KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 20 paĽdziernik 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Do kogo należy POSK?
2015.05.05 / Grzegorz Małkiewicz
TAGI:
Share |
Media podskakują, odebrać skakanki! W ubiegłym roku taką mieliśmy pierwszą stronę. Andrzej Krauze, autor rysunku, przewidział przebieg wydarzeń. Już nie skaczemy w POSK-u. Zarząd podjął decyzję o wycofaniu stamtąd dystrybucji „Nowego Czasu”. Nie otrzymaliśmy żadnego pisma. Decyzję przekazał nam dyżurny portier.

Byłem naocznym świadkiem tych wydarzeń. Sam przywiozłem tam „Nowy Czas”. Jak zwykle, wyłożyłem pierwsze 100 egzemplarzy na przypisane nam miejsce i poszedłem na koncert do Jazz Cafe. W przerwie wychodzę na papierosa i nie widzę naszego tytułu. Naiwnie proszę portiera o dołożenie egzemplarzy. I co?… Trudno mi uwierzyć… Portier oświadcza, że dostał polecenie wycofania „Nowego Czasu” z dystrybucji. – Kto wydał takie polecenie? – pytam. – Nie mogę powiedzieć, ale to osoba z zarządu. Na koncert już nie wracam. Postanawiam przynajmniej uwolnić aresztowanego. Z tym też jest problem. – Nie ma takiej możliwości – słyszę od portiera, kiedy proszę, by w takim razie oddał mi pozostałą część nakładu. – Jak to nie ma? – zwracam się w miarę opanowany w coraz bardziej nerwowej atmosferze. – To moja własność, i jeśli nie ma możliwości dystrybucji „Nowego Czasu” w POSK-u, zabieram cały nakład. Tak się składa, że nie jestem tylko redaktorem naczelnym pisma, jestem też jego właścicielem. – W razie odmowy – dodaję – będę zmuszony poprosić o pomoc policji.

Drugi papieros, i trzeci, kilka telefonów, zbiera się wokół mnie kółko zainteresowanych. Kiedy znów wchodzę do holu, dwie ryzy leżą na ladzie. – Tylko dwie? Przywiozłem dwadzieścia. – A chce pan zabrać? Jest nowa decyzja, można wyłożyć – dodaje portier. „Nowy Czas” zostaje w POSK-u.

Następnego dnia od rana dzwonią ci, którym udało się zdobyć egzemplarz. Po polskim Londynie rozeszło się błyskawicznie, że POSK zabrania dystrybucji „Nowego Czasu”, więc kto bliżej, ten pobiegł sprawdzić, co się dzieje, i szczęśliwie znalazł egzemplarz. Po południu znów telefony – gazety nie ma. Jak się okazuje, ponowne aresztowanie, tym razem na podstawie decyzji całego już zarządu, zwołanego w trybie nadzwyczajnym.

Czy rzeczywiście doszło do takiego zebrania? Kto w nim uczestniczył? Powinno być sprawozdanie. Jeśli decyzja była słuszna i uzasadniona, dlaczego jej autorzy się ukrywają? Jak widać, bycie cenzorem boli, dodatkowo w gmachu zbudowanym przez Polaków, którzy nie zgodzili się na akceptację narzuconej przez obce mocarstwa niewoli, w ośrodku, który był bastionem i dumą wolnych Polaków.

Na ten rodowód powołuje się w liście do „Nowego Czasu” pani dr Marta Spohn, córka Romana Wajdy, jednego z założycieli (niektórzy twierdzą, że najważniejszego) POSK-u. List ten zamieściliśmy w „aresztowanym” wydaniu (nr 2/212).

List napisany, jak podkreśla jego autorka, z własnej inicjatywy (dlaczego musi to podkreślać?). Po opublikowaniu go na naszych łamach list ten zamieszcza również „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza”, tydzień później tygodnik „Cooltura”. W „Dzienniku” poprzedzony jest on kuriozalnym wstępem autorki:

„List ten oryginalnie był zredagowany i wydrukowany na łamach »Nowego Czasu« w odpowiedzi na artykuł Pana V. Valdi pod tytułem O co tu chodzi? (N.Cz. 01/211, 2015).

