KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 25 czerwiec 2022
E-WYDANIE
REKLAMA
OGNISKO POLSKIE
* OGNISKO NASZE TO WI?CEJ NI? KLUB…
* DAJMY SZANS? OGNISKU
* BITWA O OGNISKO
* FROM VICTORIOUS OGNISKO BACK TO…
PUBLICYSTYKA
REPORTA?
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZ?Y
CZAS TO PIENI?DZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNO?CI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
REWERS
FAWLEY COURT
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDY?SKIE
ROZMOWA
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SI? DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWI?SKA
ANDRZEJ LICHOTA
WAC?AW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MA?KIEWICZ
V.VALDI
PODRÓ?E
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ?WIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
MANIA GOTOWANIA
KRZY?ÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KO?CU J?ZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTY?CI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZ?OWSKA
WOJCIECH SOBCZY?SKI
RYSZARD SZYD?O
PAWE? KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABA?A
IWONA ZAJ?C
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENI??EK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
S?AWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWE? W?SEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SO?OWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIE?KO
FOTOREPORTA?
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




O, raju, Malediwy!
2013.01.05 / Jacek Ozaist
TAGI:
Share |
Po jedenastu godzinach lotu boli dos?ownie wszystko, ale wystarczy, ?eby za oknem pojawi? si? pier?cie? piasku otoczony seledynow? aureol? z g?szczem gibkich palm w ?rodku i rz?dkiem drewnianych bungalowów na palach, by cz?owiek poczu? si?, jakby przed chwil? przyszed? na ?wiat. D?ugo wydaje si?, ?e samolot wyl?duje na wodzie. Schodzimy coraz ni?ej i ni?ej. Tafla oceanu prawie zagl?da przez okno. I wtedy ziemia lito?ciwie podsuwa nam pas lotniska w Male.

W drzwiach samolotu wita nas ?ciana powietrza tak gor?cego, ?e natychmiast zatyka oddech w piersi. Pot i trudno?ci z oddychaniem b?d? nam tu towarzyszy? w dzie? i w nocy.

Godzin? pó?niej p?yniemy szybk? ?odzi? w kierunku naszej wyspy. Ruch panuje jak na autostradzie, tylko odbywa si? we wszystkich kierunkach i chyba nikt go nie kontroluje. Wp?ywamy mi?dzy dwie zbudowane z kamienia ?ciany, które s?u?? za co? w rodzaju ??cznika mi?dzy szlakiem komunikacyjnym, a lokaln? mielizn?. „Nasz? wysp?” przyt?aczaj? ci??kie, ponure chmury, które z?o?liwie osiadaj? na ko?cówkach palm, jeszcze przed chwil? sk?panych w promieniach s?o?ca. Na jaki? czas wszystko staje si? wyblak?e i smutne, by w u?amku nabra? z powrotem niebia?skiego blasku. Jest koniec listopada. Intensywny deszcz ju? nie powinien pada?. Na Malediwach zaczyna si? sezon.

Wyspa ma mo?e kilometr d?ugo?ci i ze 300 metrów szeroko?ci w najszerszym miejscu. Z jednej strony otacza j? laguna odgrodzona od Oceanu Indyjskiego raf? koralow?, z drugiej kawa? otwartego morza, po którym trwa intensywna ?egluga. Nasze okno wychodzi na raf?, o któr? zaciekle rozbijaj? si? spienione fale. Do wody mamy dwa kroki. Tu zreszt? wsz?dzie jest blisko.

Wystarcza kilkuminutowy spacer, by obej?? wysp? woko?o, wzd?u? i wszerz. To ju? wszystko? – pytam w my?lach przera?ony perspektyw? polegiwania pod palm? przez nabli?sze siedem dni. Upa? jest tak dotkliwy, ?e nie jestem w stanie odda? si? czysto polskiej uciesze wakacyjnej, czyli popijaniu piwa. Przy drugim czuj? w ?o??dku piwnego grza?ca, który ro?nie i rozpycha si? niezno?nie. Mo?e wieczorem...

