KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 24 czerwiec 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Za kółkiem miejskiego autobusu
2008.07.18 / Paweł Rosolski
TAGI:
Share |
Podróż londyńskim autobusem to dla mnie od trzech już lat niezmiennie ten sam schemat. Zaczyna się od wystawienia dłoni z magicznym, niebieskim prostokątem poza wirtualną granicę pomiędzy krawężnikiem a jezdnią. Następnie jak najbardziej rzeczywisty kontakt tego niebieskiego cuda z czytnikiem przy kabinie kierowcy. Jak mam szczęście, to nawet usiądę, a towarzyszem podróży jest mi najczęściej darmowa gazeta na siedzeniu obok. Potem już sama przyjemność – kilka etapów w drodze do celu, czerwony przycisk z napisem stop i tyle. To czas na książkę, relaks po pracy i jednocześnie przymusowy środek transportu do domu.

Dla Małgorzty Bojarojć w autobusie nie ma czasu na relaks – to miejsce jej pracy już od czterech lat. Pierwsza kobieta z Polski, która w Londynie zasiadła za kółkiem double-deckera, dzisiaj chętnie dzieli się ze mną swoją niecodzienną historią. Zaczynała jak wielu Polaków, jeszcze przed wejściem Polski do Unii Europejskiej, kiedy postanowiła pojechać na Wyspy, by łyknąć odrobinę mitycznej londyńskiej mgły i posłuchać jak wybija godziny prawdziwy Big Ben.

– Do Londynu przyjechałam na wakacje na jeden tydzień do znajomego, który później został moim mężem – wspomina Gosia.

Jak większość Polaków postanowiła zostać trochę dłużej, ze względu na trudną sytuację, jaka czekałaby na nią po ewentualnym powrocie do Polski.

– Na początku była pralnia na Shepherds Bush, która okazała się kompletną pomyłką, potem zaczęłam pracę polegającą na sprzątaniu mieszkań jednocześnie opiekując się dziećmi moich klientów. Trwało to jakieś cztery lata.

I chyba sama nie sądziła, że kolejne cztery lata będą zupełnie inne od tych, które już upłynęły. Chociaż czasami wydaje się, że w Londynie czas płynie jakby trochę szybciej, to w końcu przychodzi taki moment, kiedy monotonia dnia codziennego zaczyna męczyć. Będąc na rozdrożu myślowym, gdzieś pomiędzy chęcią powrotu do Polski a iluzją stabilności finansowej, w głowie Gosi zrodziło się coś aboslutnie zaskakującego. Po przeprowadzce i dwóch tygodniach spędzonych w Polsce zaczęła zastanawiać się, co robić dalej.

– Jechałam samochodem ze znajomymi z Polski, przejeżdżał koło nas double-decker i jeden z kolegów zażartował: „Słuchaj, może zacznij jeździć autobsem?”. Ten pomysł utkwil jej w głowie na całą bezsenną noc. Następnego dnia postanowiła zadzwonić do głównej siedziby firmy, która wtedy mieściła się na Uxbridge. Numer telefonu otrzymała od... jednego z kierowców autobusu.

I nieoczekiwanie dla niej samej sprawy potoczyly się ekspresowo. Dzisiaj procedury są jeszcze bardziej skomplikowane, ale jak sama przyznaje, dla nowicjuszki z bloku wschodniego etap początkowy był najtrudniejszy. – Na pierwsze spotkanie przyjechałam spóźniona, jednak testy językowe oraz z przepisów ruchu drogowego zdałam bez problemów i po trzech dniach zaczęłam już jazdy próbne.

Kiedy po pięciu minutach spędzonych chyba w najstarszym na świecie szkoleniowym double-deckerze oświadczyla instruktorowi, że się do tego nie nadaje, on cierpliwie posadził ją ponownie za kółkiem. Po dwóch miesiącach intensywnego szkolenia przyszedł czas na pierwszy egzamin, a z nim małe rozczarowanie.

– Egzaminu nie zaliczyłem z powodu... systemu miarowego na Wyspach. Podałam wymiary autobusu w metrach i centymentach, a nie w calach, i to pierwsze pytanie sprawiło, że czekał mnie kolejny egzamin. Płakałam w tyle autbusu kilkanaście minut... Jednak już po następnym egzaminie, 8 sierpnia 2004 roku, stała się oficjalnie kierowcą double-deckera i jednoczesnie pierwszą Polką, która zasiliła tę grupę zawodową.

