KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 15 grudzień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Ognisko nasze to więcej niż klub…
2012.05.11 / Grzegorz Małkiewicz
TAGI:
Share |
… to jest ośrodek polski, w którym jest dobrze spotkać przyjaciół, powspominać. Niekiedy wspólnie się smucić i – oby jak najczęściej – wspólnie się cieszyć. Tak widział rolę Ogniska Polskiego przy Exhibition Road jeden z byłych prezesów, książę Eugeniusz Lubomirski de Vaux.
Czasy się zmieniły. Obecny zarząd tego wyjątkowego miejsca w Londynie uważa, że Ognisko to przede wszystkim kilkanaście milionów funtów uwięzionych w cegłach i robi wszystko, żeby ten kapitał uwolnić. A w coraz głośniejszej debacie środowiskowej cały dorobek kilku pokoleń przestał się liczyć, zastąpiły go odwołania do przewrotnych paragrafów tak pozmienianego aktu założycielskiego, by sprzedaż była prawnie możliwa. Obecnych powierników nie obowiązuje dziś przekonanie księcia Lubomirskiego, co zresztą przy każdej okazji podkreśla prezes Andrzej Morawicz: – Ognisko to prywatny klub!

Kogo? Prezesa? Słyszy się też taką opinię, że Ognisko jest klubem oficerskim, a ponieważ oficerów – mimo napływu ogromnej fali Polaków na Wyspy – nie przybywa, zasoby ludzkie klubu się kurczą, więc sprzedaż pozostaje jedyną opcją. Zdaniem włodarzy klubu, powoływanie się na znacznie większą liczbę Polaków przebywających obecnie w Londynie jest słabym argumentem, bo – według nich – młodzi się tym nie interesują. Mają swoje puby – jak mówi prezes Morawicz. Ale kto z nich (włodarzy) pamięta, że w pamiątkowym wydaniu na 50-lecie klubu poza wypowiedzią księcia Lubomirskiego są takie deklaracje:

Ognisko otwarte było dla wszystkich (…).
O Ognisku mówiliśmy z dumą.

Prezydent Ryszard Kaczorowski

Nie wyobrażam sobie Londynu bez Ogniska.
Tadeusz de Virion
pierwszy po 1990 ambasador RP w Londynie


W tym samym okolicznościowym wydaniu znajdziemy również deklarację ówczesnych władz: Wydaje się, że majątek Ogniska właśnie najlepiej służy polskości utrzymując reprezentacyjny polski klub w Londynie... W nowych warunkach odzyskanej niepodległości Ognisko ma wszelkie dane ku temu, ażeby w tym przodować, podtrzymując polskie tradycje i kulturę w swoistej polskiej atmosferze.

Co się zmieniło od roku 1992, że ta ocena misji klubu straciła na ważności? Polska wróciła do rodziny europejskiej. Na mocy traktatów akcesyjnych setki tysięcy Polaków przyjechało do Londynu. A klub w tak prestiżowym miejscu zaczął podupadać. Paradoks? Zaniedbanie? Zaniechanie?

Czy pod okolicznościowymi deklaracjami ukrywa się drugie dno? Agenda, którą prezes ujawniał najbardziej zaufanym współpracownikom, dobranym według klucza przydatności w realizowaniu planu B, czyli sprzedaży posesji przy Exhibition Road, o czym nie informował nawet członków klubu?

Trochę historii

Jeszcze w 1939 roku, po klęsce wrześniowej, polskie władze przed ewakuacją z Paryża do Londynu myślały o stworzeniu w stolicy Zjednoczonego Królestwa klubu oficerskiego. To chyba stąd bierze się opinia, że Ognisko Polskie jest klubem oficerskim. Nigdy nie było. Był to kawałek Polski z całym społecznym przekrojem. Ognisko, klub oficerski? W którym były dwa stoliki dla oficerów?

Ognisko było zawsze klubem polskim – ani oficerskim, ani prywatnym. Składki członkowskie były zawsze niskie, a o zwiększanie liczby klubowiczów nikt się nie troszczył. Z naszego mini sondażu wynika, że większość rozmówców kiedyś była na liście członków, nikt jednak nie przypominał im o zaległościach, więc prawdopodobnie członkostwo wygasło. Kto za to odpowiada?

