KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 23 czerwiec 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Kto nie śpi, ten… imprezuje
2009.10.25 / Dominika Brodowska
TAGI:
Share |
Dwa duże miasta, dwie stolice. Warszawa i Londyn, bo o nich mowa, zawsze są gotowe na przyjęcie imprezowiczów. Mają bogate oferty klubów, pubów i innych lokali towarzyskich. Życie nocne toczy się siedem dni w tygodniu.

Najlepiej uderzyć w centrum miasta, wtedy mamy pewność, że klientela dopisze. Jeśli nie stali bywalcy, to może turyści. Bez względu na dzień tygodnia, bez względu na to, że następnego dnia trzeba rano wstać i iść do pracy. Może akurat ktoś ma następnego dnia wolne i może sobie pozwolić na naładowanie baterii, wpuszczenie kilku procentów w krwiobieg i zapomnienie o troskach i rutynie dnia codziennego.
Minął już czas prywatek i zbiorowych imprez w halach sportowych czy remizach strażackich. Z Zachodu przyszło nowe: clubbing. Musisz mieć czas, pieniądze, przyda się też towarzystwo, jeśli nie lubisz wychodzić sam, a poznawanie nowych znajomych w lokalu nie leży w twojej naturze. Przyda się też plan, gdzie iść, aby dobra zabawa była zagwarantowana. Postanowiłam przetestować. W myśl zasady: Jeden tydzień dla jednej stolicy. Każdej poświęciłam siedem bezsennych nocy, by stworzyć Tydzień The Best Of, czyli dni tygodnia i najlepsza opcja na daną noc.

Poniedziałek. Londyn

– Nie zapomnij o payslipie! – krzyczy do mnie koleżanka. Nie chciałam afiszować się z moimi zarobkami przed obcymi ludźmi. – Dzięki temu do północy nie zapłacisz pięciu funtów za wstęp i starczy na kilka drinków – usłyszałam przekonujące wyjaśnienie.
Haymarket. Sports Cafe. Tylko kilka kroków od Picadilly Circus. W kolejce do wejścia około dwadzieścia osób. Niezły tłum jak na poniedziałek i godzinę 23.40. Okazujesz payslip – wchodzisz bez dodatkowych opłat. Nie ważne, ile zarabiasz ani jak wyglądasz. Dziewczyny eleganckie lub w dresach. Mężczyźni również tak, jak najbardziej lubią. Nie ma tłoku, ale bar spójnie otoczony. Za barem skromny, w okularkach, polski barman Wojtek. Od razu rozpoznaje moją koleżankę i pyta, czego się napijemy. Całkiem duży plastykowy kubek piwa dostajemy za funta. Pojedyncza whisky z colą za półtora. Płacimy jak za oranżadę, zważywszy na londyńskie ceny. Sports Cafe to bar głównie sportowy. W dzień przychodzą kibice i oglądają mecze różnych dyscyplin. Dwa piętra, duże okna z widokiem na pędzące, czerwone autobusy. DJ na stanowisku. Muzyka r’n’b, hip-hop i funky house, w większości z list przebojów i radia, ale także kilka klasycznych, niezapomnianych hitów na przykład 50 Centa. Mijamy stojących pod ścianą chłopaków obserwujących parkiet. Są Azjaci, Afrykańczycy i europejskie twarze. Tańczą grupkami, znają się. Ktoś mnie chwyta za rękę. Ledwo trzyma się na nogach. Wyrywam się i uciekam bliżej stanowiska DJ-a. Na parkiecie jest też podest. Ciemnoskórzy chłopcy, ubrani w kolorowe t-shirty i pasujące czapki z daszkiem, wykonują te same ruchy i znają słowa piosenki. Wymieniają z DJ-em porozumiewawcze uśmiechy. Na piętrze stoły bilardowe, gdyby ktoś znudził się już tańcem. Parkiet jednak wydaje się pełny aż do końca. O 3 rano ochrona kulturalnie zaprasza do szatni lub do wyjścia. Niektórzy mocniej pijani wszczynają bójki na zewnątrz. Pojawia się jednak kilkoro odważnych rozjemców i sytuacja zostaje opanowana. No cóż, energetyczna impreza. Każdy ma swój sposób, aby dać ujście tej energii.
Okazuje się, że większość stałych bywalców kieruje się do klubu Heaven, nieopodal stacji Charing Cross. Lokal z natury gejowski, ale jak szaleć to szaleć. To także klub z długą tradycją istnienia, funkcjonuje bowiem od prawie trzydziestu lat. Znów kolejka mimo 3.30 w nocy. Studenci nie płacą wcale, reszta po północy musi wyłożyć 8 funtów. Poniedziałki w Heaven są najbardziej oblegane. Popcorn night uraczy klubowiczów muzyką pop i funky house. Na parkiecie nagie torsy, na scenie metalowa klatka z saksofonistą, ubranym w skąpe majtki i grającym do utworu Lady Gagi. Jest dosyć ciemno, zielone światło lasera odbija się od ścian i wyciągniętych w górę rąk. Idziemy do baru w pierwszej sali. Ceny mniej promocyjne niż wcześniej. Piwo w butelce to prawie 4 funty. Wracamy do drugiej sali tanecznej, a tam już na scenie trzech wydepilowanych, młodych mężczyzn w lateksowych, obcisłych spodniach. Towarzyszy im szczupła dziewczyna w czarnym bikini. Wszyscy wyginają ciała, porażeni energetyczną muzyką. Jest na co popatrzeć. Ludzie próbują naśladować, ale głównie krzyczą, wyrażając swój zachwyt. Impreza trwa do 6 rano. Jeśli zaczynasz pracę we wczesnych godzinach rannych, możesz zapomnieć o spaniu. W Londynie Red-Bull staje się twoim najlepszym przyjacielem, jeśli nie masz wolnych wtorków.

