KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 22 kwiecień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Co dalej?
2010.04.23 / Michał Opolski
TAGI:
Share |
W sobotę rano, gdy prezydencki samolot roztrzaskał się w smoleńskim lesie, ugięły się pode mną nogi. Racjonalne myślenie zastąpiły emocje: szok, smutek, złość, wreszcie – zwątpienie i negacja. Kilka godzin później zupełna pustka, chwile zapomnienia, normalności, potem znowu to samo…
Trudno zrozumieć
Dzisiaj, gdy wiadomość o katastrofie zdążyła już przeorać moją świadomość, powoli dociera do mnie, że żadne mechanizmy obronne nie są w stanie nic zmienić. Przyszedł czas na pierwsze refleksje – bolesne i gorzkie.
Katastrofa prezydenckiego tupolewa to szyderczy rechot historii i tragiczna ironia losu. To również bolesna symbolika, przed którą nigdy się nie ucieknie, mimo że już tu i tam próbuje się ją deprecjonować. Wielokrotnie słyszałem, że my, Polacy, lubimy popadać w niepotrzebny patos. Czy to stwierdzenie sprawdza się jednak w obliczu smoleńskiej katastrofy? Jej ludzki wymiar jest tak druzgocący, że nieistotne stają się już jakiekolwiek porównania. Ze śmiercią nie można się oswoić, ale można spróbować ją zrozumieć. Tej ze smoleńskiego lasu nie zrozumiem nigdy, bez względu na racjonalne tłumaczenia przyczyn tej katastrofy.
Mam nadzieję, że emocjonalna więź, którą odczuwa teraz tak wielu Polaków w kraju i poza jego granicami, nie skończy się szybko. Jest w niej coś pięknego i poruszającego. Czy jednak narodowa żałoba i zaduma, którą przeżywamy przecież nie po raz pierwszy, prócz ludzkiego wymiaru będzie mieć również jakiś głębszy i trwały wydźwięk obywatelski? Zaryzykuję stwierdzenie, że niekoniecznie, a jeśli nawet, to nie na długo. I nie obwiniałbym za to Polaków, lecz przede wszystkim niektóre media, które skutecznie nakładają im opaski na oczy.

