KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 24 wrzesień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Śledczy samozwańcy
2010.03.01 / Przemysław Kobus
TAGI:
Share |
Sejmowa komisja śledcza zostaje powołana w myśl polskiego prawa jako specjalne gremium do wyjątkowych spraw. Praktyka pokazuje, że z komisji można uczynić kabaret, a przedmiot obrad staje się niewiele znaczącym przyczynkiem do wszczęcia kolejnych obrad relacjonowanych w TV na żywo. Coraz częściej można odnieść wrażenie, że komisje działają jak media komercyjne – lepiej wypadniemy, więcej ludzi nas zobaczy, gdy będziemy mieli atrakcyjnego gościa. Swoiste talk-show toczy się, niestety, za publiczne pieniądze. A wyborcy fundujący posłom-śledczym te programy nawet nie wiedzą, o co tak naprawdę w całej sprawie chodzi. W przypadku afery hazardowej dowiedzieliśmy się na przykład, że były premier Jarosław Kaczyński… nie potrafi grać w golfa.

Powołujemy komisję
Cele komisji zawsze są szczytne. Nieudolny aparat państwowy, potężna afera, uwikłane w nią znane nazwiska (najczęściej te z obozu przeciwnika) i olbrzymia chęć dojścia do prawdy. Później następuje polityczny plebiscyt na twarze, które najlepiej zaprezentują się na ekranach telewizorów. Do tego jeszcze małe przepychanki, wzajemne oskarżenia o potencjalną stronniczość potencjalnych kandydatów do komisji i w ostatecznym rozrachunku objawia się nam komisja. Jej skład? Czasami pozostawia wiele do życzenia, czasami wręcz razi.

Najsłynniejszą ostatnio komisją śledczą w Polsce jest ta, której zadaniem jest ustalenie, czy w ogóle do jakiejś afery hazardowej doszło, a jeśli tak, to kto do niej doprowadził. Co ważne, poszczególni członkowie komisji mają już wyrobione zdania na ten temat i naprawdę można odnieść wrażenie, że przesłuchania nie są im potrzebne. Bo po co, skoro z góry wiadomo, że świadek będzie się – jak to się u nas mawia – mijał z prawdą.

Komisje śledcze są jednak doskonałym narzędziem do demonstracji politycznej siły ugrupowań. Żeby nie zginąć w parlamencie, trzeba się wybić, korzystając z telewizyjnego okienka. Onegdaj doskonale wykorzystał tę możliwość Zbigniew Ziobro (PiS), który – choć prawnik z wykształcenia – dopiero w komisji mógł realizować się zawodowo. Ścigał wówczas bohaterów tzw. afery Rywina. Czy skutecznie? Komentarz pozostawiam Czytelnikom.

Szukamy winnych
Skandal, który w Platformie Obywatelskiej zdjął kilka postaci z partyjnego świecznika, stał się doskonałym pretekstem do powołania komisji śledczej. Chętnych do tego nie brakowało, a oporna Platforma nie mogła powiedzieć „nie”. Wyborców należało przekonać, że także partii Donalda Tuska zależy na dojściu do prawy. Śledczy z Sejmu nie czekali na ustalenia prokuratury, która – jakkolwiek by patrzeć – ma większe doświadczenie w prowadzeniu postępowań karnych, natychmiast przystąpili do prac. Zdołali się oczywiście pokłócić o skład komisji, na pewien czas „eksmitowano” posłów PiS, bo, jak się okazało, sami brali udział w procesie tworzenia podobnych przepisów, których legalność jest dzisiaj podważana. Co jednak zaskakujące, ich przeszła współpraca nie stała się przyczyną ich trwałego usunięcia ze składu komisji. W polskim prawie karnym to sytuacja co najmniej niedopuszczalna, ale w Sejmie… No cóż. Posłowie Wasserman i Kempa wrócili do komisji, ich zeznania wniosły niewiele do sprawy, jak i zresztą zeznania wielu innych. Lista świadków też może pozostawiać wiele do życzenia. Chodzi przede wszystkim o nazwiska – im lepsze, tym ciekawsze zapowiada się przesłuchanie, tzn. widowisko. Ale te gorsze nazwiska też muszą się pojawić, ponieważ w przeciwnym razie zasadność powołania komisji śledczej mogłaby stanąć pod wielkim znakiem zapytania. Więc do Sali Kolumnowej w Sejmie (o ile nie obraduje w niej inna komisja śledcza, a przypomnijmy, że obecnie działają cztery) zaprasza się nie tylko politycznych liderów, ale i partyjne doły. W niektórych przypadkach takie działania mijają się z celem, bo przed oblicze posłów-śledczych stawiają się osoby, które o aferze hazardowej słyszały, ale… z telewizji. Swoistym szczytem niepowagi było wezwanie pana X, który w podróży do Warszawy spędził kilkanaście godzin, by odpowiedzieć na jedno pytanie: – Czy pan brał udział w takich, a takich pracach? Pan X odpowiada, że nie. Komisja dziękuje za przybycie i złożenie wyczerpujących zeznań.