Wtorek. Warszawa

Ten dzień tygodnia wydaje się nie emanować klubowymi emocjami. Jednak nie w Enklawie na ulicy Mazowieckiej, gdzie co krok to klub. – Striptiz męski ci się spodoba? – słyszę od mojej towarzyszki, z którą szalejemy we wtorek. Na wejściu selekcja. Niezbyt surowa na szczęście. Dostajemy do wypełnienia karty umożliwiające wejście za darmo każdego dnia tygodnia. Z szatni, zwabione żeński piskami, spieszymy do przytulnej salki. Na malutkiej scenie kręci już biodrami mężczyzna około trzydziestki. Nie tylko jego ruchy wprawiają w zachwyt zgromadzone panie, ale także jego strój, na który składały się jaskrawe, zielone stringi i… okularki pływackie. Młodzieniec wygina ciało i pozwala dotykać swego wypracowanego na siłowni torsu. Wszystko w granicach dobrego smaku i w rytmie r’n’b oraz muzyki tanecznej z lat 80. i 90. Show kończy się po 23. Zamawiamy drinka, średnia cena to 14 złotych, piwo kosztuje 9. Po schodach wchodzimy na antresolę, gdzie usadawiamy się w wysokich krzesłach, aby ochłonąć z emocji i popatrzeć na parkiet z góry. Pod przeciwległą ścianą dostrzegamy jednego z braci Mroczków, bohatera popularnych seriali i telewizyjnych show. Być może również amatora męskiego striptizu albo miłośnika pięknych kobiet, na których brak Enklawa nie może narzekać. Aktor siedzi w towarzystwie znajomych, którzy zabawiają go rozmową. Noc przebiega spokojnie, bez skandali i zaczepek. No może nie do końca. Mimo że nie jesteśmy twarzami telewizji, to przy każdej przerwie w tańcu pojawia się ktoś, kto w trosce o nasze dobre samopoczucie pyta, dlaczego nie tańczymy. Troska zbyteczna, zostajemy do końca, do 4 rano.

