KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 16 styczeń 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Londyńskie Grand Pas
2012.04.24 / Grażyna Maxwell
TAGI: Grażyna Maxwell
Share |
Kiedy naprawdę chcemy dowiedzieć się czegoś o człowieku i zrozumieć go, trzeba pochodzić w jego butach jeden cały dzień, tak głosi ludowe porzekadło. W przypadku Svetlany Gajdy i Jana Żylińskiego znaczyłoby to wysoko, na baletowych puentach. Jak z takiej wysokości widzi się świat?

Ich pasji do sztuki tanecznej nie da się zamknąć ani w pałacu, ani w studiu, wychodzą z nią na spotkanie z otoczeniem, bo dla Svetlany i Jana balet jest ich życiem i uzależnieniem. Oboje uważają, że muzyka i taniec powinny towarzyszyć nam w naszej codzienności, niekoniecznie w napuszonych salach koncertowych i teatralnych. Jest wiele analogii między primabaleriną Opery Wileńskiej a polskim arystokratą. Oboje świecą jasnym światłem na kulturalnej mapie – ona Krakowa, a on Londynu. Spotkali się wreszcie, bo nic nie dzieje się bez przyczyny, są tylko zamierzone i szczęśliwe zrządzenia losu.

Zjawisko, jakim w świecie baletu jest Svetlana Gaida i jej krakowski zespół, i zjawisko, jakim jest Jan Żyliński i jego Biały Pałac, bez większych przymiarek i prób połączyły się w metaforycznym pas de deux. Było już wstępne adagio, a po tym niewątpliwie będą następować interesujące wariacje. Żeńska – z minimum trzydziestoma fuettes, a męska z wysokimi skokami en tournant, po kole albo po przekątnej sceny. Niewątpliwie widowisko warte obserwacji.

Jan Żyliński i Svetlana Gaida to współcześni wizjonerzy, filantropi i animatorzy życia kulturalnego. Chcą ocalić sztukę tańca od martwoty i nudy. Celem ich działań jest wzruszać pięknem baletu, rozbudzać wrażliwość widzów oraz ludzi, którzy wokół nich żyją. W ich świecie każdy jeden dzień nie jest zwyczajnym dniem, jest zapytaniem, jak mogę jeszcze lepiej służyć swoją pasją do sztuki, jest zawsze tanecznym preludium do większego dnia.

Dwa lata temu Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny (POSK) w Londynie gościł po raz pierwszy Krakowski Teatr Baletu Svetlany Gaidy. Jeszcze długo potem w jego murach brzmiała śpiewna, wileńska polszczyzna Svetlany. Tym razem słynna choreografka nie musiała testować wrażliwości londyńskiego widza, bo tłumnie czekali na baletową ucztę. Przepowiednie cyników, że balet klasyczny posuwa się szybko po równi pochyłej, nie sprawdziły się. Nie tylko obserwujemy renesans tańca klasycznego, ale wyraźnie wypełnia on wielką lukę w artystycznej edukacji młodzieży. Tym razem czternastoosobowy zespół składał się głównie z uczniów szkoły baletowej, też dla londyńskich dzieci. Szkoła przywiozła niezwykle ambitny program zatytułowany Igraszki, oparty na Dziadku do orzechów. Czego tam nie było… Zachwycająca choreografia układów Pajacyków czy tańca Pierota z Malwiną, pełne cudnej wyobraźni kostiumy, precyzja, mistrzostwo, porywająca energia młodych balerin i urzekające piękno każdej pozy, jakby uchwyconej w kadrze kamery i kojarzące się z animowaną sekwencją mini obrazów. W drugiej części programu podziwialiśmy najsłynniejsze miniatury baletowe, które zawsze są artystycznym przeżyciem, kiedy naprawdę można czuć ścisły związek ciała tancerza z muzyką i tańcem. I nie wiadomo, czy to muzyka zrodziła taniec, czy taniec jest w służbie muzyki. Oglądaliśmy solistkę opery łotewskiej Viktorię Jansonę w repertuarze tzw. białego baletu. Czy można zakochać się, ot tak, w tancerce? Wielu się nad tym zastanawiało. Czy to w niej czy też w postaci, jaką tańczy? Mamy nadzieję, że jest to miłość z wzajemnością, bo Viktoria dostarczyła nam wrażeń na wysokich oktawach artystycznych.

W występach gościnnych zaprezentowali się też soliści londyńskiego Coliseum, Ayako Yamada i Yat-sen Chang, w duecie Czarnego Łabędzia. Jednak liryzm i słowiańska energia przemawiają chyba mocniej do polskiego widza.

