KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 20 czerwiec 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Zawód: szpieg (na pół etatu)
2010.07.10 / Adam Dąbrowski
TAGI:
Share |
Don Heathfield wie, jak promować się w internecie. Chwali się świetnym wykształceniem i kontaktami handlowymi na całym świecie. Niektóre szczegóły zachował jednak dla siebie. Na przykład to, że szpieguje na rzecz Rosji, a prawdziwy Heathfield od dawna nie żyje.

FBI miała ich na oku od ponad 10 lat. Don i dziewięciu jego współpracowników wpadli 27 czerwca. Niektórzy, tacy jak Heathfield, przyjęli nazwiska zmarłych osób, część przybrała zupełnie fikcyjną tożsamość. Zarzuty? Na razie łagodne – „działanie na korzyść innego państwa bez zgody Stanów Zjednoczonych”. Grozi za to najwyżej pięć lat więzienia. Ale niewykluczone, że proku-
ratura – która musi być bardzo ostrożna ze względu na delikatny kontekst dyplomatyczny – zdecyduje się zmienić kwalifikację czynu i oskarży zatrzymanych o szpiegostwo.

Szpiedzy, tacy jak my
Podejrzanych zatrzymano w różnych miejscach Ameryki: nieopodal Nowego Jorku, w Massachusetts czy pod Waszyngtonem. Jedenasty członek grupy wpadł na Cyprze, ale udało mu się uciec – prawdopodobnie do Rosji. Kim byli – a raczej: za kogo chcieli uchodzić? Żyjącym z dwojgiem dzieci w niepozornym bloku w stanie Virginia Michaelowi Zottoli i Patrici Mills udało się przekonać sąsiadów, że są dość nudnawą parą z klasy średniej. On pracował w firmie telekomunikacyjnej, ona zajmowała się domem i wygrażała palącym na korytarzu sąsiadom. Z kolei wspomniany już Donald Heathfield i jego partnerka Tracey Foley (która korzystała prawdopodobnie ze sfałszowanego brytyjskiego paszportu) mieszkali w willi na przedmieściach Bostonu. Udzielali się w think tanku zajmującym się najnowszymi techno-
logiami. Heathfield był też menedżerem w firmie konsultingowej.
Najbardziej znana z tego towarzystwa jest Vicky Pelaez – lewacka dziennikarka pisząca dla hiszpańskojęzycznej gazety „El Diario La Prensa”. Amerykański system więziennictwa to nowa forma niewolnictwa – przekonywała w jednym ze swoich tekstów. W innym pisała, jakoby Stany Zjednoczone wpływały na wyniki wyborów w Hondurasie, wysyłając tam swoich… agentów. Oburzające! W całej tej sprawie jest też pewien akcent brytyjski. Chodzi o dwudziestoośmioletnią Annę Kusczenko-Chapman, którą „New York Post” ochrzcił mianem femme fatale siatki szpiegowskiej: burza rudych włosów, sylwetka modelki i zielone oczy. Do tego dyplom magistra ekonomii oraz słabość do Nirvany i metaliki. Przez pewien czas była żoną trenera z Wielkiej Brytanii. Trzydziestoletni dziś Alex Chapman wspomina, że Anna zawsze fascynowała się filmami o Jamesie Bondzie. W wywiadzie z nowojorskim „Daily News” z wyraźnym sentymentem przywołuje też jej skłonność do eksperymentów w łóżku. To przez Annę wpadła cała grupa. Skontaktował się z nią agent FBI, który namierzył ją, podając się za człowieka rosyjskich służb. Dziewczyna nabrała podejrzeń i skontaktowała się z centralą. Gdy zaniepokojeni zwierzchnicy kazali jej niezwłocznie uciekać do Moskwy, kontrolująca cały czas sytuację FBI zadecydowała, że przyszedł czas, by rozbić siatkę.
Cele, jakie Moskwa stawiała przed swoimi ludźmi, były ambitne. Mieli oni rekrutować współpracowników, ale też odpowiedzieć na wiele pytań. Jaka będzie taktyka negocjacyjna przed wizytą prezydenta USA w Moskwie w 2009 roku? Co z amerykańską polityką nuklearną? Jakie nastroje panują wewnątrz CIA? Agenci wykorzystywali najnowsze zdobycze techniki. Raporty ukrywali w zdjęciach cyfrowych przesyłanych potem do Moskwy. Wystarczyła niewielka modyfikacja kilku parametrów. W ruch poszły też laptopy i specjalnie zaprojektowane oprogramowanie do przesyłania danych. Ale mimo że czasy się zmieniają, nie wszystkie metody odchodzą do lamusa. Nieznający się nawzajem agenci podczas spotkań musieli się posługiwać sprawdzonym systemem hasło – odzew. Jedno z wywołań miało brzmieć tak: – Przepraszam, czy nie spotkaliśmy się
przypadkiem w Bangkoku w kwietniu zeszłego roku? – W kwietniu raczej nie, ale byłem w Tajlandii w maju – brzmiał odzew. Hans Klos czułby się jak ryba w wodzie.