W normalnych warunkach o wygaśnięciu członkostwa zainteresowana organizacja bombarduje swoich członków listami, emailami do znudzenia. Czy tak też działo się w przypadku Ogniska? Czy zarządowi zależało na tym, by liczbę członków powiększać? Czy może obowiązywała zasada: im gorzej, tym lepiej. Bo uzasadnić sprzedaż miejsca, które świetnie prosperuje, byłoby znacznie trudniej?

Wróćmy jednak do historii. Po wstępnych ustaleniach odbyła się seria spotkań na najwyższym szczeblu, w których uczestniczył gen. Sikorski. W końcu lord Halifax, brytyjski minister spraw zagranicznych, zatwierdza plan, a role rządów przejmują British Council i polski Czerwony Krzyż. Ognisko zostaje otwarte 16 lipca 1940 roku. Uroczystość swoją obecnością uświetnili: Duke of Kent, lord Halifax, prezydent Raczkiewicz i gen. Sikorski.

W krótkim czasie popularność klubu jest tak duża, że pomieszczenia przy 55 Prince’s Gate są za małe. Dzięki brytyjskiemu wsparciu Ognisko przenosi się na Belgrave Square, nr 45. Zbliża się koniec wojny. Brytyjczycy pomimo zdrady na arenie międzynarodowej, idą na rękę swojemu byłemu sojusznikowi lokalnie, tu na Wyspach. Nie ma jednak możliwości na utrzymanie drogiego lokalu przy Belgrave Square. Ognisko wraca tam, gdzie zainaugurowało swoją działalność – do kamienicy 55 Prince’s Gate przy Exhibion Road. W nowej sytuacji politycznej, po wycofaniu uznania dla rządu RP na emigracji, zmieniają się też patroni klubu. Miejsce British Council i polskiego Czerwonego Krzyża zajmuje nowo powstałe Towarzystwo Pomocy Polakom. TPP podpisuje w imieniu klubu umowę wynajmu do 1976 roku.

W historii klubu był to najlepszy okres. Swój stolik w restauracji miał generał Anders, grywał tam regularnie w brydża i oczywiście uczestniczył we wszystkich uroczystościach. Na pierwszym piętrze występował kabaret Mariana Hemara. Generał grał w brydża, żona generała śpiewała u Hemara, a córka jeździła między piętrami na imponującej wiktoriańskiej poręczy. – Biedne dziecko – westchnął podobno zatroskany Hemar – ojciec karciarz, a matka szansonistka.

Sala na pierwszym piętrze kolokwialnie nazywana jest „teatrem Hemara”. Hemar powrócił do obiegu kultury w kraju, był i będzie najbardziej znanym wieszczem etosu niezłomnego emigranta, może więc warto zrobić wszystko, żeby zachować miejsce, gdzie ten etos powstawał. To mógłby być największy pomnik tej Emigracji, większy niż w Arboretum.

Takie myślenie obowiązywało jeszcze w latach 70. Kiedy wygasła dzierżawa, ówczesny zarząd klubu podjął decyzję kupna posesji przy 55 Prince’s Gate na własność wieczystą, a nie była to decyzja łatwa, brakowało pieniędzy. Pomocną rękę wyciągnął hrabia Jan Badeni, członek zarządu, pożyczając na zakup budynku brakujące 20 tys. funtów. Współwaścicielem budynku pozostało Towarzystwo Pomocy Polakom z udziałem 10 proc. i dzierżawą dwóch pokoi na czwartym piętrze do roku 2026. – Dzięki wizji ówczesnego zarządu powstał majątek Ogniska – podkreśla autor pamiątkowego wydania. Można tę ocenę sparafrazować na miarę współczesnych wymogów i standardów. Dzięki wizji obecnego zarządu majątek Ogniska trafi na otwarty rynek – posesja jest wyceniana na niebagatelne 20 mln funtów

Kto chce sprzedać?

