KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 22 styczeń 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Sterta (3)
2012.05.21 / Jacek Ozaist
TAGI: Jacek Ozaist
Share |
Waldi wpadł na mnie z butelką whisky w ręce. – Mamy zapasy, że hej! Pociągnął spory łyk i podał ją mnie. Też sobie nie pożałowałem, z tej radości, że po dniach chudych nadchodzą naprawdę tłuste.
– Musimy sprawdzić, czy drzwi się otwierają – zakomenderowałem. – Zwłaszcza te z tyłu domu.

Poszliśmy najpierw zbadać wejściowe. W holu powitała nas wielka góra papieru, która broniła dostępu do drzwi. Ulotki, foldery, książki telefoniczne, gazety, listy, awiza. Może tona papieru wysoka na metr.

– Prawdziwy skład makulatury – zaśmiał się Waldi. – Masz pojęcie, jak długo trwało zbieranie?
– Ile tu płacą za kilogram? – spytałem przytomnie.
– Tu płacą tylko za metale kolorowe. Makulatury chyba nie skupują. Rany, tutaj poległ cały las. Brzózki, świerczki, buczki...
– Waldi, nie rozkręcaj się. To tylko drzewa.
– Ale ile!

Ruszył papierowym szlakiem raz po raz grzęznąc w jakiejś szczelinie i tracąc równowagę. Mamrotał pod nosem typowo polskie zwroty typu: udręka, gehenna, los wraży, porażka z potężnym frontem itp. Nagle pisnął tak cienko, że pomyślałem, iż nadepnął na dziecięcą zabawkę.

– Co jest?!
– Widzę rękę!
– Czyją?
– A ja wiem!!!!!!?????

Zrobiło mi się słabo, lecz nadludzkim wysiłkiem woli ruszyłem przez morze papieru na ratunek Waldiemu. Pochylał się nad siną dłonią, która wystawała spomiędzy ulotek pizzerii i biura ubezpieczeń.

– Może to proteza. Sprawdzałeś?
– Zgłupiałeś?!

Wyrwałem mu z ręki flaszkę i pociągnąłem na raz tyle, że pewnie starczyłoby na konkursowy łyk stulecia. Potrząsnąłem głową, dodając sobie odwagi, ale ostatecznie nie ośmieliłem się dotknąć tej dłoni.

– Jezus Maria! To trup! – krzyknął Waldi. – Już wiem, czemu gość się nie pokazywał.
– Chuj z nim! – wrzasnąłem – Co my teraz zrobimy?! Waldi nie wyglądał już na dawnego Waldiego, tylko na spietranego nastolatka, któremu ktoś splątał sznurówki. Uznałem, że czas najwyższy przejąć dowodzenie, bo taka gratka, jak ten dom, może nam się już nie przydarzyć.

– Waldi, leć na górę po braciaka. Musicie załatać tę dziurę.
– A trup?
– Jest martwy, czy nie? Pytał ktoś o niego? Weź się w garść. To nasz dom.

Wielki, zwalisty Waldi długo patrzył na mnie swoimi przekrwionymi ślepiami, po czym zwyczajnie zasalutował i już go nie było. Zostałem z butelką szkockiej, stosem papieru, nieboszczykiem i wieloma sprawami do przemyślenia. Przede wszystkim było mi głupio, ale tłumaczyłem sobie, że to Waldi nawalił pierwszy. Nie mogłem pozwolić, by nasza paczka rozpadła się z powodu kryzysu na szczeblu władzy. Porządzę trochę, wyprowadzę sprawy na prostą i przekażę mu dowodzenie – pomyślałem.
Kiedy w polu widzenia pojawił się braciak, zrobiło mi się lżej. Niejedną mordę razem obiliśmy, wic można było na nim polegać.

– Co wyście namącili? – zapytał.
– Murowałeś trochę z braćmi Wymiot. Przypomnij sobie co i jak. Musimy załatać tę dziurę w suficie. Dasz radę?
– A co z górą?
– Klepki położymy i po sprawie.
– Ale ktoś musi tam zostać.
– Waldi zostanie. W końcu tam mieszka. W nocy wpuścimy go przez ogród.
– Zrobimy szalunek od dołu i będziemy murować od góry – stwierdził Waldi, wystawiając głowę przez dziurę.
– Idź, młody...

