KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 27 kwiecień 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
FAWLEY COURT
PAN ZENOBIUSZ
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




O dorobku Marii Danilewicz-Zielińskiej
2013.07.24 / Joanna Pyłat
TAGI:
Share |
Mimo iż wydawałoby się, że o Marii Danilewicz-Zielińskiej, z domu Markowskiej, urodzonej 29 maja 1907 roku w Aleksandrowie Kujawskim, zmarłej 22 maja 2003 w Quinta das Romazeiras w dalekiej Portugalii, pierwszej kierowniczce Biblioteki Polskiej w Londynie napisano i powiedziano już niemal wszystko, moim zdaniem warto pokusić się o jeszcze jeden artykuł na temat tej wyjątkowej postaci. Głównie dlatego, że w tym roku przypada 70. rocznica założenia Biblioteki Polskiej w stolicy Wielkiej Brytanii, a także okrągła rocznica wyjazdu Pani Mari z Londynu (czterdzieści lat temu), oraz dziesiąta rocznica jej śmierci.

Te trzy okrągłe rocznice, związane z życiem i działalnością niezwykle pracowitej pisarki i bibliotekarki są o tyle istotne, że wiele osób (szczególnie tych przybyłych do Wielkiej Brytanii po 2004 roku) nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wiele jej zawdzięcza. A przecież dla polskiego środowiska – w czasie i po II wojnie światowej – Pani Maria była człowiekiem instytucją, duszą, i legendą Biblioteki Polskiej w Londynie, z zasobów której korzystają obecnie rzesze Polaków z Wielkiej Brytanii oraz badacze krajowi.

Pani Maria, jak nazwał ją w tytule swojej broszurki Andrzej Kłossowski, bibliotekarka z zawodu i z zamiłowania, na co dzień pisarka i krytyk literacki (publikująca pod pseudonimami Marianna Służewska lub Szperacz), podkreślała, że już: „od kolebki” była „skazana na literaturę...”. I to nie tylko dlatego, że jako mała dziewczynka z pasją porządkowała szafy z książkami, ale głównie z tego powodu, że jeszcze przed wojną (w latach 1924-1929), studiując polonistykę i romanistykę na Uniwersytecie Warszawskim, została do zawodu bibliotekarza starannie przygotowana. Z czasem także, „pod czujnym okiem” Stefana Dembego, zdobyła cenne doświadczenie w dziedzinie archiwistyki, które przyczyniło się do tego, że wybrany zawód wykonywała z pasją i profesjonalizmem.

Już w trakcie studiów podjęła pracę w Bibliotece Narodowej w Warszawie. W 1931 roku, po zdaniu egzaminów, otrzymała stanowisko pierwszej kategorii w państwowej służbie bibliotecznej. Z czasem objęła także funkcję sekretarza generalnego Rady Związku Bibliotekarzy Polskich. W tym czasie zajęła się również badaniem zbiorów archiwalnych Muzeum Polskiego w Rapperswilu oraz kwestią zbiorów rewindykowanych z Sowieckiej Rosji. W okresie tym napisała swoją pierwszą pracę naukową (Szkic o życiu literackim Krzemieńca w latach 1813-1816). W 1936 roku zaś ukazały się ułożone przez nią Pisma zebrane Tymona Zaborowskiego.

