KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 24 czerwiec 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Populizm w wydaniu brytyjskim?
2015.01.04 / Adam Dąbrowski
TAGI:
Share |
Cameron wytyczył przed wyborami linię frotnu w wojnie z Brukselą. Rykoszetem mogą dostać imigranci. Ale także... sami Brytyjczycy.

Na tę przemowę czekali wszyscy. David Cameron od dawna odgrażał się, że jeszcze przed końcem roku wyłoży swoją strategię wobec Unii Europejskiej oraz imigrantów. Innymi słowy, że będzie miał jasny komunikat dla takich osób, jak na przykład Natalia, która przyjechała tu zaraz po otwarciu granic dla przybyszów z krajów poszerzonej Unii Europejskiej. Natalia pracuje jako nauczycielka. Jest jej tu dobrze i nigdzie się nie wybiera. – Po tylu latach czuję się trochę jak British Pole – wyznaje. Ale retoryka brytyjskiego premiera do podobnych wyznań raczej nie zachęca. Bo tego dnia David Cameron miał dla Natalii następujący komunikat: – Brytyjczycy chcą, by rząd kontrolował liczbę ludzi tu przybywających, a także warunki, na jakich przyjeżdżają i będą tu przebywać. Brytyjczycy pragną, by rząd kontrolował, kto pobiera świadczenia i czego spodziewamy się od niego w zamian. Co więcej, jeśli któryś z pozostających nad Wisłą przyjaciół Natalii chciałby do niej dołączyć, usłyszy od brytyjskiego rządu szereg warunków. Ostrych.

Cameron powiedział to, co przeciętny Brytyjczyk chciałby usłyszeć: jeżeli jesteś imigrantem z Unii Europejskiej i przyjeżdżasz tu dopiero szukać pracy, nie opłacimy ci zasiłku; jeżeli przez pół roku nie znajdziesz pracy, wrócisz do domu; jeśli tu zostaniesz, nie otrzymasz zasiłków dla osób pracujących (in work benefits), dopóki przez cztery lata nie będziesz zasilał pieniędzmi naszego systemu ubezpieczeniowego.

„Premier nareszcie zaczyna działać” – nie kryje radości eurosceptyczny, prawicowy tabloid „Daily Mail”. „To doniosły dzień dla Wielkiej Brytanii i Unii” – pisze „Daily Telegraph” i zauważa, że Cameron po raz pierwszy sugeruje, że jeśli nie dostanie tego, czego chce, będzie dążył do wyjścia Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty Europejskiej.

Przed wyborami w maju przyszłego roku David Cameron idzie na konfrontację z Unią Europejską. Konfrontację, która przynieść ma mu głosy w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Pytania są dwa, fundamentalne. Po pierwsze, czy to wszystko jest legalne? Po drugie – czy nie uderzy w Wielką Brytanię rykoszetem?

Cameron zabiera tax Credit

In-work benefits? To bardzo możliwe, że jeszcze do niedawna nie słyszeli Państwo takiego określenia. Tak się bowiem składa, że tematem numer jeden stało się ono dopiero po wspomnianym przemówieniu premiera. – To realny problem – przekonuje nas jednak Mats Persson z think tanku Open Europe, podobnie jak David Cameron domagającego się radykalnych, wolnorynkowych zmian we Wspólnocie.

– Mamy tu na Wyspach unikatowy model. Przy niskich dochodach, na przykład płacy minimalnej w Wielkiej Brytanii można dostać „kredyt podatkowy”. Przypomina on w gruncie rzeczy zwolnienia z podatku. Można powiedzieć, że mamy tu do czynienia z subsydiowaniem nisko opłacanej pracy – mówi Persson. Innymi słowy: gdyby nie dodatki, emigracja byłaby dla przybyszów mniej korzystna. Efekt? Mniej imigrantów blokowałoby miejsca dla miejscowych. A z powodu mniejszej konkurencji ci drudzy zarabialiby więcej.

To akurat argument, na który uszy nadstawiają również ludzie o przekonaniach lewicowych. – Nie jest przypadkiem, że część elektoratu UKIP to wyborcy Partii Pracy. Ale ci bardziej tradycyjni, jeszcze sprzed epoki Blaira. Oni poczuli się porzuceni przez New Labour – tłumaczy dr Robert Ford z Uniwersytetu w Manchesterze. Powód? New Labour głosiła nową ideologię, zostawiając na bocznym torze wielu ze swoich tradycyjnych wyborców, zwykle słabiej wykwalifikowanych. Takich, dla których imigracja to zdecydowanie mniej pozytywny fenomen niż na przykład dla liberalnego czytelnika „The Guardian” z dużego miasta. Dla tego drugiego murarz Jan oznacza sprawnie wykończoną przybudówkę. A dla tych pierwszych – jedynie konkurencję. Widać, że swoich dobrodziejstw globalizacja nie rozdziela równomiernie.