Środa. Warszawa po raz drugi

Tym razem wybieram towarzysza płci męskiej, aby zniechęcić potencjalnych zatroskanych o moje samopoczucie i uchronić się od wywiadów. Wybieramy klub w sercu miasta – Underground. Na bramce trzech postawnych ochroniarzy od przeszukiwania torebek i witania gości. Wstęp darmowy. Uśmiechnięty i sympatyczny szatniarz zaopiekuje się płaszczami za jedyną złotówkę. Okazuje się, że dziś wieczór nie muszę martwić się o ceny, ale to nie znaczy, że ich nie poznam. – 34 złote za butelkowe piwo i sprite z wódką! – mój kolega nie kryje oburzenia. Przeliczam w myślach na funty, aby nie czuć wyrzutów sumienia, że ktoś za mnie płaci. Też wychodzi całkiem dużo. Z opresji myśli wyrywa mnie jednak rozpromieniona twarz kolegi. – Nie wierzę! Tamten barman lejący piwo to mój dobry kumpel ze studiów! – Mój towarzysz nie kryje radości ze spotkania kogoś drogiego w tak niesprzyjających, drogich nam okolicznościach. Zostawiam starych znajomych, aby mogli się przywitać, a sama penetruję klub. Muzyka czarna: r’n’b i hip-hop, którą gra DJ Paweł Bobrowski, dziennikarz Radia Dla Ciebie. Na kanapie dwóch czarnoskórych sączy drinki, ale nie tańczą. Pod barem dwóch Hindusów i dwóch chłopaków o południowej urodzie. Na parkiecie szaleją młode dziewczyny, za nimi powoli podrywają się faceci. Środowy parkiet jest pełny po północy. Dopisały też znane twarze. Aktorka Ola Szwed próbuje rozruszać wysokiego gościa. Mój kolega wypatruje więcej gwiazd szklanego ekranu. – Mama umarłaby ze szczęścia! – komentuje uzależnienie od seriali swojej rodzicielki. Znajdujemy miejsce na parkiecie i odwzajemniamy uśmiechy nieznajomych. Impreza trwa do 5.

Czwartek. Teraz… Londyn

Wyjście z dobrym znajomym barmana to nie zawsze dobry pomysł, gdy masz słabą głowę i nie jesteś zbyt asertywny, czyli masz trudności z odmawianiem. Po wtorkowej warszawskiej Ladies Night decyduję się na podobną w Londynie. Pada na bar Yates’s, serwujący w czwartki butelki wina za jedyne 5 funtów. I nie tylko dla kobiet. Jestem na Leicester Square, w Mecce kinomaniaków. Premiery filmowe przyciągają nie tylko hollywódzkich i europejskich aktorów pierwszej klasy, ale także rzesze fanów. Czerwony dywan przebiega wtedy pod progiem Yates’sa. Takie atrakcje odbywają się jednak wczesnym wieczorem. Do klubu docieram około 22 i mam jeszcze godzinę, aby nie płacić 3 funtów za wejście. Konieczne okazanie ID. Do wyboru dwa bary, wygodne i rozsiane po całym klubie siedziska, kilka luster i dwie srebrne rury na parkiecie. Pozdrawia nas szerokim uśmiechem siwiejący DJ, ale do emerytury mu jeszcze daleko. Muzyka jest bowiem bardzo młoda i świeża z list przebojów. Tłum wielokolorowy i wielonarodowy. Czwartek to tutaj już początek weekendu. Wyposażamy się w wino, zajmujemy stolik, sofy i wczuwamy się w klimat. Nad nami siedziba Capital Radio, jednego z najpopularniejszych w Londynie. Nagle mija nas jedna z gwiazd list przebojów i radiowych rozgłośni – jeden z członków, bijącego rekordy sprzedaży singli w Wielkiej Brytanii, boysbandu JLS. Czujemy powiew wielkiego świata i magię programu X-Factor, który wyłania takie talenty. Uśmiechnięty i skromny zgadza się na wspólne foto. Wino zaczyna działać, więc nie braknie odwagi, aby poprosić o wspólne foto z artystą i uderzyć na parkiet. Wszyscy wydają się bardzo przyjaźni. Z parkietu nie schodzimy do końca, który jednak jest bliski, bo Yates’s jest gościnny tylko do 1 w nocy. Nie idziemy już nigdzie, mimo że wczesna pora. Cena promocyjna wina dała nam się we znaki i zdrowy rozsądek nakazuje powrót do domu.

