KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 22 lipiec 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Lady Kitch
2012.05.21 / Roman Waldca
TAGI: Roman Waldca
Share |
Ania pracuje w tej samej firmie, co ja. Dużym domu towarowym w centrum Londynu. Średnia klasa brytyjskiego społeczeństwa nie wyobraża sobie robienia zakupów gdzie indziej, a dla nas jest to po prostu miejsce, gdzie pracujemy. Praca nie jest łatwa, jak to w handlu: soboty, niedziele, bank holidays i inne święta – pracujemy non stop. Jeśli nie od wczesnych godzin porannych, to do późnego wieczora. I tak bez końca.

O tym, że Ania chce robić coś swojego, wiedziałem od dawna. Opowiadała bez końca o swoich planach. I z takim zacięciem, że zaczynałem jej tej pasji po prostu zazdrościć. Wiedziałem, że jest poważna i mówi całkiem serio, że w końcu dopnie swego.

Któregoś dnia zadzwoniła i powiedziała szefowej, że nie może tak dużo pracować, że chce mniej godzin. Zaczęły jednak nękać ją pytania: Boże, jak ja sobie teraz poradzę, co ja zrobiłam? Uświadomiła sobie, że nie będzie łatwo. A ja zazdrościłem jej odwagi. Nic dziwnego, że prędzej czy później ludzie decydują, że odchodzą. Częściej jednak zostają, bo czasy trudne i o pracę już nie tak łatwo, jak kiedyś.

– Zaczynam nowy kontrakt w przyszłym tygodniu – oznajmiła mi przez telefon. Coś jednak było nie tak. Nie ten sam głos. Gdzie podział się jej szalony entuzjazm, którym tak łatwo zjednywała sobie ludzi? – Czy ja robię coś głupiego? – pytała.

Ania Nikipirowicz mieszka w Londynie od 1994 roku. – Gdy tu przyjechałam – opowiada – miałam zaledwie szesnaście lat, nie mówiłam po angielsku, nie miałam tutaj znajomych. Przyleciała do matki, która wtedy tutaj mieszkała. Od razu jej się spodobało, choć nie było łatwo. Na początku lat dziewięćdziesiątych nie było w Londynie tylu Polaków co teraz, głównie starsza emigracja, która do nowych przybyszy z Polski nastawiona była dosyć sceptycznie. – Było bardzo ciężko, bardzo – przyznaje i wspomina, jak chodziła do polskiej szkoły sobotniej tylko po to, by nawiązać jakieś kontakty, poznać ludzi, z kimś się spotykać od czasu do czasu. – Nie lubiłam tej szkoły, czułam się dziwnie. Tam uczono głównie języka polskiego tych, którzy po polsku nie mówili, bo urodzili się tutaj – dodaje. A jednak chodziła na Clapham South co tydzień. Z czasem zaczęła poznawać ludzi. Po czterech miesiącach pobytu mówiła już trochę po angielsku i poczuła, że to wcale nie jest taki obcy kraj. – Jak potrafisz się tutaj dogadać, to wiesz, że Londyn to wspaniałe miasto. Już wtedy wiedziałam, że tutaj da się żyć, że wszystko da się zrobić. Postanowiła, że do Polski już nie wróci.

Pierwsza praca nie była tą wymarzoną, ale co mogła robić młoda dziewczyna z Polski? Restauracja, w której pracowała, potrzebowała młodych ludzi, chętnych do biegania między stolikami i nalewania piwa do późna.
– W tej branży niewiele się zmieniło. Zupełnie tak, jakby każdy, kto tutaj przyjedzie, obowiązkowo musiał przejść szybki kurs pracy w barze czy innej knajpie – zauważa i przyznaje, że długo nie wytrzymała. Może dwa albo trzy lata. – Nie pamiętam dokładnie.

Pamięta za to doskonale, że tuż potem zatrudniła się w sklepie z ciuchami. – Było już trochę lepiej, inne godziny, mniejszy stres i inni klienci. Po dwóch latach Ania zostaje menedżerem. – Cieszyłam się jak głupia, bo myślałam, że teraz moje życie się odmieni, będzie lepiej, łatwiej, przyjemniej. Nie ukrywa, że była wówczas bardzo naiwna. Zamiast lepiej, było inaczej. Pracowała znacznie więcej niż poprzednio, coraz częściej zostawała po godzinach tylko po to, by być na bieżąco z pracą, której przybywało z każdym dniem.

– Pracowałam jak szalona, ale miałam takie momenty, kiedy czułam, że coś się zmienia, że będzie lepiej, że...

Ania wspomina, jak w przerwach w pracy zaglądała do znajdującego się tuż obok sklepu z pasmanterią. – Tam było dosłownie wszystko: materiały, wstążki, a przede wszystkich wspaniała kolekcja włóczek, w każdym możliwym kolorze, w każdym odcieniu. Dla dziewczyny z Polski, pamiętającej szare sklepowe półki, to był prawdziwy raj.