W 1939, tuż przed agresją niemiecką na Polskę, Maria Danilewicz objęła funkcję kierowniczki Działu Uzupełniania Zbiorów Biblioteki Narodowej. Jesienią 1939 roku, wraz z mężem Ludomirem Danilewiczem – inżynierem lotnictwa, dotarła (przez Rumunię i Jugosławię) do Paryża, gdzie podjęła pracę w Bibliotece Polskiej. W ramach swoich obowiązków zajmowała się w tym czasie między innnymi sprawdzaniem zawartość kufrów z cimeliami Biblioteki Narodowej, ewakuowanymi z Warszawy. Niespełna rok później, tuż przed kapitulacją Francji, uczestniczyła w ukrywaniu przed Niemcami cennych zbiorów zgromadzonych na Wyspie św. Ludwika. Kolejne dwa lata spędziła na południu Francji, w tzw. zone libre, organizując w schronisku dla uchodźców polskich odczyty, koncerty i wieczory poetyckie. W tym okresie opracowała i wydała także dwie wartościowe broszury: Losy bibliotek polskich (1941) oraz Dawne granice ziem polskich (1942). W 1942 roku przebywała i pracowała w Towarzystwie Opieki nad Polakami w Lizbonie, gdzie opracowała cenny szkic: Okupacyjne losy Biblioteki Jagiellońskiej. Nieco później (w tym samym roku) przybyła do Londynu. I niemal od razu rozpoczęła pracę w Biurze Funduszu Kultury Narodowej (FKN).

Zajmując się sprawami bibliotecznymi w ramach FKN gromadziła ukazujące się na obczyźnie wydawnictwa polskie. Pomagała także przy pracach nad dwutomowym dziełem Straty kultury polskiej. W 1943 roku została pierwszą dyrektorką połączonych bibliotek FKN i Urzędu Oświaty i Spraw Szkolnych, które wraz z biblioteką weszły w skład Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Danilewiczowa zainaugurowała tym samym działalność jednej z najdłużej funkcjonujących instytucji polskich w Wielkiej Brytanii – Biblioteki Polskiej w Londynie.

Odnosząc się do początków działalności biblioteki, napisała: „Nie zapomnę, jak w siąpiącym deszczyku pod kamienicą przy Victoria Station czekali ludzie na otwarcie biblioteki. Chcieli jakąkolwiek książkę, byle po polsku. Niemal z godziny na godzinę zaczęły powstawać przedruki słowników, wydawnictw treści religijnej, potem literatury pięknej. Wycinaliśmy nawet z czasopism powieści w odcinkach, sklejaliśmy je i tworzyliśmy takie klocki, które krążyły z rąk do rąk. Drogę, którą przebyły, można było potem prześledzić na wklejonych do książek kartkach: stemplowało się na nich daty zwrotu. W soboty spoza Londynu przyjeżdżali delegaci z odległych miejscowości, brali po dziesięć książek, zaczytywanych potem przez sąsiadów. Poza tym powstał Instytut Bibliotek Wędrownych, na które składały się zestawy po około sto książek, naprawdę pożytecznych. (...)”

Poeta Kazimierz Wierzyński odnosząc się do osobowości bibliotekarki powiedział: „Danilewiczowa ma dwa serca. Całym sercem należy do Biblioteki i całym sercem należy do pisarstwa. (...) Ta tryskająca życiem osoba, uosobienie ciepła i uczynności, czegokolwiek się podejmie, zawsze doprowadzi do jakiegoś rozumnego skutku, zawsze coś z tego wyniknie, jakiś pożytek, jakieś dobro powszechne”.

W podobnym tonie wypowiadała się o Pani Marii, doskonała felietonistka emigracji niepodległościowej, Stefania Kossowska, która odnosząc się do wykonywanej przez Danilewiczową pracy, wskazywała, że samo zamiłowanie bibliotekarki do książek „to już dużo, ale jeśli ktoś jeszcze jest i kilkoma innymi osobami, wtedy zaczyna się narzucać zbiorowe pojęcie instytucji i pełne podziwu pytanie, kiedy ta kobieta, zawsze gotowa do śmiechu, i której żadna kobieca słabość związana z wyglądem i strojem nie jest obca, znajduje na to wszystko czas”.

