KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 16 grudzień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Koszałki-opałki
2010.11.22 / Krystyna Cywińska
TAGI: Krystyna Cywińska felieton
Share |
Postanowiłam, w imię pluralizmu, położyć głowę pod topór rednacza naszego pisma. Jeśli ten felieton wydrukuje, skłonię przed nim głowę. A jeśli nie wydrukuje, uznam się za ofiarę pluralizmu. Nie politycznego, ale medialnego. Ten drugi, medialny, głównie prasowy, informujący i urabiający opinię uważam za ważniejszy. Nawet w zaściankowych czy parafialnych społecznościach. Nawet w nieokreślonym bliżej przejściowym bycie środowisk polonijnych.
Niech mają kilka pism do wyboru i koloru. I niech na ich szpaltach krzyżują szpady. Nie pierwszy raz kładę głowę na szafot. Raz mi ją nawet podcięto. Dowiedziałam się, że londyński „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza” ma zakończyć życie. A niedawno to codzienne pismo obchodziło swoje urodziny. 70 lat. Wobec bodaj większości swoich czytelników to smarkacz, ale fenomen na rynku pism polonijnych. Przeżył ten „Dziennik” swoje lata pod ustawicznym pytaniem, jak długo jeszcze będzie wychodził. Ten koszałek-opałek wiecznie w finansowych opałach. Urodził się ten męczennik w Londynie 12 lipca 1940 roku. Przyszedł na świat nie w stajence, ale w ruderze. W byłym schronisku dla psów. Ale na psy ostatecznie nie zszedł jakimś psim swędem. Bywał czasem chudy, cherlawy w treści, ledwie zipiący, ganiony i krytykowany. Ale przetrwał. Początkowo „Dziennik” składali drukarze, zecerzy i linotypiści, w większości Anglicy. Roiło się wtedy od błędów. Przeżył też komunizujących związkowców. Przeżył żądania skrajnie lewicowego posła Platt-Willsa, żeby przekazać pismo władzom PRL. Przeżył wewnętrzną rewoltę, kosztowny proces w sądzie o własność i inne roszczenia. Przeżył kłótnie i rozdarcie polityczne emigracji. Prawie wszystko, co dzieje się dziś w kraju, działo się w mikrokosmosie emigracyjnym. Oskarżenia, podejrzenia o zdradę, awantury ideologiczne, grożenie sądem o pomówienie. Awantury i teorie spiskowe. Działały na emigracji resztki przedwojennego ONR, czyli Obozu Narodowo-Radykalnego. Teraz wciąż o nim słyszymy w kraju. Działały silne Stronnictwo Narodowe, czyli endecja, i silna PPS, czyli socjaliści. Do tego partie umiarkowane, takie jak NiD, czyli Niepodległość i Demokracja. Ludowcy różnej maści, zwolennicy Piłsudskiego, Dmowskiego i Hallera. Legaliści, czyli zamkowcy i demokraci różnej maści. Wrzało tu od polemik, sprzecznych poglądów, wymyślań i epitetów. Tak jak teraz w kraju. A „Dziennik” miał być dla wszystkich prasowym forum i opoką w walce z komunizmem. Bił się, jak umiał, i przechodził różne fazy partyjnych wpływów. Był też prasowym ramieniem solidarności na emigracji.

