KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 20 lipiec 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




BREXIT – polityczny pojedynek
2016.04.01 / Adam Dąbrowski
TAGI:
Share |
Wielka Brytania jest trzecim co do wielkości płatnikiem netto do budżetu UE. W latach 2007-2013 wpłaciła 77,7 mld euro, a otrzymała 4,9 mld euro mniej. Z kolei Polska otrzymała o 8,5 mld euro więcej, niż wpłaciła. Decyzja Londynu o wyjściu z UE oznaczałaby konieczność korekt budżetowych i ograniczenia europejskiego funduszu strukturalnego z którego Polska korzysta.

Dwadzieścia osiem państw, dwadzieścia osiem zderzających się ze sobą, często sprzecznych interesów. Negocjacje w Brukseli ciągnęły się znacznie dłużej niż się na Wyspach spodziewano. Ostatnim aktem miało być angielskie śniadanie, które potem stało się angielskim lunchem, a ostatecznie zamieniło się w kolację. Ale być może, patrząc wstecz, brytyjski premier do tego uciekającego śniadania jeszcze zatęskni. Bo jak przyjechał na Wyspy, odkrył, że ucieka mu... jego własna partia sprawująca samodzielnie rządy.

Przy wszystkich piętrzących się trudnościach, we Wspólnocie panowała zgoda, że Wielką Brytanię trzeba zatrzymać. Na podstawowym poziomie negocjacyjnym panował tam konsensus, że trzeba okazać premierowi Cameronowi dobrą wolę. Dobrą wolę, na którą tu, na Wyspach, lider Partii Konserwatywnej nie zawsze może liczyć.

– Dzieje się to nieustannie. Kolejni premierzy ogłaszają, że zreformują Unię, a potem wracają z niczym – ogłosił po powrocie Camerona z Brukseli Nigel Farage. I nazwał cały układ „żenującym”. Tyle że akurat cios z tej strony Cameron miał wpisany w bilans zysków i strat. Gorzej z tym, co stało się następnej niedzieli.

Sztylet Borisa

Wiecznie rozwichrzona, charakterystyczna blond czupryna, nieustanny potok dowcipów, łacińskie sentencje wplatane w wypowiedzi, by zbić dziennikarzy z pantałyku, wywiady udzielane często bez schodzenia z roweru, nie mówiąc już o zdjęciu kasku. Boris Johnson, charyzmatyczny, ekscentryczny burmistrz Londynu od dawna uważany był za cenne trofeum po obu stronach sporu o Brexit. Przeciągali go i konserwatywni zwolennicy pozostania w Unii, i ci, którym marzy się podniesienie zwodzonego mostu. Boris Johnson długo hamletyzował, ale gdy Cameron wreszcie wrócił z Brukseli z pakietem porozumień, dalsza zwłoka przestała mieć uzasadnienie.

Decydująca scena. Niedziela 2 lutego. Przed domem burmistrza wśród tłumu reporterów szepty, że Boris Johnson wreszcie przemówi i że zada cios w plecy premierowi Cameronowi. I rzeczywiście. Przemówił. I zadał.

– Chciałbym zobaczyć nowe relacje między Unią a Wielką Brytanią. Takie, których centrum są wolny handel i współpraca. Ale ze zdecydowanie mniejszym naciskiem na element ponadpaństwowy. Takie jest moje stanowisko. Biłem się z tym bardzo długo, bo ostatnia rzecz, jakiej chciałem, było sprzeciwienie się rządowi Davida Camerona. Ostatecznie jednak rekomenduję, by wyjść z Unii. Chcę po prostu lepszego układu dla obywateli naszego kraju – ogłosił burmistrz Londynu, przyłączając się tym samym do obozu Brexit.

Skąd decyzja, by wyciągnąć sztylet, którym można ugodzić premiera? – Boris może sądzić, że ma większe szanse wygrania rywalizacji o fotel przywódcy Partii Konserwatywnej w momencie, gdy opowie się za wyjściem z Unii. Kalkuluje, że skoro co najmniej połowa konserwatywnych parlamentarzystów skłania się ku poparciu Brexitu, tym samym rosną jego szanse. Moim zdaniem wybierając pozostanie we Wspólnocie tych szans by nie miał – uważa Agata Gostyńska, ekspert z londyńskiego Centre for European Reform.

