KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 25 czerwiec 2022
E-WYDANIE
REKLAMA
OGNISKO POLSKIE
* OGNISKO NASZE TO WI?CEJ NI? KLUB…
* DAJMY SZANS? OGNISKU
* BITWA O OGNISKO
* FROM VICTORIOUS OGNISKO BACK TO…
PUBLICYSTYKA
REPORTA?
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZ?Y
CZAS TO PIENI?DZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNO?CI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
REWERS
FAWLEY COURT
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDY?SKIE
ROZMOWA
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SI? DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWI?SKA
ANDRZEJ LICHOTA
WAC?AW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MA?KIEWICZ
V.VALDI
PODRÓ?E
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ?WIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
MANIA GOTOWANIA
KRZY?ÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KO?CU J?ZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTY?CI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZ?OWSKA
WOJCIECH SOBCZY?SKI
RYSZARD SZYD?O
PAWE? KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABA?A
IWONA ZAJ?C
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENI??EK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
S?AWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWE? W?SEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SO?OWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIE?KO
FOTOREPORTA?
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Widok z La Giraldy
2014.11.18 / Marcin Ko?panowicz
TAGI:
Share |
Sewilla tonie w pomara?czach – drzewka pomara?czowe rosn? wsz?dzie, pocz?wszy od s?awnego Patio de los Naranjos (Dziedzi?ca Drzewek Pomara?czowych) przed katedr?, poprzez szerokie bulwary, ulice, parki, po zacienione patia i w?skie zau?ki. Drzewek jest w mie?cie oko?o 25 tysi?cy, a owoców – miliony. Ale nikt ich nie zrywa, nikt nie zjada. Czy?by Hiszpanie nie lubili pomara?czy?

W Sewilli celowo sadzi si? niesmaczn? odmian? pomara?czy, by przez ca?y rok mog?a pe?ni? wy??cznie funkcj? dekoracyjn?. Ró?ni si? ona od jadalnych odmian podwójnym li?ciem – nadprogramowy w?ski listek ro?nie wzd?u? szypu?ki ??cz?cej li?? z ga??zi?. Owoce zbiera si? raz w roku, w grudniu lub styczniu, i wyrabia z nich marmolad?. Ale tej Hiszpanie tak?e nie jedz? – twierdz?, ?e nadaje si? ona jedynie dla Anglików, i w?a?nie na Wyspy trafia ca?a produkcja.

Gdy zakwitaj? drzewka pomara?czowe, a dzieje si? to na ogó? oko?o Wielkanocy, ca?e miasto pachnie jak fabryka perfum, ka?dy zak?tek przesycony jest nieco mydlanym, lecz ?wie?ym aromatem. Bia?e kwiaty przypominaj? kszta?tem miniaturowe ?onkile. Ich olejki eteryczne zawieraj? enzym rado?ci. Nic dziwnego, ?e wyci?g z kwiatu pomara?czy stosuje si? w leczeniu depresji. I by? mo?e st?d u mieszka?ców Andaluzji, której stolic? jest Sewilla, tak wiele pogody ducha, entuzjazmu i ?yczliwo?ci. Wydaj? si? ?y? zgodnie z refrenem piosenki Tadeusza Wo?niaka: Lubi? ?piewa?, lubi? ta?czy?, lubi? zapach pomara?czy. A tak?e ze staro?ytn? dewiz?: carpe diem (chwytaj dzie?, ciesz si? ?yciem), sformu?owan? przez Horacego, a spopularyzowan? przez stoika Senek?, który pochodzi? zreszt? z pobliskiej Kordoby.

?ycie w Sewilli ma dwa g?ówne punkty: weekend i sjest?, z krótkimi przerwami na prac?. Weekend zaczyna si? od pi?tkowej sjesty i wkrótce po niej zape?niaj? si? wszystkie lokale w mie?cie, a Sewilla ma ich rekordow? liczb? w przeliczeniu na mieszka?ca. Kiedy wieczorem wychodzi si? na ulice, nigdzie nie wida? oznak kryzysu. O?ywiony, rozdyskutowany t?um wype?nia szczelnie niezliczone kafejki, puby, bary, restauracje i znajduj?ce si? przed nimi ogródki. Jak wida?, Hiszpanie maj? w?asny sposób na kryzys: usi??? w kawiarni i poczeka? a? kryzys si? sko?czy. Usi??? – lub stan?? przy wysokim stoliku, bo popularne jest tu imprezowanie na stoj?co i cz?ste zmiany lokalu. ?ycie nocne kwitnie przynajmniej do drugiej rano, wi?c mo?e w wydaniu sewilskim z?ota my?l Horacego powinna brzmie? nie carpe diem, a carpe noctem?