Klub z listą stałych członków od początku był miejscem otwartym, nikt nikogo nie sprawdzał. Można założyć, że w ciągu ponad 70 lat istnienia Ogniska goście zostawili w klubie więcej pieniędzy niż jego członkowie. Po 70 latach okazuje się, że członkowie klubu i ich goście, którzy stworzyli to miejsce, są materiałem zarządzanym przez grupę powierników, która zamiast dbać o interesy członków i przyszłość klubu chroniąc nasze wspaniałe dziedzictwo, ostatnie lata wykorzystała na wprowadzenie stosownych zmian w statucie, gwarantujących jej prawo do zakończenia działalności i sprzedania posesji przy Exhibition Road bez ponoszenia żadnej odpowiedzialności prawnej za długoletnie zaniedbania. Scenariusz dobrze już znany i sprawdzony, ostatnio w przypadku sprzedaży Fawley Court.

Jak będzie teraz? Kolejny Fawley Court? Z jedną różnicą, w pierwszym przypadku majątek wypracowany przez emigrantów przywłaszczyli sobie księża marianie (podobno na zbożny cel). Tym razem kasę podzieli między siebie ZARZĄD, nawet wtedy, kiedy stworzy fundację. Kto ma pieniądze, ten rządzi. W nowym statucie są zapisy o funduszach emerytalnych, ewentualnych pensjach etc.

Kto stanie się z dnia na dzień największym autorytetem emigracji? Mityczny prezes! Koniecznie doświadczony, z długim stażem. Rekordzistą na tym rynku jest obecny prezes Ogniska Andrzej Morawicz. Konflikt interesu? Nie ma konfliktu, kiedy chodzi o najlepsze rozwiązanie, a tak uważa Andrzej Morawicz, który jest prezesem Ogniska od prawie 22 lat i dyrektorem zarządzającej firmy Ognisko Limited. Nie na tym kończy się jego aktywność zawodowa. Jest współwłaścicielem firmy księgowej Crystalle Ltd, która – za opłatą – prowadzi ten bankrutujący interes przy Exhibition Road. Jej drugi udziałowiec, Lucy Quirke, jest wiceprezesem Ogniska i wicedyrektorem Ogniska Limited.

Nie na tym koniec. Są też i powiązania z mediami. Nikogo nie powinna dziwić przychylna sprzedaży polityka „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza”. Redaktor naczelny tej najstarszej polskiej gazety na Wyspach, Jarosław Koźmiński, od kilku lat w Wielkiej Brytanii, należy do zarządu Ogniska Limited i jest jednym z udziałowców. Niektórzy mówią, że młodym przybyszom z kraju tak trudno było zostać członkiem tego polskiego klubu. Redaktor „Dziennika” na członka został przyjęty wtedy, kiedy lista była już w zasadzie zamknięta i szybko trafił do zarządu. Felietonista tej gazety, Jacek Korzeniowski – również powiernik i udziałowiec Ogniska Limited – nie sprawdził swojej wizytówki, postanowił wyszydzić protestujących przeciwko sprzedaży. (Nie wiem, kto stoi za tą organizacją [Save Ognisko – red.], ale czytając tekst zachęcający nas do podpisania petycji podejrzewam, że nie wyszedł on spod pióra osoby, która regularnie odwiedza ten szacowny i stary klub na londyńskim Kensingtonie, bo np. adres Ogniska podany jest błędnie! – napisał Jacek Korzeniowski. Czy powiernik Ogniska też nie bywa regularnie w tym „szacownym i starym klubie? Czy tylko osoba złośliwa może dostrzec w tej sytuacji konflikt interesów.

W czasach powojennych obecność Polaków w Knightsbridge, Kensington i Earls Court była tak widoczna, że konduktorzy czerwonych autobusów informując pasażerów o przystankach nazywają ten odcinek trasy Polish Corridor. Ostatnim bastionem polskiej obecności w tej części Londynu jest Ognisko.

Powstają bardzo aktywne grupy protestu. Tym niezwykłym miejscem zainteresował się też rząd polski, Ambasada RP w Londynie wydała stosowne oświadczenie.