Ponieważ Pan V. Valdi okazał się reprezentantem redakcji »Nowego Czasu«, a nie, jak się przedstawiał, pobocznym obserwatorem, bardzo proszę o wydrukowanie mojego listu na łamach »Dziennika Polskiego«. Zależy mi na tym, by jego treść dotarła tam, gdzie »Nowego Czasu« nie czytują”.

Wstęp ten wymaga krótkiego sprostowania. Przede wszystkim list dr Spohn nie był przez nas redagowany. To zwykłe kłamstwo i pomówienie. Było w liście kilka błędów ortograficznych, które poprawiliśmy (są nadal w wersji dziennikowej). W poczcie elektronicznej w dalszym ciągu mamy oryginalną przesyłkę od autorki listu, którą nieufnym możemy udostępnić do wglądu. Wersję oryginalną (bez korekty) zamieścił też POSK na swojej stronie, można porównać. Pan V. Valdi jest od lat stałym felietonistą „Nowego Czasu”, i – jak zapewnia – nigdy się nie przedstawiał pani dr Spohn (której zresztą nie zna) jako „poboczny obserwator” niezwiązany z redakcją. Najbardziej jednak kuriozalne w kontekście tego, co się wydarzyło, jest ostatnie cytowane zdanie: „Zależy mi na tym, by jego treść [listu – red.] dotarła tam, gdzie »Nowego Czasu« nie czytują”. Powinno raczej brzmieć: Zależy mi na tym, by jego treść dotarła do czytelników „Nowego Czasu”, którzy zostali pozbawieni ostatniego numeru przez władze POSK-u.

Wersja zamieszczona w „Coolturze” jest już tak zredagowana, że czytelnik tego tygodnika niezorientowany w temacie sporu zastanawia się, po co to i na jaki temat. Ciekawe, kto był inicjatorem tych publikacji. Pani dr Spohn? A może ktoś z władz postanowił zadbać w ten nerwowy sposób o dobrą reputację POSK-u, w rzeczywistości ją pogarszając…

Im bliżej walnego zebrania, tym większa aktywność działaczy. To dobrze, nigdy tak nie było. Przyznam nieskromnie, że jest w tym trochę naszej zasługi. Z powodu materiałów zamieszczanych na naszych łamach (często relacjonowanych na opak) i „aresztowania” tytułu, staliśmy się tematem rozmów rodaków nad Tamizą. Władze POSK-u nie udzielają odpowiedzi na zadawane publicznie pytania, udzielają natomiast odpowiedzi na pytania starannie przygotowane. Rozniosło się już, co jest powodem tej niezwykłej aktywności i zainteresowani członkowie POSK-u poszukują dostępu do zakazanej gazety. Jeśli już, Drogi Czytelniku, gazetę dostaniesz, przeczytaj ją uważnie, odrzuć, przynajmniej na czas lektury, bałamutne wersje trudnej debaty.

Niestety, w polskim środowisku, bez względu na miejsce zamieszkania, obowiązuje struktura hierarchiczna – prezes ma zawsze rację, prezes wie, co jest dobre dla swoich podwładnych, i oczekuje od nich szacunku, tym bardziej że postanowił poświęcić swoje życie dla idei. Jest to anomalia, która w społecznym ośrodku nie powinna się panoszyć, bo tam od prezesa ważniejszy jest szeregowy członek. Zapominanie o tym prowadzi do nadużyć. Polemika z takim założeniem jest trudna, łatwiejsza jest autorytarna praktyka: nie odpowiadać na zarzuty, zadającym pytania na zebraniach odbierać głos, niech poznają swoje miejsce.