JADALNA PRZYKRYWKA

Wino lub coraz popularniejsze piwo zagryza si? najbardziej typow? przek?sk? Pó?wyspu Iberyjskiego, zwan? tapas. S?owo „tapas” oznacza dos?ownie przykrywk?, a historia tego dania si?ga dawnych wieków. Pierwotnie by? to plasterek sera lub salami, którym go?cie przydro?nych karczm przykrywali kieliszek z winem, ?eby nie wpada?y do niego muchy; przykrywk? zjadano dopiero po opró?nieniu kieliszka. Dzi?, gdy problem much zosta? za?egnany, tapas mo?e by? ma?? kanapk?, pasztecikiem, panierowanym kawa?kiem ryby, cienkim plasterkiem szynki, oliwk? zawini?t? w plasterek sera – czymkolwiek, co mo?na prze?kn?? na jeden k?s.

Nocne ?ycie Sewilli przeci?ga si? niemal do rana, poniewa? za dnia w po?o?onym w kotlinie mie?cie panuj? temperatury i?cie afryka?skie. Dlatego okna domów zas?ania si? przez ca?y dzie? okiennicami lub matami. Uliczki s? w?ziutkie (cie? jest bezcenny), a chodniki i posadzki podwórek, tradycyjnie wyk?adane rzecznymi otoczakami, gospodynie nad ranem obficie skrapiaj? wod?, która – lekko paruj?c – och?adza i od?wie?a powietrze, kiedy s?o?ce stanie w zenicie. Sjesta, zwana tutaj „ulubionym sportem narodowym” lub „hiszpa?sk? jog?”, wydaje si? by? jedynym sposobem na przetrwanie piek?a godzin po?udniowych.

KROKODYL W KATEDRZE

Czy podczas sjesty, czy noc? – ten projekt musia? przyj?? do g?owy we ?nie, bo na jawie nie sposób wyobrazi? sobie tak nieprawdopodobnej budowli, jak? jest katedra w Sewilli. Mo?e przy?ni?a si? królowi, mo?e któremu? z kanoników bior?cych udzia? w naradzie Kapitu?y po trz?sieniu ziemi, które zniszczy?o meczet, wykorzystywany dot?d jako ko?ció?? W ka?dym razie jej budow? zainicjowa?o dwu Alonsów: projekt ?wi?tyni stworzy? architekt Alonso Martinez, za? arcybiskup Alonzo de Egea pob?ogos?awi? w 1403 roku kamie? w?gielny pod budow? nowej katedry. Z czasów Maurów pozosta? jedynie minaret, zwany La Giralda, zamieniony w dzwonnic?. Na szczyt Giraldy prowadz? nie schody, a spiralna rampa; dzi?ki temu muezin, który musia? pi?? razy dziennie wzywa? wiernych do modlitwy, móg? wje?d?a? na gór? na grzbiecie os?a. Z tarasu roztacza si? widok na kolorowe budynki pogr??one w otulinie drzewek pomara?czowych i na niezwyk??, oplecion? ?ukami przyporowymi konstrukcj? katedry, której sklepienia wygl?daj? z góry jak pancerz gigantycznego owada. Poniewa? powsta?a ona na obwodzie ogromnego meczetu, rozleglejszego jeszcze ni? ten, który przetrwa? do naszych dni w Kordobie, kubatur? zbli?ona jest do rzymskiej bazyliki ?w. Piotra i londy?skiej katedry ?w. Paw?a – a wi?c nale?y do trzech najwi?kszych ?wi?ty? ?wiata. Oszo?omiony jej ogromem, Teofil Gauthier powiedzia?, ?e paryska katedra Notre-Dame mog?aby spacerowa? we wn?trzu sewilskiej z podniesion? g?ow?.