Petycję protestującą przeciwko sprzedaży Ogniska Polskiego można podpisać na:
www.saveognisko.talktalk.net


27 maja o godz. 14:00, przed Ogniskiem Polskim (57 Prince's Gate, Exhibition Road, SW7 9PN) odbędzie się wiec protestacyjny!



WOTUM NIEUFNOŚCI

Grzegorz Małkiewicz


I znowu w polskim Londynie pojawiła się znana emigracyjna mantra: – Brak zainteresowania naszym dorobkiem, my mieliśmy inne wartości. Ogniskiem Polskim nikt się nie interesował, nie pytał, nie troszczył. Nikt z tej masowej, zarobkowej emigracji – lamentuje prezes i jego dwór. Ale też nikt, łącznie z prezesem, nie zapraszał do rozmów i współpracy.

W skali moralnej kodeksu Boziewicza, młoda emigracja zachowała się nienagannie, czekając na inicjatywę starszego, doświadczonego pokolenia, nazywanego w skrócie niepodległościowym. Grupy te wykopały rów tak szeroki, że wyciągnięta obecnie ręka po obu stronach ginie we mgle. Czy jest jeszcze szansa na kompromisowe rozwiązanie? Myślę, że jest, pod warunkiem że zrozumiemy, co jest nie tyle do wygrania, ale do przegrania.

Ale do tego potrzebna jest skala wartości, którą emigracja niepodległościowa (samym już swoim istnieniem) broniła do 1989 roku, a które, niestety, wyszły już z mody.

W tym przypadku chodzi przede wszystkim o dziedzictwo. Nie trzeba zaglądać do słownika – każdy chyba poprawnie odpowie, co to takiego to narodowe dziedzictwo. Zbyt długo Polacy walczyli o jego zachowanie, o przekazanie go następnym pokoleniom. A jednak coraz częściej można odnieść wrażenie, że chociaż mówimy tym samym językiem, używamy tych samych słów, to albo słowa pozostają puste, albo nabierają innych zupełnie znaczeń.

Dziedzictwo ustępuje potrzebom bieżącym, bywa, że staje się politycznym frazesem, albo sprowadza się do konieczności sprzedania „rodzinnego srebra”.

Czy rzeczywiście jedynym wyjściem jest sprzedanie tej reprezentacyjnej posesji wolnych Polaków? Nawet wtedy, kiedy nabywcą będzie polski rząd – bo też jest i taki plan, potwierdzony przez ambasador RP w Londynie panią Barbarę Tuge-Erecińską. Ambasada nie cierpi z powodu braku reprezentacyjnych pomieszczeń, a i te nie są chyba w pełni wykorzystywane.

W pospolitym już prawie ruszeniu wokół Ogniska Polskiego nie chodzi tylko o zachowanie tego miejsca w polskich rękach, ale o zachowanie jego klubowego charakteru z całą bogatą historią Emigracji. Znajdujemy pieniądze na budowę pomników (i bardzo dobrze, bo są one też potrzebne), a nie potrafimy utrzymać tego miejsca? Ognisko powinno być żywym miejscem dla wszystkich Polaków, nawet nie prestiżowym klubem, czy – tym bardziej – prestiżową rezydencją polskiego ambasadora.

Przyszłość Ogniska to oczywiście temat wiodący wszystkich spotkań i rozmów polskiego Londynu. Efektem tych rozmów jest wyjątkowe poruszenie na forach internetowych. Paradoksalnie, spora grupa Polaków, nawet mieszkających w Londynie, dowiaduje się dopiero teraz o istnieniu tego ośrodka. Nie muszę chyba dodawać, że również o jego historii. Czy fakt ten nie świadczy o świadomym wygaszaniu działalności Ogniska przez działaczy odpowiedzialnych za jego przyszłość? A może ostatni zarząd Ogniska uważa, że jego przyszłością jest koniec? I w ciągu ostatnich 20 lat robił wszystko, żeby do tego końca łagodnie doprowadzić. Ogłosić zgon, ale oszczędzić agonii. Jeśli to robił na zlecenie członków, zadanie wykonał, chociaż metodą kontrowersyjną. Jeśli jednak zrobił to samowolnie, bez konsultacji z członkami, powinien ponieść wszystkie statutowe konsekwencje, łącznie z dymisją. Może właśnie głosowanie nad votum nieufności wobec zarządu powinno być tematem zebrania członków Ogniska w dniu 27 maja, a nie jego sprzedaż.