Nuda w raju

Fale leniwie uderzaj? o brzeg: raz, drugi, trzydziesty... S? niczym wskazówki zegara, w które wpatruje si? skazany na do?ywocie wi?zie?. Co dnia nuda robi si? bardzo plastyczna. Rozci?ga si? od horyzontu do horyzontu i nic nie wskazuje na to, by cokolwiek zdo?a?o j? zak?óci?. Przypominam sobie Pasj? ?ycia, znanego podró?nika Jacka Pa?kiewicza i sytuacj?, gdy rozmawia z mieszka?cem Polinezji Francuskiej. Punktem wyj?cia by?o ?ycie w raju, ale wszystko ko?czy si? t?umaczeniem, ?e codzienne s?o?ce, upa? i jednostajno?? staj? si? w ko?cu bli?sze piek?u. Teraz czuj? to na w?asnej skórze. Lubi? pole?e? na pla?y czy przy basenie, lecz na drugi, trzeci dzie? zwykle po?yczam samochód lub daj? si? powie?? na jak?? przygod?. Tu takiej mo?liwo?ci nie mam. Id? poszuka? jakich? oferowanych przez hotel wycieczek fakultatywnych. Dzi? by?a podró? ?odzi? podwodn? wzd?u? rafy koralowej, jutro ma by? wyprawa na raf? dla amatorów snorkelingu, pojutrze obserwacja rekinów w naturanym ?rodowisku, pó?niej wizyta w stolicy Malediwów, czyli Male. Nie jest ?le. Uczucie duszno?ci nieco ust?puje. Zapisuj? si? na wszystko po kolei. Spore w?tpliwo?ci budzi kosztuj?ca sto dolarów pi?tnastominutowa wyprawa samolotem ponad atolami, ?eby napstryka? szpanerskich fotek. Po namy?le rezygnuj? z tego luksusu.

Nazajutrz p?yniemy uprawia? snorkeling. Po drodze mijamy dryfuj?ce z pr?dem ?ó?wie oraz stado radosnych delfinów. Ch?opcy ob?uguj?cy ?ód? specjalnie t?uk? r?kami o burty, by zach?ci? te pi?kne stworzenia do skoków ponad powierzchni? wody. Delfiny ch?tnie spe?niaj? t? pro?b?, op?ywaj?c ?ajb? z obu stron. Gdy po chwili znikaj?, robi si? pusto i cicho. Podp?ywamy do kraw?dzi rafy koralowej od strony oceanu i spragnieni och?ody w nie?adzie wysypujemy si? do wody. Do dna jest mo?e pi??, mo?e sze?? metrów. Pi?knie wida? koralowce i inne cuda podwodnego ?wiata. Takich pstrokatych kolorów, jak na rafie koralowej, trudno szuka? w przyrodzie. Rybki mieni? si? bardzo kontrastowymi odcieniami ?ó?tego, niebieskiego, czerwonego i czarnego. Nie wolno niczego dotyka?, ale i tak nikt nie ma takiego zamiaru. Wolimy to wszystko podziwia?, unosz?c si? bez ruchu na ko?yszacych falach.

Wieczorem najlepiej jest usi??? na brzegu i wpatrywa? si? w znikaj?ce na skraju nieba s?o?ce. Ka?dy zachód na Malediwach jest epicki. Brzegi chmur p?sowiej?, jakby by?y zagniewane z powodu zbyt szybko ko?cz?cego si? dnia. Rzedniej?cy blask leniwie sp?ywa po masztach zacumowanych jachtów i rozlewa si? po powierzchni morza. Ca?y spektakl trwa nieca?? godzin?, a potem na ?wiat spada wszechogarniaj?ca szaro??.

Z nudów zajmuj? si? obserwowaniem ludzi. Grupki obrzydliwie charkaj?cych i spluwaj?cych Chi?czyków (zaczynam podejrzewa?, ?e to jaki? rodzaj kodu kulturowego czy te? osobliwe demonstrowanie przed ?wiatem w?asnej wy?szo?ci) wyk?ócaj? si? z obs?ug? o ka?d? rzecz, ??daj? rabatów i specjalnego traktowania, bo wszystko zamawiaj? w grupie. Szóstka Polaków, którzy dykretnie nie chc? wytrze?wie? po d?ugiej podró?y, zasiad?a przy barze obok przystani i spe?nia w milczeniu kolejny toast. Para wiecznie pijnych Czechów nieruchomo wpatruje si? w do po?owy opró?nione szklanki z piwem. Niemieccy emeryci, tak jak w ka?dym zak?tku ?wiata, ha?a?liwie dyskutuj? o wczorajszym meczu Bundesligi. Ka?dy walczy z nud? jak mo?e.