Konsekrowano j? po stu latach od rozpocz?cia budowy, w 1507 roku, cho? prace wyko?czeniowe przeci?ga?y si? jeszcze dobre 400 lat. St?d wzi??o si? porzekad?o, którego sewilczycy u?ywaj?, gdy musz? za?atwi? jak?? spraw? w urz?dzie lub w ?rodku sezonu zamawiaj? obiad w nadmorskiej restauracji: „To potrwa d?u?ej, ni? budowa katedry”. Nad wej?ciem do ko?cio?a wisi drewniany krokodyl, na pami?tk? ?ywego gada, którego przywióz? tu Emir Egiptu, gdy stara? si? o r?k? córki Alfonsa M?drego w 1260 roku. Czy Aleksander Fredro s?ysza? o tym osobliwym prezencie zar?czynowym, zanim przysz?a mu do g?owy s?awna kwestia Klary: Je?li nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi, luby?

SPÓR O KOLUMBA

Kolumny wewn?trz ?wi?tyni s? tak ogromne, ?e porówna? je mo?na tylko do kalifornijskich sekwoi. ?uki pod sklepieniem rozk?adaj? si? jak wachlarze – przypominaj? ogromne li?cie palm. W transepcie po?o?ono na pod?odze nachylone pod k?tem wielkie lustro, w którym mo?na podziwia? misterne koronki gotyckich sklepie? bez konieczno?ci zadzierania g?owy w gór?.

W po?udniowej cz??ci nawy znajduje si? monument Krzysztofa Kolumba; w?a?nie z Sewilli wyruszy? s?awny podró?nik, by odnale?? drog? morsk? do Indii. Trumn? z prochami Cristobala Colona d?wiga czterech królów, reprezentuj?cych ?redniowieczne królestwa: Kastylii, Leon, Navarry i Aragonii. Czy spoczywa w niej prawdziwe DNA odkrywcy Ameryki – wokó? tego trwaj? spory, bo w?adze wyspy Santo Domingo, sk?d przyw?drowa?y rzekome szcz?tki ?eglarza, utrzymuj?, ?e do dzi? s? w ich posiadaniu, a Hiszpanie wywie?li niew?a?ciw? trumn?. Tak czy owak, cz??? przewiezionych zza Oceanu prochów sewilczycy wspania?omy?lnie przekazali mieszka?com Genui, gdzie odkrywca, który nie by? wszak Hiszpanem, a W?ochem, przyszed? na ?wiat jako Cristoforo Colombo. (O ile, rzecz jasna, nie by? Polakiem, Janem z Kolna).

Na temat zawarto?ci spi?owej trumny z katedry sewilskiej tocz? si? zawzi?te spory, a wielu profesorów opublikowa?o wzajemnie sobie zaprzeczaj?ce opracowania. Nie ulega jednak w?tpliwo?ci, ?e jako?? ?ycia w Europie przed odkryciem Ameryki w 1495 roku by?a zdecydowanie ni?sza ni? po tej dacie. Bez ziemniaków? Pomidorów? Bez kukurydzy, czekolady i tytoniu? A zw?aszcza bez papryki – nasuwa si? jedyne mo?liwe w tej sytuacji pytanie (wypowiedziane przez pewnego s?awnego „paprykarza”): jak bez tego wszystkiego mo?na by?o ?y?, „jak ?y?”?

