KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 25 czerwiec 2022
E-WYDANIE
REKLAMA
OGNISKO POLSKIE
* OGNISKO NASZE TO WI?CEJ NI? KLUB…
* DAJMY SZANS? OGNISKU
* BITWA O OGNISKO
* FROM VICTORIOUS OGNISKO BACK TO…
PUBLICYSTYKA
REPORTA?
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZ?Y
CZAS TO PIENI?DZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNO?CI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
REWERS
FAWLEY COURT
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDY?SKIE
ROZMOWA
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SI? DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWI?SKA
ANDRZEJ LICHOTA
WAC?AW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MA?KIEWICZ
V.VALDI
PODRÓ?E
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ?WIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
MANIA GOTOWANIA
KRZY?ÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KO?CU J?ZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTY?CI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZ?OWSKA
WOJCIECH SOBCZY?SKI
RYSZARD SZYD?O
PAWE? KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABA?A
IWONA ZAJ?C
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENI??EK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
S?AWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWE? W?SEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SO?OWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIE?KO
FOTOREPORTA?
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Na Morzu Karaibskim
2012.04.23 / Jacek Ozaist
TAGI: Jacek Ozaist
Share |
Barbados z wysoko?ci nieba wygl?da p?asko i niewyra?nie. Nie wida? gór ani ?adnych specjalnych form ukszta?towania terenu, ale jedno wida? dobrze – ?ó?te wst?gi piaszczystych pla?, z których wyspa s?ynie. Na p?ycie lotniska Grantley Adams International niespodzianka. Prosto z samolotu busy zabieraj? nas do portu. Odprawiamy si? dopiero przed wej?ciem na prom, którego sylwetka dumnie prezentuje si? na tle b??kitnego nieba.

Barbados robi wra?enie schludnej, nowoczesnej i ?wietnie zarz?dzanej wyspy. Domy, które mijamy s? kolorowe i zadbane. Ludzie wygl?daj? na autentycznie szcz??liwych.

Nie pope?niamy tego samego b??du, co dwa tysi?ce innych turystów i nie zostajemy na pok?adzie promu. Po szybkiej toalecie biegniemy poszuka? najbli?szej pla?y. Taksówka do Bridgetown kosztuje kilka dolarów, lecz my, po o?miogodzinnym locie potrzebujemy rozprostowa? ko?ci. Idziemy brzegiem oceanu, wch?aniaj?c promienie tropikalnego s?o?ca.

W niedzielne popo?udnie stolica Barbados wygl?da jak senne, prowincjonalne miasteczko. Psy, a nawet ludzie drzemi? pod murami budynków w rzadko napotykanym cieniu krzewów. W barach te? pustawo. Wyspa zdaje si? trwa? zahipnotyzowana w lepkim ukropie.

Mijamy budynek parlamentu i przez most Chamberlain wchodzimy do portu. Od niewielkiego nabrze?a odrywa si? statek z mi?o?nikami salsy i odp?ywa w kierunku zachodz?cego s?o?ca. Na pok?adzie w dziwnym transie porusza si? t?um tancerzy w kusych strojach. Na miejskiej pla?y sporo ludzi. W dali maszty jachtów wolno chybocz? na falach. W pewnej chwili do wody wchodzi grupa ludzi z ko?mi na wodzy. Pluskaj? si?, myj?c swoich podopiecznych okr??nymi ruchami r?k. Jeden z koni nagle wpada w pop?och i staje d?ba, prawie przewracaj?c swojego opiekuna.

Zostajemy na pla?y a? do zmroku. W ko?cu w Londynie zimno i mokro. Trzeba wykorzysta? ka?d? male?k? chwil?, by nacieszy? si? klimatem Karaibów.

One happy island
Dzie? i noc p?yniemy w kierunku romantycznej Aruby, która stanowi terytorium zamorskie królestwa Niderlandów, rz?dzone przez gubernatora. Oranjestad, czyli pomara?czowe miasto, to w?a?ciwie jedna, d?uga ulica, przy której mie?ci si? wszystko, co najwa?niejsze – sklepy jubilerskie, centrum handlowe, restauracje, puby, bazar, kino, budynki rz?dowe i ministerstwa oraz najlepsze hotele w tej cz??ci wyspy. Wszystko to jest pastelowe, bajkowe, wystylizowane na Kub? lat 60. Centrum handlowe przypomina raczej weso?e miasteczko, ca?e jest ró?owo-niebieskie, za? liczne bia?e wykusze i werandki przywodz? na my?l seraje arabskich szejków.

Przed budynkiem Ministerstwa Turystyki widnieje wielki, znany na ca?y ?wiat napis: I Love ARUBA, który zdaje si? by? równie no?ny, jak dewiza wyspy brzmi?ca: One Happy Island. Nie ma chyba takich, którzy by nie przystan?li przy tym szyldzie, by zrobi? sobie pami?tkow? fotk?.