Spędzała tam dużo czasu. Przeglądała, dotykała. Pewnego dnia zaczęła rozmawiać z właścicielką, która pokazała jej książkę o tym, jak robić na drutach.
– Wiesz, ja powinnam umieć robić na drutach, w końcu u mnie w domu, tam w Polsce, każdy wtedy robił na drutach. To były takie czasy, że trzeba było sobie radzić samemu. Wszystkie moje ciocie, bacie, nawet mama, spędzały całe dnie robiąc przeróżne cuda na drutach, ale ja byłam jakoś oporna. Szydełka, igły czy kłębki wełny nigdy mnie tak naprawdę nie interesowały, wolałam palić papierosy – wspomina po latach. – Gdyby mi wtedy ktoś powiedział, że włóczka zmieni moje życia, wyśmiałabym go! I popatrz, dokąd mnie to wszystko doprowadziło – dodaje rozradowana.

Kupiła książkę i tak się zaczęło. Nie było jednak łatwo pogodzić nową pasję z pracą. Zaczęła cierpieć na przepracowanie. – Co z tego, że byłam menedżerką, skoro nie miałam czasu spotkać się nawet ze znajomymi. Ile możesz pracować, no powiedz, ile?

W sklepie przepracowała sześć długich lat. – Może o sześć za dużo, ale przecież czasu nie da się cofnąć, więc co było to było. Prawie natychmiast znalazła pracę w dużym domu towarowym w centrum Londynu. Zatrudniono ją w dziale z haberdashery. – Byłam w swoim żywiole. Już nie musiałam zaglądać do pasmanterii, ja w niej pracowałam! Uczyła się wszystkiego: jakie są rodzaje wełny, kto je produkuje i co można z niej zrobić. A zrobić można przecież wszystko. – Wełna daje ci niesamowite możliwości tworzenia. Praktycznie nie ma żadnych ograniczeń, no może poza zwykłą ludzką wyobraźnią.

Ania zdecydowanie ożywia się, kiedy zaczyna mówić o włóczkach. Dla mnie to czarna magia, nie mam zielonego pojęcia o czym to wszystko jest, ale czuję, że dla niej to zupełnie inna historia. Nie ukrywa, że to prawdziwa miłość. – Wiesz, ja jestem bardzo kreatywną osobą, która wbrew pozorom bardzo lubi wyzwania. Im są większe, tym lepiej. A pracując z wełną czasem trzeba się zupełnie nieźle wysilić, by wymyślać i stworzyć coś nowego, ale przede wszystkim, by wiedzieć, jak sobie z tym poradzić. Ludzie często nie doceniają tego, że robienie na drutach może być bardzo wymagającym zajęciem, któremu trzeba poświęcić dużo uwagi i czasu. Liczy się dokładność, kreatywność i przede wszystkim cierpliwość. A ja przecież zbytnio cierpliwa nie jestem – śmieje się.

Właśnie dostała e-mail, że jedna z jej prac zdobyła pierwszą nagrodę w konkursie organizowanym przez Rowan (jednego z producentów wełny) z okazji królewskiego jubileuszu. – Zrobiłam na drutach poduszkę z herbem królowej i... wygrałam! Potrzebowała takiej mobilizacji. Wiadomość o wygranej przyszła w momencie, gdy zdecydowała, że ograniczy czas pracy w domu towarowym i zacznie skupiać się na czymś własnym.

Tak zaczęła pracować nad… Moochką. To jej własna strona internetowa, gdzie można kupić handmade goodies by Anna Nikipirowicz. Wchodząc na Moochka.co.uk wita nas uśmiechnięta krówka (tak, tak, to jest właśnie Moochka!) i zdjęcia jej prac. Wszystkie z wełny. Ciepłe, kolorowe.

– Ale to trochę takie kiczowate – staram się podpuścić Anię. – No pewnie! – odpowiada natychmiast. – Ale zobacz, jaki to jest kicz. Ten kicz jest piękny, miły w dotyku, ciepły. Daje poczucie swobody, niezależności i indywidualności. To bycie sobą i robienie rzeczy po swojemu, by potem poczuć się wyjątkowo bez obawy, że ktoś w metrze będzie miał na sobie to samo. I ludzie to kochają !

Wie co mówi. Już dostała pierwsze zamówienia. Rzeczy te trzeba dopiero zrobić, ale ludzie nie obawiają się czekać, bo wiedzą, że to, co dostaną, jest robione specjalnie na ich zamówienie i będzie czymś absolutnie wyjątkowym.

– A łatwo tak na drutach? – pytam.
– Łatwo, jeśli masz dobrego nauczyciela i dużo determinacji. Jednym idzie to szybciej, drugim wolniej, ale można się nauczyć. I wiesz mi, nie ma większej satysfakcji niż tworzenie czegoś, co potem samemu możemy ubrać, używać, pokazać znajomym. Bo robienie na drutach to nie tylko wełna i skarpetki na zimę. To przyjemność, a na dodatek jest się niezwykle dumnym z samego siebie.

Moochka to dopiero początek. Ania już myśli o warsztatach robienia na drutach. Przy kawie, z miłą pogawędką. Na luzie. Już raz to robiła, charytatywnie, teraz chce na tym zarobić pieniądze. O chętnych się nie boi.

– Od wełny można się uzależnić. Wiem coś o tym – dodaje na odchodne. Wełna to moja pasja.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 28661
Tak

23905
83%
Nie

4756
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |usługi kamieniarskie wodzisław | nitonakrętki nierdzewne | fizjoterapia wodzisław | Storz couplings | suplementy diety produkcja kontraktowa
dietetyk rybnik | odnowienie uprawnień spawaczy | Lekarz rodzinny Radlin | angielski prywatnie Katowice | prawnik wodzisław śląski