Oprócz sadzonek warzyw i z?ota z Nowego ?wiata sprowadzano równie? drog? morsk? cenne gatunki egzotycznych drzew. Z mahoniu i hebanu, w ca?o?ci przywiezionych z Ameryki Po?udniowej, wyrze?biono pot??ny chór wewn?trz ?rodkowej nawy ko?cio?a, flankowany z obu stron przez imponuj?ce prospekty organów. W istocie katedra w Sewilli to multi-ko?ció?, w którym mog?o odbywa? si? wiele ró?nych nabo?e?stw jednocze?nie. W XIX wieku zu?ywano tu trudn? do wyobra?enia ilo?? 18 tys. 750 litrów wina mszalnego rocznie. Ale te? odprawiano wówczas przed osiemdziesi?cioma o?tarzami pi??set mszy ?wi?tych dziennie. Wyposa?enie ?wi?tyni oddaje kwintesencj? katolickiego ducha, a podczas jednej wizyty nie sposób zobaczy? ca?ego osza?amiaj?cego bogactwa zgromadzonych tu przez wieki dzie? sztuki. Otaczaj?cy nawy wieniec kaplic jest prawdziwym skarbcem rze?b i obrazów, w obu znaczeniach cudownych. Wspomnijmy cho?by Madonny, które w Andaluzji maj? wyj?tkowo pi?kne oblicza: Niepokalan? d?uta Montañésa, czy Dziewic? – Martineza; wida?, ?e rze?biarzom pozowa?y najurodziwsze Andaluzyjki. Wymie?my pos??ek Niemego Dzieci?tka, figur? ?wi?tego Hermenegilda (nie myli? ze ?wi?t? Hermenegild?), i dwu Jakubów, M?odszego i Starszego. Oraz ekspresyjne, znakomite rze?biarsko krucyfiksy, a w?ród nich Chrystusa Duchowych Rozbitków, przed którym modlili si? skaza?cy prowadzeni na szubienic?. I jeszcze oleje Bartolomea Estebana Murilla, który w tym mie?cie urodzi? si?, tworzy? i zmar?. O?tarze, rze?by, obrazy i misterne relikwiarze to poruszaj?ce przyk?ady duchowo?ci dawnych wieków, kiedy pi?kno nierozerwalnie ??czy?o si? z dobrem. Szkoda, ?e cho? katedr? odwiedzaj? tysi?ce turystów, wi?kszo?? z nich traktuje j? jedynie jak fotogeniczny zabytek , a tylko nieliczni – jak dom modlitwy, gdzie co krok nadarza si? okazja, by na chwil? oderwa? si? od doczesno?ci i zanurzy? w sacrum.

P?ON?CY, LAMENTUJ?CY, WYGNANI

W wype?nionych wycieczkami nawach jest rojno i g?o?no jak na mercado. Poparzeni s?o?cem, poobwieszani torbami, plecakami, wodami mineralnymi i aparatami fotograficznymi mi?o?nicy tanich linii lotniczych, b?bli na pi?tach oraz hiszpa?skich wachlarzy made in China przeci?gaj? ha?a?liwymi stadami przez kolejne „miejsca, które trzeba zobaczy?”. Zm?czenie i oszo?omienie sprawiaj?, ?e w ich g?owach Real Alcazar (pa?ac królewski) i Pawilon na Placu Hiszpa?skim, Z?ota Wie?a i La Giralda, Katedra i „Dom Pi?ata” (by wymieni? najwa?niejsze zabytki Sewilli) zlewaj? si? w jedno; dopiero po powrocie z wycieczki, przerzucaj?c na monitorach laptopów i wy?wietlaczach komórek zwa?y jotpegów, spokojnie obejrz? miejsca, w których byli.

Jednak na wieczornym koncercie flamenco obowi?zuje bezwzgl?dny zakaz fotografowania. Nic dziwnego – gra na gitarze, ?piew, taniec, a zw?aszcza wyklaskiwanie zawrotnie szybkich rytmów wymagaj? od artystów wyj?tkowej koncentracji i koordynacji. Skomplikowane struktury rytmiczne wprawiaj? tancerzy w rodzaj transu. Na deskach szko?y flamenco w La Casa de la Memoria w Sewilli, która jest stolic? muzyki flamenco – rozgrywa si? niemal misterium, podczas gdy za oknem, nad ton?cym w kwiatach patio powoli zapada zmierzch. Szczup?a brunetka w czerwonej sukni (zwanej bata de cola) wiruje, kl?ka, wyskakuje w gór?, migocze jak niespokojny p?omie? . Podobno s?owo flamenco znaczy „p?on?cy”. Inna wersja mówi, ?e pochodzi od „lamentu” (lamento), i taki w?a?nie zawodz?cy, przepojony skarg? i cierpieniem jest gard?owy, bogato modulowany ?piew wokalisty. Jeszcze inni etymolodzy wywodz? s?owo flamenco od hiszpa?sko-arabskiego wyra?enia fellah-mengu – ludzie wyp?dzeni, wygna?cy – którym okre?lano Cyganów koczuj?cych na dzikich brzegach rzeki Gwadalkiwir.