Frazesy, puste gesty…
Naturalnym echem tragedii, w której zginęła ogromna część elity politycznej kraju stały się rozliczne komentarze. Od kilku dni mówi się w Polsce o pojednaniu polskiej sceny politycznej. Mówią o nim nie tylko dziennikarze, ale i najważniejsi w kraju politycy. Podkreślano to również podczas ceremonii pożegnalnych w Warszawie i w Krakowie. Symboliczne pojednanie miałoby – jak rozumiem – zakończyć niską politykę wyzwisk i otworzyć nowy rozdział w myśleniu o kraju. Ale czy możliwe jest pojednanie, jeśli walczący ze sobą politycy odwołują się do dwóch tak różnych fundamentów myślenia, tkwiących jeszcze w czasach transformacji ustrojowej oraz w późniejszym rozłamie w szeregach „Solidarności”? Optymizmem byłoby oczekiwanie, że pojednanie jest realne, zwłaszcza że w głównym nurcie myślowym obserwujemy walkę między solidarnościowym etosem a polityką okrągłostołowego kompromisu i serwilizmu. I to, pomijając programy polityczne sensu stricte, na które ostatnio zwraca się coraz mniejszą uwagę, jest kwintesencją polskiej polityki ostatnich lat. Niestety, ale w podobnych okolicznościach pojednanie nie wydaje się możliwe.
Doświadczenie uczy, że polityczne pojednanie jest u nas mrzonką, którą opowiada się na potrzeby chwili, by zaraz potem przejść nad tym do porządku dziennego. Przecież pojednawcze deklaracje słyszeliśmy już dużo wcześniej, zaraz po wizycie Jana Pawła II, który w 1999 roku mówił w Sejmie o konsolidacji polskiej sceny politycznej w imię wspólnego dobra. Trudno przytoczyć w tym miejscu jakieś konkretne rezultaty tej wizyty. Żarliwe zapowiedzi, obietnice, frazesy i puste gesty – to wszystko. Kto naprawdę kierował się elementarnymi zasadami, ten przy nich pozostał, dla kogo zaś oznaczały one konflikt interesu, temu światopogląd się nie przemeblował, i żadna katastrofa, nawet tak tragiczna, jak ta smoleńska, przemeblować go nie zdoła, tym bardziej że zginął w niej prezydent, którego nie darzono przecież tak wielkim szacunkiem jak papieża. Ot, po prostu, kilku dziennikarzy i polityków wytoczyło na potrzebę chwili pojednawczą armatę, z której niemożliwością jest wystrzelić. Nie bądźmy więc naiwni, zwłaszcza że mamy już pierwsze powalające wręcz wypowiedzi, będące w rzeczywistości polityczną agitacją.
Oto fragment rozmowy z ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim, którą zamieściła „Gazeta Wyborcza”:
– Spodziewał się pan takiego zaangażowania prezydenta i premiera Rosji? Żałoba narodowa w Rosji, odezwy Miedwiediewa i Putina do narodu polskiego to wydarzenia bez precedensu.
– Sądzę, że to jest wynikiem obecności Władimira Putina w Katyniu 7 kwietnia, kiedy usłyszał to przejmujące przemówienie Donalda Tuska, gdy poczuł grozę tego miejsca. Poczuł do szpiku kości, co sowiecka Rosja zrobiła Polakom. Myślę, że zrozumiał, z jak wielką tragedią mamy teraz do czynienia.
Cóż, trzeba mieć nie lada tupet, by po serii skandalicznych wypowiedzi, za które minister Sikorski jeszcze niedawno przepraszał prezydenta Kaczyńskiego, pozwolić sobie na tak bezczelną i pogardliwą konstatację. Tragiczna śmierć 96 osób, na czele z prezydentem RP, nie byłaby przez Kreml w ten sposób odebrana, gdyby nie wypowiedź premiera Tuska kilka dni przed tragedią. Nie byłoby więc smutku i zwykłej ludzkiej empatii, którą zauważają nawet najbardziej sceptyczni wobec rosyjskich władz komentatorzy, gdyby nie lekcja historii, której udzielił Rosjanom nasz premier, czy tak? Zdumiewająca wypowiedź, zdumiewająca postawa dziennikarki, która przyjęła wypowiedź ministra jako coś oczywistego. Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, jak wyglądać będzie polityczne pojednanie i jaką rolę spełnią w nim „niezależne” media?
Po smoleńskiej tragedii oczy całego świata skierowane są również na Rosję. Zakładając nawet, że rosyjski premier i prezydent nie chcieliby manifestować swego współczucia, to i tak zmusiłaby ich do tego dyplomacja i dbałość o wizerunek Rosji na arenie międzynarodowej.