I rzeczywiście, gdy rozmawiamy z wyborcami Nigela Farage’a, w tym co mówią słychać wiele postulatów z elementarza myśli lewicowej. – Przeciętny wyborca zwraca się ku UKIP widząc, że imigracja doprowadza do erozji płac. Bo w regionach, w których jest już wystarczająco wielu pracowników, nagle pojawiają się nowi. Uważam, że na tę partię głosuje o wiele więcej rozsądnych ludzi niż zwykłych rasistów czy tych, którzy po prostu nie lubią Polaków – mówi nam James, deklarujący – jak coraz więcej wyborców na Wyspach – że w maju 2015 swój głos odda na Partię Niepodległości.

Dyskryminacja?

Obiecywane przez Camerona zmiany mają powstrzymać eksodus wyborców z Partii Konserwatywnej uosabianych przez Jamesa. Ale czy te zmiany da się je wprowadzić? Roger Casale z organizacji New Europeans walczącej o prawa imigrantów unijnych nie ma najmniejszych wątpliwości.

– Jeżeli zaczniesz zabierać dodatki Polakom, Rumunom czy Francuzom, dopuścisz się dyskryminacji. Sam pomysł jest obraźliwy. To, co sugeruje Cameron, jest nielegalne. Nie doprowadzi do zmian w traktatach czy dyrektywach. Byłyby one niesprawiedliwe i niezgodne z duchem Unii Europejskiej – przekonuje Casale. I nie szczędzi gorzkich słów brytyjskim politykom: – Ta mowa to kolejne dno jeśli chodzi o relację Wielkiej Brytanii ze światem zewnętrznym i społecznościami tu mieszkającymi – narzeka. Nasz rozmówca, niegdyś poseł lewicowej Partii Pracy, krytykuje też antyimigracyjne tony, jakie pojawiają się w retoryce jego niegdysiejszej partii macierzyńskiej.

Nieco innego zdania jest Mats Persson. Przekonuje, że specyfika Unii jest taka, że wola polityczna bywa tu ważniejsza niż gąszcz dyrektyw. Niedookreśloność tych ostatnich pozostawia pole do manewru i pozwala na „przestawianie słupków” na boisku. A akurat w nadchodzących latach stawka gry będzie wysoka.

– Rzecz jasna negocjacje będą trudne, jak zawsze we Wspólnocie. Ale to sposób na uratowanie idei swobodnego przemieszczania się. W wielu krajach europejskich na popularności zyskują antyimigracyjne partie. Coraz częściej mówi się o ograniczeniu lub zupełnym zrezygnowaniu z wolnego przepływu pracowników. Osobiście sądzę, że to byłby wielki błąd. Wielu przywódców unijnych postrzegać to będzie jako pragmatyczny sposób na uratowanie swobody poruszania się po Unii. Alternatywa jest bowiem o wiele gorsza – przekonuje Persson.

Czy John zastąpi Jana?

Drugie pytanie związane z pomysłem ograniczenia dodatków dla osób mało zarabiających jest równie istotne. Bo nawet jeśli takie rozwiązanie uda się przepchnąć w Brukseli, może się okazać, że Brytyjczycy założyli sobie pętlę na szyję. Przecież skutecznie przeprowadzona akcja zniechęcania Bułgara czy Polaka do przyjazdu to tylko połowa sukcesu. Na ich miejsce wejść musi Brytyjczyk. Jeśli Jan czy Ivan nie przyjadą, a John nie będzie się kwapił, by ich zastąpić, Wielka Brytania zacznie mieć problem z liczbą rąk do pracy. Zamiast obniżonego bezrobocia lokalnego – pojawi się dziura ziejąca w samym sercu rynku pracy. Dziura zagrażająca i tak już bardzo powolnemu odrodzeniu gospodarczemu kraju.

– Jest taki mit, że zabieramy Brytyjczykom pracę, ale to nie jest prawda. Brytyjczycy często jej po prostu nie chcą! – dziwi się Natalia. A jej intuicję potwierdza nawet Mats Persson, orędownik pomysłu przedstawionego przez Camerona. – To zasadna obawa. Jest tu wiele miejsc pracy, których Brytyjczycy nie chcą po prostu brać. Istnieje więc ryzyko, że zrobi się luka – tłumaczy szef Open Europe.

Jakby na złość Cameronowi, w kilkanaście dni po jego przemówieniu brytyjskie media obiegła informacja, że firmy budowlane w Londynie rekrutują pracowników z Portugalii, podwajając zwyczajowe stawki. Bo na miejscu wystarczającej liczby rąk do pracy jakoś nie udało się znaleźć.

Eksperci mówią, że dziś dla budownictwa czasy są najlepsze od boomu z 2004 roku, który Polacy czy Czesi pomogli na Wyspie rozkręcić. – Nie przypominam sobie z tamtego okresu zbyt wielu narzekań na to, że Polacy przyjeżdżają, by pracować w naszych fabrykach, sklepach. szpitalach czy hurtowniach. Większość ludzi było zachwyconych. Kraj przeżywał wtedy boom, a przybysze pomogli mu rozkwitnąć. Byli tu po prostu pożądani – wspomina Jon Danzig., dziennikarz specjalizujący się w temacie praw człowieka i Unii Europejskiej.