Prawica punktuje, lewica... oklaskuje

Boris Johnson nie jest sam. Na następny akt w brexitowym thrillerze przyszło nam poczekać do następnego dnia. Tłum dziennikarzy przeniósł się sprzed domu Johnsona w okolice parlamentu. To tu wyciągnięte zostały kolejne sztylety.

Na pierwsze posiedzenie po swoim powrocie z Brukseli David Cameron przybył w wojowniczym nastroju przedstawiając posłom alternatywę: „Albo będziemy jeszcze większą Wielką Brytanią w zreformowanej Unii, albo zdecydujemy się na skok w nieznane”. – Wierzę, że w zreformowanej Unii Wielka Brytania będzie silniejsza, bezpieczniejsza i bardziej zamożna. Po pierwsze, silniejsza, bo możemy odgrywać kluczową rolę w jednej z największych organizacji świata, mając wpływ na decyzje dotyczące handlu i bezpieczeństwa. Po drugie, bezpieczniejsza, bo będziemy współpracować z naszymi partnerami w walce z międzynarodową przestępczością i terroryzmem. Po trzecie, zamożniejsza, bo nasz biznes będzie miał pełny dostęp do wolnego rynku, co przyniesie nam miejsca pracy, inwestycje i niższe ceny – wyliczanka premiera była długa, ale nie zdołała przekonać wielu członków jego własnego stronnictwa.

Nieprzypadkowo tego popołudnia Cameron najgłośniejsze oklaski zbierał z ław... lewicowej opozycji. Jeremy Corbyn, lider Partii Pracy, nigdy nie krył się ze swoją niechęcią do Wspólnoty. Ideowo wywodzi się z głębokiej, marksizującej „lewicy na lewicy”, postrzegającej Unię jako twór neoliberalny, działający w imię interesów wielkiego biznesu podkopującego prawa pracownicze. Jego opinię o Wspólnocie wzmocnił jeszcze kryzys grecki i reakcja największych unijnych graczy, którzy zafundowali Atenom zaciskanie pasa i coś, co Corbyn postrzega jako serię upokorzeń. Mimo to Corbyn zdaje sobie sprawę, że w jego partii dominuje jednak sympatia do Europy. Wie, że nie może sobie pozwolić na otwarcie kolejnego frontu (bo partia już teraz jest podzielona). Oficjalnie opowiada się więc za pozostaniem we Wspólnocie, choć trudno przypuszczać, by w wir kampanii prounijnej rzucił się z entuzjazmem. To dlatego zaofiarował Cameronowi wsparcie, mówiąc: „My też chcemy zostać”. Jednocześnie namalował inną od Cameronowej wizję wspólnoty: z większą integracją polityczną i szerszymi rozwiązaniami prosocjalnymi. Wizję, od której premier Cameron szybko na wszelki wypadek się odciął.

Podobnych do opozycji skrupułów nie mieli członkowie własnej partii Camerona. Wręcz przeciwnie, mówili jak najtwardsi przeciwnicy premiera. – Tyle wysiłku owocuje tak znikomymi efektami! Unia to gasnąca organizacja – grzmiał konserwatywny poseł Jacob Mogg-Ress. A bliski sojusznik i przyjaciel Camerona (do niedawna?), Michael Gove, minister sprawiedliwości, pojawił się niemal we wszystkich mediach opowiadając, że Wielka Brytania poza Wspólnotą uwolni się z kaftana brukselskiej biurokracji, zachowując jednocześnie dostęp do wspólnego rynku, który rozciąga się od Turcji po Islandię.

