KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 21 styczeń 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Być albo miedź
2008.04.11 / Tomasz Tułasiewicz
TAGI:
Share |
Po erze handlu wymiennego wynaleziono pieniądz. Dokonali tego ponoć Fenicjanie lub Lidyjczycy w VII wieku p.n.e. Słyszałem jednak o plemionach, które jako waluty używały morskich muszelek. Ich życie musiało być łatwiejsze – wystarczyło usiąść na plaży i czekać na... przypływ gotówki.

Pieniądz zmienił oblicze ziemi. I w przenośni, i dosłownie. W krótkim czasie przedmiotem pożądania człowieka przestały być konkretne dobra – jak bydło czy zboża – ale coś, za co można było je kupić. Wspomnianą ziemię rozryto w poszukiwaniu złota, srebra, tytułowej miedzi oraz klejnotów. Wprawdzie dawni Słowianie rozliczeń między sobą dokonywali za pomocą płatów skór, później sukna i lnu (płatów – stąd polskie słowo „płacić”!), jednak metale i kamienie szlachetne z czasem zdominowały i ich handel. Są bowiem bardzo trwałe, zajmują mało miejsca i można je przechowywać przez dowolnie długi czas bez żadnego uszczerbku na jakości.

Teoretycznie kamyki polne mają takie same właściwości, ale są po prostu zbyt powszechne. Surowce używane jako środki płatnicze muszą być na tyle rzadkie, żeby nie każdy miał do nich dostęp, a ich pozyskanie kosztowało dużo trudu i wyrzeczeń. Wspomnijmy tylko pobieżnie słynną „gorączkę złota”. Wprowadzenie pierwszych banknotów dla wielu było szokiem. Nijak nie mogli zrozumieć, jak można zamienić szlachetne metale na nietrwały papier. Kolejnym takim szokiem było pojawienie się pieniędzy wirtualnych, których dziś używamy wszyscy: płacąc kartą, dokonując przelewów czy je na swoje konto przyjmując. Interesujące – waluta traciła masę przez wieki, by w końcu pozbyć się jej całkowicie.

Zło absolutne?
Niektórzy ryzykują tezę, że pieniądze są źródłem całego zła na tym świecie. To przecież dla nich – w ostatecznym rozrachunku – wszczyna się i toczy wojny; co rusz słyszymy też o morderstwach i napadach na tle rabunkowym. Kradzieże, dokonywane przez zło-dziei (czyli „czyniących zło”) mają tylko jeden cel. Wiadomy. Przy tym Biblia jednoznacznie mówi, że nie można równocześnie służyć Bogu i Mamonie, choć termin „Mamona” ma tam znaczenie szersze niż tylko bogactwo.

Jednak rozumowanie takie myli skutek z przyczyną. Pieniądze są tylko narzędziem – neutralnym, póki nie stają się celem samym w sobie. To nimi wspieramy organizacje charytatywne, których jest tak wiele na Wyspach. Ale dla ich pozyskania niektórzy gotowi są na wszystko; dlatego przy całej swojej neutralności narzędzia pieniądze stały się nośnikiem sprzyjającym rozpowszechnianiu zła na skalę globalną. Ale jest to zło wynikające z ludzkiej natury, nie z natury pieniądza.