Czy uczucia mogą iść w parze z polityką?
Polska tragedia odbiła się szerokim echem również w zachodniej prasie, w której podejmuje się przede wszystkim wątek stosunków polsko-rosyjskich. Tam także pisze się o wzajemnym pojednaniu, którego trwałym fundamentem może stać się smoleńska tragedia, pod warunkiem – należaloby dodać – że jej przyczyny zostaną rzetelnie zbadane i nie popełni się takiego błędu, jak przy utajnianiu dokumentów związanych z katastrofą giblartarską, w której zginął gen. Sikorski (co podkreślono w komentarzu redakcyjnym „The Times”).
Nie odbieram prawa do wyrażania żalu premierowi i prezydentowi Rosji, głęboko wierząc w ludzki, ponadpolityczny wymiar tych uczuć. Wzruszający jest natomiast smutek i empatia wielu Rosjan, którzy tak gorąco manifestują swoją jedność z Polakami. Mam jednak spore wątpliwości, słuchając huraoptymistycznych wniosków, jakie wysnuwają niektórzy zachodni i polscy komentatorzy, pisząc o wyraźnym przełomie w podejściu władz Rosji do ludobójstwa w Katyniu. Tak, należy docenić wszystkie rosyjskie kroki ku prawdzie, ale nie należy wyzbywać się ostrożności. Polityka półprawd i niedomówień, która wciąż zaciemnia prawdziwy obraz historii, nadal stosowana jest przez rosyjskie władze, czego nie chcą dostrzec publicyści, przyjmując katyńskie przemówienie premiera Władimira Putina czy ostatnie wypowiedzi prezydenta Miedwiediewa z bezkrytycznym entuzjazmem. W klimacie tego entuzjazmu łatwo przeoczyć istotne sprzeczności między tymi przemówieniami a oficjalnym stanowiskiem, które prezentuje Rosja na arenie międzynarodowej.
Kuriozalny dokument, jaki władze rosyjskie przedstawiły jeszcze przed oficjalnymi obchodami rocznicy ludobójstwa w Katyniu, będący oficjalną odpowiedzią na skargę złożoną w Strasburgu przez rodziny zamordowanych oficerów, zmusza do sceptycyzmu: „W naszym kraju została dokonana jasna ocena polityczna, prawna i moralna zbrodni reżimu totalitarnego. I ocena ta nie podlega żadnej rewizji” – powiedział w Katyniu premier Rosji.
Czym w takim razie jest strasburski dokument, jeśli nie prawnym i oficjalnym stanowiskiem Rosji? Oby w oficjalnych dokumentach „wydarzenia katyńskie”, o których można przeczytać w odpowiedzi skierowanej do Strasburga nie zastąpiły zbrodni ludobójstwa. Pominę w tym miejscu fakt, że przemówienie katyńskie Putina należałoby poddać wpierw racjonalnej, nie emocjonalnej analizie.
Dzisiaj, tu i teraz, jeśli możemy w coś wierzyć naprawdę, to przede wszystkim powinna to być wiara w szczere współczucie zwykłych Rosjan.

Pytania bez odpowiedzi
Czy w związku z tą wielką tragedią grozi nam polityczna, ekonomiczna lub militarna destabilizacja? Fachowcy zapewniają, że nie, choć jednoczesna śmierć najważniejszych przedstawicieli państwa polskiego, mimo konstytucyjnych procedur stosowanych w takich okolicznościach, zawsze powoduje dezorganizację i może sprzyjać wielu nieprzewidywalnym decyzjom. Jakie będą konsekwencje tej katastrofy poza wieloma zmianami personalnymi, które nastąpić mogłyby również po wyborach prezydenckich ogłoszonych w normalnym trybie? Zobaczymy. W tej chwili mnożyć można tylko dywagacje. Jedno jest raczej pewne – tragedię będzie się rozgrywać politycznie. Nie tylko na politycznych salonach, ale również w mediach. Jak daleko są w stanie posunąć się politycy? Jak wynika z przytoczonego wcześniej przykładu – bardzo daleko.
Cezary Michalski pisze na łamach „Krytyki Politycznej” o zbliżającej się politycznej wojnie. Czy jest to proroctwo przesadne? Nie wydaje mi się, choć oczywiście trudno przewidzieć skutki tej wojny. Pozostaje tylko wierzyć, że frekwencja w zbliżających się wyborach prezydenckich, mimo wszystko będzie bardzo duża. Jeśli tak się stanie, to będzie to ten pozytywny wydźwięk smoleńskiej tragedii. Oby nie był to tylko chwilowy zryw, podyktowany emocjami, nie zaś racjonalnymi wyborami.

