KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 17 styczeń 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




W imię syna
2010.10.18 / Katarzyna Lechowicz
TAGI:
Share |
Na 1000 chłopców rodzą się w Indiach jedynie 933 dziewczynki. Większość z tych narodzin to i tak tragedia, bo pojawienie się córki do dziś jest równoznaczne z nieszczęściem. Stanowią ciężar dla rodziny, która musi otoczyć je opieką i zapewnić posag. I choć zwyczaj hojnego obdarowywania małżonka został oficjalnie zakazany, to nadal jest częstą praktyką. Historia w Indiach wciąż musi być męskiego rodzaju. Musi urodzić się syn.

Bóg jeden wie
Szpital Artemis w sektorze 51 Gurgaonu, biznesowego centrum północnych Indii. Pierwsza wizyta na oddziale kobiecym, w jednym z najlepszych hinduskich szpitali. Szybko da się zauważyć brak obrotowych drzwi. I tak ktoś je za nas otworzy. Ktoś inny przyniesie na srebrnej tacy szklanki ze schłodzoną wodą. Dziewczyna w sari poda chusteczki, by otrzeć pot z czoła. Recepcjonistka podejdzie i grzecznie zapyta, czy może w czymś pomóc. Wypełni za nas wstępny formularz. Służba zdrowia na miarę XXI wieku. Tylko dla obcokrajowców, i może jeszcze Hindusek z najlepszych kast, choć przecież przynależność kastowa została oficjalnie zniesiona.
Schludne, urządzone ze smakiem, elegancko umeblowane i przede wszystkim sterylne wnętrza. Świeże kwiaty i wykwintny bufet. Przyglądam się pastelowym ścianom. Mój wzrok przykuwa sporych rozmiarów tablica z napisem w hindi i po angielsku: „Za przeprowadzanie badań w celu poznania płci dziecka grozi kara pozbawienia wolności i wysoka grzywna”. Odwracam wzrok i zmieniam zdanie. Ja i setki hinduskich kobiet. Czas jednak stanął w miejscu kilka wieków temu.

Przepraszam, gdzie jest Bollywood?
Kobieta w Indiach to zdaniem większości Europejek albo aktorka z Bollywood o twarzy i figurze godnej miss świata, albo bohaterka, którą gra, czyli normalna dziewczyna żyjąca w gronie wielopokoleniowej, szczęśliwej rodziny, czekająca na miłość i ślub. I choć odważniejsze młode Hinduski palą dziś papierosy, piją alkohol, wkładają obcisłe dżinsy, chodzą do klubów czy też w tajemnicy przed rodzicami umawiają się na randki, to do prawdziwej, pokoleniowej rewolucji wiele jeszcze brakuje. Wzory z Bollywood trudno znaleźć poza kinem. Świat kobiet pięknych, bogatych, pożądanych i… wolnych, tych, które na ulicach Delhi spotkać nie jest łatwo, to wciąż miejsce przynależności niewielu. Oto historia trzech Hindusek, marzycielek Bollywoodu, którym życie napisało inny od filmowego scenariusz. Nie mają ze sobą nic wspólnego. W różnym wieku, pochodzące z różnych miast, o odmiennym statusie społecznym kobiety połączyło tylko jedno pragnienie – dziecko rodzaju męskiego. Syn, który znaczy dla nich życie.

Indu znaczy niespełnienie
Do Bollywood najbliżej bogatym, nawet tym, którzy do Mumbaju muszą dolecieć z Delhi. 1180 kilometrów. Indyjska stolica blichtru przyciąga młode Hinduski z dobrych domów jak magnes. Marzyła o niej także Indu. Już od małego, w tajemnicy przed rodzicami i rodzeństwem, oglądała wszystkie wyprodukowane w krainie snów filmy.

