KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 20 czerwiec 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Z wizytą w Scotland Yardzie
2008.08.08 / Gabriela Ułanowska
TAGI:
Share |
Londyn. Stacja Victoria. To tutaj przyjeżdżały jeszcze nie tak dawno autobusy pełne Polaków, którzy szukali lepszego życia w Wielkiej Brytanii. Część z nich koczowała na tym dworcu i w końcu wracała do kraju. Dzisiejsza emigracja zarobkowa lata tanimi liniami i na stacji nie ma już tylu Polaków. Przewijają się natomiast w wielonarodowościowym tłumie. Próbuję się przez niego przebić, by dojść do St James’s Park Broadway. W końcu znajduję ulicę z wieżowcem, przed którym obraca się charakterystyczna trójkątno-prostokątna bryła z napisem: Scotland Yard. Przed budynkiem czeka na mnie uśmiechnięta Kasia Kałdowska. Musimy przejść przez kolejne zabezpieczenia, odebrać przepustkę i poddać się kontroli jak na lotnisku. Jeszcze jazda jedną z wielu wind, z których co chwilę wychodzą umundurowani policjanci, potem przejście labiryntem korytarzy i jesteśmy w biurze oddziału International Crime Coordination Team, gdzie Kasia przedstawia swoich pracowników. W końcu, w zaciszu sali konferencyjnej, przy filiżance dobrej angielskiej herbaty zaczyna się opowieść o drodze pierwszej Polki na tak wysokie stanowisko w Scotland Yardzie… Rozmowa z Katarzyną Kałdowską General Project Manager w International Crime Co-Ordination Unit w Metropolitan Police.
Przyglądam się wizytówce, proszę rozszyfrować podane na niej informacje.
- Specialist Crime Directorate – wydział przestępstw różnych – zabójstw, przestępstw gospodarczych, rozbojów…, na tyle poważnych, że musi się nimi zająć kwatera główna policji. Ja kieruję działem, przy którym pojawia się przymiotnik international, co oznacza, że pracujemy nad projektami koordynującymi współpracę z innymi państwami. Np. zwraca się do nas jakiś kraj z prośbą o szkolenie policjantów do różnego rodzaju śledztw. Mają poznać nowe metody pracy, techniczne nowości wykorzystywane przez policję. Wysyłamy więc do tego państwa swoją ekipę, aby zbadała czego i w jakim zakresie potrzebują. Ta ekipa po powrocie sporządza sprawozdanie, które my analizujemy i zatwierdzamy. Potem ogłaszamy nabór specjalistów i przygotowujemy ich do pracy w określonym kraju. Czasami przyjmujemy gości z innych państw, ale tym głównie zajmują się specjalne komórki. My jesteśmy raczej odpowiedzialni za wymianę, a nie oficjalne delegacje.

Jak długo pracujesz w policji?
- Od 1995 roku. Najpierw byłam najniższym urzędnikiem w wydziale drogowym w Wembley. Pisałam protokoły, kopiowałam dokumenty, tworzyłam bazę danych. Wtedy nie można było awansować tak jak dziś, kiedy stajesz po prostu do konkursu na nowe stanowisko pracy. Trzeba było czekać aż zrobią centralny nabór na wyższe stanowisko. W wydziale drogowym pracowałam dwa lata: wzywałam świadków, rozmawiałam z nimi, zbierałam zeznania. Praca w tym wydziale daje pracownikowi cywilnemu niezwykłe możliwości i dużą samodzielność. Może on sam prowadzić sprawę i decydować czy pójdzie ona do sądu, czy zostanie załatwiona na miejscu. Po otrzymaniu z centralnego rozdzielnika awansu zostałam bez pytania o zdanie przeniesiona do Notting Hill, do wydziału Crime Desk. Zaczęłam od zbierania zeznań przez telefon, korzystałam z bazy danych i ustalałam co dalej ze sprawą. Nie było to jednak kierownicze stanowisko. Otrzymałam je dopiero po ośmiu miesiącach. Kiedy zmieniono zasady awansu, stanęłam do konkursu na zastępcę głównego księgowego. Pracowałam również w dziale przygotowywania formularzy do różnych spraw. Ale to było nudne. Przez sześć lat pełniłam funkcję kierowniczą w Criminal Justice Unit – nadzorowałam pracowników gromadzących dokumenty sądowe. Lubiłam tę pracę, ale kiedy zobaczyłam ogłoszenie o etacie w międzynarodowej komórce, postanowiłam spróbować. Wybrano mnie i przeniosłam sie tutaj.