Nazajutrz okazuje si?, ?e jestem jedynym ch?tnym do p?ywania z rekinami przy Shark Point. Zak?adam, ?e ludzie przestraszyli si? k?pieli z tymi stworzeniami albo te? nuda obezw?adni?a ich ca?kowicie i ju? do ko?ca b?d? le?e? z ksi??k? i popija? wino b?d? piwo.

Cuda przyrody

Kiedy tak le?? na piasku i ko?cz? czyta? drug? ju? w trakcie tych wakacji ksi??k?, rozwa?am czy nie wybra? si? na raf?. Panuje ?agodny odp?yw. W najg??bszym miejscu woda si?ga najwy?ej do kolan. W 2009 roku w Kenii by?o podobnie. Wydawa?o si?, ?e to blisko, tu? tu?, a woda taka spokojna... Pó? godziny pó?niej mieli?my jej ju? po szyj? i wszystkie obejrzane filmy o rekinach w g?owie. Co by by?o, gdyby tak jaki? ?ar?acz zdo?a? przedosta? si? przez barier? rafy koralowej? Brr...

Po paru dniach malediwskiego leniuchowania odkrywam w tym swoisty urok. Nas?uchuj? odg?osów, jakie wydaje ukryte w koronach palm ptactwo i zazdro?nie zerkam na kolejny ma?y samolot, który wiezie szcze?ciarzy w odleg?e raje. Malediwy to przecie? blisko 1200 wysp i wysepek na 26 atolach, ci?gn?cych si? na przestrzeni 860 kilometrów. Chcia?oby si? by? na ka?dej, bo przecie? wsz?dzie dobrze, gdzie nas nie ma.

W pewnym momencie s?ysz? nad g?ow? ciche skrzeczenie. Wyt??am wzrok i dostrzegam pyszczek ni to psa, ni lisa, który wpatruje si? we mnie ciemnymi oczami. Wygl?da tak, jakby do jego rudej g?owy i ramion kto? z?o?liwie doczepi? czarne po?y kostiumu Drakuli z teatrzyku lalkowego. Jedna po?a uporczywie wachluje pach? nietoperza, s?u??c za co? w rodzaju manualnego wentylatora. ?mieszne zwierz?tko nic sobie nie robi z mojej obecno?ci. Ja siedz?, on wisi g?ow? w dó? i tak sobie patrzymy na siebie.

Poza tym mamy tu istne wodne safari. Nie trzeba si? nigdzie rusza?, by podziwia? cuda podwodnego ?wiata. Nawet male?ki koralowiec, który podczas odp?ywu sromotnie wysycha wraz z ca?? ?ach? piachu, w trakcie zanurzenia w wodzie s?u?y za hotelik dla dziesi?tek male?kich kolorowych rybek. Wida? je doskonale go?ym okiem, ale dopiero po za?o?eniu okularów mo?na podziwia? ich barwy w pe?nej krasie. Dlatego ludzie bujaj? si? na powierzchni wody wokó? wyspy przez ca?e dnie. Z pocz?tku spore poruszenie wywo?uje stadko ma?ych rekinów podp?ywaj?cych bardzo blisko brzegu za ?awicami niewielkich platynowych rybek. ?atwo sobie wyobra?amy, ?e gdzie? w pobli?u mo?e p?ywa? ich matka, gotowa zrobi? krzywd? ka?demu, kto si? do nich zbli?y, jednak ch?opcy z centrum sportów wodnych t?umacz? ze ?miechem, ?e to ich codzienna rutyna i ?adna monstrualna, ludo?erna matka si? nie zjawi. Nie wszyscy s? przekonani, lecz co wi?cej mo?na zrobi?? Niektórzy uciekaj? z wody, kiedy tylko rekiny podp?ywaj? bli?ej. W ogóle, kiedy stawia si? krok, wszystko co ?ywe, pierzcha spod nóg. Surrealistyczne niemal jest uczucie, gdy si?ga si? po muszelk?, a ta ucieka ile si?, bo akurat jest grzbietem male?kiego kraba. Kto? nazywa t? pla?? cmentarzem oceanu. Te drobinki to przecie? nic innego, jak pozosta?o?ci po krabach, koralowcach i innych istotach zamieszkuj?cych t? lagun?. Trudno si? nie zgodzi?.