Pamięta jedną scenę, jak gdzieś wśród himalajskich łąk Rajiv bierze w ramiona Pallavi. W tle słychać delikatną muzykę, śpiew ptaków, szum wody w pobliskiej rzece. Samego pocałunku nie widać, ale Indu wie, że para i tak się pocałuje, już poza kamerą. Ona sama czekała, by przeżyć pierwszy pocałunek tak jak i oni. Ale przy żadnym koledze nie słyszała muzyki, nie było tych wyjątkowych dźwięków, zapachów, atmosfery... Wszyscy byli tak boleśnie zwyczajni. A miłość musi być filmowa. Prawdziwa. Bo tylko w filmie można czuć intensywnie. Postanowiła więc grać. Każde otrzymane od rodziny pieniądze skrzętnie zbierała do skrzynki i chowała pod figurką Ganeshy, w swoim pokoju. Wiedziała, że tak nie wolno, ale bóg o twarzy słonia musiał jej wybaczyć. Znał przecież intencje.

Gdy skrzynka jest prawie pełna, Indu spakowała plecak, małą podręczną torbę i tydzień po swoich 18 urodzinach już była w jednym z mumbajskich hoteli. Podróż życia okazała się bardzo prozaiczna. Trzeba było kupić bilet, znaleźć właściwy peron, później hotel, dokonać rezerwacji. A wszystko to po raz pierwszy w życiu. Dotąd Indu korzystała z pomocy służących, którzy wyręczali ją niemal w każdej czynności. Samodzielność była wielkim przebudzeniem. Bollywood dream skończyło się jednak szybko, wraz z przyjazdem wuja i ojca.

Nigdy nie zapytała, jak ją odnaleźli. Do Delhi wrócili we troje. Czy płakała? – Tylko w środku. Od powrotu nie spuszczali z niej z oka. Nie miała prawa nigdzie wyjeżdżać, sama wychodzić z domu, nawet kupować płyt DVD. Wolno jej było tylko wyjść za mąż. Cztery miesiące po ucieczce Indu, córka właściciela softwarowego imperium, została więc żoną majętnego biznesmena, później matką Urvi.

Wybór kandydata na męża nie był trudny, choć szukano go, odkąd ona skończyła 10 lat. Szczęśliwcem okazał się syn jednej z najbogatszych rodzin z Mumbaju. I choć jej życie zmieniło się diametralnie, to wciąż jedyne emocje towarzyszą jej tylko w kinie. Tyle zostaje po niespełnionych marzeniach i... jeszcze może garderoba na miarę prawdziwej gwiazdy filmowej, wypełniona niewyobrażalną wielością sari. Prawie 1700 różnych kompletów. Niektóre nigdy nienoszone czekają w szafie na specjalną okazję. Tę, która ma w końcu dać Indu spełnienie. Ona się jednak nie pojawia. Indu urodziła tylko córkę. I choć, jak mówi, nadzieja umiera ostatnia, powoli godzi się z myślą, że swojej roli jako kobieta nie wypełni. Nie wyda na świat męskiego potomka. Jej życie – na pozór usłane różami, a właściwie pieniędzmi – nie do końca przypomina więc bajkę. Jak sama mówi, niepowodzenia w dorosłym życiu wynikają z młodzieńczego nieposłuszeństwa, są karą za mrzonki o innym życiu, o życiu, które i ona chciała kiedyś wieść. – Kobiety roztropne nie powinny pragnąć niczego poza szczęśliwą rodziną. To ona napełnia je dumą.

Indu powodów do dumy nie ma prawie wcale... Po co je mieć, skoro i tak nikt ich nie odziedziczy. Ma dziś 45 lat i wszystko, o czym można tylko marzyć. Możliwości, pieniądze, kontakty, stabilizację i kochającą córkę. Urvi stara się nawet dla niej przypominać chłopca, by stanąć na wysokości zadania i może kiedyś w przyszłości przejąć rodzinne imperium. Indu nie ma jednak marzeń. Może jedno. Wspólne. Matka i córka w skrytości ducha pragną, by Urvi była jednak męskiego rodzaju. Wszystko miałoby wtedy sens.

