KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 25 wrzesień 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Artysta nie do wynajęcia
2017.07.05 / Grzegorz Małkiewicz
TAGI:
Share |
W szufladach w pracowni Andrzeja Krauzego rysunki deponowane od lat. Nie słyszę jednak deklaracji – to mój dorobek. Nie pytam dlaczego. Są artyści, dla których dychotomia: życie i sztuka, nie istnieje… Andrzej Krauze do nich należy.

Właśnie wrócił z Warszawy. Tym razem był to pobyt wyjątkowy. Znany artysta współpracujący m.in. z takimi tytułami, jak „New Scientist”, „The Guardian”, „Rzeczpospolita”, od początku goszczący też na łamach „Nowego Czasu”, otrzymał prestiżowy złoty medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis oraz Nagrodę im. Lecha Kaczyńskiego.

Krauze to typowy przykład artysty wsobnego (przypadek dziś rzadki), który tworzy, bo inaczej żyć nie potrafi, a w świetle jupiterów czuje się niezręcznie. Sława, uznanie to sprawy drugorzędne, nawet trochę irytujące, bo zakłócają wewnętrzny porządek, również porządek rzeczy. A w nim przedmioty najważniejsze: biurko, papier, pióra i kredki. I samotność artysty otwartego na świat, który przejmuje go do głębi.

Nagrodę im. Lecha Kaczyńskiego Andrzej Krauze otrzymał wspólnie ze swoim bratem Antonim, znanym reżyserem, twórcą takich filmów, jak „Palec Boży”, „Prognoza pogody”, „Czarny czwartek” czy „Smoleńsk”.

– Nie ukrywam, że nagroda miała polityczny charakter – mówi Andrzej. – Na uroczystości byli wszyscy najważniejsi przedstawiciele obecnej władzy, zabrakło jedynie pani premier Beaty Szydło. Ale z drugiej strony gdybym nagrody nie przyjął, byłby to też akt polityczny... – śmieje się artysta. – A ja nie jestem politykiem, nie mam też żadnych politycznych afiliacji. Tak się jednak składa, że mój światopogląd, moje wartości bliższe są programowi obecnej władzy. Nigdy nie byłem działaczem, nie angażowałem się politycznie, robiłem tylko rysunki, i w tym byłem zawsze niezależny, nigdy nie robiłem rysunków na zamówienie żadnej władzy.

Rodzinna poniekąd uroczystość przyznania obu braciom tej samej nagrody prowokuje pierwsze pytanie.

Co Andrzej myśli o Antonim, a Antoni o Andrzeju?

– Odpowiedź na to pytanie jest trudna. Antek jest siedem lat ode mnie starszy i jego wpływ na moją wczesną młodość był ogromny. Przede wszystkim lektury, które mi podsuwał. Potem to się zmieniało, różniło nas inne pole działania i inne myślenie.

Czyli prawo dorastania, najpierw fascynacja, a z czasem potrzeba uniezależnienia.

– Trochę tak, ale nigdy nie byłem tak naprawdę od niego zależny. Nasze podejście do sztuki jest inne. Antek jest wybitnym i wszechstronnym artystą: skończył malarstwo na ASP w Warszawie (świetnie malował), był aktorem STS [Studenckiego Teatru Satyryków – red.], a w końcu został reżyserem i zrobił kilka wspaniałych filmów. Ja jestem mentalnie inny niż on. I byłem zawsze.

Ale macie wspólne korzenie, myślę tu o wartościach.

– Tak, ale kiedy ja dorastałem, on już nie mieszkał w domu. Odwiedzał nas często, ale były to wizyty krótkie, przywoził jednak zawsze jakąś książkę, którą ja natychmiast połykałem. Zacząłem czytać książki z jego biblioteki, całą klasykę. W tym sensie był to jego wpływ na mnie. Dzięki niemu poznawałem też ciekawych ludzi, ale nasze kontakty nie były bliskie.

Przyznanie Wam obu nagrody w tym samym czasie musiało być wydarzeniem wyjątkowym.

