KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 19 czerwiec 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Za wielkiego Titanica!
2010.01.16 / Grzegorz Borkowski
TAGI:
Share |
Zwodowany został 31 grudnia 1911 roku. RMS Titanic, jeden z największych liniowców pasażerkich początku XX wieku. Tragiczna historia jego czterodniowej podróży do Nowego Jorku, zakończonej śmiercią 1504 osób, była tematem kilku filmów. Przeglądając kopie dzienników pokładowych i relacje ocalałych świadków poznamy prawdziwą historię tego dziewiczego rejsu.

Prace nad Titanikiem, bliźniaczą jednostką Olimpika (obie nazwy nawiązują do mitycznych tytanów) zaczęły sie wiosną 1909 roku na zlecenie firmy White Star. Liniowce te miały o 100 stóp długością pobić największe wówczas na świecie statki pasażerskie Lusitanię i Mauretanię, konkurencyjnych linii Cunard. Obydwa giganty miały rozwijać prędkość do 24 węzłów przy wyporności 47 tysięcy BRT. W grudniu 1911 roku kadłub Titanika był gotowy. Zwodowano go i na gotowych nadbudówkach zamontowano cztery wielkie kominy. W chwili zwodowania Titanic był największym parowym statkiem na świecie. W swoją dziewiczą podróż do Nowego Jorku liniowiec wyruszył 10 kwietnia 1912 roku z najgłębszego portu pasażerskiego Wielkiej Brytanii – Southampton. Następnego dnia, u wybrzeży Francji przejął 150 pasażerów z pokładu mniejszej Nomadiki i udał się do irlandzkiego portu Queenstown. Potężny kilwater liniowca zassał mocno mniejszą jednostkę New York, która pod wpływem siły zerwała cumy. Po tym szokującym wydarzeniu część pasażerów wykorzystała godzinną przerwę w podróży, by zsiąść na ląd i zrezygnować. Wielu z nich ta decyzja uratowała życie. Po godzinie Titanic, z 1311 pasażerami i 897 członkami załogi na pokładzie wyruszy w drogę do Nowego Jorku.

Pijmy za wielkiego Titanica!

Pogłoska głosi, że twórcy Titanica wszem i wobec zapewniali o jego niezatapialności. W rzeczywistości to raczej producenci jego ogromnych, wodoszczelnych grodzi rozprzestrzeniali takie przekonanie, które zresztą okazało się złudne. Oglądając listę pasażerów liniowca i porównując ją z listą załogi każdy zdrowo myślący i żyjący w pierwszej dekadzie XXI wieku człowiek musi zadać sobie pytanie – komu opłaciło się zatrudnić 897 pracowników, kupić górę węgla i zainwestować trzy lata pracy w stoczniach i górę pieniędzy, by przewieźć 1311 pasażerów? Odpowiedzią jest struktura sprzedanych biletów. Zwróćmy uwagę, że aż 329 pasażerów podróżowało 1 klasą. A różnice w cenach biletów między klasą pierwszą a trzecią były ogromne. Dla porównania – zwykły bilet w tej ostatniej kosztował wówczas około 5 funtów, czyli równowartość miesięcznej pensji palacza na Titanicu! Bilet za apartament w klasie pierwszej nawet ponad 200 funtów, czyli fortunę, której palacz nie mógł zarobić nawet w rok! Mieszkańcy pierwszej klasy cieszyli się komfortowymi już nie kajutami, lecz wręcz apartamentami z własnymi kominkami, fortepianami, kasami pancernymi do przechowywania klejnotów… I śmiało można założyć, że to właśnie oni byli głównym źródłem przychodów armatora.