Czy pani dr Spohn, córka jednego z założycieli POSK-u, nie widzi, że swoją argumentacją podważa ideę ojca? Kiedy POSK powstawał, na Wyspach mieszkało niewiele ponad 100 tys. Polaków. Obecnie w samym Londynie jest nas około 400 tys. Co zatem spowodowało, że POSK stał się nagle niepotrzebny? Liczne spotkania organizowane poza ośrodkiem, bo POSK jest dla młodych Polaków za drogi, świadczą o dużym zainteresowaniu sprawami polskimi i o potrzebie spotykania się we własnym gronie. Te spotkania wymagają dużego wkładu organizacyjnego, i dochodzi do nich dzięki pracy społecznej młodego pokolenia. Nieprawdą są więc zarzuty starszej emigracji, że młodzi nie mają bakcyla społecznikowskiego. Mają, interesują się też polityką i myślą o przyszłości Polski. POSK nie potrafił, albo nie chciał, tej energii wykorzystać. Dlatego z niepokojem patrzę na te kolejne dziwne praktyki modernizacyjne, które redukują powierzchnię ośrodka na rzecz powierzchni zamkniętej, prywatnej. Czy ktoś z włodarzy POSK-u zadał sobie pytanie, dlaczego polskie biznesy, które powstawały wprost proporcjonalnie do zwiększającej się liczby Polaków w Londynie, nie wynajmują lokali w polskim ośrodku? Śledzę polskie media z obowiązku zawodowego i nie widziałem ani jednego ogłoszenia informującego o takiej możliwości. Skąd ten potencjalny klient ma się wziąć? Z pewnością łatwiej wynająć mieszkania, bo zapotrzebowanie jest większe i nie ogranicza się do Polaków, a całym procederem zajmą się brytyjscy agenci mieszkaniowi za odpowiednim wynagrodzeniem. Nie zdziwiłbym się, gdybym usłyszał o planach sprzedaży całego ośrodka. Ile jest wart? 50 mln funtów? Dopiero mając taką kwotę na koncie, można odegrać rolę mecenasa kultury. Oczywiście kameralnie i bezstresowo. Niepokojąco znany już i sprawdzony scenariusz. Fawley Court oraz nieudana próba sprzedaży Ogniska. Nieudana dzięki aktywności członków, którzy w ostatniej chwili doprowadzili do przewrotu i usunięcia „racjonalnie myślących” powierników, którzy również metodycznie przez długie lata minimalizowali działalność klubu, przedstawiając zmniejszającą się liczbę członków jako najważniejszy argument przemawiający za sprzedażą.

Rewolta w Ognisku była ważnym ostrzeżeniem dla włodarzy POSK-u – na niespotykaną dotąd skalę odbywa się przyjmowanie nowych członków, głównie wprowadzanych przez sekretarza zarządu Andrzeja Zakrzewskiego (zdjęcia list też w redakcji do wglądu). Wypada tylko pozazdrościć rozległych kręgów towarzyskich. Tylko wyjątkowo złośliwi (oczywiście ci z PRL-u, nie mylić z londyńskim radiem) syczą pokątnie, że jest to próba wprowadzenia konia trojańskiego na walne zebranie. W sprawie członkostwa, podobnie jak w kwestii wynajmu lokali, można zadać pytanie, które jak zwykle pozostaje bez odpowiedzi. Dlaczego POSK nie informuje w mediach o możliwości zostania członkiem i korzyściach z tego płynących? Oczywiście kalkulacja jest prosta. Swoich, sprawdzonych, można łatwo spacyfikować (uczestnicy poskowych zebrań mogą opowiedzieć, jak to się robi), nowy element jest nieprzewidywalny, a ponadto nie ma szacunku dla autorytetów i jedynych dziedziców ciężko wypracowanego majątku – bo POSK to przecież my. Takie myślenie, to chyba jednak duży błąd. Właścicielem Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego są jego członkowie, a nie prezesi.

Mimo wszystko nie dziwię się poskowym włodarzom. Władza nie lubi, kiedy patrzy się jej na ręce, nawet władza demokratyczna, dbająca o interes wspólnoty, o dużej społecznej wrażliwości.

„Nowy Czas” wróci do POSK-u, jeśli członkowie tak postanowią. A jeśli kogoś obrażamy, proszę nas podać do sądu.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29431
Tak

24470
83%
Nie

4961
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat sprawy karne warszawa | śruby kwasoodporne | opieka osób chorych i niepełnosprawnych Jastrzębie Zdrój | transport pellet Żory | prasy krawędziowe
Zespół muzyczny Strzelce Opolskie | pręty gwintowane nierdzewne | dietary supplements manufacturers europe | szczepienia dla pracowników Wodzisław Śląski | alpin shop