KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 25 czerwiec 2022
E-WYDANIE
REKLAMA
OGNISKO POLSKIE
* OGNISKO NASZE TO WI?CEJ NI? KLUB…
* DAJMY SZANS? OGNISKU
* BITWA O OGNISKO
* FROM VICTORIOUS OGNISKO BACK TO…
PUBLICYSTYKA
REPORTA?
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZ?Y
CZAS TO PIENI?DZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNO?CI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
REWERS
FAWLEY COURT
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDY?SKIE
ROZMOWA
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SI? DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWI?SKA
ANDRZEJ LICHOTA
WAC?AW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MA?KIEWICZ
V.VALDI
PODRÓ?E
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ?WIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
MANIA GOTOWANIA
KRZY?ÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KO?CU J?ZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTY?CI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZ?OWSKA
WOJCIECH SOBCZY?SKI
RYSZARD SZYD?O
PAWE? KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABA?A
IWONA ZAJ?C
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENI??EK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
S?AWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWE? W?SEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SO?OWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIE?KO
FOTOREPORTA?
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




W wietrznym mie?cie u uj?cia Tagu
2013.07.24 / Jacek Ozaist
TAGI:
Share |
Wiem, ?e nazwa „wietrzne miasto” zarezerwowana jest dla Chicago, ale nie umiem Lizbony nazywa? inaczej. Ju? przy podchodzeniu do l?dowania wiatr rzuca samolotem niby latawcem. Wkrótce oka?e si?, ?e jego powiewy b?d? nam towarzyszy? przez ca?y pobyt w stolicy Portugalii.

Tymczasem robimy ko?o, przelatujemy nad s?ynnym Mostem 25 Kwietnia, rzymskim akweduktem i sporym kawa?kiem miasta, by niespokojnie usi??? na pasie lotniska. W kiosku kupujemy Lisbon Card, specjaln? kart? uprawniaj?c? do przejazdów komunikacj? publiczn? nie tylko w obr?bie miasta, ale równie? do oddalonych od centrum dzielnic i miejscowo?ci turystycznych, jak Sintra, Belem czy Cascais. Karta zapewnia równie? wolny wst?p do wielu obiektów i muzeów oraz zni?k? do innych. Ich lista jest tak d?uga, ?e i tak nie mamy szans wszystkich odwiedzi?. Kosztuje nas to 78 euro na trzy dni i jest to najwy?szy koszt, jaki – poza lotem i hotelem – ponosimy. O tym, czy si? to op?aca, musi zadecydowa? tempo zwiedzania kolejnych zabytków.

Czerwon? lini? metra docieramy do Sao Sebatiao, gdzie mie?ci si? nasz hotel. To spokojna, pe?na zieleni okolica. Ruch na w?skich uliczkach nie jest du?y, a wieczorem ustaje w ogóle. ?wietnie si? tam mo?na wyspa?, lecz nie po to przecie? przyjechali?my. Rzucamy walizy w pokoju hotelowym i natychmiast wyruszamy na spotkanie przygody. Lizbona, podobnie jak Rzym, le?y na siedmiu wzgórzach i dobrze zwiedza si? j? na piechot?. Jest wczesne popo?udnie, s?o?ce w?a?nie wyjrza?o na chwil? zza p?dz?cych po niebie chmur, wi?c czemu nie?

Dochodzimy do najwi?kszego w mie?cie ronda Marques de Plombal i skr?camy w Avenida da Liberdade, prowadz?c? do turystycznej starówki Baixa. Metal i szk?o nowoczesnych biurowców przeplata si? z porzuconymi budynkami, których ?ciany i zatrza?ni?te na cztery spusty okiennice pomalowano w gustowne grafitti. Rzuca si? w oczy nies?ychana wprost liczba barów i restauracji, a w ogóle nie ma sklepów. Jest pora lunchu. We wszystkich knajpkach t?ok i ?cisk, jak gdyby zaraz mia? sko?czy? si? ?wiat i nikt nie chcia? by? wtedy g?odny. Wygl?da na to, ?e Lizbona ?ywi si? „na mie?cie”. Sklepy nie s? nikomu potrzebne.