Jedziemy na krótk? wycieczk? po okolicy. Powierzchnia Aruby to tylko 180 kilometrów kwadratowych, na których mieszka niewiele ponad 100 tys. ludzi. Wi?ksz? cze?? wyspy zajmuj? poro?ni?te rozmaitymi odmianami kaktusa pagórki. G?ówn? upraw? i zarazem towarem eksportowym Aruby jest wsz?dobylski aloes. Na jednym ze skrzy?owa? widzimy stare, zniszczone domy z poprzedniej epoki i niewielki zau?ek, jakby ?ywcem przeniesiony z komputerowej wizualizacji pr??nego dewelopera. Okazuje si?, ?e jeste?my ?wiadkami ogromnego post?pu, jaki dokona? si? tu w ostatnich latach. Pi?kne, otoczone murem, wyposa?one w parking i trawnik domki jednorodzinne robi? bardzo mi?e wra?enie, strasz? jedynie ich kolory – s? zielone, ceglaste, be?owe, b??kitne, ró?owe... Koszt takiego domu to 80 tys. dolarów, czyli w przeliczeniu jakie? 50 tys. funtów. Patrzymy na siebie, chrz?kaj?c znacz?co. A mo?e by tak pewnego dnia zamieszka? na Happy Island?

Zwiedzamy Casibari Rock Formation, czyli zespó? ska? rozrzuconych po niewielkich wzgórzach. Gdy ruszamy wyobra?ni?, delikatnie podsycan? przez przewodnika, dostrzegamy w wielkich g?azach rozmaite kszta?ty, których nie sposób zobaczy? na pierwszy rzut oka: wieloryba le??cego na boku z pó?otwart? paszcz?, g?ow? goryla czy gro?nie wygl?daj?cy ?eb dinozaura.

W drodze powrotnej zatrzymujemy si? na chwil? przy latarni morskiej na pó?nocy wyspy, by z góry podziwia? panoram? s?ynnej Palm Beach i pla? przy najwi?kszych hotelach – Riu Palace, Hyat czy Marriott. Widok zapiera dech w piersiach. Jad?c w dó?, mijamy kilka pla?, z których jedna przebija drug? sw? urod?. Podobno jest ich tyle, ?e ka?dy znajdzie jak?? dla siebie. Przekonujemy si? o tym wieczorem, gdy w?drujemy pla?? Surfside w stron? lotniska Reina Beatrix. Rozsiadamy si? na skrawku piasku w cieniu drzew divi divi i obserwujemy zachód s?o?ca. Wokó? ?ywej duszy. Pla?a jest ca?a nasza. Z dala nadlatuje wielki samolot pasa?erski. Wolno sunie nad tafl? morza, by przelecie? nad ogrodzeniem lotniska i znikn?? nam z oczu. Woda jest ciep?a. Mamy czas do pó?nocy. Naprawd? kochamy Arub?.

Willemstad
Wczesnym rankiem nasz prom przybywa do stolicy Curaçao – Willemstad, ale ?eby w ogóle móg? wp?yn?? do portu, uruchomiony w 1888 roku most pontonowy musi otworzy? si? na pe?n? szeroko??. Cumujemy przy olbrzymim wiadukcie, przy którym nasz prom ju? nie wydaje si? tak wysoki, jak przedtem. Jad?ce gór? samochody wygl?daj? niczym zabawki.

Nazwa Curaçao nie ma nic wspólnego z drobiem, gdy? drugie „c” ma u do?u male?ki ogonek, co sprawia, ?e poprawnie wymawia si? j? „Kurasao”. W porównaniu z widzianym poprzedniego Oranjestadem, Willemstad to prawie metropolia. Mieszka w nim wi?cej ludzi ni? na ca?ej Arubie. Niegdy? Willemstad pe?ni? funkcj? centrum rafineryjnego holendersko-brytyjskiego koncernu Royal Dutch Shell, obecnie zajmuje si? g?ównie turystyk? i handlem.

Podzielone kana?em miasto sk?ada si? z dwóch dzielnic – Pundy i Otrabandy. Ta pierwsza ju? zawsze b?dzie si? turystom kojarzy? z kolorowymi fasadami zabytkowych kamienic, dzi?ki którym Willemstad nazywa si? równie? Ma?ym Amsterdamem. Robi? niesamowite wra?enie, bo poza pastelowymi barwami, ich kszta?ty i ornamenty nie maj? nic wspólnego z architektur? miast i miasteczek Morza Karaibskiego. Przywodz? na my?l raczej bulwary Bergen, Kopenhagi czy Gda?ska. Podobno pomalowano je tak pstrokato, by nie przypomina?y potomkom kolonizatorów pochmurnej i szarej Holandii. Kamienice Pundy zosta?y wpisane na list? ?wiatowego dziedzictwa UNESCO w 1997 roku.

Otrabanda to g?ównie stary Rif Port powsta?y jeszcze w 1828 roku dla celów obronnych miasta. Mieszcz? si? w nim luksusowe hotele, kasyna i restauracje, z których murów mo?na podziwia? le??c? po drugiej stronie Pund?.