Odnosząc się do przytoczonego cytatu (a raczej pytania) należy zgodzić się ze stwierdzeniem, że dla wielu, w tym (m.in.) dla Andrzeja Kłossowskiego czy Krystyny Mochlińskiej Maria Danilewiczowa była „człowiekiem-instytucją polskiej emigracji”. Fakt ten wiązał się z jej niezwykłą aktywnością społeczną. Bibliotekarka działała bowiem zarówno w Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie, w Towarzystwie Historycznym, jak i w Polskim Towarzystwie Naukowym na Obczyźnie. Była także członkiem jury Nagrody Fundacji im. Kościelskich i nagrody tygodnika „Wiadomości”. Należy wspomnieć, że Danilewiczowa rozwijała się również naukowo. W 1961 roku, na podstawie pracy Życie naukowe dawnego Liceum Krzemienieckiego, uzyskała na Polskim Uniwersytecie na Obczyźnie (PUNO) stopień doktora nauk humanistycznych w zakresie filologii polskiej. Od 1942 do 1985 roku pracowała także w komitecie redakcyjnym „Antemurale” (roczniku poświęconym dziejom Polski). Między 1952 a1963 rokiem współpracowała także z „Wiadomościami” Mieczysława Grydzewskiego, gdzie realizując się jako publicystka (pod pseudonimem Szperacz) prowadziła rubrykę Szkiełko i oko. Należy wspomnieć, że od czasu do czasu jej publikacje ukazywały się także w paryskiej „Kulturze” oraz „Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza”.

W 1953 roku pisarka podjęła również współpracę z Radiem Wolna Europa (RWE) i Głosem Ameryki. Na falach radia przez wiele lat omawiała najważniejsze (wydawane w kraju i na emigracji) książki. Skutecznie zastępując w tej roli Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, który (po zakończeniu współpracy z RWE) przeniósł się na stałe do Neapolu.

Sporo pisała. Jej publikacje książkowe, wydane przez wydawnictwo „Veritas”, np. opowiadania: Blisko i daleko (1953), powieść Dom (z 1956) czy Pierścień z Herkulanum i płaszcz pokutnicy (Londyn 1960), potwierdziły talent pisarski bibliotekarki.

Co ciekawe, w kraju jej twórczość była zakazana. I na ogół, jeżeli już docierała do rodaków, to tylko i wyłącznie jako literatura bezdebitowa. Tylko raz w PRL napisano o Marii Danilewiczowej (od 1973 roku Danilewiczowej- Zielińskiej) oficjalnie – w 1982 roku, w „Tygodniku Powszechnym”. W którym opublikowany został (drastycznie ocenzurowany) wywiad Henryka Siewierskiego z Panią Marią, pt.: Polska chodzi za mną. W cytowanym artykule pisarka dzieliła się rozważaniami na temat sensu własnego życia. Opowiadając głównie o celu swojej pracy, tj. badaniach nad książkami i literaturą emigracyjną. Społeczeństwo polskie w Kraju zapoznało się z dorobkiem Marii Danilewicz-Zielińskiej dopiero po roku 1989. Wtedy także, oficjalnie po raz pierwszy, wydano w niepodległej Polsce niektóre z jej książek.

Należy wyraźnie podkreślić, że to właśnie dzięki Pani Marii Polacy żyjący w Londynie mieli i mają dostęp do polskiej literatury; tak istotnej w podtrzymaniu tożsamości narodowej. Jej pomysłowości, inwencji i umiejętnościom organizatorskim przypisać należy także przetrwanie placówki w momentach kryzysów. To jest w chwilach, kiedy instytucja ta – kilkukrotnie z powodu kłopotów finansowych – szczególnie dotkliwych w drugiej połowie lat 40. i w pierwszej połowie lat 50.) – stanęła przed groźbą zamknięcia. Dzięki niej Biblioteka Polska stała się też swoistym centrum życia kulturalnego. Bowiem to właśnie w jej pomieszczeniach odbywały się dyskusje literackie, wystawy historyczne i konferencje naukowe. Tematyka spotkań była różnorodna.