Ta droga awansu jest naturalną konsekwencją ukończonego w Anglii prawa. Kiedy wyjechałaś z kraju?
- W 1981, latem, po maturze. Przyjechałam do Londynu na dwa miesiące, ale poznałam tutaj kogoś, zakochałam się i… zostałam. W grudniu ogłoszono stan wojenny i nie mogłam wrócić do Polski. Pracowałam w różnych miejscach: restauracje, hotele, domy prywatne. Sprzątałam, byłam kelnerką. Cztery lata pracowałam w restauracji w IKEI. Dość szybko podjęłam decyzję o studiach. Najpierw kurs angielskiego, a potem prawo, w końcu praca w policji.

No i mamy jedyną Polkę pracującą w głównej siedzibie Scotland Yardu na kierowniczym stanowisku. Czy w Twoim najbliższym otoczeniu pracują ludzie obcych narodowości?
- W dziale kryminalnym kierowałam piętnastoma osobami, teraz podlega mi tylko dwójka: Hindus, ale urodzony w Anglii i mający brytyjskie obywatelstwo i rodowita Rosjanka, od ośmiu lat w Londynie. Naszą szefową jest Brytyjka, ale pochodzenia karaibskiego. No i ja… Jak widać w tak małej komórce pracuje wiele narodowości.

Czy to, że jesteś Polką, utrudniało ci w jakiś sposób życie w Anglii?
- Nigdy. Jest takie angielskie powiedzenie: to fulfill own prophecy, co można przetłumaczyć jako „wykrakać sobie” i które pozwala w tym przypadku powiedzieć: jeśli naprawdę chcesz coś osiągnąć, to w osiągnięciu celu nie przeszkodzi ci twoje pochodzenie. Nie lubię obarczania odpowiedzialnością za moje niepowodzenia innych, a tym bardziej tłumaczenia porażek tym, że jestem Polką.

Jakie masz obywatelstwo? Czy czujesz się bardziej Polką, czy Brytyjką?
- Mam podwójne obywatelstwo. Nie zastanawiałam się nad tym. Czuję się po prostu sobą. Na co dzień nie myślę o swojej przynależności narodowej, ale jeśli nalegasz, to odpowiedź brzmi: Polką.

Twoja znajomość języka angielskiego jest doskonała. Jak długo opanowywałaś ten język?
- Właściwie nie wiem. Kiedy tu przyjechałam, znałam tylko podstawowe zwroty, ale mówiłam, a to jest najważniejsze. Pomogło mi oglądanie telewizji i jakoś poszło. Potem zaliczyłam kurs, żeby nauczyć się poprawnej angielszczyzny. Gdybym uczyła się języka w Polsce, od razu mówiłabym poprawnie.

Zdobywanie coraz to nowych uprawnień, stawianie sobie wysokich wymagań wypełnia Twoje życie, ale masz ponadto wspaniałą pasję: malarstwo. Kiedy zaczęłaś malować?
- Jak byłam mała. Porządnie, po spotkaniu mojego męża Mariusza. Ale wcześniej, już w Anglii, też malowałam. Najczęściej w trudnych życiowych momentach. Wtedy jechałam do mojej mamy i żeby coś robić, malowałam.

Co najchętniej malujesz?
- Polskie krajobrazy. Mówię szczerze. Lubię malować to, co mi się podoba.

Ale malowałaś Florencję, bagna Florydy….
- To były prace na narzucony temat, na użytek tematycznej wystawy. Najbardziej pociągają mnie obrazy zachowane w pamięci.

Miałaś już swoje wystawy? W Anglii wystawa połączona jest ze sprzedażą obrazów. Czy udało Ci się coś sprzedać?
- Miałam kilka wystaw. I rzeczywiście sprzedaję moje prace. Na ostatniej wystawie sprzedałam prawie wszystkie. Cieszę się, kiedy idą one do ludzi. Nie żal mi się z nimi rozstawać. Wolę oddać obraz w prezencie, niż porzucić go gdzieś na strychu… Obraz żyje, kiedy ktoś go ogląda.

Po codziennej pracy i zwiedzaniu świata od czasu do czasu, spokój odnajdujesz w swoim domu i ogrodzie. Mieszkasz w Westerham, w Kent. Skąd pomysł, żeby wyprowadzić się z Londynu i codziennie dojeżdżać do siedziby Scotland Yardu?
- To był pomysł mojego męża. To on chciał mieć własny dom. Ale ceny domów w Londynie są straszne, więc zaczęliśmy szukać poza miastem. Wzięłam dwa dni wolnego i wyruszyliśmy zaopatrzeni w listę domów z internetu. Mariusz musiał zawieźć obraz, który malował na zamówienie mieszkanki Westerham. I tak tam trafiliśmy. Nigdy nie przypuszczaliśmy, że stać nas będzie na dom w tak specyficznym miejscu. Panuje tam klimat arystokratycznej angielskiej prowincji. Piękne domy, kawiarenki, sklepiki i wspaniałe ogrody. Ale udało się, zamieszkaliśmy w Westerham i jesteśmy bardzo szczęśliwi.