Pewnego dnia podczas ?niadania obserwujemy spore poruszenie przy gospodarczym molo, którym dostarcza si? na wysp? rozmaite towary. Zbiegowisko ludzi nie daje nam spokoju, wi?c porzucamy kaw? oraz rogaliki i biegniemy sprawdzi?, o co tyle zachodu. W wodzie co? si? k??bi. P?etwy? Chyba nie, bo zbyt ?atwo przechylaj? si? na prawo i lewo. Szybko okazuje si?, ?e to nie rekiny, tylko stado p?aszczek. Sun? wzd?u? molo, majestatycznie poruszaj?c c?tkowanymi p?etwami, które wygl?daj?, jak podwodne skrzyd?a. Na jedn? magiczn? chwil? wszyscy zastygamy w bezruchu, by podziwia? ten bajeczny spektakl.

Stolica Malediwów

Male to tak naprawd? niedu?a, ciasno zabudowana mie?cina. Z daleka wida? g?sto upchane kilkupi?trowe budynki. Nieco na lewo, na osobnej wysepce mie?ci si? lotnisko. Samoloty ko?uj?ce przed startem wygl?daj?, jak gdyby porusza?y si? po powierzchni oceanu. W porcie mnóstwo rybackich ?odzi. Trwa codzienne pranie ubra? i k?piel. M??czy?ni namydlaj? si?, nie zwracaj?c uwagi na zaskoczone spojrzenia gapiów. Potem polewaj? si? wod? z du?ych kadzi. Ca?e pok?ady poprzecinane s? sznurami ze schn?c? bielizn?.

G?os muezzina dyskretnie przypomina nam, ?e Malediwy to jednak muzu?ma?ski kraj. Nigdzie nie kupisz tu alkoholu, no chyba, ?e w hotelach, które s?u?? zgni?emu ?wiatu Zachodu. Podobno wymogiem konstytucyjnym jest, by ka?dy obywatel by? sunnit?. Jakakolwiek dzia?alno?? kaznodziejska jest zakazana pod gro?b? natychmiastowego wydalenia.

Dochodzimy do morza po drugiej stronie i zawracamy. Ruch jest bardzo intensywny. Szczególnie dokuczliwe s? motorki. Troch? mnie to roz?miesza, bo wsz?dzie z ?atwo?ci? mo?na doj?? na piechot?, ale oni wol? si? t?oczy? w tych wszystkich pojazdach du?ych i ma?ych. Sklepy s? pozamykane, gdy? pobo?ni sklepikarze pobiegli do meczetów. T?tni ?yciem tylko targ warzywny i rybny oraz port, w którym mijaj? si? kolejne transportowe statki czy motorówki. S? tury?ci, ale i lokalni mieszka?cy. ?atwo ich odró?ni?, bo nie maj? walizek, tylko ró?ne zawini?tka i tobo?ki. Jeden z kelnerów z naszego hotelu opowiada nam, ?e mieszka na jednym z odleg?ych atoli po?udniowych Malediwów. Kiedy dostaje urlop, p?ynie do domu przez trzy dni. Oczywi?cie samolotem móg?by dolecie? w godzin?, ale ma ma?ego synka i dla niego odk?ada wszystkie zarobione pieni?dze. Teraz wyobra?am sobie, jak wsiada z marnym tobo?kiem na ?ajb?, by trzy dni sun?? pomi?dzy rajskimi atolami do domu.

My b?dziemy wraca? do Londynu bite 12 godzin. Ju? bol? mnie wszystkie ko?ci. Ostatnia my?l, jaka przebiega mi przez g?ow? przed startem to, ?ebym si? na drugi raz dwa razy zastanowi?, zanim polec? do nast?pnego raju. Po to, by si? nudzi?, nie trzeba lata? tak daleko.

Jacek Ozaist

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyje?d?asz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 41063
Tak

30991
75%
Nie

10072
25%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat wyłudzenie kredytu warszawa | pierścienie nierdzewne | wiertarka udarowa Pszów | Immunolog śląsk | prasa krawędziowa
dietetyk racibórz | cyklinowanie Żyrardów | Koszenie trawników Gliwice | gwoździe nierdzewne | rozwody wodzisław śląski