Spojrzeli na mnie filmowo. Oto wojna. Pośrodku dżungli bohater musi zostać sam. Jest skazany na zagładę, ale ratuje resztę. Nic nie da się zrobić.

– Miło było z tobą współpracować – zagaił dramatycznie Waldi.
– Mama będzie dumna – dodał braciak i obaj znikli mi z oczu.

Zastanowiłem się, co zrobić z taką ilością papieru. Spalić? Chyba razem z domem. Przenieść do sąsiedniego pokoju. Oto myśl! Znalazłem jakąś skrzynkę po owocach i dzięki niej udało mi się przetransportować większość makulatury do sąsiedniego pomieszczenia.

W końcu dotarłem do podeszwy czyjegoś buta. Zawahałem się. Miałem do wyboru – jedzenie z puszki, długie dniówki, konieczność wręczania kasy jakiejś nadętej lafiryndzie, ciszę nocną itd., kontra święty spokój, oszczędność, samodzielność. Nie mogłem się poddać. Pomyślałem, że jemu i tak wszystko jedno i złapałem tę łydkę.

– Stasiu!!! – usłyszałem i ból od serca wypełnił mi cały przełyk. – Musisz przybić ostatnią dechę, bo od góry nie damy rady.
– Idę!

Dali mi młotek i parę gwoździ. Spojrzałem im w twarze po raz ostatni. Byli uśmiechnięci, rozluźnieni, dalecy od przyziemnych spraw, jak pochówek zmarłych, sprzątanie zwłok i tak dalej.

– Przyjdziemy przez ogród. Do miłego!

Potem światło znikło, a ja zostałem w półmroku z młotkiem w ręce. Zacząłem dalej nosić te przeklęte papierzyska.

Nie mam pojęcia ile mi to zajęło, ale w końcu odkryłem obie nogi nieboszczyka. Byłem przekonany, że gość padł na zawał, wylew czy coś w tym guście i z biegiem czasu został przysypany całym tym chłamem, wpadającym przez pocztową szparę w drzwiach. Przypomniała mi się mama czytająca nam Klechdy polskie, ksiądz recytujący ostatnie pożegnanie i parę scen z filmów. Wstąpił we mnie natchniony duch.

– Panie, zmiłuj się nad duszą tego biednego człowieka, który upadł przy tych drzwiach. I przebacz mi, że wezmę go teraz spod tych drzwi, pod którymi kalają jego ciało ulotki różnych przyziemnych interesów. Czymże bowiem jest pizza z trzema składnikami albo auto na raty przy możliwości przebywania w Królestwie Niebieskim. Wezmę go, ok?

Nic się nie działo, więc złapałem faceta za łydki i pociągnąłem. Tandetne, przykrótkie portki, flanelowa koszula – tyle widziałem, reszty nie chciałem oglądać.
Zaciągnąłem go do ogrodu i zakopałem jak należy. No może ciut płyciej, bo siły za bardzo nie miałem.

Wróciłem do domu i właśnie wtedy przeżyłem najstraszliwszą chwilę grozy w moim życiu. W kilkanaście sekund po pochowaniu umarlaka usłyszałem od drzwi hałas, który zatrzymał we mnie krew. Byłem przekonany, że mój trud poszedł na darmo, stracimy dom, a ja zostanę aresztowany. Wrócił dawno nie widziany kuzyn albo sąsiadce zabrakło soli...

Cisza jednak przedłużała się. Zerknąłem zza futryny. Drzwi były w nienaruszonym stanie. Za to na podłodze leżała świeża broszura, którą ktoś przed momentem wrzucił, omal nie wyprawiając mnie na tamten świat za gościem z ogrodu.

Coś przyciągnęło mój wzrok. Coś o Polish. Wziąłem folder do ręki i obejrzałem z bliska. Polish Professional Workers....

Ale jaja – pomyślałem nie kryjąc dumy. Rodacy kontratakują. W środku było mnóstwo ofert od naszych budowlańców, sprzątaczek, ogrodników, kurierów, nawet dziwek. Do drzwi ogrodowych zapukali Waldi i braciak.

– Witam w domu – powiedziałem z ulgą.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 26424
Tak

22072
84%
Nie

4352
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat narkotyki warszawa | nakrętki nierdzewne | dom opieki Wodzisław Śląski | Storz couplings | suplementy diety produkcja Omega
prawnik Radlin | transport drogowy | usługi geodezyjne Rybnik | medycyna tropikalna Radlin | fassadenreparatur wien