KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 25 wrzesień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Krotochwile w krachu
2009.01.27 / Krystyna Cywińska
TAGI: felieton
Share |
Dobrego felietonistę podobno poznać po tym, jak zaczyna. A nie jak kończy. Bo bez dobrego początku czytelnik może końca nie doczytać. Więc zacznę od maksymy na bieżący rok: wielka polityka zawsze dopadnie człowieka. Należy zatem się starać, żeby go nie dopadła bez gaci. Bo nikt nie lubi być goły, jak święty turecki. Ta maksyma powstała w gołych czasach PRL-u i jak głosi legenda, stała się zaczątkiem fortuny emigranta.
Zrobił ją, wysyłając za żelazną kurtynę gacie i inne części garderoby i codziennego użytku, nieodżałowany Tadeusz Zabłocki. Był właścicielem wysyłkowej firmy TAZAB. Zatrudniał wielu znanych, a nawet wybitnych emigrantów. A jak się na tych gaciach dorobił, inwestował w nieruchomości w Londynie. Potrzeby jednych są szansą na fortunę innych.

I w tym leży odpowiedź na pytanie, jak w czasach kryzysu nie zostać bez gaci. Inni, mniej przedsiębiorczy emigranci, zaczynali od przysłowiowej kozy. Kupił kozę, przywiązał ją w ogródku do drzewa. Niech obgryza liście. Rano ją doił, z mleka serki robił, serki na rynku sprzedawał. Potem dokupił owce. Wypasał je w szczerym polu, doił mleko, robił serki i sprzedawał. Wełnę strzygł, sweterki na warsztatach wyrabiał. A jak je dobrze sprzedał, dokupił krowy. Niech się pasą na trawie, dużo mleka dają. Mięso też, na niedzielę. I tak zagryzając marchewką, ciułając grosz do grosza nabywał nieruchomości. W niepewnych czasach pewna jest tylko własna inicjatywa. Może wkrótce kupię kozę.

A za jakiś czas, jak się na niej dorobię, dokupię nieruchomość. Ceny spadają, a mój apetyt rośnie. Emigracja wojenna dorobiła się wielu wspaniałych domów. W Londynie, w najbardziej atrakcyjnych i pożądanych dzielnicach. Kupowali je prywatni inwestorzy i większość emigracyjnych organizacji. Teraz czytam i słyszę wyrzekania. Sprzedali, zniweczyli, zmarnowali nasz dorobek społeczny. Kto? – Jak to kto? – Oni. Emigracyjni decydenci pozbawili nas samowolnie wielkiego społecznego majątku. Po sprzedaży Fawley Court – czytam – posiadłości i nieruchomości w polskich rękach w tym kraju są już nieliczne.

Jakim to my, Polacy, jesteśmy marnotrawnym narodem. Wyprzedawaliśmy nasze posiadłości w okresach najgorszego spadku ich wartości, czytam. Wartość jest względna. Zależy też od inwestycji. A inwestycja od kredytów. A kredyty od możliwości ich spłacania. Zaległości w spłatach kredytów, jak już wiemy, czy nadmierna ich wysokość, stały się główną przyczyną kryzysu.

Słyszę, że Polonia się sierdzi. Polonia, czyli kto? Grono starych weteranów? I starzejących się wdów w POSK-u? Roztrząsających przy kawie z pączkami stracone majętności społeczne?

Wspominających okres świetności dancingów w pałacowym Białym Orle na Knightsbridge w Londynie czy kawę w jego ogródku przy Hyde Parku? W Orle Białym wybuchł pożar. Remonty były gigantyczne, kredyt na nie trudny. I piękny dom sprzedano. Trzeba by było zajrzeć w stare akta, żeby dojść do tego, jak pieniądze ze sprzedaży wykorzystano. Kto i na co. Niektóre ze sprzedanych domów należących m.in. do SPK, stały się podwaliną POSK-u. Bez funduszy uzyskanych z ich sprzedaży POSK by pewnie nie powstał. O czym powinni pamiętać różni poskramiacze naszej finansowej przeszłości. Bo POSK jest jedynym miejscem, które może stać się w przyszłości ogniskiem nowej Polonii. Sprzedaż siedziby „Dziennika Polskiego” na West Kensington też jest krytykowana. Pospołu ze sprzedażą nieruchomości drukarni Polskiej Fundacji Kulturalnej w Hove nad morzem. Podobno fundusze były nieodzowne dla podtrzymania chwiejącego się „Dziennika”. I tak zwany priorytet patriotyczny zaćmił w tym przypadku finansowy rozsądek. A wytrawnych finansistów nie mieliśmy wielu.

Skali obecnego krachu nie przewidzieli nawet najwięksi magowie od finansów i nie tylko posiadłości w polskich rękach w tym kraju przeszły w obce ręce. Większość majątków i wspaniałych siedzib angielskich przeszła albo przechodzi w obce ręce. Wykupują je bogaci Arabowie, Hindusi czy rosyjscy potentaci. Nawet Hyde Park Hotel, gdzie się zatrzymywał Winston Churchill jest własnością Chińczyków. A Harrods, duma Londynu, własnością Egipcjanina. „Evening Standard” przeszedł właśnie w ręce rosyjskie. Całe dzielnice Londynu czy innych miast brytyjskich zmieniły się w azjatyckie czy czarne getta. Anglikańskie kościoły stają się domami rozrywek. A na ziemi anglikańskiej wyrastają meczety.

Czy podobna masowa wyprzedaż narodowej ziemi i domów obcym przybyszom byłaby możliwa w Polsce? Inwestujcie w przyszłości w nasz kraj. Budujcie w nim domy, dwory i pałace. Polska to dziś kraj możliwości inwestowania w nieruchomości. A inwestycje to przyszły bastion polskości.

W tym kraju, powoli przechodzącym w obce ręce, już dorastają jego przyszli właściciele. Nie mówiący po angielsku. Ponad 200 tys. dzieci mówi tylko w narzeczu pundżabi, 85 tys. w języku urdu, 75 tys. tylko w języku bengalskim, ponad 32 tys. tylko w języku somalijskim. A 26,840 dzieci – jak podał „Daily Telegraph” – mówi tylko po polsku. Wystarczy im w przyszłości POSK i Ognisko Polskie od parady, i Instytut Sikorskiego dla historycznej świadomości. A jak się dorobią, wybudują sobie domy i posiadłości.
W felietonie, jak w notesiku Kubusia Puchatka: Sowa mówiła coraz dalej, używając coraz dłuższych zdań i słów aż wróciła do tego, od czego zaczęła. Wielka polityka zawsze dopadnie człowieka. Należy zatem się starać, żeby go nie dopadła bez gaci.

Krystyna Cywińska

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29240
Tak

24324
83%
Nie

4916
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |??????????? ??????????? ??????? | nitonakrętki nierdzewne | opieka osób chorych i niepełnosprawnych Gliwice | ekogroszek Żory | prasy krawędziowe
odchudzanie rybnik | weryfikacja uprawnień spawaczy | ocena ryzyka zawodowego sandomierz | business English Katowice | alpinizm przemysłowy