KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 23 czerwiec 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Ułan i panna
2011.12.01 / Jacek Ozaist
TAGI: Jacek Ozaist
Share |
Pili my w trzech. Nie! W czterech, ale ten czwarty to przy nas trampkarz był. Już po drugiej zerosiódemce zjechał pod stół jak gówno na zjeżdżalni. Ups, sorki. Tego proszę nie tłumaczyć. No, i jak zaczęliśmy w piątek, to jeszcze w poniedziałek nad ranem byłem lekko nieświeży. A do pracy trza było iść. Pani rozumie. Jak się we trzech obala siedemnaście butelek w jeden weekend, to nawet najtwardszy zawodnik w końcu odpada. To niczym małe wesele było. Sąsiedzi, Rosjanie, też łatwo nie odpuszczają, więc jak żeśmy już do wódki i grilla siedli, to amen w pacierzu i klamka zapadnięta. Lubimy się i cenimy. Tylko nasze dwa domy są słowiańskie na całej ulicy. Reszta to jakieś Azjaty i inne. Rzadko siadamy do wódeczki, ale jak już siądziemy, to weekend z głowy. Jak ten ostatni.
Jeszcze o czwartej nad ranem zastanawiałem się: bumela czy jednak iść do roboty. Wstyd było nie iść, więc zawziąłem się, łeb pod zimną wodę wsadziłem, potem zupkę chińską zapiłem kawą i poleciałem na 111. Specjalnie wybrałem 111, nie 222, bo jedzie naokoło i pół godzinki dodatkowej drzemki dobrze mi zrobiło. Trochę mną woziło na prawo i lewo, ale superwajzer się nie kapnął, żem wczorajszy.

Dalej był dzień jak co dzień. Zacząłem wymieniać worki ze śmieciami na całym terminalu. Przełyk na wiór mi przeschnął, więc cały czas poprawiałem po lekku z piersiówki.

Co było potem? Taa... No, poniosło mnie troszeczkę. To wszystko przez moją słowiańską duszę i słabość do kobiet. Bo ja, proszę pani, dżentelmen w każdym calu jestem. Włos zaczesany, lico ogolone, skarpetka zawsze biała.

Jak zobaczyłem tamtą panią, z mety się zakochałem. Od początku mojego zamieszkania w Anglii uwielbiam mieszańce. Ni to biała, ni czarna, ni żółta – wszystko w jednym. I ona taka była. Najcudowniejsze cudo na obcasach!

Zauważyłem, że męczy się bardzo z tymi bagażami i pobiegłem z pomocą. U mnie angielski niczego sobie jest, bo ja cztery lata w Anglii mieszkam. Nigdy podręcznika nie używałem, wszystkiego się uczyłem metodą samouka. Łyknąłem jeszcze wódeczki dla kurażu i zacząłem konwersację. – Mi toking tu ju. Af kors. Nou problem. Biutyful ju. Ja cię lov ju.

Od słowa do słowa, odprowadziłem ją do poczekalni. Podręczny też miała ciężki, więc poszedłem z nią do samolotu.

Jak mnie wpuszczono? Nikt o nic nie pytał, bo miałem kamizelkę pracownika Heathrow i stosowny emblemat służbowy. Pewnie obsługa myślała, że eskortuję ważną osobistość albo co. Nie wiem.

Opowiadałem jej o Polsce, zapraszałem do moich rodzinnych Głupolubic. I tak dalej. Potem zdjąłem kamizelkę, żeby przed tą panią nie wyglądać jak sprzątacz lotniska, tylko polski mężczyzna.

Chyba za dużo łykałem dla tego kurażu, bo w końcu znów mnie ścięło. Czemu ona nie reagowała? A bo ja wiem? Może pod wrażeniem moim była. Może liczyła na ślub i obywatelstwo? Gadałem, gadałem, ona słuchała, potem żeśmy pospali się, gdyż podróż naprawdę długa była.

Obudziłem się na lotnisku. Szliśmy z tą panią do wyjścia. To był szok! Naprawdę. Wyłażę z nią z samolotu, a tu ukrop jak w saunie, palmy i pełno czarnych ludzi. Patrzę na napis. Mombassa.

Ta pani wsiadła do autobusu i tyle ją widziałem. Zawróciłem i starałem się dostać z powrotem do samolotu. Wtedy mnie zatrzymali.

Posiedziałem na lotnisku w takiej celce dwa na dwa, później mnie wsadzili do samolotu i spałem aż do Londynu.

Myślałem, że mi się upiecze, ale od razu przejęli mnie antyterroryści i wylądowałem tutaj. A przecież ja nie żaden terrorysta, tylko polski sprzątacz, uczciwy polski robotnik,
ojciec dzieciom. Ułańska fantazja mnie poniosła, wódeczka podochociła, no i narobiłem bigosu.

Pani powie, że ja nie mogę stracić tej pracy. Co tydzień wysyłam pieniądze rodzinie. Muszę zarabiać. Nie moja wina, że tak słabo lotniska pilnują. Powie pani, prawda?

A z pani też kobitka niczego sobie...

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 28445
Tak

23754
84%
Nie

4691
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat wypadki drogowe Warszawa | karabińczyki nierdzewne | kosmetyka gdańsk | transport ekogroszek Pszów | profile specjalne
Zespół muzyczny Strzelce Opolskie | zawiasy nierdzewne | supplements contract manufacturers | liny kwasoodporne | radca prawny wodzisław śląski