KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 18 styczeń 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Witajcie w ciężkich czasach
2010.09.09 / Adam Dąbrowski
TAGI:
Share |
Rząd majstruje przy polityce społecznej. Na korektach się nie skończy. Cameron chce zmienić nasze myślenie. „Wojna przeciwko rodzinom!”, Złupią je podatki!”, „Furia niepracujących matek!” – to tylko parę nagłówków, jakimi po zeszłotygodniowej konferencji konserwatystów uraczyły nas brytyjskie gazety. Gdybyśmy znaleźli je w „Guardianie”, można by skwitować to wzruszeniem ramion. Ale gdy po konserwatystach na swoich pierwszych stronach jeżdżą tradycyjnie prawicowe „Daily Telegraph” i „Daily Mail”, to znak, że dzieje się coś nietypowego. To prawda. Torysi zaczynają ciąć, a na początek uderzą w dużą część własnego elektoratu.

Zasiłkowa rewolucja
Konserwatyści ogłosili, że rezygnują z powszechnych świadczeń dla rodzin posiadających dzieci. Dotychczas było tak: niezależnie od tego, ile zarabiasz i gdzie mieszkasz – jeśli masz latorośl, należą ci się pieniądze. Na takiej samej zasadzie działa polskie becikowe. Teraz David Cameron chce to zmienić. I niezależnie od tego, co kto o tym myśli, jedno trzeba premierowi przyznać: ma odwagę zadrzeć ze środowiskiem, z którego rekrutuje się wielu jego wyborców.
Plan jest prosty: pieniądze już nie będą przysługiwać tym, którzy zarabiają ponad 43, 875 funtów rocznie. Kto ucierpi na tym najbardziej? Klasa średnia i ludzie zamożniejsi, czyli ci, którzy do klap garniturów przypinają wstążeczki niebieskie częściej niż czerwone. Posiadające jedno dziecko rodziny – w których często kobieta nie pracuje – będą się musiały liczyć ze stratami rzędu tysiąca funtów rocznie. I to dlatego życzliwy zazwyczaj Cameronowi „Daily Mail” ostrzega w komentarzu redakcyjnym: „Przygniecione trudnościami rodziny tak szybko tego nie wybaczą”. To kolejny sygnał, że premier nie może liczyć na bezwarunkową miłość potężnych dzienników, które już podczas kampanii kręciły nosem na „rozmemłaną” ich zdaniem wizję zmiękczonego konserwatyzmu prezentowaną przez Camerona.
W manifeście wyborczym o cięciach nie było ani słowa. W rozmowie z telewizją ITV Cameron tłumaczył to w dość przewidywalny sposób: „Nie wyszliśmy z koncepcją tych cięć, bo nie wiedzieliśmy dokładnie, jaką sytuację odziedziczymy [po rządzie Gordona Browna – przyp. red]”. Możliwe, że tak jest rzeczywiście, ale z drugiej strony, jeśli przyjąć podobną perspektywę, pisanie manifestów przez partie opozycyjne w gruncie rzeczy nie ma sensu. Można w nie przecież wpisać cokolwiek, a winę za ich nierealizowanie zwalić potem na odchodzący rząd. Wydaje się raczej, że pomysł powstał jeszcze przed wyborami, a pominięcie go podczas kampanii było zagrywką taktyczną czy też – jak mają pełne prawo twierdzić krytycy gabinetu – przejawem politycznego cynizmu.

Nieoczekiwana zamiana ról
Warte uwagi jest to, że Cameron jest zdecydowany przełamać obowiązujący na Wyspach konsensus w podejściu do opieki społecznej. Zamachuje się na powszechne świadczenia, przekonując, że Wielkiej Brytanii po prostu na nie już nie stać, a „ci, którzy mają szersze ramiona, winni wziąć na nie większy ciężar”. Dlatego lider torysów zyskuje sojuszników po lewej stronie barykady, a po głowie dostaje od swoich. Podczas gdy konserwatywne gazety trzęsą się z oburzenia, Camerona popiera Martin Narey, długoletni współpracownik rządu laburzystowskiego, a obecnie szef organizacji charytatywnej Barnardo, pomagającej dzieciom i młodzieży w ciężkiej sytuacji życiowej. Przekonuje on, że przesunięcie pieniędzy od najbogatszych i klasy średniej ku najbardziej potrzebującym jest dziś „moralną koniecznością”. „Czy zamożniejsi z nas mają w sobie wystarczająco dużo odwagi i przyzwoitości, by wziąć na siebie ciężar chronienia najbiedniejszych i najbardziej potrzebujących?” – pyta retorycznie Narey i posuwa się nawet dalej, proponując, by przestały być powszechne też niektóre dodatki dla emerytów.