„Kruche zawieszenie broni pośród torysów leży właśnie w gruzach” – komentował „Daily Telegraph”. Swoje zrobiło tu słynne już zdjęcie „gangu sześciu” – wysoko postawionych polityków Partii Konserwatywnej. John Whittingdale, Theresa Villiers, Michael Gove, Chris Grayling, Iain Duncan Smith i Priti Patel pozowali fotoreporterom z banerem głoszącym: „Odzyskajmy kontrolę”. Sugestia dla premiera dość nieprzyjemna: jego wizja kontroli nie daje.

Choć Cameron na podobne argumenty ma odpowiedź: – Brexit dałby nam poczucie suwerenności. Ale zadajmy sobie pytanie, czy w tym przypadku mielibyśmy władzę, by zadbać o nasze firmy tak, by nie padły ofiarą dyskryminacji w Europie? Nie, nie mielibyśmy. Czy mielibyśmy władzę, która sprawiałaby, że inne państwa kontynentu dzieliłyby się z nami informacjami celnymi, byśmy skuteczniej zapobiegali terroryzmowi czy przestępczości? Nie, nie mielibyśmy. Czy gdyby ktoś postawił szlaban naszemu handlowi pod fałszywym pretekstem zdrowotnym, mielibyśmy władzę, by się temu przeciwstawić? Nie. To iluzja suwerenności, ale bez władzy, bez kontroli, bez możliwości osiągania celów – mówił w BBC premier.

W każdym razie premier Cameron odkrywa właśnie, że walczyć będzie musiał nie tylko z Faragem, ale też ministrami u jego boku. A ich obecność będzie musiał chyba tolerować – jest za słaby, by próbować zdymisjonować ich w tym momencie. Zdaniem Agaty Gostyńskiej będzie to działać przede wszystkim na niekorzyść jego kampanii. – Społeczeństwo ma w zwyczaju szukać jednak rady u partii politycznych. Moim zdaniem im bardziej dana partia jest podzielona, im mniej spójny komunikat wysyła, tym trudniej podjąć im decyzję – tłumaczy ekspert Centre for European Reform.

Co na to Szkoci?

Co dalej? Ostatecznie zdecydują Brytyjczycy. Gdy w połowie lutego pytaliśmy o zdanie londyńczyków, opnie były podzielone.

Opinia 1: – Chyba zdecydują się na opuszczenie Unii. Kiedyś Wielka Brytania zarządzała największym imperium świata z o wiele mniejszą liczbą urzędników i jakoś się to udawało.

Opinia 2: – Chcę zostać. Korzyści przeważają nad kosztami. Wielka Brytania ma kompleks małego kraju – mamy nawyk z przeszłości, by próbować wszystkim zarządzać. Ale dziś to po prostu niemożliwe. Poza tym mamy dom we Francji, więc to by nam nie służyło.

Opinia 3: – Uważam, że wpłacamy do unijnego budżetu więcej niż dostajemy. Musimy mieć kontrolę nad własnymi pieniędzmi. I naprawdę nie sądzę, by po wyjściu z Unii nawiązanie kontaktów handlowych z resztą krajów Europy było problemem.

Opinia 4: – Jeżeli zostaniemy, łatwiej będzie handlować. Do tego dochodzi większe bezpieczeństwo. Bruksela narzuca nam parę rzeczy, zmniejszając naszą suwerenność, ale wycofując się teraz, gdy zaszliśmy już razem tak daleko, byłoby głupotą.

Większość naszych rozmówców przyznawała jednak, że ich poglądy nie są kategoryczne, że ciągle się wahają. W sprawie Europy różnice w obozach radykalnych eurosceptyków i euroentuzjastów są bowiem relatywnie niewielkie. Pośrodku wiele jest punktów do ugrania.

Warto jednak pamiętać, że o zdanie pytać też trzeba mieszkańców Glasgow czy Edynburga. A Szkoci bardzo różnią się w podejściu do Unii od Anglików. Według sondaży 2/3 chce pozostania w Unii.