– Postawa wobec imigrantów zmieniła się wyraźnie dopiero, gdy zaczął się kryzys – przytakuje Natalia. Czy teraz czeka nas powtórka ze scenariusza z 2004 roku? Rząd nie miałby pewnie nic przeciwko temu. Tyle że jego własne pomysły mogą temu zapobiec.

Co powie Unia?

Być może ważniejsze od tego, co w tak dawno wyczekiwanej przemowie się znalazło jest to, czego w niej zabrakło. Postawiony w szachu przez Partię Niepodległości Zjednoczonego Królestwa David Cameron od dawna próbuje się licytować. Rzecz w tym, że przelicytować się jej nie da, tak długo jak Londyn chce pozostać w Unii. To dlatego w przemowie na próżno było szukać pomysłu górnego limitu imigrantów. Ten mógłby ucieszyć prawe skrzydło partii Camerona albo zachęcić część skłaniających się ku UKIP wyborców, ale pozostałoby na papierze. W dodatku drażniąc bezsensownie pozostałych europejskich przywódców. Nein powiedziałaby Angela Merkel, nie popłynęłoby też z Warszawy. Bo na majstrowanie przy fundamencie Unii – zasady wolnego przepływu siły roboczej – w Europie miejsca nie ma. Stąd gorączkowe wysiłki rządu, by zawężać pole gry: zamiast o imigracji w ogóle, mówić o świadczeniach.

– To, co początkowo miało być swobodnym przepływem siły roboczej, zmieniło się w wolny przepływ świadczeń społecznych. A także we wzajemny i niemal nieograniczony dostęp do systemu zabezpieczeń socjalnych innego państwa. To wykracza poza pierwotne rozumienie zasady swobodnego przepływu siły roboczej – uważa Mats Persson. A podobne odczucia nie są obce też na przykład Holendrom, ale też samym Niemcom.

W gruncie rzeczy wychodzi na to, że Nigel Farage ma rację powtarzając, że „problem imigracji” da się w pełni rozwiązać tylko wychodząc z Unii. Dlatego kontra wobec wystąpienia Camerona była dla UKIP-owców wyjątkowo łatwa: „to półśrodki, nie przyniosą rezultatu”. – Konserwatyści nie są w stanie wygrać z UKIP wyścigu na „ukipizm”– zastrzega Person.

W Brukseli i Warszawie na razie spokojnie

Wygląda na to, że do pewnego stopnia Cameron będzie jednak starał się realizować swoje założenia. Do maja, gdy Brytyjczycy pójdą do urn, Natalia usłyszy zapewne jeszcze pod adresem imigrantów parę mało przyjemnych zdań. Ale niekoniecznie.

Charakterystyczna jest reakcja nowej Komisji Europejskiej. W swoim poprzednim wcieleniu reagowała bardziej nerwowo, gromiąc w podobnych sytuacjach premiera Camerona i dając paliwo antyeuropejskim tabloidom („Popatrzcie, nie chcą nas w tej Europie!”). Tym razem jednak rzecznik Komisji Europejskiej Margaritis Schinas wypowiedział się bardzo spokojnie.

– To pomysły Wielkiej Brytanii. Są częścią debaty. Rozpatrzymy je na chłodno, bez dramatyzowania. Potrzeba tu uważanej i spokojnej dyskusji. Walka z nadużyciami systemu opieki społecznej to zadanie krajów członkowskich. Unijne prawo nie czyni im w tym względzie przeszkód – ogłosił dyplomatycznie rzecznik.

Uspokaja też Ambasador RP w Londynie Witold Sobków. – Zaczynają się dopiero rozmowy na ten temat. Droga od rozmów do przyjęcia takich rozwiązań jest daleka. Część rzeczy zostanie wprowadzona szybciej, inne – wolniej. A pozostałe nie zostaną wprowadzone wcale – przekonuje.

Poza tym, by strzelba, którą właśnie przyczepił do pasa brytyjski premier wystrzeliła, musi on jeszcze zrobić jedną, drobną rzecz. Wygrać przyszłoroczne wybory.

Komentarze:
Ariana (26.06.2015) ten art nie jest obiektywny po prostu nie chca polakow i musicie to zrozumiec ze jestescie niechciani wiec macie swoja Ojczyzne to budujcie i dyktujcie warunki nad Wisla czego sie trzymacie kurczowo W.B. ktora naprawde nie chce polakow.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 28450
Tak

23759
84%
Nie

4691
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat znieważenie policjanta warszawa | śruby nierdzewne | opieka osób starszych Jastrzębie Zdrój | Rozwód Rybnik | prasy krawędziowe
sprawy karne wodzisław śląski | cyklinowanie Błonie | Geo-Agro Rybnik | promieniowanie jonizujące Radlin | absturzsicherung wien