Klubowiczu, Twój głos się liczy! Spisane będą czyny i rozmowy, a losy Kartaginy mnie nie interesują.

Grzegorz Małkiewicz

Dwa dni po ukazaniu się papierowego wydania „Nowego Czasu” Andrzej Morawicz ustąpił ze stanowiska prezesa, ale zachował swoje udziały. Czy można zrezygnować do połowy? Od czasu słynnych wyznań prezydenta Clintona, że owszem palił jointy, ale się nie zaciągał, czy jeszcze bardziej zdumiewającym okazaniu skruchy, że wprawdzie uprawiał seks, ale bez penetracji, wszystko można. Gawiedź to kupi. A kiedy okazuje się, że nie kupi, wtedy trzeba zastosować środki nadzwyczajne. Ustąpić na przykład z jednej organizacji i tym samym uspokoić napięcie. Gawiedź to kupi. Nie ma konfliktu interesów. I bez tych zbędnych obciążeń można realizować plan pierwszy, czyli plan sprzedaży Ogniska. Gawiedź to kupi. A jeśli nie kupi? Jeśli jej reprezentanci, obecni na walnym zgromadzeniu nie zagłosują tak jak powinni? Co wtedy? Chyba już tylko rezygnacja prezesa i całego komitetu, z wszystkich funkcji, bez teatralnych gestów, będzie jedynym rozwiązaniem. (gm)

SKÓRA NA NIEDŹWIEDZIU
Krystyna Cywińska


Za młodu nie byłam bywalczynią Ogniska Polskiego przy Exhibition Road. Nie stać mnie było. Za drogo. Zbyt eksluzywnie. Zbyt salonowo. Zbyt straczo towarzysko. Jak dojrzałam, zaczęlam bywać. Kiedy byłam w kwiecie wieku, stać mnie już było na taki luksus, jak kolacja w Ognisku. Albo na sobotni obiad. W pięknym hallu, pod pięknym żyrandolem, pod kilimem z szablami na ścianie, był kiosk pani Rudzkiej.

– Kicia jej było – twierdzi znajomy weteran. Ale wtedy co druga piękna przekwitająca pani nazywała się Kicią, Lolą czy Dzidzią. W ogniskowym kiosku kupowało się koniecznie patriotyczne bibeloty, patriotyczne książki, patriotyczne pisma. O innych mowy nawet być nie mogło. Po zakupach w kiosku, w patriotycznym natchnieniu, wchodziło się na przekąskę do baru. Przy barze, z kieliszkami, kiwali się przeważnie ci sami gracze w brydża czy rozgrywacze politycznych misji emigracyjnych. Piękne panie za barem, nalewały, dolewały, podawały to śledzika, to nóżki w galarecie. I czuł się człowiek jak w ojczyźnie. Jak w warszawskiej restauracji u Lardellego – mawiano. A ja, będąc już, jak rzekłam, w kwiecie wieku, lustrowałam krytycznie starszyznę. Nieco już przekwitłe panie, i dobrze już podstarzałych panów. A na pięknych ścianach Ogniska przybywało portretów jego bywalców, i fotografii aktorów ogniskowej estrady. Siedziby głównie chyba Mariana Hemara.

Z baru wchodziło się do eleganckiej restauracji, gdzie do wytwornie nakrytych stołów, podawały arystokratki albo co najmniej panie z towarzystwa. Prym tam wiodła wytworna i zawsze elegancka generałowa Regulska. Po prawej stronie od wejścia był dwór generała Andersa. On, w otoczeniu kawaleryjskiej szarży. Nic niżej rotmistrza. Serce człowiekowi raźniej biło na ten zawadiacki widok w stanie spoczynku.