Sprawiedliwość według Camerona
Interesujące jest też to, jak Cameron uzasadnia postulowaną przez siebie zmianę modelu polityki społecznej. Bo filozofia, którą prezentuje, bardzo różni się od tej, jaka dominowała w Partii Konserwatywnej za czasów Margaret Thatcher. To już nie prawicowa, gospodarcza ortodoksja. Wręcz przeciwnie.
Tezy premiera przywodzą na myśl filozofię teoretyka polityki Johna Rawlsa, który w swoim dziele „Teoria sprawiedliwości” sformułował następującą zasadę: „Społeczne i gospodarcze nierówności powinny zostać zorganizowane w taki sposób, by […] korzyści z nich czerpali najmniej uprzywilejowani członkowie społeczeństwa”.
Zestawmy te słowa ze zdaniem, które Cameron wypowiedział podczas jednego z zeszłotygodniowych przemówień: „Sprawiedliwość wymaga, byśmy poprosili zarabiających więcej, aby wzięli na siebie większy ciężar niż ludzie o niskich dochodach”. Brzmi znajomo, prawda?
Te skojarzenia pokazują ewolucję, jaką szefowie torysów przeszli w ostatnich latach. Margaret Thatcher wielbiła przecież Friedricha von Hayeka, który mówił jasno: każdy „model mieszany” (a Rawls był socjalliberałem) to kryptosocjalizm, a wiara w termin „sprawiedliwość społeczna” przypomina wiarę w czarownice. Planowanie społeczne związane z wprowadzaniem w życie tej sprawiedliwości „niezmiennie przechodzi w przeciwieństwo indywidualizmu, to znaczy w socjalizm czy też kolektywizm” – pisał z furią Hayek w swojej książce „Individualism and Economic Order”.
Tego typu twarde poglądy gospodarcze doprowadziły zresztą Żelazną Damę do upadku. W 1989 roku próbowała ona wprowadzić na Wyspach swoją ortodoksyjną wersję sprawiedliwości. Brytyjczycy mieli płacić nową wersję Council Tax. Thatcher – mimo ostrzeżeń przerażonych doradców – parła w kierunku systemu, który obciążał każdego obywatela taką samą opłatą, niezależnie od jego zamożności. To przecież sprawiedliwe, za wywożenie śmieci wszyscy powinni płacić tyle samo – argumentowała. Dwustu  tysięcy wyborców, którzy zebrali się na Trafalgar Square, by zaprotestować przeciwko temu pomysłowi, najwyraźniej nie zdołało jej przekonać. Podobnie jak członków jej własnej partii, którzy wkrótce usunęli panią premier ze stanowiska.
Dziś Cameron operuje zupełnie innym pojęciem sprawiedliwości. „Bardziej progresywnym”, powiedzieliby brytyjscy liberałowie.

Niekończąca się historia
Na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia amerykański politolog Francis Fukuyama ogłosił, że historia się skończyła. Wygrał zachodni liberalizm, który pogrzebał swojego ostatniego wroga – socjalizm w wersji sowieckiej. Przed nami teraz lata dobrobytu i „pracy organicznej”. Bitwa na idee się skończyła, bo my – ludzie Zachodu, liberalnej demokracji i kapitalizmu – ją wygraliśmy. Czas teraz zakasać rękawy i budować szklane domy – przekonywał Fukuyama.
Dziś, gdy oś świata przesuwa się ku Indiom i Chinom, gdy Stany Zjednoczone wciąż nie mogą otrząsnąć się po kryzysie gospodarczym, a przez Stary Kontynent przelewają się fale strajków przeciwko cięciom, wizja ta wydaje się naiwna. Widać to również na Wyspach.
Gdy konserwatyści zabierają się do majstrowania przy systemie opieki społecznej, nie chodzi im tylko o kosmetyczne poprawki, usunięcie przerostów biurokratycznych czy przycięcie paru gałązek. Wywróceniu do góry nogami ulega cała filozofia, na jakiej system się opiera.
To symboliczne, że dokonuje tego właśnie stronnictwo, którego liderzy wykuwali niegdyś paradygmat robiący takie wrażenie na Fukuyamie. Jak widać, historia jakoś wcale nie chce się skończyć.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 26314
Tak

21972
83%
Nie

4342
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |usługi kamieniarskie wodzisław | blachowkręty nierdzewne | opieka Jastrzębie Zdrój | Bodtech | profile specjalne
Zespół muzyczny Kędzierzyn Koźle | pręty gwintowane nierdzewne | dietary supplements manufacturers | badania profilaktyczne Jastrzębie Zdrój | barlinecka deska podłogowa wodzisław rybnik