Typowy dla andaluzyjskiej sztuki zdobniczej styl mudejar jest pozornie niemo?liw?, cho? ol?niewaj?c? mieszank? motywów muzu?ma?skich i chrze?cija?skich; flamenco to mieszanka jeszcze bardziej zadziwiaj?ca – utworzona z muzyki arabskiej, ?ydowskiej, cyga?skiej i andaluzyjskiej oraz domieszki po?udniowo-ameryka?skich rytmów. Ju? staro?ytni byli pod wra?eniem temperamentu tancerek z pobliskiego Kadyksu (Pliniusz M?odszy i Strabon opisywali ich ta?ce z kastanietami), ale to, co dzi? okre?lamy jako flamenco, zaistnia?o dopiero w XVIII wieku. Prze?om XIX i XX wieku by? okresem rozkwitu i popularno?ci flamenco; wtedy zacz?to je gra? i ta?czy? w kawiarniach (cafés cantantes) i organizowa? p?atne koncerty. Gdy w roku 1975 w madryckim Teatro Real wyst?pi? po raz pierwszy najwi?kszy ?yj?cy wirtuoz flamenco, Paco de Lucia, w tradycyjnych kr?gach wzbudzi?o to protesty: „muzyka biedoty” w ?wi?tyni sztuki?! Do niedawna flamenco nie posiada?o zapisu nutowego, sztuka gry przechodzi?a z ojca na syna: musia? on po prostu siedzie? vis á vis rodziciela i dok?adnie na?ladowa? to, co widzia? i s?ysza? – i do tego sprowadza?a si? ca?a nauka. Paco de Lucia wspomina?, ?e ojciec zamyka? go na klucz w pokoju, jedynie z gitar? i dzbankiem wody, i nie wypuszcza?, dopóki nie uda?o mu si? poprawnie zagra? skomplikowanej frazy.

Gitarzysta na wieczornym koncercie popisuje si? godnymi wielkiego Paco, piorunuj?cymi uderzeniami w struny, wykonywanymi zewn?trzn? stron? paznokci; jego palce staj? si? wtedy niewidoczne, jak skrzyd?a trzmiela w locie. To niezwykle trudny, „karabinowy” styl rasgueado. Jednak wa?niejsze s? taniec i ?piew. Bailaora i bailaor (tancerka i tancerz) sun? przez scen? g?o?no stukaj?c w ni? butami na wysokich obcasach. Z wypr??on? górn? po?ow? cia?a wykonuj? trudne figury taneczne, w których pró?no szuka? ?agodno?ci czy s?odyczy – pe?ne s? za to dumy, zuchwa?o?ci i brawury. Twarze tancerzy s? nieruchome, napi?te; oczy rzucaj? spojrzenia wynios?e i wyzywaj?ce. Oboje wyginaj? si? spazmatycznie i wykonuj? nag?e, gwa?towne zwroty. Wyklaskuj? jednocze?nie bogate, nieoczywiste rytmy (zwane compás), zbyt skomplikowane, by publiczno?? mog?a w??czy? si? w klaskanie. Taniec wydaje si? opowiada? zawi?? histori? odrzuconych zalotów i nieszcz??liwych mi?o?ci – na to wskazuje tak?e ?kaj?cy falset ?piewaka. Witalno??, nami?tno?? i po??danie przeplataj? si? we flamenco z fatalizmem i obezw?adniaj?c? melancholi?. Fraza przeci?ga si?, opleciona orientalnymi ozdobnikami, drga jak powietrze w upale nad spalon? traw? – po czym urywa si? gwa?townie jak brzeg ska?y nad przepa?ci?.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyje?d?asz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 41063
Tak

30991
75%
Nie

10072
25%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |Obrońca w sprawach karnych Wodzisław Śląski | zawiasy nierdzewne | reduktor do butli gazowej Radlin | Albadt | giętarki trójrolkowe
dietetyk rybnik | cyklinowanie Piastów | dietary supplements manufacturers europe | artykuły żeglarskie | hoehenarbeit