Wielu Polaków przyjeżdżających teraz do Wielkiej Brytanii na pewno zazdrości Ci tego, co osiągnęłaś. A ja wiem, że myślisz o powrocie do Polski. Dlaczego?
- Jeszcze nie teraz . Kiedyś marzyłam o wyjeździe i zamieszkaniu nad ciepłym morzem. Wolny zawód, śródziemnomorski luz, zieleń. Mariusz też o tym marzył, ale kupiliśmy dom w Kent i właściwie odnaleźliśmy swoje miejsce na ziemi. Po co więc szukać gdzie indziej. Na starość chcemy jednak być u siebie i nie odczuwać samotności, jeśli któreś z nas odejdzie. Oglądałam niedawno film o starszych ludziach, którzy spełnili swoje marzenie i osiedli w Hiszpanii. Kiedy umarła żona, mężczyzna siedział samotnie na plaży i patrzył w morze. Nie chcemy być samotni, chcemy być wśród swoich.

Czego Ci w Anglii brakuje?
- Niczego. Jest mi tu po prostu dobrze.

A co najbardziej cenisz u Brytyjczyków?
- Poczucie humoru. Oni potrafią śmiać się z siebie. Tolerancję. Pozwalają innym u siebie żyć. Akceptują ich, bez względu na kolor skóry, wyznanie, narodowość. Nie gapią się na siebie. A to mi np. przeszkadza w Polsce, gdzie ludzie się bez przerwy oglądają, nieżyczliwie mierzą.

Teraz w Londynie jest wielu Polaków. Czy bywa, że jest Ci za nich czasami wstyd?
- Niestety tak. W prasie pojawiają się artykuły o niewłaściwym zachowaniu Polaków. Opinie pojedynczego dziennikarza zostają uogólnione i zaczyna się mówić o nas źle. Ale generalnie jesteśmy tu cenieni i szanowani.

Jakich rad udzieliłabyś przyjeżdżającym do Anglii Polakom?
- Powinni pamiętać, że są tu gośćmi i muszą nauczyć się szanować obyczaje wszystkich Brytyjczyków. Nie wolno przenosić swoich uprzedzeń tutaj, gdzie jesteśmy mile widziani. Czasami słyszę z ust Polaków obraźliwe, rasistowskie teksty, np. że Murzyni mają się stąd wynosić do siebie. A to przecież oni są u siebie, żyją tu niekiedy od pokoleń, a my zjawiliśmy się niedawno. Mimo to jestem dumna z młodego pokolenia emigrantów. W 1981roku nie było nas wielu. Nasza emigracja była najgorsza, bo zostaliśmy tu dlatego, że w Polsce było źle. Należeliśmy do pokolenia, do którego dotarło, że Zachód nas sprzedał. To była inna ucieczka niż ta w czasie wojny. My byliśmy zakompleksieni, trochę jak dzieci, które uciekły od niekochających rodziców. Niby bojownicy „Solidarności”, ale bez walki o wolność, bo wyjechaliśmy za wcześnie. Zakosztowaliśmy kartek, ale to nie czyni z nas walczących opozycjonistów, którzy musieli opuścić kraj. Ogłoszono stan wojenny i zostaliśmy. A dzisiaj przyjeżdżają otwarci, żądni nowego życia, odważni ludzie. Muszą tylko szybko nauczyć się szanować tych, którzy tu żyją i miejsca, gdzie teraz sami chcą żyć.

Co uznałabyś za swoje najważniejsze życiowe osiągnięcie?
Odpowiedź nie jest łatwa, ale już wiem. To, że dziesięć lat temu rzuciłam palenie i to, że teściowa ostatnio postraszyła policjanta moją wizytówką Scotland Yardu.

No i na koniec wróciłyśmy do tej niezwykłej wizytówki… Dziękuję za rozmowę.

Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 28417
Tak

23734
84%
Nie

4683
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |kruszarka do węgla | wkręty nierdzewne | opieka Wodzisław Śląski | węgiel Pszów | wykrawarka rewolwerowa
zespół muzyczny jastrzębie zdrój | nakrętki nierdzewne | medycyna pracy Radlin | badania sanitarne Rybnik | metamorfozy śląsk