Na uwagę zasługuje również niezwykle wartościowa korespondencja Pani Marii z ludźmi kultury, pisarzami i humanistami. Wśród listów znajdziemy zatem korespondencję z prof. Stanisławem Pigoniem (opisaną w Dialogu korespondencyjnym 1958-1968), Kazimierzem Wierzyńskim, jak i z Jerzym Giedroyciem. Wartość pozostawionych listów wynika głównie z tego, że Pani Maria miała wielu znajomych. Do grona jej bliskich przyjaciół należeli pisarze, politycy i naukowcy, m. in.: Stanisław Baliński, Marian Hemar, Zdzisław Jagodziński, Marian Kukiel, Jan Lechoń, Krystyna i Kazimierz Mochlińscy, Antoni Słonimski, Edward Raczyński i inni. Każdy zatem, kto chociaż odrobinę interesuje się literaturą czy kulturą, znajdzie w tej korespondencji coś cennego.

W 1966 roku Kazimierz Wierzyński napisał: „Ktoś powiedział, że gdyby miał przepaść cały polski Londyn, jedno powinno ocaleć, mianowicie Biblioteka Polska z panią Marią Danilewiczową”. Stwierdzenie to uznać należy za prorocze, ponieważ „czarodziejki polskiego słowa” już nie ma, zmarła w Portugali w 2003 roku, jednakże Biblioteka Polska w Londynie przetrwała i ciągle realizuje swoją misję. O trwałości swojego dzieła Maria Danilewicz-Zielińska przekonała się jeszcze za życia. W 1973 roku bowiem, po śmierci Ludomira, wyszła powtórnie za mąż za przedwojennego dyplomatę i publicystę, Adama Kazimierza Zielińskiego. Wtedy także, po 31 latach pracy na stanowisku kierowniczki Biblioteki, przekazała posadę dr. Zdzisławowi Jagodzińskiemu i osiadła w miasteczku Feijó, na wzgórzu Gato Bravo, nieopodal Lizbony. Wybór nowego kierownika biblioteki był trafny, gdyż Zdzisław Jagodziński nie tylko godnie pełnił swoją funkcję, ale także sam stał się z czasem człowiekiem-instytucją polskiej emigracji niepodległościowej.

Pani Maria nigdy nie wróciła do ojczyzny. Fakt ten skomentowała w książce Fado o moim życiu: „W języku żyje moja Polska na wyciągnięcie ręki. Tę Polskę noszę również z sobą. (…). Istnieje takie kapitalne określenie: człowiek bez adresu”. Czy rzeczywiście Pani Maria adresu nie miała? Czyż tym adresem nie jest miejsce, gdzie trwa jej dzieło?

Dodam jeszcze tylko, że w 1970 roku za działalność bibliograficzną i bibliotekarską otrzymała Nagrodę Fundacji Alfreda Jurzykowskiego w Nowym Jorku. W 1995 roku została także laureatką Nagrody Edytorskiej Polskiego PEN Clubu. Nieco wcześniej, w 1972 roku, władze Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie, za poświęcenie w ratowaniu Biblioteki Polskiej na emigracji, uhonorowały ją Krzyżem Oficerskim Orderu Polonia Restituta. W 1993 roku uczyniły to zaś władze III RP przyznając jej Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. Dwukrotnie nagrodziła ją również paryska „Kultura” Jerzego Giedroycia, z którą (za sprawą Józefa Czapskiego) współpracowała od 1960 roku, prowadząc dział recenzji książkowych. Pokłosiem tej współpracy stała się jedna z najbardziej znanych książek Pani Marii- Szkice o literaturze emigracyjnej, którą polecam.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
Tak

18444
84%
Nie

3626
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |Adwokat Wodzisław Śląski | nitonakrętki nierdzewne | liposukcja gdańsk | kołki do zgrzewania | suplementy diety produkcja Omega
zespół muzyczny rybnik | układanie podłogi warszawa | matedukacja | badania kierowców Rybnik | malowanie konstrukcji