KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 17 styczeń 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Trudna koalicja
2010.05.22 / Adam Dąbrowski
TAGI:
Share |
Pierwsza wspólna konferencja prasowa dwóch przywódców partii koalicyjnych była pełna uśmiechów i żartów. Cameron i Clegg zachowywali się jak nowożeńcy. Po trwających niecały tydzień zalotach liberałowie powiedzieli „tak” torysom. Laburzystom podano czarną polewkę.

W jednym z artykułów w „The Guardian” Clegg przekonywał, że inaczej się nie dało. „Parlamentarna arytmetyka sprawiała, że nasza koalicja z laburzystami nie mogłaby wypalić, a Brytyjczycy postrzegaliby ją jako pozbawioną legitymacji. Z kolei rząd mniejszościowy byłby zbyt kruchy w czasach wielkich wyzwań gospodarczych” – pisał lider liberałów. I wymieniał decyzje rządu podjęte w chwilę po ogłoszeniu koalicji. Nie będzie trzeciego pasa na Heathrow. Koniec z dowodami osobistymi i przetrzymywaniem nieletnich imigrantów w obozach przejściowych. „Cele tej koalicji są liberalne” – ogłosił Clegg.
Ale nie wszyscy podzielają ten optymizm. Następnego dnia były szef partii Charles Kennedy oświadczył, że był przeciwko aliansowi z konserwatystami. I ostrzegł, że torysi mogą pożreć liberałów na podobnej zasadzie, jak PiS pochłonął niegdyś przystawki w postaci LPR-u i Samoobrony. Kennedy zasugerował, że stronnictwo Clegga może podzielić los Narodowych Liberałów. Partia ta, powstała w wyniku rozłamu w szeregach liberałów, pod koniec lat czterdziestych zawiązała umowę o ścisłej współpracy z prawicą (nawet Micheal Heseltine – później czołowa postać rządu Margaret Thatcher – kandydował z list tego stronnictwa). Skończyło się na zupełnym roztopieniu w szeregach konserwatystów.

