KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 20 czerwiec 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Ostatnia kolejka w Polsce?
2008.01.11 / Grzegorz Małkiewicz
TAGI:
Share |
Kolejka oplatała całą Polskę. Wyglądało to na symboliczny akt przejścia z jednego systemu w drugi. Z komunistycznej Polski do innej. Jakiej? Każdy z kolejkowiczów trzymał w kieszeni zieloną książeczkę – dowód osobisty obywatela PRL. Ta czuła nazwa (osobisty) w nowej rzeczywistości pozostała, choć wygląd dowodu się zmienił, a jego ważność wykroczyła poza granice Polski.

Koniec roku 2007 w naszym kraju wyglądał szczególnie. Miliony Polaków w temperaturach minusowych oblegały urzędy miejskie. Media informowały o tym wydarzeniu, ale kolejkowiczom nikt nie współczuł. Ci, którzy dopełnili obowiązku wymiany dowodu osobistego znacznie wcześniej, i bez kolejek, do spóźnialskich odnosili się z nieukrywaną wręcz pogardą i wyższością – mieli czas, mają za swoje, niech marzną.
Zgodnie z zapowiedzią władz koniec roku był ostatecznym terminem dokonania formalności. Poskutkowało, w kolejkach ustawili się wszyscy, których brakowało na listach. Byli wśród nich również ci, którzy przyjechali na święta do kraju. Byłem i ja, jako osoba towarzysząca. Nie mieszkam w Polsce, nie wiem, gdzie spoczywa mój stary dowód osobisty, zdeponowany w archiwach urzędu paszportowego Służby Bezpieczeństwa po zamianie tego dokumentu na paszport. W tych zamierzchłych już czasach wydawano paszporty zabierając dowód. Paszport mam ważny, wystarczy.
Może trochę pochopnie zgodziłem się na wzięcie udziału w tej nieprzewidywalnej przecież historii. Miało być sprawnie, góra godzina – najpierw fotograf, potwierdzenie dokumentów w Urzędzie Stanu Cywilnego i złożenie ich w odpowiednim wydziale urzędu miasta.
U fotografa lekkie zagęszczenie, ale nic jeszcze nie zapowiadało niespodzianek, które na nas czekały. Otuchy dodawało mi, wydawało się, dobre zorganizowanie mojej żony. – Nie czekamy na wywołanie zdjęć, idziemy do urzędu zająć kolejkę, a ty za pół godziny wrócisz po wydruki – zarządziła.
Kolejka w urzędzie nie była długa, ale jakaś niemrawa, chociaż nastrój na samym jej końcu całkiem dobry. Doszło nawet do małej integracji po tym, jak mężczyzna próbujący uzyskać bez kolejki akt zgonu szwagra, dostał brutalną reprymendę od „czołówki”. – Nikt z nas nie ma czasu, a stoimy, pan też postoi – usłyszał. Nie pomagały wyjaśnienia, że nagła śmierć, że on nie z dowodem. Miał, tak jak inni, swoje odstać. No to się zaczyna – pomyślałem. Kolejka jak się patrzy, ze wszystkimi atrybutami. – Może jednak powinni tego pana wpuścić – zwróciłem się do swojego sąsiada. – Śmierć nie wybiera – dodałem prowokująco. Poskutkowało. Uzyskaliśmy poparcie innych i „czołówka” zmiękła.
Tymczasem upłynęło pół godziny, nadszedł czas na odbiór zdjęć od fotografa. – Odstępuję panu swoje miejsce, bezpłatnie – pożegnałem swojego sojusznika, zarażony już bakcylem kolejkowym.
U fotografa zorientowałem się, że nie mam żadnego potwierdzenia upoważniającego mnie do odbioru.
– Pan do zdjęcia?
– Nie, po odbiór, zdjęcia żony, ale nie mam potwierdzenia, a do żony nie jestem podobny.
– Żonę pan pozna, nie zapłaci pan chyba za nie swoją żonę? – uspokoiła mnie z uśmiechem właścicielka zakładu.
Wędruję z powrotem do kolejki. Jest dwa razy dłuższa. Z naszej pozycji niewielkie przesunięcie do przodu. Z pozoru prosta sprawa zaczyna wyglądać beznadziejnie. A ta kolejka jest zaledwie wstępem. – O wiele dłuższa i ważniejsza – informuje mnie sąsiad – znajduje się w urzędzie niedaleko kościoła, gdzie składa się wnioski.
Mam tam pójść zbadać teren i nasze szanse. I znowu szal, czapka, rękawice, na zewnątrz jest 10 stopni poniżej zera. Jedyna kolejka, jaką znajduję, wydaje się niewielka. Dyskretnie zajmuję miejsce i staram się czegoś dowiedzieć na temat procedury.