Piątek. Nie dla odmiany - Londyn

Zdaję się na znajomych. Wybór miejsca w weekend jest trudny. Z każdej strony podbiegają promotorzy zapewniający świetną zabawę i świetne ceny w klubie, dla którego pracują. A klubów bez liku. I wszystkie obok. Znów jestem na Haymarket, naprzeciwko Sports Cafe, w kolejce do Tiger Tiger. Przed 22 wejście gratis za okazaniem ID. Po dziesiątej – 10 funtów. Klub jest przestronny, zajmuje dwa piętra plus disco-sala w piwnicy. Duża część jadalna, gdyż w dzień to również restauracja. Mnóstwo sof i stolików oraz wielkie okna na ulicę. Srebrne kule u sufitu i ornamenty kwiatowe na ścianach podobnie jak w Yates’sie. Ceny standardowe, kieliszek wina od 4 funtów, a butelkowe piwo prawie 4. Muzyka typowo dyskotekowa do dobrej zabawy, znane hity. Średnia wieku około 28 lat. Przemykają Anglicy w garniturach. Prawdopodobnie wyszli z pracy do pubu i skończyli w klubie. Około północy robi się tłoczno, zaczyna brakować miejsca do swobodnego tańczenia kankana, jak ktoś lubi wymachiwać nogami. Czas na oddech i zmianę miejsca. Po pierwszej wybieramy się na nocną przekąskę do McDonald’s na Leicester Square. Sprytni spece od marketingu wykorzystują gest i głód imprezujących w okolicy klientów. Od 23 obowiązuje nocne menu – mniej dostępnych produktów za wyższe ceny. To nas jednak nie zniechęca. Chwytamy kanapki i frytki i jednocześnie spalamy kalorie, spacerując do kolejnego miejsca rozrywki – baru 101 w pobliżu stacji Tottenham Court Road. Mimo że dochodzi 2 w nocy za wejście płacimy tylko 3 funty i nikt nie wymaga ID. Bary są dwa na dwóch piętrach. Duże okna, aby podziwiać miasto. Stoliki i dookoła okrągłe sofy – w sam raz, gdy wybieramy się z grupką znajomych. W cenach nie dostrzegam żadnych promocji. W muzyce wyczuwam trochę reggae, trochę hip-hopu, r’n’b i czarnej muzyki z lat 80. Nieśmiertelna Whitney Houston, która chce z kimś zatańczyć. A w 101 tańczą wszystkie rasy, średnia wieku to około 24 lata i styl absolutnie dowolny. 3 rano i sofy zaczynają kusić, aby paść i usnąć. Nie daję się zmęczeniu, do 4, kiedy ochrona prosi do wyjścia, a barmani spieszą się z zamykaniem baru, aby jak najszybciej iść wreszcie do domu.