Co ich dzieli…
Tezie Clegga, że koalicja z laburzystami była ryzykowana, trudno odmówić racji. W końcu najwięcej Brytyjczyków głosowało na konserwatystów, a sytuacja, w jakiej po wyborach rząd tworzą dwie partie, które owe wybory przegrały, pewnie zostałaby odebrana jako zgoła dziwaczna. Ale wspólne rządzenie z Cameronem i spółką też nie będzie łatwe. Przekonuje o tym wgląd do umowy koalicyjnej. Jeszcze przed wyborami wiadomo było, że niezależnie od tego, która partia zwycięży w wyborach, czekają nas oszczędności. Dlatego nie dziwi deklaracja koalicjantów, iż będzie niezbędna „redukcja deficytu uzyskana głównie poprzez zmniejszenie wydatków” . Przedmiotem sporu było co innego. Liberałowie chcieli poczekać z cięciami, by nie zdusić wciąż niemrawego wzrostu gospodarczego. Torysi ostrzyli topory od razu. W tym sporze partia Clegga nie miała szans. I rzeczywiście, tydzień po zawarciu umowy koalicyjnej nagłówek dziennika „The Independet” krzyczał: Witajcie w domu tortur. Cięcia wchodzą w życie od razu. Nowelizacja budżetu – jeszcze w tym miesiącu. Cel: sześć miliardów funtów oszczędności. Liberałowie, jako „ci słabsi”, musieli zrezygnować z bardzo istotnego punktu swojego programu. Jak się przekonamy, to nie jedyne ustępstwo wobec silniejszego partnera.
Problemem może być również Europa. Nick Clegg jest szczerym entuzjastą Unii. Opowiadał się też za przyjęciem przez Wielką Brytanią wspólnej waluty – choć po kryzysie w Grecji mówi o tym zdecydowanie ciszej. I pewnie to właśnie kłopoty rządu w Atenach sprawiły, że Cameron mógł przeforsować wpisanie do umowy deklaracji zapewnienie, że koalicja nie wprowadzi euro. Jednak to właśnie na polu europejskim Clegg odniósł najpoważniejszy sukces, zmuszając Camerona do największych ustępstw. Choć w Partii Konserwatywnej nie ma raczej szalonych entuzjastów integracji, to i tu uczucia do Brukseli przybierają różne odcienie. Było to widoczne już w latach dziewięćdziesiątych podczas sporów o ratyfikację traktatu z Maastricht – wielu konserwatystów demonstrowało niezadowolenie z faktu, że Margaret Thatcher mówiła Wspólnocie zdecydowane „nie”.
Podziały te istnieją do dziś, a szeroko rozpowszechniona nieufność do Unii przysparza prawicy znacznego poparcia. Dotychczas decydujący głos w tej sprawie miał Mark Francois. Jako członek Gabinetu Cieni był architektem wyprowadzenia Partii Konserwatywnej z centroprawicowego EPP – największego dziś stronnictwa w Parlamencie Europejskim. Zamiast z Angelą Merkel czy Nicholasem Sarcozym torysi siedzą teraz w jednych ławach z łotewską partią gloryfikującą działający tam podczas II wojny światowej oddział SS i z Michałem Kamińskim z Prawa i Sprawiedliwości. Przy okazji – na własne życzenie – zmarginalizowali się w europarlamencie.
Tymczasem sekretarzem stanu ds. Europy został gołąb – nie jastrząb. David Lidington określany jest na unijnych salonach mianem pragmatyka. I choć nowy szef brytyjskiej dyplomacji William Hague miłością do Brukseli nie pała, nominacja Lidingtona może być odczytana jako praktyczny przejaw ocieplenia stosunków z Unią, o jakim od jakiegoś czasu mówi się wśród konserwatystów. To dlatego wkrótce po objęciu teki premiera Cameron rozmawiał telefonicznie z niezbyt mu dotychczas przychylną Angelą Merkel. To dlatego Hague napisał pojednawczy artykuł do opiniotwórczego magazynu „Europe’s World”, w którym zadeklarował włączenie się do tworzenia wspólnej polityki zagranicznej.
Mimo wszystko to Europa wydaje się tym, co dzieli koalicjantów najbardziej. W przyszłości lider konserwatystów może mieć nie lada problem z eurosceptycznym skrzydłem swojej partii, które nie zapomni mu tak łatwo wycofania się z koncepcji referendum w sprawie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. A stawką wtedy będzie rozłam nie tylko w partii, ale też w koalicji.