– Pan z biletem, czy bez biletu?
– Z jakim biletem? – pytam zdumiony, a w odpowiedzi słyszę triumf osoby, która wie więcej. Okazuje się, że rano są wydawane bilety, które upoważniają do załatwienia sprawy bez kolejki, ale po które interesanci ustawiają się w kolejce o… 5.00 rano. – To jakiś absurd – zauważam – stać w kolejce o tak wczesnej porze, na mrozie, przed zamkniętym urzędem, w celu nabycia przywileju niestania w kolejce w urzędzie? – Pan chyba nie stąd – kwituje starsza pani.
Odchodzę, odprowadzany pełnym politowania i pobłażliwości wzrokiem kolejkowiczów. Jestem „nie stąd”, tak mało trzeba, żeby wypaść z obiegu.
Wracam bez dobrych wieści, na szczęście za kilkanaście minut moja żona zostanie dopuszczona przed oblicze urzędnika. Papiery potwierdzone, ostemplowane. Oczekiwanie trwało kilka godzin, ale czujemy jakąś kretyńską satysfakcję z odniesionego sukcesu.
– Wracamy do domu – wyrokuje żona. – Kapitulacja! – nie wiedzieć dlaczego protestuję, w końcu to nie moja sprawa i nawet miałem prawo poczuć się wrobiony w surrealistyczny sposób spędzania poświątecznego czasu. Podświadomie ciągnie mnie coś do kolejki.
W Urzędzie Miasta nic się nie zmieniło. Ci sami ludzie, trochę jakby bardziej zdenerwowani. Patrzą na zegarki i obliczają, kto z nich ma jeszcze szansę na przyjęcie. W sali obok radni obradują.
Panuje pozorny spokój. Pojawia się jeszcze jedna osoba z biletem. Przedawnionym, jak twierdzi „czołówka”. Trzymając w ręce wystany wcześniej bilet, trafia zrezygnowana na koniec kolejki. – Pani ma bilet! Co z tego, że przedawniony, bilet to bilet, my biletu, nawet przedawnionego, nie mamy – staram się pocieszyć młodą dziewczynę. – Proszę się nie martwić – odzywa się mój nowy sąsiad – ma pani poparcie końca kolejki. Wspólnie drążymy dalej podarowany nam temat. Sytuacja jest absurdalna, dlaczego więc nie akceptować tego absurdu do końca, z całą jego absurdalną logiką.
Kolejka się ożywia, nawet palacze nie wychodzą na papierosa, żeby nie stracić wątku. W kolejce ujawniają się demokraci, malkontenci i urodzeni przywódcy. Już nikt nie stoi licząc na przyjęcie w urzędzie. Słychać pomrukiwania, że to nowa rządząca ekipa chce społeczeństwu pokazać, że za naszą niedolę odpowiada stara ekipa. – Święta prawda – wtóruje podatna na prowokację starsza pani. Jeszcze trochę, a powstanie komitet kolejkowy. – Nie możemy się na takie traktowanie zgodzić. Jeśli będzie trzeba, wejdziemy na salę obrad. Niech radni wiedzą.
Radykalizm rośnie. Ktoś zaproponował, żeby powiadomić przed wejściem na salę lokalną prasę. Padają też różnego rodzaju reformatorskie pomysły. Dyskusji zaczynają przysłuchiwać się przechodzący urzędnicy z innych działów. Ktoś do kogoś powiedział „panie burmistrzu”. – Panie burmistrzu – rzucam w powietrze, nie wiedząc do kogo. Poskutkowało, urzędnik zatrzymał się w pędzie. – Można przecież wydać wszystkim osobom bilety na jutro. – Nie wiem, zrobimy szybkie zebranie – odpowiedział, jak się okazało, burmistrz i zaczął się szybko oddalać. – Niech pan tylko nie wyjdzie wyjściem ewakuacyjnym – usłyszał za sobą.
Po krótkiej chwili wrócił. – Bilety na jutro są zarezerwowane dla tych, którzy po nie ustawią się o 5.00 rano. Dla państwa zrobimy wyjątek i wszystkim wydamy bilety na sobotę.
Jakby nie było, odnieśliśmy sukces. Z nostalgią opuszczaliśmy gmach urzędu. Ostatnią kolejkę w Polsce?

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 28422
Tak

23738
84%
Nie

4684
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |przenośniki taśmowe | śruby nierdzewne | terapia manualna wodzisław | Szkody Rybnik | terapeuta Cieszyn
kuchnie rybnik | cyklinowanie Piastów | Lekarz rodzinny Radlin | medycyna tropikalna Żory | dacharbeiten wien