Indu znaczy praca
Mea to inna historia. Historia, jakich wiele. I właściwie całkiem prosta historia. Jest 10.00 rano, Connaught Place, centrum Delhi. Trwa budowa kolejnego w tej części stolicy wieżowca. 17 pięter przestrzeni biurowych jest stawiane przez niewykwalifikowanych robotników, często zatrudnionych bezpośrednio z ulicy, bez doświadczenia, odpowiedniego przeszkolenia, zasad BHP. Byle niższym kosztem i z jak najszybszym terminem oddania.
Tam spotykam Meę. Wygląda na trzydzieści parę lat. W rzeczywistości jest młodsza o prawie 16. Jako budowlaniec pracuje od ponad pięciu. Przychodzi codziennie, jeszcze przed piątą rano. Jako pierwsza i jedyna kobieta.

Dwóch zaspanych synów układa na stercie desek, pod ścianą. Jak najdalej od maszyn i hałasów. Oby spali jak najdłużej. Wtedy są bezpieczni. Chociaż chwilę. Jej synowie to jej życie na starość. Wentyl bezpieczeństwa. Największa duma i radość. Dziękuje Indrze, bogowi płodności, że nie dał jej córki. Tak kłopotów jest mniej. Synowie będą pracować, otoczą ją opieką i nie będą żądali posagu. To jej jedyne pragnienia.

Trudno przyzwyczaić się do widoku kobiety w sari noszącej ogromne cegły. Tu jednak żadna praca nie hańbi ani też nie dziwi. Ta daje nawet coś na kształt poszanowania w męskim świecie. Płaca wystarcza na wodę i jedzenie chociaż na kilkanaście dni. Ochronny kask? To zbytek, a jeśli nawet, to tylko dla najważniejszych robotników. Kobietom głowę zasłania jedynie przepastna chusta. Mea nie odczuwa strachu, a przecież o wypadek na budowie nietrudno, boi się może tylko o Lalita i Amara, oni znaczą więcej niż jej własne życie.

Obaj zdrowi i silni, co zdaniem Mei jest darem bogów, a nie jej. Choć głęboko wierzy, że są szansą na lepszy byt rodziny. Ale, by pomóc w przyszłości, muszą jej dożyć. Nie jest to wcale oczywiste. Jednak Mea i na to zna sposoby. Gdy są głodni, nuci im piosenkę zasłyszaną kiedyś u matki: „Są gdzieś w dali, miejsca piękne, gdzie nie straszny żaden głód, tam pójdziemy, kiedy tylko gwiazd na niebie będzie w bród”.

Inne kobiety dołączą do Mei, gdy zacznie się czas sprzątania. Jej pozwolono pracować od samego początku, bo umie rozrabiać cement, szpachlować. Zna proporcje. Pracowała zresztą, odkąd pamięta. Do pierwszej pracy matka posłała ją, gdy miała niespełna 10 lat. Miejsce było tylko u szewca. Czyściła buty, naprawiała sznurowadła, łatała, cerowała. Tak minęły dwa lata. Później sprzedawała warzywa, czyściła pojemniki na wodę, najmowała się do prania. Nie pamięta już, ile miała zajęć. W końcu mąż zabrał ją na budowę i tak już zostało. Teraz po raz trzeci jest w ciąży. – Brzuch jest duży, to dobry znak – mówi Mea – będzie syn.

Rathika znaczy oddanie
Ma 24 lata. Szybko łapiemy kontakt. Okazuje się, że mieszkałyśmy w tej samej dzielnicy w Londynie. Łamanym polskim pyta: – Chcesz rosół? Przez kilka miesięcy dzieliła pokój z Polką na Golders Green. – Trochę się nauczyłam – mówi z dość dobrym brytyjskim akcentem. – Wiem sporo o Warszawie i Kieślowskim, moja współlokatorka go uwielbiała. Mnie średnio przypadł do gustu. Jakiś taki smutny. Wolę Shahrukha Khana i Bollywood. Jestem Hinduską z krwi i kości. No, prawie… – dodaje.

– Po trzech latach w Londynie, musiałam przerwać studia. Któregoś razu wieczorem zadzwonił ojciec, kazał wracać. Znalazł mi męża. Protestowałam, próbowałam walczyć, bo miałam w Europie swoje życie, chłopaka, przyjaciół i przede wszystkim namiastkę wolności, z dala od domu. Od rygoru, nakazów, ról. Od bycia córką doskonałą. Nie mam brata, dla rodziny to duża strata. Matka nigdy sobie tego nie wybaczyła. W Londynie decydowałam o prostych sprawach, w co mam się ubrać, gdzie wyjść, jak wyglądać. Niby oczywiste, a dla mnie zupełna nowość. Pamiętam, jak pierwszy raz wyszłam do klubu. Chyba nigdy nie czułam takiej adrenaliny. Chłonęłam całą sobą. Tu nie chodzi o to, by pić czy się bawić. Wcale za tym nie przepadam. Ale mieć możliwość wyboru to niesamowite uczucie.