– Było, nigdy tego nie zapomnę, wszyscy wstali z miejsc, to był wzruszający moment. Prezes Kaczyński wręczający nam kwiaty. Bardzo mnie też wzruszyła i poruszyła laudacja napisana przez prof. Legutkę i odczytana przez aktora Lecha Łotockiego. Po uroczystości przeszliśmy z Teatru Wielkiego do galerii Kordegarda na Krakowskim Przedmieściu. Ja – prześmiewca, z władzą pod rękę. Dreptałem obok marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, wokoło nas zaniepokojona obstawa, a marszałek Kuchciński opowiada, jak bardzo ważne w jego młodości były moje rysunki zamieszczane w warszawskiej „Kulturze”. To zrobiło na mnie duże wrażenie, nigdy nie myślałem w takich kategoriach, że moje rysunki miały wpływ na kolejne pokolenia. Rysując, nie myślałem, kto będzie moje rysunki oglądał i jaki mogą mieć na nich wpływ. Ale ostatnio pojawiają się takie refleksje, nagle myślę o odbiorcy z młodszego pokolenia. Próbuję też odtworzyć w swojej pamięci początki mojej przygody z rysowaniem. Miałem zniszczone, stare wydanie książki Marii Konopnickiej O krasnoludkach i sierotce Marysi, z rysunkami czarno-białymi. I te rysunki w małym formacie robiły na mnie największe wrażenie. Teraz, kiedy myślę, skąd biorą się inspiracje przy tworzeniu wycinanek, przypominam sobie tę książkę, nie znam nazwiska autora tych ilustracji, wydanie pochodziło z czasów zaborów. Podobnie było z Antkiem i jego środowiskiem. Pamiętam, jak wielkim przeżyciem dla dorastającego młodzieńca były wyprawy, dzięki Antkowi, na przedstawienia STS-u.

A co Antoni obecnie myśli o twórczości Andrzeja?

– Musisz jego o to zapytać, dam telefon. No dobrze… Kiedy powiedziałem mu, że chciałbym się wycofać z rysowania komentarzy politycznych, bardzo protestował. W Warszawie miałem niewiele czasu na rozmowę z bratem, ale zdążył mi powiedzieć, że według niego on został wyróżniony przy okazji mojej nagrody, co uważam za jego przewrotność. Dla mnie bardzo ważne były spotkania z młodymi ludźmi na wernisażu w galerii Kordegarda. Wystawa nie była ani tematyczna, ani polityczna. Kurator miał taki pomysł, ale ja zaproponowałem wycinanki – moją ulubioną formę w ostatnich czasach – w Warszawie jeszcze nie pokazywane. Kurator wybrał 60 z 200 zaproponowanych. W mojej kolekcji jest już ich około 600. Rysunki polityczne pokazywane były na dwóch ekranach, ale bardziej współczesne niż stare. Okazało się, że taka prezentacja została bardzo dobrze przyjęta.

600 wycinanek to liczba imponująca, bo robisz je praktycznie dla siebie. Jak to określasz, jest to swoista terapia przez ciebie wymyślona.

– Tak, i zajmuję się tym dopiero od pięciu lat. Uważam, że w tej chwili jest to najważniejsze, co robię. Około 50 wydrukował „Plus Minus”. To byli wspaniali ludzie, stworzyli najciekawszy tygodnik i musieli odejść. A odeszli w proteście przeciwko mojemu zwolnieniu. Komentarzem politycznym zajmuję się już sporadycznie. Kiedy współpracowałem z „Rzeczpospolitą”, zamieszczałem tam rysunki sześć razy w tygodniu. To było męczące, ale też fascynujące. Moje rysunki były komentarzem do najświeższych wydarzeń. Wiedziałem, że to musi się kiedyś skończyć.
I skończyło się w sposób najmniej spodziewany i… najlepszy dla mnie – po 15 latach to redakcja zrezygnowała ze współpracy ze mną, a nie ja. Poniekąd zostałem bohaterem i część redakcji odeszła ze mną, łącznie z Dominikiem Zdortem, który ten dodatek „Rzeczpospolitej” wyciągnął na najwyższy poziom.

Druga nagroda została Ci wręczona przez ministra kultury i sztuki.

– Minister Gliński podkreślił, że jest mu bardzo przykro, że byłem jakby przez Polskę zapomnianym artystą.

Czyli artysta cały czas obecny na polskiej scenie, ale systematycznie pomijany przez wcześniejszą władzę.

– Trochę tak, władza mnie nie rozpieszczała. Z nagrodami mam jednak problem, czuję się speszony i zawstydzony. Mam nawet w swoich zbiorach taki rysunek, bo łatwiej jest mi coś narysować niż powiedzieć: osoba nagrodzona pod ciężarem medalu pochyla się i upada. Czasami wydaje mi się, że to, co robię, nie jest w ogóle sztuką, albo jest nią bardzo rzadko. Dlaczego? Bo sam oczekuję od sztuki czegoś specjalnego, czegoś, co mnie wyniesie na inne poziomy: myślenia, życia, odbioru, wrażeń. Większość moich rysunków satyryczno-politycznych traktuję jako rzemiosło. Ale czasami robię rysunki dla siebie i zakładam, że to jest sztuką albo jest bardzo blisko sztuki, bo wcale nie jestem taki pewny, że można to nazwać sztuką.