Były też niespodzianki. Na zakończenie trzydniowego turnée krakowskiego baletu organizatorka i członek Krakowskiej Fundacji Kultury Baletowej Regina Wasiak-Taylor zapowiedziała piece de resistance – debiut sceniczny Jana Żylińskiego w duecie z Ayako w układzie Białego łabędzia z baletu Piotra Czajkowskiego. Gdyby Carlos Acosta pokazał się na Scenie Teatralnej POSK-u, byłoby to wydarzenie, ale występ Jana Żylińskiego był czymś dużo więcej. Był manifestacją nieskończonych możliwości człowieka, triumfem późnej dojrzałości, autentycznym okrzykiem dzikiej radości życia. Jan pokazał, że żyć to odbierać świat wszystkimi zmysłami. Że jeśli tylko marzenie człowieka jest większe od jego strachu, to można i w wieku lat sześćdziesięciu zatańczyć na scenie Jezioro łabędzie. I powiem tu za naszą noblistką Wisławą Szymborską, że co nie do pomyślenia, jest do pomyślenia. Wtajemniczeni szepczą, że Jan Żyliński zostanie najsłynniejszym tancerzem baletowym. Nie najlepszym, ale najsłynniejszym!

Prawdopodobieństwo tej przepowiedni wyklaruje się wkrótce, bo Svetlana w swej rosyjskiej skromności zapewniła, że jej szkoła baletu klasycznego i jej metody treningu z całą pewnością mogą go tam doprowadzić. – W tańcu liczy się warsztat, metoda i konwencja. To moje artystyczne credo – powiedziała. Jej obsesyjne dążenie do perfekcji jest dobrze znane. Obcowanie z Panią Dyrektor – jak mówią jej uczniowie – to pełne wysiłku zbliżanie się do doskonałości. Jako doświadczony nauczyciel i pedagog, Svetlana twierdzi, że tancerz baletowy przypomina latorośl: – Im trudniejsze warunki, tym lepsze grona. Dobry tancerz nie wyrasta na żyznej glebie, ale na kamienistym podłożu!

Nie pozostaje nic innego, jak tylko życzyć Janowi angielskiego good luck w rękach Svetlany.

Po ciężkiej pracy młodego zespołu baletowego przyszła kolej na przyjemności. Zaproszenie na przyjęcie przez Rie i Jana Żylińskich do ich pałacu. Pełnego złota, kryształów, ale i ignoranckiej zawiści sąsiadów. Wszystko tam jest spektakularne, jak zresztą samo życie Jana. Nasuwa mi się skojarzenie baśniowego sybaryty ze współczesnym maverickiem. Żyje z rozmachem, w umiłowaniu wszystkiego, co „piękne, wytworne, inteligentne”. Pałac, jak i jego codzienne życie poświęcone są sztuce. Organizuje tam charytatywne wieczory literackie, koncerty i widowiska baletowe. Zebrani goście pałacowi obejrzeli krótki pokaz baletowy w stylizowanym salonie, w świetle kryształowych żyrandoli odbijającym się w weneckich lustrach. Wszystko było piękne, ale Krakowiaczek z zabawną powiastką taneczną był istnym przebojem wieczoru. Był nie tylko nostalgicznym wzruszeniem dla polskiej części widzów, ale też okazją do bliskiej obserwacji dziesięcioletnich tancerek. Goście pałacowi, w dużej mierze japońscy i angielscy, w zdumieniu podziwiali artystyczne rzemiosło młodziutkich baletnic, ich finezję, ekspresję sceniczną i profesjonalizm (jeśli można tego określenia użyć w odniesieniu do tak młodego wieku).

O kulinarną oprawę wieczoru zadbała Rie, żona Jana. Pochodzi z Kraju Kwitnącej Wiśni, co widać dobrze komponuje się z Krajem Kwitnącej Jabłoni, bo Rie darzy miłością wszystko, co polskie. Wymawia nasze trudne imiona bez problemu, rozumie nasz skomplikowany charakter narodowy i bawi ją nasza obyczajowość i pewne niewytłumaczalne zwyczaje. Przyjęła Teatr Baletu z Krakowa, jak i szerokie grono towarzyszących organizatorów i sponsorów iście po królewsku. Zebrany fundusz z tego wieczoru przekazała na ręce Svetlany Gaidy. Piękne gesty pięknych ludzi. Cieszę się, że mogłam znaleźć się w świecie, w którym żyją i bawią się ludzie tacy, jak Jan Żyliński i Svetlana Gajda. Jeśli ktoś nie ma pomysłu na własne życie, niech bierze przykład z takich entuzjastów, a wtedy być może znajdzie odpowiedź na pytanie: Ku czemu człowiek wstaje rano? – które zadał Miłosz.

Wiem, że ja będę wstawać rano, by posyłać wyrazy podziękowania i życzenia pomyślności dla Krakowskiego Teatru Baletowego, który, notabene, przechrzciliśmy na nasz własny Mały Bolshoi.

Grażyna Maxwell

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 26279
Tak

21939
83%
Nie

4340
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |nagrobki wodzisław | pierścienie nierdzewne | liposukcja gdańsk | Usługi geodezyjne | prasy krawędziowe
sprawy karne wodzisław śląski | pręty gwintowane nierdzewne | szkolenia energetyczne sandomierz | metoda callana Jastrzębie | stylistka katowice