W Baixa próbujemy dosta? si? do windy prowadz?cej na taras widokowy, ale kolejka jest tylko troch? mniejsza od tej pod wie?? Eiffla. ?apiemy wi?c tramwaj, który wspina si? pod bardzo strom? gór?. Wielkie jest nasze zdziwienie, gdy po chwili tramwaj zatrzymuje si? pod jakimi? schodami. Okazuje si?, ?e w?a?nie obyli?my przeja?d?k? najstarsz? i najkrótsz? lini? w Lizbonie – Lavra Furnicular, otwart? pod koniec XIX wieku.

W?skimi uliczkami próbujemy dotrze? na szczyt najbli?szego wzgórza i w ten sposób odkrywamy ko?ció? Naj?wi?tszej Marii Panny, zwany Katedr? Sé. Z zewn?trz ?wi?tynia wygl?da troch? jak Notre Dame w Pary?u, jednak w ?rodku co? nam od razu nie pasuje. Nie umiemy okre?li? stylu sklepie?, okiennic, witra?y i plafonów inaczej ni? eklektyzm. Dopiero tablica informacyjna wyja?nia, ?e ko?ció? powsta? w 1150 roku jako budowla roma?ska upami?tniaj?ca wyzwolenie miasta spod wp?ywów maureta?skich. Katedra Sé stoi w miejscu, gdzie znajdowa? si? wiele dekad temu g?ówny meczet miasta zwanego Lishbuna. Mieszanina stylów wynika st?d, i? w XVIII wieku król Jan V nakaza? wyko?czy? roma?ski ko?ció? w stylu rokoko.

Pod Sé wskakujemy do jad?cego pod gór? tramwaju, licz?c, ?e zawiezie nas w okolice ulokowanego na szczycie wzgórza zamku ?wi?tego Jerzego. Tramwaj sunie najstarsz? dzielnic? Lizbony zwan? Alfama, prawie ocieraj?c bokami o ?ciany domów przy niesamowicie w?skich uliczkach. Jedzie jednak w dó?, zamiast w gór?, wi?c po kilku przystankach przesiadamy si? do innego. Reszt? drogi pod gór? przebywamy pieszo.

Jest jedna rzecz, która w stolicy Portugalii bardzo irytuje. S?aba informacja w wielu miejscach, gdzie kr?c? si? tury?ci. Najlepszym tego przyk?adem jest wej?cie do zamku São Jorge. S? przy nich bramki, a za bramkami stoj? ochroniarze. Ni klikn?? czym?, ni biletu kupi?, ni monet? wrzuci?. Rozgl?damy si? woko?o. Jest jaka? budka z okienkiem, ale zamkni?ta. Obok niej stoi maszyna wygl?daj?ca niczym automat do biletów, jednak sprawia wra?enie nieczynnej. Ochroniarze mówi? tylko po portugalsku, a my dotychczas nauczyli?my si? dwóch zwrotów: bom dia (dzie? dobry) oraz obrigado (dzi?kuj?). Przybywa zdezorientowanych ludzi. Razem z nimi zazdro?nie patrzymy w stron? tych szcz??liwców, którzy w jaki? szata?ski sposób zdo?ali naby? bilety i w?a?nie przechodz? przez te przekl?te bramki. Wycofujemy si? w kierunku uliczek ze sklepikami pami?tkarskimi, by jeszcze raz zapyta? o mo?liwo?? zdobycia biletów do zamku. Kto? kieruje na w uliczk?, któr? docieramy do ogrodzenia zamku od innej strony. Z furi? wpadam do kolejnego sklepiku, gdzie wreszcie otrzymuj? poprawn? informacj?, ?e kasy s? kilka domów dalej, w innej uliczce. Wracamy pod bramki, gdzie wielu ludzi nadal g?owi si?, jak wej??, i triumfalnie wkraczamy do ?rodka.

