KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 10 grudzień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Wielka iluzja neoliberałów
2012.03.06 /
TAGI:
Share |
Gospodarka się kurczy, pracy nie ma, rząd tnie wydatki socjalne. A bankierzy? Jak gdyby nigdy nic zgarniają premie. O tym, jak do tego doszło, co zrobić, by w przyszłości nie było powtórki i dlaczego kapitalizm tak trudno oswoić mówi „Nowemu Czasowi” socjolog Gerard Hanlon, w rozmowie z Adamem Dąbrowskim
Uważa pan, że u źródeł bałaganu, w jakim się znaleźliśmy jest neoliberalna rewolucja z lat osiemdziesiątych?

– Tak. W latach osiemdziesiątych po obu stronach Oceanu doszła do głosu filozofia, która doradzała odrzucenie idei państwa opiekuńczego i przesunięcia w stronę neoliberalizmu zalecającego jak najmniej ingerencji w siły rynkowe. Symbolem tej tendencji stała się Margaret Thatcher. W owym czasie w Stanach Zjednoczonych dominowała tak zwana reaganomika, siostrzana wobec pomysłów Żelaznej Damy. Wiele amerykańskich uniwersytetów i think-tanków nawróciło się na nią, gdy pod koniec lat siedemdziesiątych zawiódł keynesizm. Chodziło o to, by państwo odgrywało jak najmniejszą rolę. O deregulację gospodarki i jak największe jej zglobalizowanie. O wystawienie ludzi na działanie sił wolnego rynku. Symbolem tego myślenia o gospodarce są Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Światowa Organizacja Handlu czy Europejski Bank Centralny. Rynek był podobno sprawiedliwy. Pomysł był taki, byś to ty decydował o swoim losie, a nie urzędnicy, jak to podobno miało miejsce w państwie opiekuńczym. Sprzedano to ludziom tak: „jeśli będziesz pracowity, rynek cię wynagrodzi”. W teorii brzmi to dobrze. Ale czy jesteśmy pewni, że ludzie zawsze wiedzą, co jest dla nich najlepsze? Retoryka swobodnego wyboru jest atrakcyjna, ale gdy jej się przyjrzymy, zobaczymy, że ten system wygenerował większe nierówności niż w czasach wiktoriańskich.

Wini pan rynek. Ale prawicowa opowieść głosi dokładnie coś innego: to przerost państwa opiekuńczego wpędził nas w ten cały bałagan. Państwo wydaje zbyt wiele, a siatka bezpieczeństwa staje się sposobem na życie. Obaj doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że w Wielkiej Brytanii państwo opiekuńcze rozrosło się z czasem do absurdalnych rozmiarów, często wytwarzając po prostu kulturę uzależnienia od zasiłków.

– Spójrzmy na kraje z rozbudowanymi świadczeniami: Niemcy czy państwa skandynawskie. One sobie jakoś poradziły. Przetrwały największą zawieruchę. Kryzys uderzył najmocniej w peryferia Europy, a także w Wielką Brytanię oraz Stany Zjednoczone, gdzie obowiązywała neoliberalna filozofia. Wielka Brytania przestała produkować, zamiast tego stawiając na rynek finansowy. I takie są efekty. To niekontrolowani bankierzy są tak naprawdę winni, a nie zwykli ludzie, którzy nadużywali – albo i nie – darmowej służby zdrowia.

Co w takim razie zrobić?

– W Wielkiej Brytanii potrzeba silnego państwa, które zapewni odpowiednie ramy rynkowi. Mam tu na myśli państwo o zabarwieniu socjaldemokratycznym. Ale niestety, obawiam się, że szansa na jego zbudowanie minęła. Nie możemy liczyć na polityków, którzy są wrośnięci w ten system. Szansą jest mobilizacja społeczeństw, taka, jaką obserwowaliśmy w Grecji czy we Włoszech. To ludzie muszą wymusić zmiany.