Nadstawiałam ucha, o czym to rozprawiają. Ale dziś już nie pamiętam o czym. Pewnie o metodach zbawienia kochanej ojczyzny. Jęczącej – jak mawaino –w okowach komuny. PRL, to nie Polska, powszechnie uważano. Polska była na pewno w ścianach Ogniska. Z generałem i jego sztabem za stołem. Po drugiej stronie od wejścia, na lewo była siedziba sów dziennikarskich. Dam dzienikarskich nie wspominam, bo ich było wtedy zaledwie dwie. Stefania Kossowska i Helena Heinsdorf. Pisywała na stronie kobiecej jako Hestia. Prezydował przy tym stoliku wybitny pisarz i fellietonista Zygmunt Nowakowski, Dużych rozmiarów, barczysty z wyglądu i siarczysty w mowie. Patrzył już wtedy niczym cyklop jednym okiem oprawnym w lupę. Lustrował wchodzących i wychodzących z tym samym krytycznym uśmiechem. W soboty w południe, kiedy wszyscy zajęci już byli spożywaniem i gadaniem, wkraczała na salę piękna Irena Delmar z mężem lub eskortą. I wszystkie oczy od zupy czy klopsa na talerzu przenosiły się na nią. Jej kapelusze, stroje, biżuteria, gesty niczym na estradzie.  A tu szmer komentarzy i brzęk talerzy czasem tłuczonych z podniecenia. Ukłony, pozdrowienia, zachwyty i krytyki.

Wszyscy się w tym Ognisku znali. Z czasem, jak stare i łyse konie. I wszystkim tam było przyjaźnie i swojsko. I było się czym pochwalić, wystrojem i kuchnią przed znajomymi Anglikami czy przyjezdnymi z Polski. Przepraszam weteranów – przyjezdnymi z PRL-u, że się poprawię.

Z czasem język się zmienił. Nazewnictwo zmieniło. Kraj zaczęło się odwiedzać. Przez Ognisko przelewały się fale, a czasem potoki nowych przybyszów. Opozycjonistów politycznych i szukających tu lepszego życia. Wtapiali się łatwiej i trudniej w emigracyjny grunt. Wsiąkali powoli w tę naszą specyficzną atmosferę. I stawali się bywalcami Ogniska.

Jeśli ktoś nie napisał historii tej naszej pięknej siedziby, niech się śpieszy. Bo jak słyszę i czytam, jak wszystko inne – i Ognisko jest na sprzedaż. Dwa tygodnie temu po dłuższej niebytności wchodzę tam. I co widzę już od progu? Prawie tendencyjne zaniedbanie. Brudne dywany, brudne schody, brudnawe ściany. I kurzem pokryty wielki żyrandol. Kupił go wiele lat temu dla Ogniska Felek Laski, żeby rozświetlał to ognisko polskością. By nigdy nie zgasło. Felek był finansistą, filantropem, pasjonatem Ogniska. Natknęłam się niechcący na prezesa Ogniska, pana Andrzeja Morawicza. Zawsze mi przypomina wiatrak mielący kiepską mąkę. Macha rękami, zalewa je potokiem słów. Pytam go, dlaczego tu tak brudno? No i przede wszystkim dlaczego ten piękny żyrandol taki zakurzony. I słyszę butną odpowiedź prezesa. – Bo Felek Laski nie zostawił pieniędzy na czyszczenie żyrandola. Oniemiałam. Ze zdumienia, że kogoś stać na aż taką arogancję. Felek Laski już dawno nie żyje.

Opodal, tu urodzony, przedstawiciel młodszej generacji pyta prezesa, co będzie z Ogniskiem. – Czy ta scheda po naszych ojcach będzie sprzedana? W odpowiedzi zostaje niemal siłą wyrzucony za drzwi. Ktoś mówi, że prezes Morawicz niejednego członka lub gościa z Ogniska wyrzucał lub usuwał, dla ścisłości.

I słyszę głośne ubolewanie, że na dochód z ewentualnej sprzedaży tej naszej schedy już czekają ci i owi. Nazwisk ani organizacji , które się wymienia, nie wymienię dla przyzwoitości. Czyli już się dzieli i ćwiartuje Ognisko niczym skórę na niedźwiedziu. Nie wierzę żadnym argumentom, jakie słyszałam i czytałam, o potrzebie sprzedaży Ogniska. Nie wierzę ani jednemu słowu prezesa. Powinien odejść i spuścić z pewnego siebie tonu. Wierzę, że Ognisko znajdzie odpowiednich, zawodowo do tego przygotowanych ludzi, którzy je ocalą od niepamięci.