W trakcie krótkiej podróży nie brakowało momentów, gdy pasażerom pierwszej klasy, ot, chociażby ucztujących wspólnie z kapitanem i oficerami w głównej jadalni dawano do zrozumienia, że są wybrańcami losu. Panowało przekonanie, że Titanic jest cudem techniki, niezawodnym i niepokonanym. Jeden z ocalałych, Thomas Whitheley, 18-letni steward, tydzień po katastrofie, zwierząjąc się dziennikarzowi na łóżku szpitalnym tak oto opisywał uroczysty dinner w wieczór poprzedzający katastrofę:

„Stół kapitana stał w centrum jadalni. Nieco na prawo był stół państwa Astor oraz stół chirurga okrętowego, pana O’Loughlina, który zwykł jadać ze swoim asystentem. Rozmowa zdawała się być na początku nieco wymuszona. Prowadził ją głównie kapitam Smith, od czasu do czasu pan Astor coś wtrącał. Aż wreszcie doszło do tematu prędkości Titanica. Zdaje się, że padły jakieś zakłady. I wtedy kapitan powstał z kieliszkiem szampana w dłoni i zawołał: Wypijmy za wielkiego Titanica! i wszyscy chętnie spełnili ten toast. Myślę, że wszyscy byli święcie przekonani, że we wtorkowy wieczór, najpóźniej w środę rano statek dotrze do Nowego Jorku i już cieszyli się na ogromny bankiet, który zostanie ogłoszony z okazji pobicia rekordu prędkości”.

Dinner skończył się około dziewiątej wieczorem. Panowie przenieśli się do palarni, a panie udały się na spacer po pokładzie lub do swoich apartamentów. Thomas jeszcze przez godzinę sprzątał z kolegami jadalnię. Po czym zmęczony padł na łóżko. Z ciężkiego i zasłużonego snu wyrwał go koło godziny 11.30 wstrząs. Była noc, 14 kwietnia 1912 roku. To liniowiec uderzył burtą w górę lodową.

To nic groźnego!

Pasażerka trzeciej klasy, 24-letnia Amy Stanley, która podróżowała do USA, by zacząć pracę pokojówki, w późniejszym liście do rodziców tak opisała moment tuż po zderzeniu: „W nocy, gdy statek uderzył w górę lodową akurat pisałam list. Było około 11.30. Założyłam kurtkę i wyszłam na pokład zapytać stewarda co się stało. Powiedział, że nic ważnego, że to tylko silniki się zatrzymały i poprosił mnie oraz kilka innych zgromadzonych na pokładzie kobiet, by wróciły do kabin i poszły spać. Ja jednak nie posłuchałam. Im dłużej stałam na pokładzie, tym bardziej byłam pewna, że stało się coś strasznego. Mieszkałam razem z młodą pielęgniarką i 11-letnią dziewczynką, ktora samotnie podróżowała, by dołączyć do rodziców, którzy na nią czekali w Nowym Jorku. Wróciłam do kabiny i pomogłam im się ubrać. Wtedy wróciliśmy na pokład i próbowałyśmy się dostać jak najszybciej do szalup.”

Jednym z pasażerów Titanica był 47-letni Jackob Astor, magnat hotelowy z Nowego Yorku, wymieniony we wspomnieniach stewarda uczestnik ostatniej na Titanicu wieczerzy. Quasi-naukowiec i weteran wojny amerykańsko-hiszpańskiej, wynalazca hamulca rowerowego. Ten absolwent Harvardu odziedziczył ogromną fortunę, którą spożytkował budując hotele w Nowym Jorku, w tym słynną Astorię. Po rozpadzie pierwszego małżeństwa poślubił 18-letnią Medeleine Force. Rejs Titanikiem do Nowego Jorku kończył ich wielomiesięczną podróż poślubną, którą spędzili m.in. w Egipcie i Paryżu. Tak oto chwilę wypadku wspomina Medeleine: „Poczuliśmy wstrząs i Jackob poszedł zobaczyć, co się stało. Wrócił i powiedział, że uderzyliśmy w górę lodową, ale to nic ważnego.”

Astor do tego stopnia lekceważył zagrożenie, że – chociaż ewakuacja już się zaczęła i pasażerowie pierwszej klasy gromadzili się na pokładzie – on zabrał Medeleine na spacer do siłowni, gdzie jeździli na mechanicznych koniach. A chcąc ją dodatkowo uspokoić noszonym w kieszeni scyzorykiem rozciął znalezioną na pokładzie kamizelkę ratunkową, by pokazać, jak solidnie jest wypełniona. Dopiero kwadrans przed drugą w nocy, kiedy statek był już mocno zanurzony, zaprowadził żonę do łodzi ratunkowej nr 4. Zapytał, czy też może wsiąść – gdyż jego małżonka, jako osoba bardzo delikatna, potrzebuje stałej opieki. Jednak pierwszy oficer, Charles Lightoller odmówił, wskazując, że w pierwszej kolejności będą ewakuowane koniety i dzieci. Wówczas widzieli sie po raz ostatni.