Ojca nie udało się ubłagać. Dzień po tym, jak skończył się semestr, siedziałam już w samolocie do Indii. Miejsce numer siedem wcale nie miało przynieść mi szczęścia. Rozdarta, bo zostawiłam tam wszystko, na czym mi zależało, poza rodzicami, oczywiście, wracałam do Delhi. Pokazali mi tylko jedno zdjęcie. Niewyraźne, zrobione z daleka, cyknięte gdzieś w Stanach. Patrzył z niego na mnie zupełnie obcy człowiek. Mój mąż.
Ceremonia ślubna była podobna do wszystkich, w jakich zazwyczaj brałam udział w dzieciństwie. Wspólne ozdabianie dłoni mehndi, rytualny pochód i przysięga. Znajomi z pracy zazdrościli dobrej partii. Gratulowali i życzyli szczęścia na nowej drodze. Czułam, że spełniam obowiązek wobec rodziny, że im się to należy. Ja miałam swój czas w Londynie. Dostałam trzy lata życia. Muszą wystarczyć za całe. Przecież od teraz ja i on mieliśmy być nierozłączni...

Zgodnie z Manusmriti, starożytnym indyjskim traktatem „mąż jest prawdą, żona wiernością; mąż jest umysłem, a żona mową; dlatego tam gdzie jest mąż, tam jest i żona”.

O sekretach życia małżeńskiego Rathika nie wspomniała później ani słowem. W ogóle przestała się odzywać. Po miesiącu nie przyszła do pracy, nie odbierała telefonów. Nikt nie wiedział, co się z nią dzieje. W końcu odwiedziłam ją w domu. Otworzył mąż. Rozmowa była krótka: – Ma urodzić syna, a nie pracować. Jej niczego już w życiu przy mnie nie zabraknie.

Syn znaczy życie
Statystyki urodzin w kraju nad Gangesem są zatrważające. Niewielu jednak podnosi alarm. Gdy zamiast upragnionych dziesięciu synów rodzą się córki, rodzina traci. Stąd już w dniu zawarcia związku małżeńskiego prosi się bogów, by okazali łaskę i obdarowali młodą parę synami. Wiele hinduskich kobiet podąża wtedy do mauzoleum Mumtaz Mahal, słynnej cesarzowej, która urodziła mężowi aż 14 dzieci i umarła w połogu. On wybudował jej najpiękniejszy z możliwych grobowców – Taj Mahal. To właśnie tam Hinduski opierają czoła o marmurową płytę i szepczą prośby o płodność. Natomiast w pobliskiej rzece Jamunie, jednej ze świętych rzek hinduizmu, kobiety niepłodne odprawiają przedziwną ceremonię. Żona w towarzystwie męża i kapłana wkłada pod sari melon symbolizujący brzuch ciężarnej i zanurza się w falach Jamuny, w rytm wedyjskich hymnów. Hindusi wierzą, iż kobieta służy zaledwie za naczynie, że znaczenie ma męski potomek, bo on jest odrodzoną formą swego ojca. Rytuał ma więc zapewnić pomyślność w staraniach o dziedzica. W końcu posiadać syna, to posiadać skarb, poważanie, zabezpieczoną przyszłość. To umrzeć spełnioną.

Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 26298
Tak

21956
83%
Nie

4342
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat rozbój warszawa | nitonakrętki nierdzewne | opieka Wodzisław Śląski | Rozwód Rybnik | suplementy diety produkcja probiotyki
zespół muzyczny wodzisław śląski | cyklinowanie bezpyłowe grodzisk mazowiecki | okna Rybnik | promieniowanie jonizujące Rybnik | stylizacja mężczyzn śląsk