KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 21 sierpień 2019
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Czym była święta księga Delawarów?
2009.01.23 / Włodzimierz Fenrych
TAGI:
Share |
Kto za młodu czytał książki o Indianach, ten się mógł zetknąć z legendą o istnieniu tajemnej księgi Delawarów, zwanej Walam Olum. A kto się z tą legendą zetknął, ten pewnie pamięta, że informacje o tej księdze zawsze były mgliste, a zwłaszcza stały w dziwnej sprzeczności z tezą, że ludy Ameryki Północnej nie znały pisma.

W ogóle to kto to, ci Delawarowie? Wiadomo, to są ci dobrzy Indianie w książkach Coopera, ale kim oni właściwie byli? Czy był to szczep z wyraźną organizacją wewnętrzną, radą starszych, wodzem? Jeśli mieli jakąś świętą księgę, to kto ją przechowywał i kto ją umiał czytać? I?w jakich okolicznościach była czytana? Czy tak jak Biblia, w czasie religijnych ceremonii? Czy tak jak opowieści rycerskie, przy kielichu? A może w jeszcze innym kontekście?

Otóż Delawarowie to Indianie, którzy w momencie przybycia Europejczyków mieszkali w dorzeczu rzeki Delaware. Nazwa nie pochodzi bynajmniej od nazwy plemienia. Gubernator najwcześniejszej kolonii brytyjskiej w Ameryce nosił arystokratyczny tytuł Lord de la Warr i to na jego cześć nazwano odkrytą w tym czasie rzekę. Indianie mieszkający nad tą rzeką znani byli jako Delaware Indian. Mieszkali oni we wsiach otoczonych lasem. Kobiety uprawiały kukurydzę, a mężczyźni polowali na jelenie.

Takie wsie Indian mówiących podobnym językiem rozrzucone były wzdłuż całego wybrzeża Atlantyku. Wsie były autonomiczne, nie było żadnej nadrzędnej struktury, która by Indian znad rzeki Delaware odróżniała od tych znad rzeki Potomac, albo od tych z Manhattanu. Nie było żadnego wodza wszystkich Delawarów, byli tylko naczelnicy poszczególnych wsi. Dopiero później, kiedy wyparci znad rzeki Delaware Indianie przenieśli się za Appalachy i zamieszkali wśród ludów mówiących wyraźnie innymi językami ? uformowała się świadomość istnienia odrębnego plemienia Delawarów.

Wtedy też zainteresowali się językiem Delawarów biali. W 1834 roku misjonarze braci morawskich działający wśród Delawarów opublikowali słownik oraz gramatykę ich języka. Wtedy też wypłynęła sprawa Walam Olum: w 1835 roku niejaki Constantine Samuel Rafinesque, ekscentryczny profesor mieszkający wówczas w Filadelfii, ogłosił, że przy okazji swoich studiów historiozoficznych odkrył zapomnianą świętą księgę Delawarów. Podobno kilkanaście lat wcześniej dostał on od kogoś drewniane listwy z namalowanymi na nich czerwonymi hieroglifami, a od kogoś innego manuskrypt tekstu w języku Delawarów, który te hieroglify miał objaśniać. Rafinesque wprawdzie nie znał tego języka, ale że był poliglotą ? nauczył się go na podstwie wydawanych w tym czasie słowników. W 1835 roku opublikował przerysowane hieroglify, tekst w języku Delawarów oraz własne tłumaczenie. Księga ta opisuje wydarzenia sprzed tysięcy lat, takie jak potop oraz wędrówkę Delawarów do Ameryki z innego kontynentu przez zamarznięte podczas arktycznej nocy morze. Rafinesque parę lat później zmarł, ale jego publikacja zrobiła sporą karierę. To ciekawe, zważywszy że nikt nigdy nie widział owych listewek z hieroglifami ani manuskryptu pisanego ręką inną, niż samego Rafinesque.

Publikacja zrobiła sporą karierę, uczone głowy pochylały się nad tym tekstem z uwagą i dogłębnie analizowały. Niektórzy uczeni dochodzili do wniosku, że ten pierwszy przekład jest niedoskonały i proponowali nowe wersje ? jest ich obecnie już kilka. Nie wszystko się zgadzało, na przykład sami Delawarowie, skonfrontowani z tym tekstem, byli całkowicie zaskoczeni, bowiem nigdy o czymś takim nie słyszeli. Rozpoznawali oni wprawdzie słowa ze swojego języka, ale nie wszystkie były dla nich zrozumiałe, a składnia wydawała im się zdecydowanie dziwna. Aż w końcu ktoś, kto dogłębnie nad tym tekstem pracował zauważył, że tekst Walam Olum powtarza typograficzne błędy słownika, którym Rafinesque posługiwał sie przy tłumaczeniu.