Zamek ?w. Jerzego to kolejna budowla maureta?ska, jakich w Lizbonie i okolicach sporo. ?wietnie zachowa?y si? mury obronne, ale wiele do zwiedzenia tam nie ma. Ekspozycja w malutkim przyzamkowych muzeum obejmuje g?ównie naczynia, mozaiki i drobne pozosta?o?ci po dawnych mieszka?cach. Prawdziw? atrakcj? s? za to spaceruj?ce po ogrodach pawie oraz widok na uchodz?cy do Atlantyku Tag i panoram? rozlokowanego na wzgórzach miasta.

Znów wskakujemy do tramwaju, bo czas zaczyna nas goni?. Pozosta?a raptem godzina do fina?owego meczu Ligi Europy mi?dzy Benfic? Lizbona i Chelsea Londyn. T?um ludzi na Praça do Comércio, g?ównym placu w mie?cie, g?stnieje z ka?d? chwil?. Na wielkich telebimach wida? przygotowania do meczu, który rozegrany zostanie w Amsterdamie. Mnóstwo starszych ludzi, pewnie emerytów, chodzi tam i z powrotem po placu i uliczkach Baixy z szalikami klubowymi Benfiki. Pokrzykuj? co?, zaczepiaj?c przechodniów, ale kto mia? naby? gad?ety klubowe, ju? dawno to zrobi?. Ogl?damy pierwsz? po?ow? na telebimach. S?o?ce jednak zachodzi i robi si? zimno. Benfica ma ogromn? przewag?, której nie wykorzystuje. To musi si? zem?ci?.

Drug? po?ow? sp?dzamy w restauracji w?ród coraz bardziej zaniepokojonych Portugalczyków. Zupa chlebowa z jajkiem sadzonym i grillowana dorada z gotowanymi warzywami. Do tego lokalne wino i mecz na szczycie. Czego chcie? wi?cej w zimny wieczór w Lizbonie?

Nazajutrz s?o?ce nie wychodzi w ogóle.To strasznie frustruj?ce, bo zwykle z Londynu ucieka si? w poszukiwaniu jego promieni. Jedziemy na drugi koniec miasta, by zwiedzi? Oceanarium i podziwia? nowoczesn? architektur? wschodniego wybrze?a Lizbony.

Kilkupoziomowy, monumentalny dworzec Oriente przyt?acza ogromem stali, szk?a i betonu. Z ?atwo?ci? mo?na si? na nim zgubi?. Pierwsze kroki kierujemy w stron? Parku Narodów, niegdy? opuszczonego portu, obecnie bardzo popularnego, zw?aszcza w weekendy terenu handlowo-rekreacyjnego. Jest ?rodek tygodnia, wi?c okolica zionie pustk?. Budynki s?ynnego lizbo?skiego EXPO 98 wygl?daj? jak dekoracje do horroru science fiction, wokó? kasyna nie kr?c? si? nawet taksówki, a znany z organizacji widowisk Pawilon Atlantycki odwiedzaj? raptem trzy osoby, by u znudzonej pani w budce kupi? bilety na nadchodz?cy koncert Rihanny.

Idziemy skropionym deszczem nabrze?em w stron? Oceanarium. Za plecami mamy zrobion? w kszta?cie ?agla Wie?? Vasco da Gamy i najd?u?szy most w Europie, te? zadedykowany najs?ynniejszemu Portugalczykowi. Fajnie by?oby wsi??? do kolejki linowej, która kursuje wzd?u? nabrze?a, jednak widoczno?? nie nastraja optymistycznie. Lepiej schowa? si? w Oceanarium, te? – po megaloma?sku – najwi?kszym w Europie.

