KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 16 grudzień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Ile razy jeszcze to usłyszę?
2009.01.23 / Jacek Ozaist
TAGI:
Share |
Naprawdę tani to może być bar dworcowy, osiedlowy sklepik czy szalet publiczny, ale na pewno nie linie lotnicze.

Kiedy w 2005 roku kupiłem swój piewszy angielski samochód, od tej pory kilka razy w roku przyjaciele proszą mnie o podrzucenie lub odebranie z lotniska. Woziłem ich już do Stansted, Luton, Gatwick, czasem Heathrow. Woziłem na LOT, British Airways, Wizz Air, SkyEurope, easyJet, nawet Centralwings, o którym niedługo nikt nie będzie pamiętał. Woziłem też na Ryanair i za każdym razem było to przeżycie nie do zapomnienia. Nabrałem przekonania, że naprawdę tani to może być bar dworcowy, osiedlowy sklepik czy szalet publiczny, ale na pewno nie linie lotnicze.

Lipiec 2006
Wstałem o trzeciej nad ranem, by podwieźć Kamila i Filipa na lotnisko Stansted, lot Ryanair do Krakowa. Ruchu o tej porze właściwie nie ma, więc dotarliśmy na miejsce szybko i sprawnie. Obaj przyjechali do Londynu autokarem. Ten lot samolotem miał być dla nich pierwszym w życiu. Wiedziałem, że nie mają pojęcia, jak poruszać się po lotnisku, więc odprowadziłem ich do hali odpraw i wskazałem kolejkę do punktu, gdzie mają zdać bagaże. Potem pokazałem wyjście z napisem: Departures, uściskałem ich i pojechałem na kawę na pobliską stację benzynową. Dwadzieścia minut potem gnałem już M11 w stronę London Orbitial. W połowie drogi zadzwonił telefon.
? Nie polecieliśmy?
? Jak to!?
? Kolejka była za długa.
? Jak to za długa!? Co ty bredzisz?

Samolot poleciał bez nich. Kolejka do bramki Ryanair obejmowała pasażerów kilkunastu lotów i obowiązywała zasada ? kto pierwszy, ten lepszy. Nikt o niczym nie informował. Jedynie na tablicy napisano, że na lot taki a taki bramkę zamyka się o tej i o tej. Żadnego wywoływania, ostrzeżenia, nic. Dopchasz się, lecisz, nie dasz rady, rób co chcesz. Zawróciłem i zarezerwowałem chłopakom lot o godz. 16:00, za dopłatą 40 funtów od osoby.

Listopad 2008
Znów gimnastyka przedporanna. Musiałem zawieźć kumpla do Luton, bo w Polsce czekała go rozprawa o umożenie odsetek od kredytu mieszkaniowego, by mógł powrócić do zaniechanej spłaty rat. W kraju nie dawał rady. Po roku pracy w Londynie okazało się, że może odzyskać straconą już niemal nieruchomość. Na szczęście dał sobie dzień na dojazd do domu i przygotowanie do rozprawy, bo gdyby założył, że Ryanair dowiezie go do Poznania tego samego dnia, sąd mógłby być dużo mniej przychylny.

Podrzuciłem kumpla na terminal na dwie godziny przed odlotem. Zdążyliśmy wypalić po papierosie, zanim parkingowy ruszył, by mnie przegonić. Waldek latał już wielokrotnie, więc nie musiałem martwić się, że coś pójdzie nie tak. Wsiadłem do auta i pojechałem z powrotem do Londynu. Zaparkowałem pod domem i wskoczyłem do łóżka, by urwać jeszcze choć godzinę snu... Po kwadransie telefon.
? Jacek. Nie poleciałem.
? Jezu, co znowu?
? Nie wzięli mnie.

Odprawił bagaż. Przeszedł kontolę paszportową. Wszystko zrobił jak trzeba. Na chwilę zatrzymała go kontrola osobista zaordynowana przez krzepkich strażników lotniska. Gdy z niej wyszedł, okazało się, że Ryanair na niego nie czekał. Bilety rozdano, pasażerów przeprowadzono do samolotu, bagaże były w drodze. Nikogo nie obeszło to, że jeden z podróżnych odprawił walizkę i gdzieś się zabłąkał. Waldek próbował kogoś odnaleźć, zapytać, złożyć skargę. Wszędzie było pusto, a jego bagaż, jak w surrealistycznym filmie, nadjechał wkrótce na wózku prowadzonym przez znudzonego Jamajczyka.

Waldek pobiegł do stanowiska Ryanair i zażądał wyjaśnień. Kiepsko opłacana pani z recepcji oświadczyła, że reklamacje można składać w siedzibie firmy, czyli w Dublinie, a jeśli mu się spieszy, to jest lot następnego dnia o tej samej porze za jedyne 250 funtów. Zbladł, zwiotczał, kupił. A ja jechałem po niego znowu i następnego dnia znowu go odwoziłem.

Czy to jest recepta Mr O?Leary na przyspieszenie gospodarki? On sprzedaje bilety, ludzie płacą, samoloty startują albo nie, pasażerowie dostają się na pokład albo nie, jego firma spala paliwo albo nie, za pracę personelu płaci się albo nie. I tak dalej. Pasażerowie za to mają możliwość jeżdżenia na lotnisko tam i z powrotem, płacąc za bilet u jakiegoś przewoźnika albo za paliwo do samochodów swoich znajomych. Koniunktura nakręca się niczym dziecięcy bączek. Pytanie brzmi, czy jak on, kiedyś stanie?