Ależ to nic nie daje! Po masowych protestach Grecja dostała budżet przygotowany pod ścisłą kontrolą Międzynarodowego Funduszu Walutowego, a we Włoszech premier Monti wprowadza drastyczne reformy i cięcia, jakich ten kraj nie widział od dziesięcioleci. To pokazuje, że wbrew temu co pan mówi, społeczeństwa są po prostu bezsilne.

– Jest w tym trochę prawdy. Ale innego wyjścia nie ma. Popatrzymy na włoski rząd, który dziś składa się z technokratów, a nie polityków. Zwyczajni Włosi na niego nie głosowali. Nie dano im takiej szansy. Dlaczego? Bo nie wybraliby technokratów. Włoska odpowiedź stawia w centrum właśnie instytucje, a nie ludzi. Nie wierzę więc w to, by instytucje czy politycy zwrócili się przeciwko nurtowi, który sam przez tyle lat współtworzyli. Jedyne rozwiązanie to bunt społeczeństw. Państwo dobrobytu nie pojawiło się znikąd. Powstało dlatego, że ludzie zaczęli się buntować, wymusili je. Przykład? National Health Service, który nie spłynął na nas ot, tak. Rządzący skopiowali to od małej społeczności walijskich górników, którzy wymyślili podobny system. Mamy służbę zdrowia dlatego, że oni odważyli się głośno mówić o swoich marzeniach.

Osobiście uważam, że w pewnym sensie stworzenie welfare state było sposobem na kupienie klasy robotniczej i odciągnięcie jej od bardziej radykalnych ruchów. Ale to temat na inną dyskusję. Ważne jest to, że politycy sami z siebie nie zmienią systemu. Odpowiedzą tylko na zorganizowane żądania społeczeństwa. Brakuje im wyobraźni. Na pewno tak jest w przypadku przywódców Wielkiej Brytanii, gdzie aż roi się od milionerów, a większość ministrów ma za sobą edukację w najlepszych szkołach kraju. Nie mają oni pojęcia, jak żyją prawdziwi ludzie. I nie mam tu na myśli najbiedniejszych, mówię o klasie średniej.

A co w tym kontekście znaczy The Third Way Tony Blaira. To miał być pomysł na łagodny kapitalizm próbujący pogodzić thatcherowską ortodoksję z lewicową wrażliwością. Mieliśmy dalej zbijać kasę, ale socjalna siatka bezpieczeństwa miała być mocniejsza. Czy „trzecia droga” to coś więcej niż tylko chwytliwe hasło, którym wygrywa się wybory?

– Myślę, że nie. Tak samo jak puste jest określenie „etyczny kapitalizm”. Potrzebujemy po prostu silnego państwa, które będzie pilnowało kapitalizmu. Pomysł, że może on się samoograniczać to iluzja. Nie trzeba mieć poglądów lewicowych, by tak uważać. Już Adam Smith ostrzegał, że wraz z rozwojem kapitalizmu państwo będzie musiało rosnąć w siłę. Zawsze zadziwia mnie łatwość, z jaką neoliberałowie przejęli dla swoich celów Smitha. Tak naprawdę był to o wiele bardziej subtelny myśliciel niż czasem się to dziś przedstawia.

Rozważmy to na przykładzie: najpierw bankierzy wygenerowali kryzys, stwarzając skomplikowane instrumenty, których sami do końca nie rozumieli. Wciągnęli nas w recesję, a my za nią zapłaciliśmy. I płacić będziemy. A jednak bankierzy dalej tu są i pobierają gigantyczne premie. Wielu z nich ma poczucie, że to nie jest w porządku, ale rozkładają ręce. Tłumaczą, że tak po prostu działa rynek. Panuje na nim konkurencja, więc jeśli bankier domaga się szybujących pod niebo wynagrodzeń, to te wynagrodzenia zostaną wypłacone. Ze strony pracowników sektora finansowego nie ma w tym nic nieetycznego Mówią: tak, to złe, ale nic na to nie poradzimy, bo takie są prawa rynku. Sami nigdy się nie ograniczą. Potrzebne jest silne państwo.