Po krótkiej w?drówce starówk?, pe?n? sklepów z tandetnymi pami?tkami, jedziemy zobaczy? rekiny i delfiny. Sie? busików, bardzo cz?sto prowadzonych przez kobiety, jest tu podobnie rozwini?ta jak w Polsce. B?yskawicznie dostajemy si? w pobli?e Aquarium, gdzie za 19 dolarów mo?na sp?dzi? ca?y dzie?. Bierzemy udzia? w karmieniu pelikanów, ?ó?wi i ma?ych rekinów, obserwujemy igraszki delfinów i p?ywaj?cych w ich towarzystwie szcz??ciarzy, potem w zaciszu sali telewizyjnej ogl?damy film o przyj?ciu na ?wiat delfina w niewoli. Gdy okazuje si?, ?e pora wraca? na prom, wcale nie mamy na to ochoty.

Rodaka cie?
Nast?pnego ranka budzimy si? w Wenezueli, a dok?adnie na nale??cej do niej Margaricie. Na nabrze?u czekaj? ju? Jeepy Wranglery, którymi ruszamy na podbój wertepów wyspy. Ca?? drog? mo?na sta? na tylnych siedzeniach, z jednym wyj?tkiem – musimy usi??? jedynie wtedy, gdy mijamy radiowóz lub posterunek policji. Mandaty za to wykroczenie s? podobno egzekwowane bezwzgl?dnie.

Widoki na Margaricie nie s? zbyt imponuj?ce, ale p?d powietrza i pagórkowate bezdro?a nieustannie dostarczaj? nam adrenaliny. Zatrzymujemy si? na zupe?nie dzikiej pla?y, na której nie wida? ?ladu pozostawionego przez cz?owieka. Kierowcy cz?stuj? nas lokalnym rumem i ka?? podziwia? dwa wierzcho?ki gór maj?ce symbolizowa? kobiece piersi. Po którym? drinku pewnie by zacz??y je przypomina?, lecz musimy jecha? dalej.

W drodze powrotnej zauwa?amy bilboardy lokalnego polityka z rzucaj?cym si? w oczy nazwiskiem Radonski. Okazuje si?, ?e Henrique Capriles Radonski ma korzenie rosyjskie, polskie i holenderskie, za? jego dziadek by? zaanga?owany w dzia?alno?? polskiego ruchu oporu podczas II wojny ?wiatowej. Potomek emigrantów rzuci? wyzwanie samemu Hugo Chavezowi, z którym stoczy bezpo?redni pojedynek w wyborach prezydenckich ju? w pa?dzierniku 2012. Obiecujemy trzyma? kciuki i wracamy na prom.

Dwa Pitony na ?wi?tej ?ucji
Po ostatnim pobycie na Ma?ych Antylach nabra?em przekonania, ?e najbiedniejsze w tej cz??ci Karaibów wyspy to Dominica i Grenada. Teraz, id?c ulicami stolicy St. Lucii szybko zmieniam zdanie. Tylu um?czonych, biednych ludzi w ?achmanach po?rodku brudnego, spalonego s?o?cem miasta jeszcze nie widzia?em. Spacer po Castries pozostawia po sobie same niedobre wra?enia, a kupione za przys?owiowe grosze pami?tkowe muszle ju? zawsze b?d? o tym wszystkim przypomina?. Na szcz??cie przed nami jeszcze wyprawa katamaranem. P?yniemy w stron? g?ównej atrakcji turystycznej wyspy, czyli dwóch szpiczastych szczytów wznosz?cych si? stromo nad powierzchni? morza.

Od strony wody St. Lucia robi du?o przyjemniejsze wra?enie. Strome zbocza co jaki? czas ust?puj? niewielkim zatoczkom zako?czonym pla?ami. Raz s? zupe?nie dzikie, zaro?ni?te lasem deszczowym, innym razem nale?? do luksusowego, otoczonego palmami hotelu. Opalamy si? na plandekach z przodu katamaranu popijaj?c wyborny rumowy poncz lokalnej produkcji. Dwa poro?ni?te pn?czami trójk?ty na tle nieba to Piton Mniejszy (750 m) i Piton Wi?kszy (797 m). Rosn? nam w oczach w miar? zbli?ania si? ku zatoce Soufriere Bay i starej stolicy wyspy.

Nie wchodzimy na prom ju? tak ochoczo. Jutro znów b?dziemy na Barbados, ale bez tej lekko?ci, z któr? rozpoczyna si? ka?dy urlop. Pewnie zajrzymy na pla?? po?egna? si? z ciep?ym morzem. Potem lotnisko i ca?onocny lot do Londynu.

?egnajcie Karaiby. Po raz drugi. Na pewno nie ostatni.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyje?d?asz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 41063
Tak

30991
75%
Nie

10072
25%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |Obrońca w sprawach karnych Wodzisław Śląski | śruby nierdzewne | palnik gazowy Radlin | transport ekogroszek Rybnik | suplementy diety produkcja
meble na wymiar rybnik | cyklinowanie Piastów | usługi geodezyjne Rybnik | opaski kwasoodporne | drzwi Porta wodzisław rybnik