Styczeń 2009
Szczecin-Goleniów. Brzmi tak samo śmiesznie, jak Londyn-Luton, Londyn-Stansted. Niby Szczecin, a jednak 100 kilometrów dalej. Goleniów stanowi spore ułatwienie dla pasażerów z województwa zachodniopomorskiego, choć korzystają z niego również ludzie z okolic Piły, Bydgoszczy i innych miast północnej Polski.

Jadę po Piotra i Lillę do Luton. Mijam Cranford, wyjeżdżam na A312 i kieruję się w stronę M25. Oczywiście dzwoni telefon.
? Nie jedź jeszcze.
? Czemu?
? Nie wiem. Samolot stoi. Nie wpuszczają nas. Czekamy. Dam znać.

Zjeżdżam w zatoczkę obok vana z kiełbaskami i burgerami. Gryzę paznokcie. Znowu Ryanair, tylko w odwrotną stronę. Co stało się tym razem? Zapalam papierosa. Palę. Jednego, drugiego. Znów telefon.
? Ptak wpadł do silnika, mówi mi pani. Dziś lotu nie będzie.
? Dobra, o której jutro?
? Następny lot jest w sobotę.
? Co??? Przecież jest wtorek!
? O 11.00 lądujemy na Luton. I tak mamy szczęście. Awanturowałem się, więc dali nam bilety na sobotę. Reszta leci we wtorek. Ten dzisiejszy samolot po naprawie leci do Berlina na przegląd, a potem do Londynu.
? Rób zadymę. Coś wam się chyba należy!
? Pani powiedziała, że pretensje to do Ryanair w Dublinie. Tu jest Goleniów i ona może tylko tyle. Jeśli chcemy wracać do Szczecina, podstawią autobus za odpłatnością... A tu przecież ludzie z różnych stron poprzyjeżdżali. Rodzina ich podrzuciła i teraz nie wiedzą co robić...

Rajanaijr stajl. Kupuj, masz kupić, proszę kup. Resztą będziemy martwić się później. Jeśli zdążysz, jeśli uda ci się nadać bagaż i przybiegniesz do stanowiska, odlecisz tam, gdzie chcesz. Jeśli nie, twoja wina. Jeśli my nawalimy, miejże człowieku cierpliwość, w końcu taniochą lecisz, no, co ty? Za rok możemy zlikwidować połączenie i będziesz sobie autokarem jeździł. A tak, za złotówkę polecisz...

Dopóki naiwni będą lecieć na lep tzw. tanich połączeń, dopóty O?Leary będzie traktował swój personel jako zło konieczne, samoloty jako limuzyny dla ubogich, a pasażerów jak bydło, które może zmieścić w dowolnych ilościach i przewieźć w dowolne miejsce na ubój. A gdy ciężarówka nawali, przepędzi się bydło do następnej. I wyprawi za tydzień.

Dziś rano znów przyszedł spam, że tysiące biletów po 5 złotych. A niechby były i za darmo. Nie wezmę, bo nie wiem, jaka egzotyczna przygoda spotka mnie na lotnisku lub w samolocie, czy wylecę we wtorek, czy też w sobotę lub następny wtorek. Może to linia dobra dla ludzi na luzie, skłonnych do zabaw ekstremalnych, ryzyka i bez zobowiązań, terminów itp. Ja dziękuję.

Rok 2007
Miesiąca nie pamiętam. Odwiozłem znajomego Jarka na Stansted. Pili we trójkę przez półtora roku. Oczywiście też pracowali. Ale on ciągle tęsknił za rodziną i Częstochową. Chciał wracać, choćby miał iść na piechotę. Nie mogłem mu odmówić. Zawiozłem go na lotnisko. Wyrzuciłem przed terminalem i pojechałem do domu. Godzinę później zadzwonił telefon.
? Nie ma dziś lotu do Katowic. Odwołany.
? Mam wracać?
? Powiedziałem ci: choćby na piechotę... Obiecali mi w zamian lot do Łodzi. I to bezpłatnie!
? Przecież jesteś z Częstochowy!
? Taka sama droga...

Poleciał do Łodzi i tyle go widziałem. Myślę, że gdyby polecili mu lot do Gdańska, też by poleciał. A do Częstochowy dojechałby autostopem. On i inni zwariowani ludzie mogą sobie pozwolić na ekstrawagancję. Większość z nas potrzebuje jednak solidności w dotrzymywaniu terminów, by dostać się na miejsce i na czas.

Ryanair. Linia wariatów. Frustratów. Ryzykantów. Desperatów. Panie O?Leary, gratuluję klienteli.
Klientelo, gratuluję Ryanaira.

Jacek Ozaist

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29904
Tak

24802
83%
Nie

5102
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat narkotyki warszawa | pierścienie nierdzewne | masaż gdańsk | Immunolog śląsk | suplementy diety produkcja kontraktowa
kuchnie rybnik | nity nierdzewne | prawo pracy sandomierz | badania sanitarne Jastrzębie Zdrój | obsługa prawna wodzisław śląski