Nie mogłem oderwać wzroku

28-letni William Barrett był starszym palaczem w kotłowni nr 6. Swoje przeżycia opisał reporterowi Daily Sketch. Ukazały się w numerze z 8 maja 1912 roku.

„Właśnie rozmawiałem z Heskethem (jeden z palaczy), kiedy poczułem wstrząs i doszedł do mnie hałas jakby krążącego wokoło grzmotu. Telegraf okrętowy pokazał czerwone pole „stop”, więc powtórzyłem komendę. Wszystko działo się szybko. Woda już wdzierała się do kotłowni. Próbowaliśmy zamykać i wygaszać paleniska. Było za późno. Zanim wodoszczelne grodzie się zatrzasnęły (były sterowane z mostka), zdążyłem do przedziału nr 5 uciec tylko ja i Hestekth. Tam poza mną było także trzech inżynierów. Zgasło światło…”

Barrett dalej wspomina, że w przedziale pojawiło się kilkunastu strażaków, którzy gasili pożar kotłowni. Harvey, jeden ze wspommnianych inżynierów wysłał kilku strażaków po lampy, jednak światło wróciło po chwili. Woda podnosiła się w błyskawicznym tempie. William z kilkoma innymi osobami opuścił kotłownię. Ostania rzecz, jaką pamięta to inżynier Shepherd, krzyczący, by wchodził szybko po drabinie. „Ja jednak nie mogłem oderwać wzroku od podnoszącej się wody, jakby było w niej coś hipnotyzującego”.

Nadchodzi śmierć

Wobec zbliżającej się śmierci nie wszyscy zachowali równie zimną krew jak pułkownik Astor. Zrodziła się panika. Amy Stanley wspomina w dalszym ciągu: „Na pokładzie spotkałyśmy dwóch mężczyzn, nawet nie znam ich imion. Zaprowadzili nas do relingów i dopilnowali, byśmy trafiły do łodzi ratunkowych. Kiedy byłam już w środku i łódź była opuszczana, jakiś mężczyzna z pierwszej klasy, ogromny, ważący na oko 16 kamieni, skoczył na nią z pokładu nieomal zatapiając nas wszystkich.”

Podczas podróży sąsiedni pokój na pokładzie trzeciej klasy zajmowała 35-letnia Stanton Abbott, która podróżowała z dwoma synami, 16-letnim Rossmorem i 13-letnim Eugenem. Na pokładzie ewakuacyjntm był za duży tłok, by mogli dostać się do szalup. Wciąż starali trzymać się razem. Kiedy Rufa Titanica uniosła sie do góry i oczywiste się stało, ze statek lada chwila zatonie, Stanton i jej synowie ratowałi się, skacząc z ogromnej wysokości do wody. Przeżyli skok, ale tylko Stanton uniknęła śmierci z powodu hipotermii i wreszcie trafiła do szalupy i na pokład Carpatii, gdzie odnalazła Amy Stanley, byłą sąsiadkę. Tej opowiedziała szczegóły swojej ucieczki. Nikomu więcej nie potrafiła powiedzieć ani słowa. Amy wspomina: „Kiedy znaleźli się w wodzie, wciąż starali trzymać się razem. Potem pamiętała już tylko ogromny chłód i sen, z którego ocknęła się w łodzi ratunkowej. Włosy na głowie zamarzły jej w wielką skorupę.”