Mówi pan o wzmocnieniu państwa. Ale to nie wystarczy. Rozsianie kapitału, skurczony świat globalizacji sprawia, że państwo jest bezsilne . Raz uwolnione siły rynkowe działają ponad strukturami państwowymi, których instytucje już nie wystarczają. Jeśli uratować nas mają instytucje – potrzebne byłyby instytucje ponadpaństwowe. Tyle że na przykład liderzy Unii, a szczególnie Cameron, nie palą się, by je stworzyć.

– Oczywiście, ale instytucje powstać mogą tylko wtedy, jeśli silne państwa postanowią je zbudować. Żeby kapitalizm nabrał etycznego odcienia, państwo musi czasem interweniować. Mam tu na myśli państwo socjaldemokratyczne. Cały problem polega właśnie na tym, że – obawiam się – szansa, by tak się stało, przeszła nam już koło nosa. Myślę, że tak pojmowanego państwa nie zobaczymy w najbliższej przyszłości.

Rzecz w tym, że większość ludzi wyraźnie myli się rozdzielając elity biznesowe od elit politycznych. Mamy tendencję do stawiania państwa i rynku po dwóch przeciwległych stronach. A w rzeczywistości te światy są ze sobą powiązane. Zarówno politycy, jak i biznesmeni mówią o świecie identycznie: wyznają zasadę, że rynek przyniesie dobrobyt, jednocześnie dbając o aspekt etyczny. Tak naprawdę wydaje mi się, że wielu z tych ludzi nie do końca w to wierzy. Weźmy na przykład raporty Banku Światowego, stworzone choćby przez Branko Milanovica. Bank ten trudno by było nazwać instytucją lewicową, a tymczasem w raportach można wyczytać, że globalizacja zwiększyła globalne nierówności.

Gdy „Oburzeni” mówią o jednym procencie, który w nieproporcjonalny sposób korzysta z dobrodziejstw obecnego systemu, mylą się. Uważam, że tych ludzi jest zdecydowanie więcej. Ale nie więcej niż 20 proc. spośród wielu społeczeństw: w Ameryce, Europie czy Chinach. A pozostali? Borykają się z potężnymi trudnościami. A będzie jeszcze gorzej. Nasze globalne społeczeństwo nastawione jest na zwiększanie nierówności. Funkcjonuje tu wbudowany w nie mechanizm, dzięki któremu zyskują elity biznesowe i polityczne.

Wierzy pan w Big Society Davida Camerona? To ma być konserwatywna wersja oswojonego, etycznego kapitalizmu...

– To nic nie znaczy. Big Society wymaga czasu. Wymaga od ciebie byś robił różne rzeczy dobrowolnie. Ludzie mieliby wpadać do sąsiadów, zakładać organizacje i działać spontanicznie. Ale to złudzenie. Jestem przekonany, że wasi czytelnicy dobrze to rozumieją. Jeśli ludzie, mają dzieci, którymi muszą się opiekować, jeśli oboje rodzice pracują, a do tego być może wspierają starszych członków rodziny, to kiedy właściwie mają budować to „wielkie społeczeństwo”? Szczególnie że na każdym kroku odczuwają skutki cięć wprowadzanych przez rząd. Pomysł jest taki, że to my mielibyśmy przejąć na siebie jakąś część usług społecznych. Ale ludzie nie mają na to ani czasu, ani energii. W Wielkiej Brytanii pracuje się dłużej niż gdziekolwiek indziej. W latach siedemdziesiątych mówiło się, że moglibyśmy pracować jedynie trzy dni w tygodniu. Miał nam to zagwarantować postęp techniczny. A teraz bijemy rekordy jeśli chodzi o czas pracy. Być może da się budować „wielkie społeczeństwo”, jeśli ukończyło się Eton, ale w przypadku absolwenta szkoły powszechnej w Hackney – to niemożliwe.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29856
Tak

24774
83%
Nie

5082
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat sprawy nieletnich warszawa | liny nierdzewne | medycyna estetyczna gdańsk | pellet Radlin | suplementy diety produkcja
zespół muzyczny gliwice | cyklinowanie milanówek | matedukacja | książeczki zdrowia Jastrzębie Zdrój | industrieklettern wien