Wiemy, że najlepiej czujesz się przy biurku z piórem w ręce, jednak tak ważne wyróżnienie nie może być dla Ciebie obojętne.

– Największą dla mnie satysfakcją z pobytu w Warszawie była frekwencja na wernisażu, tłumy ludzi na chodniku, bo w środku nie było już miejsca. To byli w większości młodzi ludzie – dla nich rysuję, nie dla polityków. W polityce interesuje mnie człowiek, który się zagubił. Staram się mu pomóc, stworzyć przestrzeń pozwalającą na refleksję.

Rozmawiał: Grzegorz Małkiewicz


ANDRZEJ I ANTONI KRAUZE

O randze artystów świadczy przede wszystkim niezwykłość wyrazu twórczego oraz przenikliwe widzenie świata. Ale o randze świadczy też odwaga, z jaką oni – często wbrew presji opinii i mimo nacisków władzy – ten przenikliwy opis świata przekazują.

W przypadku Andrzeja Krauzego oraz Antoniego Krauzego owe trzy kryteria są spełnione w stopniu wzorcowym. Mamy do czynienia z twórcami, u których kunszt, przenikliwość i odwaga współgrają ze sobą i jak dojrzały utwór muzyczny tworzą harmonię. Ich kunszt widoczny jest dla każdego nieuprzedzonego odbiorcy: trudna do podrobienia jakość stylu, charakterystyczna kreska, sugestywny obraz, ujmujący prawdą zarys postaci, oryginalność formy, przejrzysta dramaturgia sytuacji, uroda kadru, jasność prezentacji, pamiętność scen, idealne połączenie konkretu z syntezą. U obu artystów ten kunszt był też zawsze wprzęgnięty w trafność opisu świata, często tak niepokojącą, że wzbudzała ona opory cenzorów, władzy politycznej, czy – i to się też niestety zdarzało – środowiskowego stada, owych samorodnych i domorosłych „policji jawnych tajnych i dwupłciowych”, nieodmiennie czyhających na odszczepieńców. Ale wbrew tym oporom opis rzeczywistości obu twórców docierał do odbiorców i głęboko ich poruszał.

Ludzie mojego pokolenia często patrzyli na PRL oczami artystów, w tym również oczami Andrzeja Krauzego. Rozpoznawaliśmy w jego rysunkach ów brzydki świat nas otaczający, a w tym świecie dostrzegaliśmy postaci, sytuacje i atmosferę z jego twórczości. I już nie wiadomo było, czy to komuna naśladowała rysunki Krauzego, czy Krauze przedrzeźniał komunę, wydobywając jej istotne cechy. Podobnie działo się w III RP, która na początku jeszcze amorficzna, nie poddawała się wyraźnym uogólnieniom i nie wiedzieliśmy dokładnie, z czym mamy do czynienia. A Andrzej Krauze był jednym z pierwszych, który nauczył nas ją poznawać, bo pokazał ją właśnie w syntetycznym skrócie. Gdy to uczynił, śmialiśmy się głośno, by po chwili popaść w smutną zadumę. I po jakimś czasie znowu trudno było się zorientować, co jest pierwowzorem, a co jego ilustracją. Czy to artysta opisuje świat, czy świat naśladuje artystę.

Andrzej Krauze, artysta wszechstronny, to także mistrz plakatu, sztuki, w której Polacy od wielu dziesięcioleci znajdują się w światowej czołówce, i w której zdobył on pozycję wyjątkową. Jest on również niezrównanym twórcą ilustracji. Należy tylko żałować, że żyjemy w takich czasach, iż sztuka ta – plakaty i ilustracje – tworzona przecież po to, by towarzyszyła nam w naszej codzienności, stała się trudno dostępna, obecna bardziej dla znawców niż dla nas zwykłych ludzi.

W swoich dziełach Andrzej Krauze przekazuje nam swoją opowieść, przetransponowaną na głosy i gatunki, ale jest to jedna opowieść o naszej cywilizacji. Jego wczesny film o sztuce fruwania, gdy latający na wolności ptak zostaje zamknięty w klatce, by później się do niej przyzwyczaić, a w końcu – w wersji usuniętej przez cenzurę – zmienić się w mysz i stać się własnym strażnikiem, wyraził myśl, która później pojawia się w wielu jego dziełach: w rysunkach przedstawiających PRL i III RP, ale także w rozpisanej na sceny historii o panu Pióro, istocie przebywającej w skrajnie konformistycznym świecie, świecie zamieszkałym przez nieodróżnialne od siebie pióra, a jednak zdolnej wyłamać się od czasu do czasu z potężnej presji wywieranej przez ujednoliconą przeciętność. To smutna, lecz przenikliwa prawda o dzisiejszym świecie.