Spójrzmy, jakie filmy są najbardziej „kasowe”? Takie z przemocą i z możliwie dużą dawką seksu, która, nota bene, stale się zwiększa. Przemoc panoszy się zresztą na ekranach jeszcze bardziej niż seks. Przytoczę zasłyszane gdzieś zdanie odnoszące się do klasyfikacji filmów względem wieku odbiorców: „Całowanie piersi od lat osiemnastu; cięcie ich tasakiem – od piętnastu”. Nie kuriozalne?
Takie właśnie wytwory kinematografii, na dodatek w ten sposób klasyfikowane, sprzedają się najlepiej. Dlaczego? Bo ludzie chcą je oglądać. I nie ma wśród nas nikogo, kto do przemocy i seksu podchodzi obojętnie, choć jedni z entuzjazmem (większość), inni z obrzydzeniem. Ci ostatni robią im często bardzo skuteczną (anty)reklamę, bo zazwyczaj ich emocje są znacznie silniejsze niż wzmiankowanej większości. To popyt rodzi podaż, nie na odwrót. A ów popyt bezpośrednio przekłada się na zysk, więc producenci wypuszczają na rynek obrazy coraz to okrutniejsze i coraz bardziej szokujące. Niekoniecznie dlatego, że je lubią. Raczej dlatego, że przynoszą im mamonę. Tak zwana szeroka publiczność uwielbia oglądać łamanie norm i obyczajów.

Funt a sprawa polska
Sprawa dochodów dotyczy nas, „wyjechanych” Polaków, bezpośrednio. Gromadnie – w rozumieniu Brytyjczyków – przyjechaliśmy na Wyspy. Niektórzy z nas tylko dla języka, inni dla kobiet lub mężczyzn, ale większość dla pieniędzy. I wszyscy chyba przyznają, że tutaj żyje się łatwiej. Pod względem finansowym, oczywiście. Ale jak wielu z nas, schowawszy do szuflady dyplomy, pracuje tu znacznie poniżej swoich kwalifikacji? Nie moralizuję, sam nie jestem wyjątkiem.

Polski kościół na Ealingu w każdą niedzielę pęka w szwach. Zdumieni londyńczycy widzą dziesiątki Polaków, którzy klęczą przed nim, ponieważ wewnątrz nie ma już miejsca. W większości to młodzi mężczyźni, którzy zostawiwszy w kraju swoje rodziny, pracują w Londynie na chleb dla nich. Najczęściej na chleb i plazmę. Niestety, i statystyki, i tak zwany zdrowy rozsądek podpowiadają, że ta pogoń za lepszym życiem kończy się w wielu przypadkach życiem gorszym, bo samotnym. I nic to, że żyjemy w dobie telefonii i internetu. Telefony i internet wystarczają do pracy na odległość, ale nie do podtrzymywania prawdziwej więzi między ludźmi. Z czasem stajemy się sobie obcy – taką tylko ikonką na Skype, która czasem przybiera obraz ukochanego/ukochanej i mówi to, co chcemy usłyszeć.

Doskonale rozumiem, że świetnie zapowiadający się filozof pracując w Anglii dwa razy mniej niż w kraju zarobi dwa razy więcej. Dodatkowo na zmywaku pracują tylko ręce, a umysł jest wolny – jak to mówi Mariusz, mój dobry znajomy z poprzedniej pracy. Wolny do przemyśleń, ale czy wolny od przemyśleń? – Co ja tu robię? Co ja robię z siebie? – pyta siebie samych mnóstwo z nas. – Czy nie lepiej by było...?

Oczywiście nie ma uniwersalnej odpowiedzi na tak postawione pytanie. Każdy musi odpowiedzieć na nie sam, chociaż zazwyczaj zajmuje to wiele czasu. A i nie wszystkim się udaje. Niekiedy dla materialnej strony życia wyrzekamy się swojego dotychczasowego ja, licząc na to, że dzięki temu „kiedyś” będziemy mogli do niego wrócić.

Być (sobą) albo mieć – oto jest pytanie. Aktualne od zawsze, ale dla nas, Polaków pracujących na Wyspach, szczególne. Można i być, i mieć – powie niejeden z nas. Raczej młody, raczej singiel, może związany z drugim singlem albo kimś, kogo uważa za swoją drugą połowę, ale na pewno niezbyt związany z krajem. Albo ten, który szczęście znalazł już tutaj. Lub sprowadził rodzinę, a ta umiała odnaleźć się na obcej ziemi. To niestety niezbyt częste zjawisko. Zastanów się, Czytelniku – czy jesteś jednym z tych szczęśliwców?