Sobota. Gorączka tej nocy w Warszawie

– Ależ oczywiście, że damy radę! Trzy kluby w sobotnią noc to jest dopiero prawdziwy clubbing! – moja koleżanka rozwiewa wszelkie wątpliwości. Zebraliśmy większą grupę znajomych i zaczynamy od Obiektu Znalezionego, który mieści się w galerii Zachęta. To był jej pomysł, na bramce stoi jej znajomy. Dajemy jej szansę pogadać na osobności, stojąc tylko kilka kroków w tyle. Uśmiechają się do siebie i rozmawiają. Koleżanka gestem ręki wskazuje na nas. Chłopak, chyba wciąż student, obdarza nas jednosekundowym spojrzeniem i zamienia jeszcze kilka słów z koleżanką. Kiwa głową i zaprasza gestem do środka. Kolej na nas. Zbliżamy się do kolesia, licząc na korzystny wpływ znajomości z naszą kumpelą. – 20 złotych od osoby – słyszymy poważny ton i pozbywamy się wszelkich złudzeń. Wnętrze, jak na galerię, jest dosyć proste. Ściany pokryte tynkiem i czerwone drewniane klatki na podłodze. Kilka foteli i małe stoliczki z Ikei. Muzyka jest jeszcze bardziej prosta. Bez słów. Jeden house’owy utwór przechodzi w drugi tak, że trudno się zorientować. Klientela studencka. Piwo i wino 7 złotych, drinki kilkanaście. Muzyka staje się monotonna. Przed północą wyruszamy do Klubokawiarni na Mazowieckiej. Tu już nie mamy znajomych. Pani selekcjonuje i wygląda groźnie. Znów płacimy 20 złotych. Wygląd specyficzny, styl niedbały i rupieciarski, zero ekskluzywnych sof, żyrandoli i błyskotek. Klimat PRL-u. Plakaty i symbole z lat 80. Dwie sale, różna muzyka. Mieszanka. Mnóstwo staroci. Drink w cenie 25 złotych. Piwo za 10. Ludzie przeróżni, reprezentujący jakąś subkulturę lub jej brak. Zauważam koleżankę rozmawiającą z chłopakiem z włosami prawie do pasa, ubranym w czarną koszulkę. Zaczepił ją na drodze z toalety. Zbyła go po kilku minutach. Mnie zaczepia ktoś inny i proponuje wspólny powrót do domu. Dziękuję i wracam do koleżanki wyzwolonej od długowłosego. – Człowiek z lasu o ciebie pytał. Podobasz mu się – wybuchamy śmiechem w tym samym momencie. Tańczymy. Jest już po 1. SMS. Kolega gej czeka na nas pod Utopią o 1.30. Opuszczamy epokę lat osiemdziesiątych i zmieniamy bajkę. Utopia jest na Jasnej. Blisko. O północy jest tam jeszcze pusto. Nie jest łatwo tam wejść. Jeśli nie jesteś pięknym gejem, stałym bywalcem z kartą klubową lub celebrytą jak Doda, możesz nie spodobać się selekcjonerowi. Nie ryzykujemy i wykorzystujemy kontakty w postaci kumpla geja stałego bywalca, którego wszyscy znają i szanują, bo przychodzi od 3 lat co weekend. W środku jest cukierkowo. Króluje róż i biel. Telebimy z całującymi się chłopakami. Dyskotekowe, srebrne kule, nażelowani barmani. Muzyka sama porywa do tańca. Madonna, Britney i Michael Jackson. Jest też rock’n’roll i inne zagraniczne przeboje, które można usłyszeć na weselach. Osoby, które siedzą, policzę na palcach jednej ręki. Dziewczyn zdecydowanie mniej. – Masz chłopaka? – zagaduje mnie po angielsku dziewczyna z Cypru. Szukam nerwowym wzrokiem mojego kumpla geja i wskazuje na niego. – Fajną masz dziewczynę! – krzyczy do niego turystka. – Wiem – odpowiada bez chwili zawahania mój gej wybawca. Utopia jest znana z bycia elitarną, gości DJ-ów z całego świata. Piwo 10 złotych, drinki od kilkunastu w górę. Zabawa kończy się wraz z wyjściem ostatniego gościa, czyli różnie. Nie ryzykujemy i nie sprawdzamy tego, do 9 nie damy przecież rady.

Niedziela. Koniec tam, gdzie początek. Londyn

Koniec tygodnia, noc z niedzieli na poniedziałek powinna być cicha z uwagi na rozpoczęcie pracy następnego ranka. Nie w Rumbie. Jest północ na Shaftesbury Avenue przy styku z Piccadilly Circus. Nie ma tłumów, ale pusto też nie jest. Przed wejściem do klubu dwóch czarnych osiłków. Pytają o ID. Ciemne schody w dół prowadzą do sali z barkiem i miejscami do spoczynku. Na lewo sala taneczna. Czarne ściany i ogólnie ciemno. Większość klientów też czarna. Otyłe murzynki w krótkich połyskujących mini odbijają delikatne strumienie reflektorów świecących nad DJ-em. DJ miksuje większość utworów, nadaje im nowe brzmienie. Jest funky, reggae i hip-hop. Plakat informuje, że w soboty grają salsę. Jest nas czwórka, mieszane towarzystwo, nikt nas nie zaczepia. Kupujemy piwo w cenie 3,5 funta. Miła obsługa z szerokim uśmiechem. Liczba przybyłych zupełnie nie pozwala myśleć, że za kilka godzin miasto zacznie swój pracujący tydzień. Czuć atmosferę weekendu i leniwego poniedziałku. Bar stopniowo pustoszeje przed 3 rano, jednak na parkiecie wciąż miłośnicy tańca wyrażają swe poparcie dla kolejnego utworu DJ-a. Po jego twarzy widać, że ta praca sprawia mu radość. Pewnie cieszy go też myśl, że jest jednym ze szczęśliwców, których nie dotyczy gehenna rannego wstawania w poniedziałki…

Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 28449
Tak

23758
84%
Nie

4691
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |nagrobki pomniki wodzisław | nity nierdzewne | opieka Rybnik | Radca Prawny Rybnik | suplementy diety produkcja kontraktowa
zespół muzyczny rybnik | cyklinowanie Skierniewice | medycyna pracy Wodzisław Śląski | promieniowanie jonizujące Żory | stylistka śląsk