Raczej Clouseau niż Bond
Ale to nie film. To wszystko dzieje się naprawdę. Gdy 11 września 2001 roku w wieże World Trade Centre wbiły się samoloty terrorystów, jednym z pierwszych gości zaproszonych do studia CNN był Tom Clancy – autor bestselerowych czytadeł. Dziś też rzeczywistość dogania fikcję – doniesienia prasowe przywodzą na myśl filmy sensacyjne Davida Mameta. Dla mediów taka historia to, rzecz jasna, prawdziwa gratka – zwłaszcza że rozpoczyna się właśnie letni sezon ogórkowy. Nie powinniśmy jednak przeceniać znaczenia tego epizodu. Spróbujmy spojrzeć na aferę w odpowiedniej perspektywie.
Paul Reynolds, korespondent BBC za oceanem, słusznie zauważa, że siatka nie była wartościowym źródłem informacji. Nawet w samej FSB – następczyni KGB – pojawiały się wątpliwości, czy akcja nie jest wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Wiele konkurencyjnych europejskich służb specjalnych mogłoby chyba pomarzyć o otrzymaniu podobnego czeku in blanco na akcję, której koszty musiały być potężne. Cele, jakie Moskwa miała stawiać przed agentami, były imponujące. Rezultaty niemal z pewnością odbiegały od oczekiwań, bo nikt z dziesiątki nie zdołał przebić się do ludzi wysoko postawionych w kręgach rządowych. Żaden z domniemanych rosyjskich szpiegów nie dostał też pracy, a w przeszłości Rosjanom się to udawało. Często szpiedzy byli groteskowo nieporadni. Program komputerowy do szyfrowania danych był zabezpieczony składającym się z 27 liter hasłem. Nie mogąc go zapamiętać, dwoje członków grupy – przedstawiający się jako Richard i Cynthia Murphy – zapisali je sobie przemyślnie na karteczce. Agenci FBI, którzy potem przeszukiwali mieszkanie państwa Murphych, musieli im być bardzo wdzięczni. Paul Reynolds złośliwie porównuje dokonania grupy do działalności głównego bohatera powieści Nasz człowiek w Hawanie Grahama Greena. Tytułowy szpieg wysyłał swoim szefom plany odkurzaczy i wmawiał im, że są to projekty tajnej broni. „The Guardian” również jest bezlitosny, pisząc, że gapowatość grupki przywodzi na myśl techniki słynnego inspektora Clouseau. Tyle o samej skuteczności siatki. Ale przecież prawdziwe znaczenie podobnym epizodom nadaje im ich kontekst polityczny.