Szok, który przeżyli ocalali z katastrofy sprawił, że wielu z nich do końca życia milczało na temat tamtych wydarzeń. Tak było np. z emigrantem szwedzkim Einarem Carlsonem. W 1912 roku jako 21-latek podróżował do Stanów Zjednoczonych za pracą. Jedne źródła podają, że rejestrując się jako pasażer trzeciej klasy podał, że jest żołnierzem zawodowym, inne że nauczycielem. Historię jego ucieczki z tonącego giganta poznała jedynie jego babcia, która przytoczyła ją jednemu z dziennikarzy w ogromnym skrócie. „Einar nigdy nie chciał rozmawiać o tej nocy na Titanicu. Jedyne co o tym wiemy, to to, że nie był w stanie ocalić niczego ze swojego skromnego dobytku i że jako pasażer trzeciej klasy miał ogromne kłopoty z dostaniem się do łodzi ratunkowej. Ostatecznie ześlizgnął się do opuszczanej łodzi ratunkowej po linie. Miał potworne otarcia od liny na dłoniach, ramionach i nogach. Obserwował potem moment przełamania się i zatonięcia okrętu. Zapamiętał go jako gigantyczny rozbłysk świateł, coś jak fajerwerki.”

Carlson na stałe osiadł w Nebrasce. Do końca życia przez cały kwiecień, co roku, miewał koszmary senne o Titanicu.

A orkiestra grała dalej

Powszechnie dziś znane są opowieści o bohaterstwie okrętowej orkiestry i kapitana. Ośmioosobowy zespół muzyczny (mylnie w filmach pokazywany jako kwartet) tworzyli: Theodore Brailey, Roger Bricoux, John Clarke, Wallace Hartley, John Hume, Georges Krins, Parcy Taylor i John Woodward. Według relacji świadków, do samego końca tragedii starali się uspakajać ewakuowanych grając popularne ragtaimy. Do dzisiaj trwają spory co zagrali na sam koniec. Prawdopodobnie był to któryś z popularnych hymnów religijnych: „Nearer, My God, to Thee” , „Autumn” lub „Aughton”. Muzyków na wielkie liniowce zatrudniała agencja C.W. and F.N. Black z Liverpoolu. W 1912 roku zwyczajowa gaża wynosiła 6 funtów i 10 shillingów miesięcznie.

Nie do końca wiadomo, jak w krytycznym momencie zachował się kapitan, Edward John Smith. W filmach zazwyczaj pokazywany jest jako romantyczna postać, kapitan starej daty, który idzie na dno ze swoim statkiem, nieporuszenie wpatrując się z mostka kapitańskiego we wzbierającą wodę . Jak było naprawdę? Żaden ze świadków nie pamięta. Ale także nikt nie pamięta, aby kapitan podjął jakąkolwiek próbę zadbania o własną skórę. Wiemy, że po wspomnianej kolacji z pasażerami pierwszej klasy, poszedł spać. Obudzony około 11.40, czyli tuż po uderzeniu w górę lodową, przeprowadził błyskawiczną inspekcję uszkodzeń, po której wydał rozkaz przygotowania łodzi ratunkowych. Był to jego ostatni rozkaz w życiu. Ewakuacją pokierował już pierwszy oficer, Charles Lightoller. Kapitan najprawdopodobniej zaszył się na mostku, niezdolny poradzić sobie z rozmiarami zbliżającej się tragedii. Zdawał sobie sprawę z tego, że łodzi ratunowych nie wystarczy dla wszystkich pasażerów. Być może także dopadła go zgryzota z powodu uchybień, które przyczyniły się do katastrofy. Jak dzisiaj wiadomo, uchodzący za znakomitego i doświadczonego kapitana Smith zignorował komunikaty o zbliżających się górach lodowych oraz gwałtownym spadku temperatury wody i powietrza. Prawdopodobnie ważniejsze dlań było zdobycie lauru za pobicie rekordu prędkości w kursie liniowca przez Atlantyk.

Przekonanie o solidności Titanica było silniejsze niż ostrożność. Zapewnienia producentów grodzi wodoszczelnych o niezatapialności statku zrobiły swoje. Grodzie rzeczywiście były znakomicie skonstruowane i wykonane, nikt jednak w symulacjach nie wziął pod uwagę prawdopodobieństwa, że przy otarciu burtą o górę lodową może powstać szczelina wzdłuż kilku kolejnych sekcji kadłuba. A z tym już nawet najsolidniejsze grodzie sobie nie poradzą, Statek po prostu stracił wyporność, przełamał się na pół i zatonął w około dwie godziny od kolizji z górą lodową.