Euforia i plebiscyt atrakcyjnych pytań i przypuszczeń pojawia się w przypadku świadków z pierwszych rzędów. Takim szczęśliwym dla komisji dniem było wezwanie Donalda Tuska. Premier miał się wyspowiadać ze swoich nikczemnych działań, nietypowych znajomości z podejrzanym światem biznesu, gdyż – dodam – dla posłów-śledczych wszystko jest podejrzane. Tusk zeznaje przed komisją kilkanaście godzin, posłowie zdają się z niesmakiem podchodzić do udzielanych przez świadka odpowiedzi, bo po pierwsze wydają się racjonalne i zgodne z prawdą, po drugie nijak nie odpowiadają wcześniej postawionym tezom. Kilkanaście godzin i nic. Premier kaja się szybciej, niż przypuszczają posłowie, odpowiada na pytanie, nie wychodzi z siebie, nie daje oznak zdenerwowania. Nie unosi się, jak czynił to niegdyś Leszek Miller, który w odpowiedzi na jedno z pytań posła Ziobry nie omieszkał nazwać go zerem. Tusk kończy śledczy maraton, opuszcza Salę Kolumnową, gasną światła kamer, śledczy wychodzą i… mówią w sumie to samo, o czym mówili przed przesłuchaniem premiera. Tak czy inaczej Tusk jest winny i basta. Jakby jeszcze tego było mało, sondaż wśród Polaków dotyczący wiarygodności premiera przed komisją wskazuje na to, że blisko połowa badanych wierzyła Tuskowi i nie uznała go za postać broniącą interesów jakiejś tajemniczej grupy.

Kolejnym medialnym świadkiem miał być Jarosław Kaczyński. Jego zeznania również nie prowadzą do przełomu, posłowie z PiS mizdrzą się, zadając grzeczne i sympatyczne pytania. PSL zadziwia i pyta o umiejętność gry w golfa. Kaczyński przyznaje, że takiej nie posiada, poseł PSL, z uśmiechem dobrego wujka, mówi, że również nie zna arkanów tego sportu. Jest rubasznie, sala się śmieje, a podatnik płaci.

nowe twarze
Przełomem miało być przesłuchanie Marcina Rosoła, onegdaj bliskiego współpracownika Mirosława Drzewieckiego. Młody (wiekiem) Rosół staje przed komisją, zasłania się chwilami niepamięcią, czasami bagatelizuje podnoszone problemy, by po kilku godzinach często co najmniej naiwnych pytań zacząć traktować komisję równie niepoważnie. Śledcza z PiS, Beata Kempa, dopytuje o szczegóły prywatno-biznesowego meczu towarzyskiego w piłkę nożną. Grają źli lobbyści, politycy, Rosół i ktoś tam jeszcze. Posłanka pyta: – O czym rozmawialiście w trakcie meczu? Świadek odpowiada, że o zwykłych sprawach, jak to podczas gry w piłkę. Posłanka namiętnie drąży: – Ale jakie słowa padały? Świadek odpowiada: – No normalne, podaj do mnie, kopnij tutaj… Posłanka nie daje się zbić z pantałyku, skrupulatnie notuje.

To są oczywiście tylko wybrane scenki, a właściwie obrazki z funkcjonowania komisji hazardowej. Liczba świadków, liczba zadanych pytań – tych mądrych i tych odstających od kanonów rozsądku – jest olbrzymia. Społeczeństwo nie wie, o co tak naprawdę śledczym chodzi. Dodajmy – jak pisaliśmy już na łamach „Nowego Czasu” – wielu Polaków nie ma bladego pojęcia, o co tak naprawdę w aferze hazardowej w ogóle chodzi. A co do prac samej komisji, to wystarczy przytoczyć wyniki sondażu, jaki w styczniu wykonano dla TVP Info., 65 proc. Polaków powiedziało, że nie wierzy w skuteczność pracy komisji.

Po co więc powoływać takie gremia, a nie pozwolić na normalne funkcjonowanie prokuratorom? Tu też zaskakujące zjawisko. Owszem, czynnikiem decydującym jest presja, jaką wywierają środowiska polityczne, drugi to presja opinii publicznej. Sejmowej komisji ds. afery hazardowej chciała ponad połowa Polaków – tak przynajmniej wynikało z sondaży. Dzisiaj taki sam odsetek mówi, że nie wierzy, by powołana komisja cokolwiek sensownego ustaliła. Komisja – jak na razie – pozwala nam się dowiedzieć o istnieniu wspomnianego Marcina Rosoła, który ma teściów w Zielonej Górze i lubi pobiegać za piłką.

Przemysław Kobus

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29232
Tak

24316
83%
Nie

4916
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |Odszkodowania Wodzisław Śląski | łańcuchy nierdzewne | opieka Jastrzębie Zdrój | transport ekogroszek Wodzisław | prasa krawędziowa
zespół muzyczny rybnik | nity nierdzewne | okna Rybnik | nitonakrętki ocynkowane | sklep alpinistyczny