W ?rodku natrafiamy na gigantyczny zbiornik wodny pe?en wielu gatunków ryb, rekinów, p?aszczek, gigantycznych samog?owów itp. Mo?na godzinami gapi? si? przez szklane ?ciany na p?ywaj?ce dziwa, siedz?c na ?aweczce w jednej z wielu przygotowanych dla zwiedzaj?cych nisz widokowych. W ciemnych korytarzach czekaj? ekspozycje rozmaitych morskich ro?lin i zwierz?t, jest rafa koralowa, las deszczowy, namorzyny, kamieniste wybrze?e, gdzie ?yj? pingwiny i albatrosy, basen ze ?miesznymi mi?kowatymi zwierzakami z Alaski, zwanymi Amalia. Godzinami podziwiamy mimetycznie ukryt? na piaszczystym dnie p?ask? ryb?, ?wiec?ca w ciemno?ci meduz?, ko?ciste, ró?nobarwne koniki morskie, gigantycznego groupera, ?ó?wie, kraby, ?aby. Cuda cude?ka. Wszystko, co ?yje w wodzie i wokó? niej.

Po po?udniu niebo nad Lizbon? nieco si? przeja?nia. Promienie s?o?ca od razu podnosz? temperatur? o 10 stopni. Le?ymy na piasku nad Tagiem i obserwujemy przep?ywaj?ce pod Mostem 25 Kwietnia statki. Jest tak wysoki, ?e bez problemu mie?ci si? pod nim prom pasa?erski. Robi si? ciep?o. Piasek zaczyna grza?, jak pogrzewany materac. Przyjemn? drzemk? przerywa mi co?, co zaczynam nazywa? „lizbo?sk? deprech?”. S?o?ce znika, robi si? buro, kropi deszcz, a cz?owieka nagle przechodz? ciarki.

Na dworcu Cais do Sodré wsiadamy do poci?gu jad?cego nad Atlantyk. Zamierzamy wysi??? w Belém, gdzie znajduje si? mnóstwo turystycznych atrakcji, ale nie wiemy, ?e to poci?g przyspieszony i tam akurat (sic!) nie staje.

Po dwudziestu minutach orientujemy si?, ?e doje?d?amy do Cascais, gdzie mieli?my si? wybra? dopiero jutro. Wyskakujemy jak oparzeni i przesiadamy si? do poci?gu zmierzaj?cego z powrotem do Lizbony. ?api? jakiego? kolejarza na ?okie?, pytaj?c: – Belém, Belém? Kiwa g?ow?. Po stracie dalszych, bardzo cennych kilkunastu minut, jeste?my na miejscu. Do s?ynnej, znanej z pocztówek wie?y Torre de Belém ju? nie zd??ymy, do mniej znanego Pomnika Odkrywców tak?e. Prawie biegniemy, by zd??y? przed zamkni?ciem klasztoru Hieronimitów. Zbudowany w stylu manueli?skim (melan? gotyku i renesansu) kompleks budynków zniewala urod?. Kru?ganki i wie?yczki ?wiadcz? o silnych wp?ywach mauretanskich, za? przylegaj?cy do klasztoru ko?ció? to prawdziwa gotycka katedra z cudownym sklepieniem i niebosi??nymi filarami. W?rod licznych nagrobków, rzuca si? w oczy grób Vasco da Gamy – klasztor zosta? wybudowany na cze?? jego udanej wyprawy do Indii. Niemniej uparty i dzielny by? patron tego miejsca, czyli ?w. Hieronim, autor przek?adu Biblii z greki i hebrajskiego na ?acin?, który sp?dzi? wiele lat w grocie nieopodal miejsca narodzin Chrystusa w Betlejem.

