wsi czy miasteczka już nie wracają. Do Radomia, albo Kielc jadą a ci z większą gotówką próbują w Warszawie. Wciąż jednak zostają na Mazowszu. Nie żeby tak pięknie i dobrze było, brzydziej tu i gorzej z urzędniczą organizacją niż choćby na zachodzie Polski, ale zawsze gdzieś się jakoś kogoś znajdzie, co popchnie dalej. I zawsze jeśli będzie miał wybierać, pchnie swojego, choćby ten z zewnątrz, który też próbuje, lepiej się zapowiadał. Nie jest to cecha mazowiecka, lecz określa wszystkie zwarte społeczności, które siedzą na jednym miejscu z dziada pradziada, albo chociaż z babki.

Do czasu drogi, Głuchów przeszedł jedną poważną rewolucję na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat. Mianowicie gmina postanowiła opisać wieś ulicami. Już nie ma pana Cwena pod numerem 153, lecz jest pan Cwen z ulicy Parkingowej, bo nazwy niekiedy dostosowano do okoliczności. Dom, który odwiedziłam, wypadł na ulicy Słonecznej. Potem z kolei już nie rewolucja, ale mała insurekcja spotkała mieszkańców Głuchowa, którym państwo nakazało zmienić dowód na plastikowy. A wraz ze zmianą dowodu okazało się, że sąsiedzi z tej samej ulicy, mieszkają w dwóch odrębnych wsiach. Ba, małżonkowie nie dzielą tego samego łoża, bo pani Jadzia mieszka na Słonecznej, a pan Leopold na Podolu, choć faktycznie oboje mają wspólną kuchnię. U Poleszczuków dwa domy dalej, sytuacja odwrotna, ona z Podola, on z Głuchowa. Ale nikomu nie chce się tutaj z urzędem gminy wojować. Jak sobie zarządzili, tak mają, a my i tak tutejsi. Jak w sadzie u Pana Boga.

Elżbieta Sobolewska

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29924
Tak

24814
83%
Nie

5110
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat wyrok nakazowy warszawa | śruby kwasoodporne | masaż gdańsk | kluszczyk | prasa krawędziowa
prawnik wodzisław śląski | wkręty nierdzewne | okna Rybnik | gwoździe nierdzewne | podłogi drewniane wodzisław rybnik