Od tego dnia zaczął sie zupełnie nowy rozdział w jej londyńskiej przygodzie, który trwa do dzisiaj. Teraz problemy TfL to jej chleb powszedni. Wprowadzenie zakazu picia alkoholu w środkach transportu publicznego, obowiązek posiadania Oyster card dla dzieci powyżej 11. roku życia, niekończące się remonty dróg – z tym wszystkim Maggie (bo taki pseudonim otrzymała od swoich kolegów z pracy) musi mierzyć się niemal codziennie. Na moje pytanie o oficjalny zakaz picia alkoholu w środkach transportu publicznego wprowadzony przez Borisa Johnsona, ze zrezygnowaniem kiwa głową...

– Sam wiesz, jak jest. Pracując na porannej zmianie w sobotę często widzę osoby, które wsiadając do autobusu z puszkami piwa z całą premedytacją ignorują wszelkie zakazy. Najczęściej są to Polacy, rozpoznawani przez Maggie przede wszystkim po puszkach piwa, wśród których przodują Tyskie i Lech. Dla niej cała ta akcja to czysta teoria, bo w praktyce wyglada to zupełnie inaczej, a policja na wezwanie w sprawie pijanego lub awanturujacego się pasażera przyjeżdża leniwie przeważnie po półtorej godzinie.

Ale nie tylko pijani pasażerowie są zmorą Gosi – z wyraźnym rozczarowaniem w głosie opowiada o tym, jak trudną grupę pasażerów stanowią londyńscy gimnazjaliści.

– Praktycznie nie ma dnia, żebym nie otworzyła kabiny kierowcy i nie zwróciła uwagi, również polskim dzieciom, które kompletnie ignorują moje prośby, o poziomie języka już nie wspominając.

A jak wygląda zwykły dzień Maggie za kółkiem? Po pierwszych czterech latach spędzonych w Londynie na wariackich papierach, świadomość czteroletniej stabilizacji na gruncie zawodowym sprawia, że w jej głosie pojawia sie lekkie znużenie.

– Ogólnie mogę sobie życie zaplanować na sześć lat naprzód. Jestem na rannym grafiku, a pierwszy kurs mojej linii zaczyna się już o 4.10, więc podnoszę się ciężko z łóżka już o 3.00 rano. Cierpi na tym trochę moje życie prywatne. Idę do łóżka przeważnie o 9.00 wieczorem, bo muszę się przespać przynajmniej 6-7 godzin. Pierwsza część pracy trwa około czterech godzin, poźniej przerwa, i następnie jeszcze na dwie lub trzy godziny z powrotem na trasę.

To, że Gosia siedzi za kółkiem miejskiego autobusu w zachodniej części Londynu sprawia, że historyjkami z życia wziętymi rzuca jak z rękawa. A to zupełnie odcięty od świata koleś z papierosem w ustach próbuje zdemolować metr kwadratowy kabiny Maggie (sprawa kończy się przyjazdem policji po... 10 minutach). A to znowu ubarwione – wszystkim czym polski język dysponuje – komentarze naszych rodaków nie mających pojęcia, że atrakcyjna blondynka za kierownicą to Polka.

– Kilkunastu Polaków regularnie korzystających z linii, na której jeżdżę, po wejściu do autobusu mówi „dzień dobry”. Maggie po czterech latach nie jest już w firmie sama. – Ze mną w tej samej zajezdni pracuje jeszcze jedna Polka, Monika, która jest tutaj od dwóch lat i szczerze powiem, że dobrze jest mieć taką bratnią duszę, tym bardziej dziewczynę.

I po kolejnych czterech latach, kiedy monotonia życia codzinnego znów zaczyna męczyć, w głowie Maggie rodzą się kolejne plany.

– Myślę, że chciałabym wrócić któregoś dnia do Polski, ale nie mam pomysłu na życie w kraju po tylu latach spędzonych w Londynie. Bardzo chciałabym spróbować swoich sił jako kontroler ruchu autobusowego, jednak te etaty są strasznie oblegane.

Po takiej rozmowie trochę inaczej patrzę na moją podróż autobusem do domu. Poza „ojsterką”, bezpłatną gazetą i czerwonym przyciskiem „stop”, zauważam jeszcze coś innego – dowódcę tego przedsiewzięcia, jakim jest kierowca double-deckera, o którym wcześniej jakby nie pamiętałem... – Staram się być dobrym kierowcą, okazuje się jednak, że to nie nasza praca jest ciężka, tylko pasażerowie potrafią być dla nas czasami absolutnym koszmarem.

To chociaż ja przestanę nim być.

Paweł Rosolski

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 28450
Tak

23759
84%
Nie

4691
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |nagrobki wodzisław | pierścienie nierdzewne | masaż gdańsk | pellet Jastrzębie | prasy krawędziowe
Zespół muzyczny Kędzierzyn Koźle | cyklinowanie milanówek | prawo pracy sandomierz | medycyna podróży Jastrzębie Zdrój | zakupy ze stylistą śląsk