Wracamy, troch? poci?giem, troch? podmiejskim tramwajem, bo chcemy dotrze? pod Most 25 kwietnia, z racji podobie?stwa do swego wi?kszego brata z San Francisco, nazywany lizbo?skim Golden Gate. Stoj?c u stóp pot??nego prz?s?a doceniamy jego rzeczywiste rozmiary. Za to figura Chrystusa stoj?cego na drugim brzegu Tagu nagle wydaje si? male?ka. Lizbona pozazdro?ci?a Rio de Janeiro i postanowi?a mie? swojego patrona góruj?cego nad okolic?. Figura wraz z postumentem liczy 110 metrów, a le??ce u jej stóp sanktuarium ch?tnie odwiedzaj? katoliccy tury?ci z ca?ego ?wiata.

W okolicach dworca Cais do Sodré czujemy zapach grillowanej ryby. Jest tak dojmuj?cy, ?e natychmiast odnajdujemy jego ?ród?o. Przed ma?? knajpk? na rogu ulicy, pan w bia?ym kitlu zn?ca si? nad g?odnymi przechodniami, grilluj?c s?ynne lizbo?skie sardyny. Maj? mniej wi?cej rozmiar ?ledzia i z grilla smakuj? wybornie.

Rozsiadamy si?, prosz?c o sea bass i butelk? wina. S?o?ce zachodzi po drugiej stronie Tagu, ryby skwiercz? na ogniu, jest pi?knie. Sea bass to po portugalsku to robalo, wi?c ?miejemy si?, ?e b?dziemy je?? robala.

Lizbona jest tania. Przekonuj? si? o tym ka?dego dnia, znajduj?c w nowych knajpkach wino czy ryb? o par? euro taniej ni? dnia poprzedniego. Ale trzeba uwa?a?, bo podobnie jak w niektórych krajach ?ródziemnomorskich, gospodarze ochoczo przynosz? dodatki i przystawki, których nie zamówili?my. Niby prosty gest, ale tak naprawd? trik, który ma na celu podbicie kwoty na rachunku. Nigdy nie zapomn? greckiej „go?cinno?ci” w Atenach, gdzie za par? plasterków grillowanych warzyw zap?aci?em 8 euro, a za par? plastrów arbuza a? 16!!! Dlatego w Lizbonie uwa?nie studiuj? cennik i gdy co? wydaje mi si? za drogie, od razu odmiawiam albo w ogóle nie tykam, u?miechaj?c si? z?o?liwie. Marynowana o?miornica, oliwki, mas?o, chleb – taki uk?ad przystawek mo?e by? dro?szy ni? g?ówne danie.

Dzie? trzeci opromienia nam s?o?ce. To dobry znak. Zamierzamy pojecha? nad ocean. Troch? si? przy tym posprzeczali?my, gdzie w?a?ciwie jecha?, bo przecie? jest jeszcze do zobaczenia i arcyatrakcyjna Sintra, i uduchowiona Fatima, a przy tym wci?? nie wiemy, co si? znajduje po drugiej stronie rzeki. Kompromisem ma by? pi?kne wybrze?e Casacais i przeja?d?ka rowerem do tamtejszych s?ynnych klifów. Wsiadamy do tego samego poci?gu, którym jechali?my poprzedniego dnia i po pó?godzinnej podró?y docieramy na miejsce.