Tyrać i pić
Osobną grupę stanowią ludzie, którzy takich pytań sobie nie zadają. Po prostu żyją. Pracują zwykle dużo, mało odpoczywają. Jednak to, że nie zastanawiają się ani nad sobą, ani nad światem wokół i własną w nim rolą nie wynika raczej z braku czasu. To kwestia mentalności.

Przypominam sobie piątkową, pijacką konwersację z anonimowym dziś dla mnie Polakiem w jednym z pubów na Ealingu. Za dnia harował na budowie, wieczorami zaś – proszę wybaczyć słowo, bo prawdziwe – chlał. Pochlawszy razem z nim, ale jak zawsze żądny wiedzy, zacząłem człowieka wypytywać. O pracę (łatwa – nie łatwa; opłacalna – nie opłacalna). Wreszcie o samo życie, rozumiane przeze mnie w aspekcie szerszym niż utrzymanie (czy jest ono proste?) – Praca ciężka, życie trudne – stwierdził. A kasa to nie wszystko. – No więc czemu tak żyjesz? – zapytało wreszcie z wnętrza mojego organizmu jedno z wypitych piw. Trudno zapomnieć to zapite, ale jakże zdumione spojrzenie, jakie na mnie skierował. – A ty co, filozof jakiś? Ciężko tyram, k...a, nie wystarczy?

Ponieważ bardzo szanuję czytelników „Nowego Czasu”, udałem się na łowy. Łowy opinii. Zasięgałem ich u różnych źródeł, a jednym z nich była znajoma ekspedientka. Zdziwiona dziewczyna usłyszała z moich ust zupełnie bezpardonowe pytanie, nie poprzedzone żadnym wstępem (niebezpodstawnie liczyłem na efekt zaskoczenia): – Co uważasz za ważniejsze: być czy mieć?

– Być – brzmiała, czy nawet grzmiała, natychmiastowa odpowiedź. – Ale być kim lub czym? – indagowałem bezlitośnie. – Tylko być, czyli istnieć fizycznie, czy istnieć świadomie? – Istnieć świadomie! Ale ja nie wiem, nie mam czasu się nad tym zastanawiać. Cytat z pamięci, ale dokładny. Raczej nie wymaga komentarza.

Kasa i szlachetność
Stolica Wielkiej Brytanii jest szczególnym miejscem. To miasto ogromnych możliwości i płonnych często nadziei. Miasto, w którym jest wszystko. Przy tylnym wyjściu restauracji, w której niegdyś pracowałem, wieczorami kręciły się pewne gryzonie. – Szczury, szczury, szczury! – skomentował to przypadkowy przechodzień. – Czego chcesz, przecież to Londyn! – zwróciłem się do niego ze śmiechem. – Wyścig szczurów trwa!!!

Złoto, srebro, klejnoty: święta trójca materializmu. Wszystkie z nich cenne, bo rzadkie, mało ich na świecie. To niesamowite, ale całe złoto wydobyte od początków ludzkości i stopione w bryłę zmieściłoby się na jednym statku! Który pewnie zaraz by zatonął. Dlaczego więc tak mało cenimy sobie uczciwość i szczerość? Bo na kłamstwie i niegodziwości zarabia się więcej? Czy wynika to z odmiennej i wykluczającej się natury uczciwości i pieniądza? Mam nadzieję, że nie – same pieniądze uważam przecież za niezbędne do normalnego życia, neutralne narzędzie. A może przyczyna jest inna – może te pozytywne wartości nie są aż takie rzadkie, jak może nam się wydawać?

Tomasz Tułasiewicz

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 26384
Tak

22034
84%
Nie

4350
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |usługi kamieniarskie wodzisław | zawiasy nierdzewne | opieka Rybnik | Storz couplings | prasa pozioma
zespół muzyczny jastrzębie zdrój | nitonakrętki nierdzewne | masaże Wodzisław Śląski | szczepienia dla pracowników Wodzisław Śląski | stylistka katowice