Skończ Waść z rozrabianiem, wstydu nam oszczędź!

Krystyna Cywińska


CZY OGNISKO POLSKIE W LONDYNIE ZOSTANIE SPRZEDANE?

Ognisko Polskie przy Exhibition Road, w pobliżu Victoria & Albert Museum, National History Museum, Science Museum, Imperial College i Hyde Parku, najbardziej prestiżowe polskie miejsce w Londynie może zostać sprzedane!

– Ognisko nasze, to więcej niż klub, to jest ośrodek polski, w którym jest dobrze spotkać przyjaciół, powspominać. Niekiedy wspólnie się smucić i – oby jak najczęściej – wspólnie się cieszyć. W ten sposób rolę Ogniska widział jeden z byłych prezesów, książę Eugeniusz Lubomirski de Vaux.

Czasy się zmieniły. Obecny zarząd tego wyjątkowego miejsca w Londynie uważa, że Ognisko to przede wszystkim kilkanaście milionów funtów uwięzionych w cegłach i robi wszystko, żeby ten kapitał uwolnić. W coraz głośniejszej debacie środowiskowej cały dorobek kilku pokoleń Polaków na Wyspach Brytyjskih przestał się liczyć, zastąpiły go odwołania do przewrotnych paragrafów pozmienianego aktu założycielskiego i nadzieja na co najmniej 15 mln funtów. Powierników nie obowiązuje już przekonanie księcia Lubomirskiego, co zresztą przy każdej okazji podkreśla obecny prezes Andrzej Morawicz: – Ognisko to prywatny klub. Kto więc liczy na te miliony, nie zwaźając na wspaniałą historię tego miejsca i niewątpliwy potencjał?

 
Ognisko Polskie, założone dla Polaków przez British Council, zostało otwarte 16 lipca 1940 przez księcia i księżnę Kentu, w obecności ministra spraw zagranicznych UK Lorda Halifaxa, prezydenta RP Władysława Raczkiewicza i premiera gen. Władysława Sikorskiego oraz członków rządu na uchodźstwie. Położone w prestiżowej dzielnicy Londynu kwitło przez lata kultywując polską tradycję i kulturę. Odbywały się tam wykłady, koncerty, wystawy. Od 1940 roku było jednym z najważniejszych żywych pomników polsko-brytyjskiego dziedzictwa, które powinno służyć kolejnym pokoleniom. Do świetności tego miejsca przyczyniło się wielu Polaków, wśród nich ci, które przeżyli tragedię II wojny światowej i przymusowe wychodźstwo. Sprzedaż Ogniska byłaby niepowetowaną i druzgocącą stratą dla polskiej społeczności.
 
Uważamy, że dyrektorzy firmy Ognisko Limited, która zarządza tym miejscem, nie wykorzystali biznesowych możliwości, by prowadzić je bez ponoszenia strat finansowych.
 
Zwracamy się z gorącą prośbą o PODPISANIE PETYCJI popierającej kampanię na rzecz wstrzymania sprzedaży Ogniska Polskiego przy 55 Princes Gate (Exhibition Road), London SW7 2PN.

SAVE OGNISKO SOCIETY (S.O.S)
    
 www.saveognisko.talktalk.net


Komentarze:
daka (28.05.2012) ...to i do Londynu dotarła mania wyzbywania się wszelkich włości , majątku , wszystkiego co służy Polakom , piąta kolumna działa.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29895
Tak

24797
83%
Nie

5098
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |??????????? ????????? | liny nierdzewne | biuro rachunkowe radlin | Kluszczyk niepłodność | psycholog Cieszyn
zespół muzyczny rybnik | pręty gwintowane nierdzewne | pediatra Wodzisław Śląski | medycyna podróży Wodzisław Śląski | barlinecka deska podłogowa wodzisław rybnik