Przewodniki nie k?ami?. Zaraz obok stacji jest budka, w której wypo?ycza si? rowery zupe?nie za darmo. Trzeba tylko wype?ni? formularz i okaza? dowód to?samo?ci. Ju? po chwili mkniemy na rowerach w stron? wybrze?a Cascais. Jest wietrznie, ale wci?? ?wieci s?o?ce. Cascais to urocze, ma?e miasteczko, pe?ne sklepików z pami?tkami i restauracji. Wzd?u? wybrze?a ci?gn? si? bulwary, zako?czone piaszczyst? pla??. A? ?al si? robi, ?e to jeszcze nie lato i woda w morzu ma temperatur? idealn? dla morsów. Mijamy pe?n? dyndaj?cych jachtów marin? i znikamy za murami obronnymi dawnej twierdzy przerobionej na luksusowy hotel. Potem mkniemy do latarni morskiej, gdzie mie?ci si? muzeum. Niestety, male?ka salka z kilkoma eksponatami, g?ównie szklanymi elementami aparatury ?wietlnej, to wszystko na co mo?na tam liczy?. Gnamy brukowan? drog? otoczon? zgrabnym murkiem z kamienia w stron? Boca do Inferno, miejsca, gdzie fale oceanu w?ciekle t?uk? o brzeg. Klify nie robi? na mnie a? takiego wra?enia, bo s? du?o mniejsze od tych w Beachy Head czy Lands End w Kornwalii, za to intesywno?? fal wdzieraj?cych si? w skalne rumowisko jest zdumiewaj?ca. Nazwa „drzwi do piek?a” te? nieco tr?ci przesad?, ale marketingowo trafia w dziesi?tk?, bo z ka?d? chwil? przybywa coraz wi?cej zorganizowanych grup turystów. Gnamy w dó? na z?amanie karku, przecinamy Cascais i p?dzimy bulwarami przed siebie. Chcieliby?my dotrze? do znanego toru wy?cigowego w Estoril, zwanego autodromem, lecz nigdzie nie ma oznaczenia jak tam trafi?. Troch? b??dzimy bulwarami, podziwiaj?c czysto?? pla? i fantastyczn? lini? wybrze?a. Architektura nadbrze?nych domów pe?na jest motywów maureta?skich. Wiele z nich to ma?e, arabskie pa?acyki.

Wielka czarna chmura zbli?aj?ca si? od oceanu informuje nas, ?e czas wraca?. Ledwo zd??amy odda? rowery i wpa?? do pierwszej z brzegu restauracyjki, gdy ?wiat przes?ania istna kurtyna wody. Próbujemy przeczeka? ulew? przy tradycyjnym bacalhau, czyli pol?dwicy z dorsza podawanej z ziemniakami z wody i gotowanymi warzywami. Przy okazji kelner przynosi mnóstwo przystawek. Zerkam do menu. Ka?da b?dzie mnie kosztowa? 0,50 euro. Nie mam sumienia mu odmówi?.

Gdy ju? siedzimy w poci?gu do Lizbony, deszcz leje nadal. Wysiadamy na dworcu Santa Apolonia, po wschodniej stronie Alfamy i wspinamy si? w?skimi uliczkami w stron? Panteonu Narodowego. Znowu trafiamy na nagrobek Vasco da Gamy. Okazuje si?, ?e s?ynny podró?nik dokona? ?ywota w Indiach, po czym jego cia?o zosta?o przewiezione do Portugalii, ale nie le?y ani u Hieronimitów w Belém, ani w Panteonie. Po latach tu?aczki – tak za ?ycia, jak i po ?mierci – zosta? pochowany w rodzinnej wiosce i tam spoczywa w pokoju.

Na taras widokowy Panteonu prowadzi tak wiele stopni, ?e to prawdziwy maraton. Zadyszani wchodzimy na sam? gór?, by jeszcze raz obejrze? panoram? Lizbony.

Mo?e dwie trzecie atrakcji uda?o si? zobaczy?, zatem trzeba b?dzie wróci?. Mimo wiatru, mimo deszczu, mimo „lizbo?skiej deprechy”, czu?em si? tu wspaniale. To pi?kne i niezwyk?e miasto, z cudown? kuchni? i uroczymi zakamarkami, z którymi koniecznie trzeba zmierzy? si? piechot?. Orbigado, Lizbono.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyje?d?asz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 41063
Tak

30991
75%
Nie

10072
25%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat wyłudzenie kredytu warszawa | karabińczyki nierdzewne | gazy techniczne Wodzisław | węgiel Rydułtowy | wykrawarki do naroży
optometrysta Gdańsk | kotwy nierdzewne | szkolenia bhp sandomierz | liny kwasoodporne | ochrona przed upadkiem