Ludzkie prawo do pogardy
W smoleńskiej katastrofie zginęli politycy, urzędnicy państwowi, duchowni, oficerowie, kombatanci, stewardesy i piloci – wszyscy równi wobec śmierci i żalu, który po nich pozostał. Gdy jednak rozbija się samolot, na którego pokładzie znajdowali się najwyżsi przedstawiciele państwa, na czele z prezydentem RP, to siłą rzeczy opinia publiczna skupia się przede wszystkim na nim.
O prezydencie Lechu Kaczyńskim powiedziano i napisano w ostatnich dniach bardzo wiele. Dominowały głosy szacunku, podziwu, ciepłe ludzkie refleksje – szkoda, że tak późno, smutno, że w wielu przypadkach czyniło się to tylko na potrzeby sytuacji. W wielu przypadkach bardziej stosowna byłaby zwykła zaduma i ogólnoludzka refleksja, aniżeli zbyt wzniosłe deklaracje. Nie odmawiam przeciwnikom prezydenta Lecha Kaczyńskiego prawa do smutku i żalu, ale ze zdumieniem obserwuję medialną miłość, jaką nagle darzy się jego osobę. To, co jeszcze niedawno przypisywano mu jako małość i wyraz zacietrzewienia, nazywając nacjonalizmem, zaściankowością i ksenofobią, dziś, dla kochających prezydenta neofitów (inna sprawa, że miłość ta będzie zapewne tak krótka, jak płomień na wietrze) jest już przykładem patriotyzmu, przywiązania do tradycji oraz dbałości o narodową podmiotowość.
Wypada zapytać, czy jakakolwiek tragedia jest w stanie spowodować tak zadziwiającą schizofrenię w definiowaniu tych podstawowych pojęć? Dlaczego wielu ludziom naprawdę doceniającym rolę prezydenta Kaczyńskiego, i to na długo przed smoleńską tragedią, których bolała nie krytyka jego polityki, ale niskie żarty, drwiny i wylewane na niego pomyje, odbiera się teraz prawo do zrozumiałego poczucia złości, żalu, a nawet pogardy? Jeśli ktoś ma zamilknąć nad jego trumną, to wszyscy ci, którzy z pełną premedytacją, dla politycznych korzyści, ośmieszali go w oczach tak wielu Polaków.

Czy to naprawdę za mało?
Prezydent Lech Kaczyński uosabiał wszystko to, czego boi się w Polsce tak wielu ludzi– elementarne pryncypia w myśleniu o kraju. W zdeprawowanej, wciąż nie mogącej poradzić sobie ze spuścizną PRL Polsce jako jeden z nielicznych polityków byłej opozycji odważył się odwołać do prawdziwego etosu „Solidarności”. I tym właśnie przysporzył sobie tak wielu wrogów, zarówno wśród dawnych kolegów z opozycji, jak i wielu intelektualistów, którzy ulegli po 1989 roku idei okrągłostołowego kompromisu. Atakowano go bezustannie, przedstawiano jako historycznego rewizjonistę amatora, zaślepionego nienawiścią lustratora, wreszcie – ksenofobicznego karła z wybujałym ego.
Kim był w rzeczywistości? Człowiekiem uczciwym i skromnym, być może za uczciwym na politykę, przez co ponoszącym małe i większe porażki. Starał się doceniać niedocenionych, przypomnieć zapomnianych, ukarać winnych, przywrócić prawdzie jej właściwy wymiar, tak w kraju, jak i za granicą. Słowem – zabiegał o Polskę, której nie mamy od bardzo, bardzo dawna. Polskę prawą, opartą na sprawiedliwości. Czy to naprawdę za mało, by jego prezydenturę postrzegać w kategoriach symbolu?


Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 27963
Tak

23414
84%
Nie

4549
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |Alimenty Wodzisław | nitonakrętki nierdzewne | masaż gdańsk | Radca Prawny Rybnik | czaszkowo-krzyżowa Cieszyn
dietetyk rybnik | cyklinowanie Sochaczew | ocena ryzyka zawodowego sandomierz | medycyna pracy Wodzisław Śląski | praca na wysokości