KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 10 grudzień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Ludzie listy piszą (jeszcze)
2010.11.08 / V. Valdi
TAGI: felieton
Share |
Cuda się jednak zdarzają! Przekonałem się o tym niedawno. Do redakcji trafił list od oburzonej Czytelniczki, która przeczytawszy jeden z moich felietonów, nie mogła zrozumieć, dlaczego używam słowa „kurde” i po co w ogóle wulgaryzmy w tak porządnej gazecie.
Za list serdecznie dziękuję. Przypomniał mi on stare dobre czasy, kiedy przeważnie po każdym artykule przychodził chociaż jeden list do redakcji. Ludziom chciało się pisać. Było to tak dawno temu, że już nawet nie jestem pewien, czy tak było rzeczywiście, czy aby już pamięć mnie nie zawodzi. Gdy dostałem więc list od Czytelniczki w 2010 roku, podskoczyłem z wrażenia i byłem jak małe dziecko, które właśnie dostało nową zabawkę. Uwierzyłem w cuda! To warte podkreślenia, bo teraz – w czasach wszechobecnych telefonów komórkowych – mało kto jeszcze kusi się na napisanie czegoś więcej niż SMS. Owszem, czasem ktoś zostawi jakiś wpis na Facebooku lub Twitterze, ale to już bodaj wszystko, czego można się w tych czasach spodziewać. O listach (jako takich) przeważnie już wszyscy zapomnieliśmy.

Pamiętam dobrze czasy, kiedy zawsze wypadało mieć w domu dobre koperty, papier listowy i kilka znaczków pocztowych pod ręką. Listy, wtedy jeszcze pisane wiecznym piórem lub co najmniej czarnym długopisem, wysyłało się często. Jedna strona, dwie strony, czasem więcej, jeśli było o czym pogadać. Przeważnie było. Telefon (ten na kabel, nie komórkowy) był wówczas rarytasem, na który mało kto mógł sobie pozwolić. A jeśli już mógł, to i tak nie było to najtańsze. Co innego znaczek pocztowy. Do dzisiaj pamiętam słodkawy smak kleju. Tak, znaczki się wówczas lizało...

Tak samo było z listami do redakcji. Niemal w każdej, w której wówczas pracowałem, był specjalny dział zajmujący się odpisywaniem na listy. Przeważnie zatrudniano tam panie, które zdawały się mieć więcej cierpliwości i większą wprawę w pisaniu na maszynie. Siedziały więc przy biurkach i stukały w klawisze przez cały dzień. Stuk, stuk, stuk, stuk… List napisany. Odpowiedź w kopercie. Aż do następnego listu.

Byli tacy, którzy do redakcji pisali co tydzień. Albo i częściej. Jakby musieli z kimś pogadać o najważniejszych problemach. Pisali o wszystkim: co się dzieje w polityce i co ci ważni politycy powinni zrobić. Albo o pogodzie. To był też istotny temat. Najczęściej jednak pisali albo o przeczytanych artykułach, z którymi się przeważnie nie zgadzali, albo najzwyczajniej o sobie. Takich osobistych wyznań było bodaj najwięcej. Niektórzy uważali, że redakcja regularnie powinna być informowana o wszystkim, co się wydarzyło na podwórku pana Nowaka lub Kowalskiego. No i pisali.
Również i na te listy odpisywaliśmy. Przynajmniej na początku. Potem okazało się, że lepiej jest nie odpowiadać, bo to jedynie mobilizowało nadawców do częstszego sięgania po pióro.

Co innego dzisiaj. W skrzynce znajduję jedynie rachunki. Czasem ktoś zrobi wyjątek i wyśle pocztówkę z wakacji. Ale i to zdarza się rzadziej, bo łatwiej zrobić zdjęcie telefonem komórkowym i wysłać elektronicznie, MMS dojdzie natychmiast i obywa się bez znaczków. Mniej kłopotów z szukaniem skrzynki pocztowej, łatwiej i wygodniej.

Tylko czy aby na pewno? Co się stało z tymi wszystkimi starymi kanałami komunikacji, bez których jeszcze nie tak dawno trudno było żyć, a o których dzisiaj, zdaje się, już nikt nie pamięta? Jak w ogóle się ze sobą porozumiewamy w tych zwariowanych czasach? Czy mamy jeszcze czas na to, by w ogóle rozmawiać ze sobą, czy już tylko wystarczy nam krótka rozmowa przez telefon w drodze do pracy lub z pracy? Albo mniej lub bardziej sporadyczne wysłanie SMS-a załatwia sprawę?

O kurde! (Tfu, przepraszam!). Zupełnie zapomniałem o liście pani Anny Kossowskiej. To ona sprowokowała mnie do takich nostalgicznych wynurzeń. Bardzo serdecznie dziękuję. Obiecuję poprawę.

V. Valdi

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29855
Tak

24773
83%
Nie

5082
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |Obrońca w sprawach karnych Wodzisław Śląski | nity nierdzewne | kosmetyka gdańsk | węgiel Jastrzębie | suplementy diety produkcja probiotyki
zespół muzyczny rybnik | kotwy nierdzewne | lekarz rodzinny Wodzisław Śląski | medycyna pracy Rybnik | zakupy ze stylistą śląsk