Jak to ? powtarza błędy słownika? Przecież tekst Walam Olum powstał wcześniej! Otóż właśnie te błędy odpowiadają definitywnie na pytanie dlaczego Delawarowie nigdy wcześniej o tej księdze nie słyszeli, a także dlaczego mają problemy z jej zrozumieniem. To proste ? tekst Walam Olum napisany został przez kogoś, kto języka Delawarów uczył się ze słownika wydanego na początku XIX wieku. Tym kimś był najprawdopodobniej sam Rafinesque.

Nikt nie widział oryginalnego Walam Olum, czyli owych listewek z hieroglifami. Nikt nie wie, w jakich okolicznościach ten tekst miał być recytowany. Sami Delawarowie nie potrafią na to pytanie odpowiedzieć, bo tekstu nigdy nie słyszeli. Istniał jednak (a właściwie istnieje do dziś) system zapisaywania i przekazywania wieści o danych wydarzeniach rozpowszechniony wśród Indian wschodnich Stanów Zjednoczonych, w tym wśród Delawarów oraz ich sąsiadów ? Irokezów. Chodzi o wampum ? pasy wykonane z koralików ułożonych we wzorki. Tak naprawdę słowo wampum oznacza właśnie te koraliki, wykonane z muszli małży morskich występujących na wschodnim wybrzeżu Ameryki Północnej. Koraliki te były wysoce cenione i w całym rejonie wybrzeża oraz Wielkich Jezior spełniały rolę pieniądza. Owe małże występowały w największej ilości w okolicy Long Island i Manhattanu, z czego wynika, że nawet przed przybyciem białych było to wielkie centrum finansowe. Koraliki występowały w dwóch kolorach ? białym i fioletowym, dlatego można z nich było robić pasy z wyplecionymi wzorkami. Ważniejsze wydarzenia w życiu plemion ? takie jak traktaty kończące wojny, a także objawienia religijne ? upamiętniane były wampumami z wzorkami zaprojektowanymi specjalnie na tę konkretną okazję. Wampumy takie przechowywała osoba ciesząca się powszechnym szacunkiem ? sach lub royaneh (co zwykle tłumaczy się jako ?wódz?). W czasie uroczystych świąt były one wyjmowane, pokazywane i objaśniane całej wspólnocie. Taki wampum był rzeczą świętą, był płomieniem, wokół którego gromadziła się wspólnota.

Dzisiejsi Delawarowie nie pamiętają już swojej dawnej religii, wysiłki misjonarzy powiodły się i wszyscy już są chrześcijanami. Wampumy nie są już dla nich święte, a uroczystości, podczas których je celebrowano, należą do przeszłości. Natomiast Irokezi, dawni sąsiedzi Delawarów, zachowują do dziś religię Długiego Domu. Podczas ceremonii w Długim Domu do dziś regularnie rozwijane są wampumy i opowiadana jest historia ludu.

To prawda, nie wszyscy Irokezi praktykują dawną religię, duża część przyjęła ? podobnie jak Delawarowie ? chrześcijaństwo. Dla chrześcijan wampumy przestają być święte, stają się już tylko cenne. Cena jest całkiem wymierna, a oferują ją bogate amerykańskie muzea. Chrześcijańscy sachemowie nie mają oporów z przekazaniem wampum do muzeum za wymierną cenę. Tak więc święte płomienie, wokół których niegdyś gromadziła się wspólnota, teraz można ? kupiwszy bilet ? zobaczyć na wystawach. Wspólnota może sobie zrobić kopie, które nie będą już tak cenne, bo można je zrobić z plastikowych koralików. Można w dodatku tych kopii wyprodukować więcej i zarobić sprzedając je turystom.

Tekst i zdjęcia: Włodzimierz Fenrych

Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 31674
Tak

25924
82%
Nie

5750
18%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |Kancelaria adwokacka Wodzisław Śląski | liny nierdzewne | opieka osób chorych i niepełnosprawnych Radlin | transport ekogroszek Rydułtowy | suplementy diety produkcja Omega
zespół muzyczny wodzisław śląski | śruby nierdzewne | ocena ryzyka zawodowego sandomierz | badanie do prawo jazdy Radlin | absturzsicherung wien