KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 23 czerwiec 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Czwartego lipca o świcie we Lwowie
2010.10.13 / Aleksandra Solarewicz
TAGI:
Share |
Pamiętam, że było pochmurne letnie popołudnie. Graliśmy w piłkę na ulicy, co chwilę zaglądając przez gęste liście leszczyn w okna domu. Błyskały tam ostre światła i kręcili się obcy ludzie. – Przyjechała telewizja – mówiła mama. Na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku TVP nakręciła film dokumentalny o zbrodni na profesorach lwowskich, dokonanej przez Niemców 4 lipca 1941 na Wzgórzach Wuleckich we Lwowie. Nasz Dziadek był jednym z jej świadków.
Do maja 1944 roku Dziadkowie mieszkali w blokach ubezpieczalni społecznej przy ul. Małachowskiego. Oboje pracowali w Instytucie Tyfusu Plamistego. Dziadek był asystentem profesora Rudolfa Weigla. Babcia, przedwojenna dziennikarka, była zatrudniona w laboratorium.
Okupanci bali się tyfusu i liczyli z prof. Weiglem. Zatrudnienie u niego chroniło i przed wywózką na Syberię, i przed niemieckim więzieniem. Profesor ukrywał u siebie w ten sposób grupę polskiej inteligencji, w tym także narodowości żydowskiej. A jego podopieczni mogli z kolei pomagać innym ludziom. Ratowali przyjaciół, i jeszcze tych, których nazwisk nigdy nie poznali. Także Dziadek razem ze swoimi kolegami z Instytutu nosił szczepionki do lwowskiego getta. Opowiadając o tym, zawsze wspominał o Opatrzności. – Wiesz, to nie ja, to Ktoś działał przeze mnie – te słowa niezmiennie słyszałam od niego wtedy, gdy chodziło o sprawę życia i śmierci.
„Obudziły mnie strzały”
Wcześniej niż o zbrodni na Wzgórzach usłyszałam o Katyniu. To nie był paradoks, ponieważ Dziadkowie, porównując obie okupacje, sowiecką i niemiecką, mówili, że sowiecka była gorsza. Może dlatego, że była pierwsza, może dlatego, że po prostu dłużej trwała, i to ona ostatecznie zabrała im „ich” Lwów. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych Dziadek pojechał do Lwowa i opowiedział o tym, co widział. Potem w domu, siedząc przy poobiedniej herbacie, często wracał do wydarzeń owego lipcowego świtu. Ciągle widział tę scenę jak w kadrze aparatu. Nie mógł się od niej uwolnić aż do śmierci w 2005 roku.
Okna lwowskiego mieszkania wychodziły dokładnie na Wzgórza. Czwartego lipca nad ranem Dziadka obudziły strzały. Nie dowiem się już od niego, jak czuje się człowiek, który śpi, nasłuchując kroków na schodach. I od Babci nie dowiem się także, jak to jest nie mieć pewności, czy mąż wróci po pracy do domu. Wiem, że wtedy, nad ranem Dziadek wstał i podszedł do okna. I zobaczył.
Wielki znak krzyża
Z odległości około 100-200 metrów trudno mu było rozpoznać, kto stoi nad dołem. Zrozumiał tylko, że to grupa 25-30 (jak ocenił) cywilów pilnowana przez żołnierzy w mundurach polowych. Jedna osoba leżała na noszach. Stojący żegnali się znakiem krzyża. Padła kolejna salwa. I następna…
- Co się dzieje? Co to za strzały? – zapytała Babcia, która dotąd leżała cicho, udając, że śpi. Dziadek odwrócił się do niej, blady. – Śpij, śpij, to hitlerowcy przestrzeliwują broń – odpowiedział zmienionym głosem. Nie miała wątpliwości, że jak określiła po latach, było to „pobożne kłamstwo”. A kiedy oni rozmawiali szeptem w swojej sypialni, na Wzgórzach niemiecki oficer dobijał ludzi strzałem z pistoletu.
Rano trzeba było pójść do pracy. Tą samą, co zawsze, drogą. Z taką samą, co zawsze, niepewnością, czy się dojdzie, i czy się wróci. – Codziennie – wspominała Babcia – przechodziłam koło więzienia i słyszałam krzyki torturowanych Polaków. Jednak oni oboje chodzili bezpiecznie. Czwartego lipca tuż po przyjściu do Instytutu Dziadek natknął się na swojego pryncypała.
- Co się stało?! – przestraszył się Rudolf Weigl. – Czy pan spał tej nocy? – wykrzyknął, widząc twarz młodego pracownika ściętą smutkiem, przerażeniem i wszystkimi przeżyciami koszmarnej nocy. Kiedy usłyszał relację, poprosił cicho: – Niech pan już nic więcej nie mówi. Ja nie mogę tego słuchać.
Mówił, że widział piekło
Funkcjonariusze hitlerowscy (prawdopodobnie z oddziału Nachtigall) zamordowali we Lwowie kilkudziesięciu wybitnych naukowców polskich i członków ich rodzin. Prawdopodobnie około czterdziestu osób. Byli wśród nich między innymi: prof. Antoni Cieszyński, Tadeusz Boy-Żeleński, prof. Jan Grek, prof. dr Roman Longchamps de Berier, prof. Tadeusz Ostrowski, prof. Adam Sołowij i dr Stanisław Ruff. Dziadek, który zaczął studia na Uniwersytecie Jana Kazimierza od medycyny, a ostatecznie ukończył biologię, musiał zetknąć się z niektórymi z nich osobiście. O pozostałych zapewne słyszał.
Niedawno znalazłam sprawozdanie (z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku?) z wystąpienia Dziadka, dotyczącego zbrodni. Podsumował je tak: – Tam, na Wzgórzach Wuleckich, były diabły i wiem teraz, jak wygląda piekło…
Uderzyło mnie to określenie, bo Dziadek rzadko używał tak drastycznych porównań. Nam, wnukom, za każdym razem powtarzał: – Wiecie, to było tak straszne, jak sobie tylko można wyobrazić. Babcia nie dodawała już wtedy nic od siebie. Siedzieliśmy, milcząc. A ja myślałam o tej scenie z filmu TVP „Czwartego lipca o świcie, we Lwowie”, kiedy idą przez bursę Abramowiczów aż do Wzgórz szlakiem pomordowanych. A Dziadek, jak sześćdziesiąt lat temu, znów patrzy przez to samo okno.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 28449
Tak

23758
84%
Nie

4691
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |nagrobki wodzisław | pręty nierdzewne | ból kręgosłupa wodzisław | transport pellet Rybnik | prasy poziome
kuchnie na wymiar kraków | weryfikacja uprawnień spawaczy | usługi geodezyjne Rybnik | medycyna pracy Rybnik | wizerunek dla mam śląsk