W kraju go wyszydzano, unikano i oskarżano o to, że jest kapitalistycznym utrzymankiem. Może lepiej by na tym wyszedł, gdyby był, ale nie był. Władze PRL wydawały tysiące dolarów na walkę z tym męczennikiem za niepodległość. Wydawano pisma mające z nim konkurować. Tendencyjne i zakłamane. Szły na przemiał. Do dziś w kraju nagminnych rozliczeń nie rozliczono żadnego z byłych partyjnych funkcjonariuszy za te przefrymarczone dolary. Kilka lat temu „Dziennik” dostał od MSZ laurkę z uznaniem. Mniejsza o tę laurkę. Rozdaje się je na prawo i lewo. Z czasem zaczęło „Dziennikowi” ubywać czytelników, a przybywać trudności finansowych. Kiedyś twierdzono, że „Dziennik” wszystko przełknie. Gnioty, wypociny, kobyły historyczne, niedbalstwo redakcyjne. Przełknie, bo jest jedynym pismem codziennym emigracji. I nikt go z posad nie ruszy. Nie dotyczyło to posad w redakcji. Zmiany redaktorów naczelnych czy podrzędnych mało kogo wzruszały. Bo kogo to obchodzi na prowincji, kto z redakcji odchodzi, a kto przychodzi? Byle „Dziennik” wychodził, choćby na chwiejnych nogach wspierany nekrologami. Nie dała mu nawet rady finansowa kalaputryna ponad 10 lat temu. I tak stękając, kwękając, żebrząc, urządzając stypy i rozdając patronkom bukiety, ten męczennik przeżył. A teraz – jak słyszę – znowu mu grozi pogrzeb. Czy warto na to pismo łożyć? Płacąc za nie w hinduskich kioskach, czy nie lepiej go złożyć do grobu, skoro podobno większość jego czytelników niedowidzi, niedosłyszy i mało czym się podnieca. Skoro listy do redakcji od lat piszą ci sami pouczyciele o poprawności językowej, historycznej, politycznej, obyczajowej i swoiście pojętym patriotyzmie. No i skoro – jak twierdzą niektórzy – jest to tuba PiS-owska.

Pismo polonijne powinno trzymać rękę na pulsie społecznym, bo bez pulsu zamiera. I mniej pulsować politycznie, bo to nie rola diaspory. I nie paplać byle czego za PAP-em, nie nudzić czytelnika wyleniałym, stetryczałym, zgorzkniałym Pietrzakiem ani nudnymi wywiadami z osobami trzecimi, ani mdłymi, banalnymi felietonami. Nie drukujcie dyrdymałów – co piszę raz jeszcze w trosce o to pismo. Różne polonijne tygodniki zamierają. „Dziennik” jest potrzebny na co dzień.

Żyjemy w Wielkiej Brytanii wciąż pod wrażeniem wyższości tego kraju. – No, w Anglii – słyszę – takie finansowe przekręty i korupcja jak w Polsce są nie do pomyślenia. Akurat! Są zjawiskiem coraz bardziej powszechnym. – Tu nie ma antysemityzmu – słyszę. Jest, ale podskórny i skrywany. – Tu się nie zdarzają takie uliczne awantury jak w Polsce. Nie zdarzają się? A co się działo 11 listopada w Londynie? Wybijanie szyb i demolowanie lokalu partii konserwatywnej przez kwiat młodzieży studenckiej. A demonstracje islamskich radykałów 11 listopada? Palących na ulicy symbol – czerwone maki i wrzeszczących: – Brytyjscy żołnierze do piekła! Demonstracje tego dnia w Warszawie przeciwnych sobie politycznie czy poglądowo grup nawet z wrzaskami i wyzwiskami są narodowo zdrowszym objawem. Marzy mi się polonijny medialny pluralizm. Mniejsza o ten nieokiełznany internetowy. Nie zaglądam. Ale ten prasowy. Do którego codziennie, raz w tygodniu czy co drugi tydzień mogłabym zajrzeć przy śniadaniu. I czytać o nas w tym obcym, coraz bardziej niezrozumiałym i groźnym świecie. I zapamiętać z tego, co przeczytałam, choćby jedno urzekające zdanie. „Byt nam się rozpada, substancja wymyka” – napisał Miłosz. Substancją bytu jest też prasowa polemika, marzenie ściętej głowy? Koszałki-opałki?

Krystyna Cywińska

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29904
Tak

24802
83%
Nie

5102
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |Obrońca w sprawach karnych Wodzisław Śląski | pierścienie nierdzewne | opieka osób starszych Jastrzębie Zdrój | węgiel Rydułtowy | giętarka trzpieniowa
Zespół muzyczny Opole | cyklinowanie Żyrardów | okna Rybnik | badania profilaktyczne Jastrzębie Zdrój | panele podłogowe wodzisław rybnik