Liderzy Szkockiej Partii Narodowej zdają sobie sprawę, że jeśli Anglicy wyciągną Szkotów z Unii wbrew ich woli, gniew ludu może sprawić, że na stół wróci kwestia niepodległości. Oficjalne stanowisko stronnictwa mówi, że tak szybko mogłoby dojść do niego tylko w przypadku fundamentalnych zmian okoliczności. A do takich należy Brexit. Nicola Sturgeon określa drugie referendum, które miałoby się odbyć po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii, mianem „nieuniknionego”. Przed takim scenariuszem ostrzegał Cameron, a także były laburzystowski premier Tony Blair. Możliwe więc, że domino rozpadnie się następująco: najpierw Zjednoczone Królestwo opuszcza Unię Europejską, a potem Szkocja opuszcza Zjednoczone Królestwo. Co wtedy? Wtedy granica Wielkiej Brytanii przebiegałaby trochę na północ od Carisle.



Pakiet reform, jakie przywiózł z Brukseli David Cameron sprowadzić można do trzech sfer:

Po pierwsze – ochrona dla londyńskiego City, by regulacje strefy euro nie przydusiły go. Tu zaskakująco mocny sprzeciw zgłaszał Paryż, protestując, że domniemana „ochrona” to tak naprawdę przywileje dla brytyjskiego świata finansowego.

Po drugie – suwerenność. Premier zabezpieczył dla Wielkiej Brytanii rodzaj weta opóźniającego, przysługującego szesnastu parlamentom narodowym, które w danej sprawie stworzą wspólny front. Oprócz tego – deklaracja, że Wielka Brytania wyłączona zostanie z symbolicznego zobowiązania do dążenia ku „stale zacieśniającej się Unii”.

Po trzecie – budzące chyba największe emocje: zasiłki i imigracja. David Cameron od dawna powtarza: „napływ przybyszów na Wyspy Brytyjskie jest za duży, nie spodziewaliśmy się takiej skali”. Rozwiązanie? W Unii nie da się po prostu opuścić granicznego szlabanu, więc odciąć należy przybyszów od świadczeń. A tym samym zmniejszyć atrakcyjność Wysp, usunąć bodziec, który sprawia, że migranci tak chętnie tu przybywają.

W sprawie zasiłków chodzi o Tax Credits – dodatki dla słabo zarabiających, swego rodzaju państwowe dopłaty dla pracownika, który zorientował się, że bardziej niż pozostawać przy nisko płatnym zajęciu opłacałoby mu się „siedzieć na zasiłkach”. Tax Credits to swoiste wyrównanie wypłacane przez rząd, by odciągnąć obywatela od rzucania pracy.

Według porozumienia wynegocjowanego przez Camerona, teraz imigrant przez pierwsze cztery lata ma dostawać tylko ułamek należnego mu do tej pory zasiłku, który będzie wzrastał wraz z jego stażem na Wyspach Brytyjskich.

Wiemy też już jak wyglądać będzie kwestia Child Benefits, zasiłków na dziecko, w przypadku gdy rodzice pracują na Wyspach, ale ich dziecko pozostało np. w Polsce. Na pociechę, która pozostaje poza granicami Wielkiej Brytanii, rząd tego kraju będzie wypłacał zasiłek, ale nie po stawce brytyjskiej, lecz lokalnej.

Warto jednak dodać, że wszystko, co premierowi Cameronowi udało się wynegocjować – w wyniku zdecydowanych żądań państw Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski – nie działa wstecz. Zmiany w dodatkach będą dotyczyć tylko tych imigrantów, którzy dopiero tu przyjadą. A jeśli chodzi o zmiany w zasiłkach na dzieci, ci rodzice, którzy już na Wyspach mieszkają, mogą spać spokojnie aż do 2020 roku.

Kompromis Camerona wejdzie w życie dopiero po referendum, jeśli Brytyjczycy opowiedzą się za pozostaniem w Unii.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 28652
Tak

23899
83%
Nie

4753
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |przenośniki taśmowe | zawiasy nierdzewne | medycyna estetyczna gdańsk | Rozwód Rybnik | prasa krawędziowa
sprawy komornicze wodzisław śląski | kotwy nierdzewne | okna Racibórz | badanie do prawo jazdy Jastrzębie Zdrój | stylizacja mężczyzn śląsk