Hrabina u steru

Kolejną romantyczną bohaterką tragedii Titanica była uwielbiana przez Anglików 33-letnia wówczas hrabina Lucy Noel Rothes. Śmiało można powiedzieć, ze pod względem popularności była w swoich czasach odpowiedniczką księżnej Diany. Zawsze w awangardzie mody i dobrego smaku, była ozdobą każdego liczącego się w wyższych kręgach balu czy przyjęcia. A jednak owej pamiętnej nocy pokazała swoje drugie oblicze. Jak wynika ze wspomnień świadków, kiedy znalazła sie w szalupie, widząc apatię i przerażenie współuczestników, wzięła ratunek w swoje ręce. Najpierw chwyciła za wiosło, by zachęcić innych, zamarzających rozbitków do wiosłowania, potem stanęła przy sterze szalupy. Nie spoczęła nawet na pokładzie Carpatii, gdzie zajęła się ofiarami tragedii, wyziębionymi, rannymi. Nawet w nowojorskim porcie nie opuściła pokładu dopóki nie upewniła się, że każdy z współtowarzyszy tragedii otrzymał należną pomoc.

Wiadomo, że nadawany z pokładu Titanica sygnał o ratunek (na zmianę tradycyjny CQD i nowy sygnał SOS) przechwyciło kilka statków, jednak jedynie należąca do konkurencyjnych linii Carpatia była na tyle blisko, by podjąć jakąkolwiek rozsądną akcję. Na miejsce przybyła dopiero po czterech godzinach, kiedy statek dawno był na dnie. Z 2208 osób przebywających na pokładzie liniowca ocałało jedynie 704 – rozbitkowie z szalup.

Titaniki polskiego wybrzeża

Tragedia Titanica działa na wyobraźnię mas, podsycana przez autorów książek, reżyserów i scenarzystów Hollywood. Nie łudźmy się jednak, że to najokrutniejsza i największa morska katastrofa. Nie przymierzając – trzy większe zdarzyły się w okolicach polskiego wybrzeża, pomiędzy plażą w Ustce i Helem. Było to zimą 1945 roku, podczas panicznej ucieczki niemieckich mieszkańców Pomorza przed nadciągającą Armią Czerwoną. 30 stycznia z portu gdyńskiego wypłynął statek MS Wilhelm Gustloff z… dziesięcioma tysiącami załogi i pasażerów! Wśród nich byli świeżo upieczeni absolwenci szkoły podwodniackiej, ranni żołnierze z frontu wschodniego, 400 dziewcząt z pomocniczego korpusu oraz kilka tysięcy cywili, uchodźców z Pomorza i Prus Wschodnich. Tuż po godzinie 21 statek został trafiony trzema torpedami radzieckiej łodzi podwodnej S-13. Jako pierwsze zginęły dziewczęta i ranni, którzy przebywali w zaadoptowanej na pływający szpital ładowni. Właśnie w nią trafiła pierwsza torpeda i nieszczęśnicy natychmiast znaleźli sie pod lodowatą wodą. Kolejne tysiące zginęły w niespełna godzinę. Ewakuacja była niemożliwa, gdyż żurawie łodzi pozamarzały. Prowadzący akcję ratunkową torpedowiec uratował jedynie około 400 osób. Dwa tygodnie później radziecka flota zatopiła kolejny statek z uchodźcami – MS Steuben (3500 ofiar), a w kwietniu 1945 na dno poszedł liniowiec MS Goya (około 7000 ofiar).

Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 28412
Tak

23731
84%
Nie

4681
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat wyłudzenie kredytu warszawa | zawiasy nierdzewne | medycyna estetyczna gdańsk | Diagnostyka poronień | psychoterapeuta Cieszyn
zespół muzyczny gliwice | łańcuchy nierdzewne | kontraktowa produkcja suplementów diety | medycyna tropikalna Rybnik | zastrzyki doszklistkowe gdańsk