Reset wstrzymany?
Jeszcze parę dni wcześniej Barack Obama mówił o resetowaniu stosunków z Moskwą. Rzeczywiście administracja lewicowego prezydenta Stanów Zjednoczonych od początku nastawiała się na ocieplenie relacji z Rosją. Krokiem w tę stronę była – oceniana jako bardzo owocna – wizyta prezydenta Miedwiediewa w Waszyngtonie. Najprawdopodobniej, by nie pogarszać mu humoru, FBI zaczekała z rozbiciem siatki aż do jego wyjazdu. Na detente zależało obu stronom. Stany chciały rozprężenia po okresie praktycznego zamrożenia stosunków wywołanego konfliktem w Gruzji. Kryzys finansowy z 2008 roku sprawił, że Moskwa potrzebowała natomiast dopływu gotówki i zaufania zagranicznych inwestorów. I rzeczywiście: wysiłki były w ostatnich tygodniach widoczne. Oba państwa podpisały kolejną wersję traktatów START, które mają się przyczynić do redukcji arsenałów broni strategicznej po obu stronach Atlantyku. Umowa wprowadza limity między innymi na międzykontynentalne pociski balistyczne zdolne do przenoszenia ładunków jądrowych. Od czasów ostatniego poważnego kroku w tej sferze minęło już 17 lat. Obama może przekonywać, że za decyzją o znaczącym zmniejszeniu skali projektowanej tarczy antyrakietowej, której elementy miały zostać zainstalowane w Czechach i Polsce, stały tylko względy militarne. Ale niewątpliwie jego administracja zdawała sobie sprawę, że instalacja działa na Moskwę jak płachta na byka.
Kolejny sygnał o topniejących lodach nadszedł w czerwcu. Rosja poparła w ONZ wysuniętą przez Amerykanów propozycję nałożenia sankcji na Iran. Choć wcześniej Moskwa zadbała, oczywiście, by nieco złagodzić ton rezolucji, to przyniesie ona realne konsekwencje, zawężając pole działania Teheranowi, który wciąż nie zgadza się na dopuszczenie niezależnych kontrolerów do swych ośrodków atomowych. „To nasze wielkie zwycięstwo, te sankcje mają zęba!” – triumfował potem demokratyczny kongresmen Gary Ackerman. Powodów do radości nie byłoby, gdyby nie porozumienie z Moskwą, tradycyjnie niechętną do zrażania do siebie najbardziej antyamerykańskiego kraju regionu. Fakt, że tym razem się na to zdecydowała, pokazuje, że na Kremlu jest zielone światło dla detente. Biorąc to wszystko pod uwagę, z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że relacjom Waszyngton – Moskwa nie grozi załamanie. Arktyczna zima z okresu wojny w Gruzji raczej nie wróci. Specyficzny charakter świata dyplomacji – z jego teatralnością i przywiązaniem do symboli – sprawia, że w najbliższych dniach można się spodziewać rytualnych gestów oburzenia i zranionej niewinności. Moskwa musi, rzecz jasna, protestować, jej dyplomaci wydali już właśnie groźne pomruki. – Tam u was policja szaleje, ludzi sadzają! – powiedział byłemu prezydentowi Billowi Clintonowi zatroskany demokrata Władymir Putin. Amerykanie natomiast już zasugerowali, że sprawa dziesiątki nie jest odosobnionym przypadkiem. Prokurator Michael Farbiarz stwierdził, że epizod ten to tylko wierzchołek góry lodowej, a agentów jest więcej.
Ale potem wszystko wróci do normy. Moskwa i Waszyngton na nowo zaczną ocieplać stosunki, a nasza planeta nie wypadnie z orbity przez kiepską pamięć państwa Murphych i naiwność pani Chapman.

Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 28422
Tak

23738
84%
Nie

4684
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |Adwokat Wodzisław Śląski | wkręty nierdzewne | opieka osób starszych Rybnik | Szkody Rybnik | profile specjalne
sprawy egzekucyjne wodzisław śląski | cyklinowanie Skierniewice | lekarz rodzinny Wodzisław Śląski | metoda callana Katowice | barlinecka deska podłogowa wodzisław rybnik