…a co łączy
Polityka to gra o wielką stawkę na wielką skalę. Ale czynnika osobistego nie da się z niej całkowicie wyrugować. A Cameron i Clegg mają ze sobą wiele wspólnego. Podczas studiów dzisiejszy lider liberałów wstąpił do uczelnianego bractwa… konserwatystów („Mamy bardzo podobne poglądy” – powie o nim później czołowy polityk torysów Ken Clarke). Cameron kilkakrotnie określał się natomiast jako „konserwatysta liberalny”. W rozmowie z dziennikarzem BBC Andrew Marrem, lider prawicy, nazwał nową koalicję „sojuszem postępowców” (progressive alliance). Tym samym przejął wyborczą retorykę Browna, któremu marzył się powyborczy romans z liberalnymi demokratami.
Bo Cameron nie daje sobie tak łatwo przypiąć łatki tradycyjnego torysa, którym „New Statesman” czy „The Guardian” straszą nas w swoich karykaturach. Próbuje się przedstawiać jako polityk pragmatyczny – taki, któremu ideologia nie przesłania rzeczywistości. „Najlepsze lata Partii Konserwatywnej to te, podczas których była ona stronnictwem zdrowego rozsądku. Nie zaślepionym ideologią, a pragmatycznym, twardo stąpającym po ziemi” – opowiada lider torysów w książce Cameron on Cameron. Pośrednio dystansuje się w ten sposób od Margaret Thatcher, dla której prywatyzacja stała się w pewnym momencie celem samym w sobie. Liderowi torysów marzy się „konserwatyzm empatyczny”, daleki od neokonserwatywnej ortodoksji dominującej w poprzednim konserwatywnym gabinecie.
Jak więc wygląda pole wspólnego porozumienia? Spójrzmy jeszcze raz do umowy koalicyjnej. Okazuje się, że pomysły obu partii na ochronę środowiska są bardzo podobne. Poświęcony im rozdział należy do najdłuższych. Koalicja wydaje się bardziej zielona niż rząd Gordona Browna! A to nie wszystko. Obie partie są zgodne: za czasów laburzystów ingerencja w prywatne życie obywateli poszła za daleko. Wszechobecne kamery, zatrzymania na ulicy i zakrojone na coraz szerszą skalę zbieranie danych. Liderzy obu partii są zgodni: trzeba z tym skończyć. Gdy konserwatyści i liberałowie usiedli naprzeciwko siebie, by spisać umowę koalicyjną, z pewnością rozdział dziesiąty („Swobody obywatelskie”) powstał najszybciej. Zgodzili się co do potrzeby ujęcia w ramy systemu CCTV, zarzucenia pomysłu wprowadzenia dowodów osobistych, wykreślenia z prawa rozpraw sądowych bez ławy przysięgłych, ale także co do potrzeby zreformowania drakońskich przepisów dotyczących zniesławień (libel laws). To między innymi dlatego wsparcie dla nowego gabinetu płynie ze stron komentarzowych „Daily Mail”, ale także – w ostrożniejszej i bardziej zniuansowanej formie – „The Guardian”.
Nawet tu pojawiają się jednak wątpliwości. Liberałowie są zdecydowani bronić ustawy o prawach człowieka włączającej w system prawa brytyjskiego konwencję Rady Europy z lat pięćdziesiątych. Torysi chcieliby jej zniesienia – przekonują, że stanowi zbyt wielką ingerencję w sprawy wewnętrzne kraju. Fakt, że rozdział dziesiąty ani razu nie wspomina o ustawie, może sugerować, iż negocjatorom Clegga nie udało się jej obronić i prędzej czy później torysi zaczną przy niej majstrować. To kolejna rzecz, z której liberałowie musieli zrezygnować.

Początek odliczania
Ta koalicja to ryzyko dla obu liderów. Clegg musi pokazać swoim wyborcom – i swoim posłom – że nie jest tylko kwiatkiem do kożucha, a Liberal Democrats nie zostaną zamienieni w maszynkę do głosowania. Musi dowieść, iż w zamian za ustępstwa – rezygnację z obrony Human Rights Act, wprowadzenia euro czy sprzeciwu wobec energii nuklearnej – liberałowie uzyskają realny wpływ na politykę państwa.
A lider torysów? David Cameron sporządził przed wyborami listę. Znajdowały się na niej nazwiska ministrów w przyszłym konserwatywnym rządzie. Gdy okazało się, że konserwatyści nie zyskali wystarczającego poparcia wyborców, by samodzielnie utworzyć rząd, lista ta w mgnieniu oka stała się źródłem historycznym. Być może w przyszłości odgrzebią ją historycy i będą snuć political fiction: co stałoby się z Wielką Brytanią, gdyby rządził nią taki gabinet?
Na razie jednak Cameron musi przekonać wszystkich, że nowa lista – zawierająca nazwiska pięciu liberałów – wciąż jest początkiem wielkich zmian, które obiecywał Brytyjczykom. I dla Clegga, i dla Camerona zegar właśnie zaczął tykać.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 26296
Tak

21954
83%
Nie

4342
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |narty OC | śruby kwasoodporne | terapuls gdańsk | Radca Prawny Rybnik | wykrawarki do naroży
kuchnie na wymiar rybnik | śruby nierdzewne | okna Jastrzębie Zdrój | badania kierowców Wodzisław Śląski | analiza kolorystyczna śląsk