Artystą osobnym jest także Antoni Krauze. Ludzie mojego pokolenia pamiętają jego debiut pełnometrażowy – Palec Boży. Pamiętają, jak wielkie wrażenie zrobił na nas ten film. Był to rok 1973, jeszcze czasy pewnego optymizmu związanego z wczesnym Gierkiem i właśnie w takiej atmosferze powstaje film mówiący o niespełnionym marzeniu, film całkowicie niepublicystyczny, pełen zadumy i smutku, niepasujący do tamtych czasów, również odstający od tej publicystycznej krytyki peerelowskiego ustroju, jaka wówczas się rodziła.

I tę osobność reżysera będziemy mogli później dostrzec w innych dziełach. Oto w okresie radosnej „Solidarności” powstaje Stacja, film wcale nieradosny, wręcz smutny, dający niewiele pokrzepienia, opowiadający o epizodzie z życia kilku ludzi z października 1956 roku, gdzie w tle mamy przemówienie Gomułki wraz z entuzjazmem tłumów oraz widzimy przejeżdżające transporty wojskowe. Albo Prognoza pogody, film zrealizowany w przygnębiającym okresie dyktatury Jaruzelskiego, opowiadający o grupie starców, skazanych na wegetację, zmierzającej do rychłej śmierci grupie, która przeżywa niezwykłą i dającą radość przygodę. I tu również reżyser mówi nam coś, co nie pasuje do atmosfery czasów. Albo znakomity Czarny czwartek przypominający krwawo tłumioną walkę protestujących robotników w Gdyni i w Gdańsku w roku 1970, film, który powstał w czasach kultu Polski bezmyślnej, kiedy programowo odwracano się od powagi i dramatyczności naszej tożsamości historycznej. I wreszcie Smoleńsk, na którego realizację artysta zdecydował się wbrew jazgotowi ówczesnej trzymającej władzę politycznej, dziennikarskiej i artystycznej elity.

Dzieło Antoniego Krauzego jest zbyt bogate i różnorodne, by poddawało się jednoznacznym uogólnieniom. Ale łatwo tam dostrzec przynajmniej jeden wyróżniający się wątek, od Palca Bożego do Smoleńska. Jest to wątek prawdy, tej wewnętrznej, którą każdy człowiek chciałby znaleźć w sobie, a nie znalazłszy, popada w udrękę, oraz tej prawdy zewnętrznej, opisującej świat, w jakim żyjemy, a która jest nieustannie zaciemniana, fałszowana wbrew naszej woli, a często za naszym przyzwoleniem. I filmy Antoniego Krauzego też mają swoich ludzi osobnych, którzy mimo trudności starają się – w niełatwych sytuacjach bolesnej polskiej historii ostatnich dziesięcioleci – odnaleźć tę prawdę w sobie, a także dostrzec ją poza sobą.

Nagrodę im. Lecha Kaczyńskiego otrzymują dwaj twórcy, których łączy coś więcej niż bliskie pokrewieństwo i wspólnota nazwiska. Ich dzieła uczyniły nasze życie lepszym w tym sensie, że w świecie zachwianych norm i kryteriów, w świecie wchłaniającym sztukę i artystów na swoje potrzeby dzieła te przywracały nam wiarę w niezależne od kaprysów epoki normy i kryteria, a tym samym wiarę w sens sztuki i godność artysty.

Są i zawsze byli artyści, czasami znakomici, którzy tworzyli wybitne dzieła, lecz mimo wszystko poddające się zmieniającym się koniunkturom i wdające się z nimi w niejednoznaczne romanse. Otóż Andrzej Krauze i Antoni Krauze do takiej grupy nie należą. Oni żyli i działali, od początku będąc całkowicie i konsekwentnie poza koniunkturami, świadomi, że świat ze swoją przemocą i swoimi pokusami, ze swoimi mistyfikacjami i powszechnym konformizmem udającym niezależność wymaga ze strony twórców dzielności. I tej dzielności, wiernej towarzyszce ich wspaniałych artystycznych osiągnięć składamy tą nagrodą hołd.

Laudacja prof. Ryszarda Legutki wygłoszona na uroczystości przyznania Nagrody im. Lecha Kaczyńskiego w Warszawie 20 maja 2017.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 23823
Tak

19815
83%
Nie

4008
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat sprawy nieletnich warszawa | pierścienie nierdzewne | kosmetyka gdańsk | Camlock couplings | wykrawarki do naroży
Zespół muzyczny Kędzierzyn Koźle | śruby | podział nieruchomości Rybnik | badania kierowców Jastrzębie Zdrój | sprzęt alpinistyczny